Trasa z dnia dzisiejszego bezpośrednio wynika z moich ambicji, chęci poznawania nowych tras, a także niezrealizowanych do końca celów, i nieudanej do końca (zgodnie z założeniami poczynionymi na trasie) przebiegu ostatniej przygody z przed kilku dni: Szlakami nowych przygód... Inny mój cel to może chęć skończenia tych 100 km terenowo. W końcu nie wiele mi brakowało do realizacji tego założenia, do uwolnienia się od tej durnej myśli. Tylko przed i w trakcie dzisiejszej trasy z jakiegoś powodu myślałem, że ja mam zrobione ponad 80 km terenowo, jakieś 84 km. A tak naprawdę mam o 20 km mniej. W ostatnich trasach przestałem jeździć terenowo i się nad tym zagadnieniem skupiać. Ostatni raz tak typowo w terenie, nawet jak na moje możliwości jechałem na trasie: Na szlakach rur & Narnia. Miałem po trasie zrobione: 65,97 km ze 100. Liczyłem na to, że dziś pojeżdżę więcej terenowo i nabiję brakujące kilometry. Trochę jednak moje plany, a także późna pora dnia, bo wyjeżdżałem po godzinie 15 dopiero.. Sprawiły, że moje plany się rozjechały, rozpłynęły jak chmury na błękitnym niebie. I choć było fajnie bo każda trasa to nowa przygoda.. To jednak wychodzą pewne problemy i niedoskonałości z jakimi muszę się mierzyć. Ostatnie dni przed wakacjami w szkole są dość ciężkie.. Długo się siedzi, ciągle jest coś do roboty, ciągle ktoś coś chce.. A to nie pomaga w poradzeniu sobie z blogiem, gdzie rosną zaległości.. Każda kolejna trasa to kolejne wpisy do tyłu. A potem nie wiem co sobie myśleć i jak układać opisywaną tu historię! Najchętniej układałbym ją tak, że dziś już moja próba 100 km się skończyła. A to najwidoczniej nie.. Choć dziś trochę takich odcinków było: 6,08 + 2,85 + 9,35 + 3,48 + 5,25. Było ich na sumę 27,01 km. A to wciąż za mało.. Bo wobec tego po dzisiejszej trasie mam: 92,98 km z 100 km. A już się przez pewny moment cieszyłem, że przekroczę. W końcu tyle w terenie dzisiaj szalałem. Nawet żałowałem trochę, że do terenowych jazd doliczam także jazdę po bruku, po płytach jumbo.. A nie tylko ściśle tylko drogi leśne utwardzone, bądź nieutwardzone a także wszelkiego rodzaju szutrowe powierzchnie. Widocznie niepotrzebnie.. Bo przecież moja próba jeszcze się nie skończyła.. A zapewne moje ambicje będą pozwalały i z pewnością doprowadzą do tego, że ja jeszcze powrócę w te Golczewskie lasy.. Dzisiaj nie trafiłem do Łęgna z Drzewicy / Kłodzina. A tak sobie jakoś rozpisałem aby tak jechać, a pociągnęło mnie inaczej. Byłem bliski celu podróży.. Przypadkiem pewnie jechałem dobrze, póki nie zacząłem błądzić w zniszczonym chciwością, podłością i skurwysyństwem lasem.. Atakowany zewsząd przez wszystkie stworzenia, stawałem czoła samym zagrożeniom. Wyrąbanym, zniszczonym drzewom.. Przecież te ścinki z drzew są bardzo niebezpieczne dla opon, mogą przebić dętki, zniszczyć opony.. A ja opony mam mocno wysłużone, sporo przejechały. Szczególnie tylna opona, która już w podobnych okolicznościach pierwszą dętkę przebiła: Trudy Iglic. Przygoda, trasa prawie przed roku, w Dąbiowskich lasach.. No ale ta historia rok do roku raczej nie dojdzie.. Raczej ta opona tyle nie przeżyje.. Stawiałem więc czoła wielu zagrożeniom. Obsiadły mnie kleszcze, mimo sprayu na owady, komary i tak znalazły do mnie drogę.. Masakra.. Zbłądzona pełna niebezpieczeństw droga, która i tak nie przyniosła oczekiwanych rezultatów..
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
ID wpisu: 857
Trasa nr [łączna]: 938
Trasa nr [na blogu]: 852
W tym tygodniu: 1
W tym miesiacu: 14
W tym roku: 112
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 929 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 843 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 9 dni
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 12223 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 12288 km
Maksymalna prędkość: 27.7 km/h
Przejechałem: 64.77 km
Przejechałem [msc]: 670.75 km
Przebieg roweru [rok]: 4347.31 km
Przebieg roweru [suma]: 36358.67 km
Przejechalem w 2021: 4347.31 km
Podroż dookoła świata (2021) 10.8683 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 90.8967 [%] km
Czas jazdy: 04:37:30 h
Czas Jazdy Suma (ever): 2299:29:10 h
Czas Jazdy Suma (blog): 2076:03:02 h
Czas Jazdy Suma (2021): 275:29:22 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 41:27:58 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:57:43 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:27:35 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:25:21 h
Średnia: 14.03 km/h
Dzisiejszy wyjazd choć był udaną przygodą, niekoniecznie był tym co sobie dokładnie zaplanowałem. Planowałem na dzisiaj przejechanie kilku nowych dróg, jedną z nich miała być dróżka idąca bezpośrednio na Gardomino z polnej drogi za Mechowem. Tylko, że dzisiaj jakoś mimo chodem tą dróżkę minąłem i jej nie widziałem. Nawet się wracałem pod rzekę Gardominkę ale jej nie widziałem :( Nie wiem jak to się stało, z ostatniej już dziś wspominanej trasy: Szlakami nowych przygód.... Wynikało, że taka trasa jest.. A dzisiaj jej nie widziałem :( Więc pojechałem normalnie na Wytok, gdzie po drodze mijając wiejskie piękne strony, ułożyłem sobie ciekawe motto na dzisiaj, które z pewnością będę nie raz wykorzystywać w trudniejszych chwilach.. Pełnych zwątpienia: roweruj zawsze tak aby Twój Gryfus mógł być z Ciebie dumny - do ostatniego siły machnięcia, do ostatniego zgrzytu łańcucha.... A to zresztą nie jedyne mądrości jakie do głowy mi przyszły na tej długiej, niełatwej i pełnej przygód nowej trasie! O ile drogę do Wytoku znałem, o tyle mogłem poznać nową dróżkę do Jaśla - bezpośrednio z Zagórcza. Miałem tą trasą jechać właśnie na szlakach nowych przygód tydzień temu.. No ale nie trafiłem w tą drogę w Wytoku, za szybko pojechałem na Jasiel starą znaną mi drogą. Dziś mogłem poznać tą nową.. Trochę zarośniętą, ale przejezdną.. I tak jechałem do Golczewa, które tak dobrze znam a jednak wciąż odkrywam tam coś nowego. Tj. drogę przez las pod jezioro Szczucze. Pięknie tam jest.. Fajna miejscówka, warto będzie tam jeszcze nie raz pojechać.. A póki co - nowa mądrość życiowa jaką dziś ułożyłem: Jeśli możesz z sakwami przejechać 100 km to bez sakw też możesz. Jeśli możesz z sakwami przejechać rajd kolarski, bez sakw też będziesz mógł. A jeśli myślisz, że możesz bez sakw pojechać szybciej: nie możesz... Prawda może prosta ale nie dla każdego musi być zrozumiała. Dzisiaj sobie ją idealnie udowadniałem, że to działa tylko w przypadku rowerów MTB i przesiadka na kolarskie. W drugą stronę nie da rady. Jak ktoś jeździ z sakwami, z obciążeniem na lżejszym rowerze też sobie poradzi. W drugą stronę nie. I nie będzie wcale szybszy. W końcu wszystko tu rozchodzi się jedynie o wytrzymałość. A nie możliwości.. A to taka ciekawostka, która uzupełnia mi dzisiejszy pełny przygód i planowanych kolejnych dzień. I tak np. we wsi Kłęby pod Golczewem widziałem dwa warte odwiedzenia obiekty - dawny młyn, a także pewną opuszczoną (przynajmniej mam taką nadzieję) posiadłość. To kolejne uzupełnienia dzisiejszej trasy, która prowadziła do jej kulminacyjnego punktu - jakim miał być przejazd przy lesie Golczewskim do szutrowej drogi ciągnącej się od Łęgna do drogi DW106 nie daleko skrzyżowania DW106 - Wołowiec, a także nie daleko Błotna. Jednakże do tej drogi nie trafiłem. Wg. śladów GPS byłem bliski celu, ale trochę zbłądziłem, jeździłem po ścince drzew, wjeżdżałem w ślepe uliczki, atakowany przez robale szukałem wyjścia. Straciłem w ogóle orientację gdzie jestem.. Wróciłem do piaszczystej drogi, wyjeżdżonej przez auta.. I zacząłem jechać w kierunku drogi DW106. Na mojej drodze nie mniej stanęła rodzina dzików.. Musiałem się cofnąć i nie będąc pewny czy dobrze robię, szukać objazdu. W końcu wyjechałem. Daleko od pożądanego skrzyżowania.. Zawiedziony w swojej niemocy, łaknąc jednak dalszych przygód, nie rezygnowałem z trasy mimo robiącej się coraz późniejszej pory dnia. Pojechałem pod Błotno, skręciłem na Grabin, Sikorki, Glicko i pojechałem do Wołowca. Tu już nie zbłądziłem jak ostatnio i trafiłem do Potulinca. Drogi z Potulinca na Płoty nieco się obawiałem - czy będzie przejezdna i w ogóle. Nie było jednak tak źle.. Robiąc ostatnie terenowe kilometry (3,48 + 5,25), gdzie odcinek 3,48 km jest od Wołowca do Potulinca, a odcinek 5,25 km z końca Potulinca gdzie się kończy asfaltowa droga i zaczynają płyty jumbo a potem normalny las - prowadziło mnie prosto do mych rodzimych Płotów. Ostatnie wyzwania na dzisiaj, które nie przyniosły oczekiwanego skutku 100 km terenowo. Jeszcze trochę brakuje, jeszcze raz będę musiał się w taką trasę wybrać.. Mając nadzieję, że opona jeszcze trochę wytrzyma.. A tym czasem z kończącym się dniem, kończy się moja dzisiejsza przygoda. I choć wiele już przejechałem, wiele widziałem to muszę być rad tylko tej znanej prawdzie: "ilekroć w lasy wkroczę, tylekroć będzie pewne, że zamierzonej drogi nie odnajdę..". Mówiąc wprost po prostu się zgubię ;) To jest częste.. Bez trudu znalazłbym sporo przykładów tras, na których się po prostu nie udało.. Pobłądziłem.. Nie mam orientacji w terenie i stąd takie przeboje. Z pewnością jednak będę chciał poznać te Golczewskie lasy, do których ciągnie mnie od lat.. I których do tej pory nie miałem okazji poznać..!
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)