15.05.2026
Jazda nr: 1786

Tagi: makowice, wiejskie_przygody |

Dzisiejsza trasa od była się bo musi. Dość późno jak na mnie, grubo po godzinie 19. Nawet bliżej 20. Wcześniej nie dałem rady jechać z dwóch powodów.. I pogoda - dzisiaj był kolejny deszczowy dzień.. I nie czułem się za dobrze jak wróciłem ze szkoły. Ogólnie od zeszłego weekendu nie czuję się za dobrze co już wyczułem właśnie w weekend. Ból gardła, zmęczenie, osłabienie. Doszedł kaszel. W tygodniu gorączka, rozbicie. Słabo się czułem. I pogoda nie była lepsza. Ból gardła przechodził i wracał. W nocy z czwartku na piątek (14-15.05) było bardzo słabo.. To była również nie przespana dla mnie noc. Zgodnie z oczekiwaniami - a raczej obawami, którymi podzieliłem się we wpisach: Powalicką trasą: "mimo wszystko!" i Pełna "Powalicka Trasa". Dopadła mnie choroba. Jakaś taka dziwna. Szybko mija. I zbytnio się nie rozwija. Jednak leciałem na tym na czym mogłem lecieć - na domowym leczeniu - większą ilością wit. C na start (2x po 1000 mg) przez 2 dni. Potem już normalnie 1 tabletka = 1 000 mg na dzień. Brałem 2x dziennie neosinę, rutinoscorbin i gripex. I jakoś przeszło. Co mi ostatecznie pomogło to nie wiem. Coś jednak pomogło. Dzisiaj mimo, że bez spania. I, że miałem cały taki chujowy tydzień.. To zebrałem się w sobie aby pojechać. A, że się źle czułem przy okazji, i tak przysypiałem przy okazji.. Wzięło mnie na spanie po południu.. Do tego deszczowe po południe było.. No ale jak wstałem w okolicy godz. 19 czy już chwilę po.. To mimo wszystko zebrałem się w sobie aby pojechać. Nawet kawałek.. Chodzi o to aby się ruszyć! Aby wrócić do tej rowerowej rutyny. W innym przypadku bardzo mocno siada mi psychika... Cóż. uroki uzależnienia.. A czy to jest jakaś choroba?! Byłem u lekarza dzisiaj. Skorzystałem z takiego luźniejszego tygodnia w szkole. I, że większość potworów jest na wycieczkach i dziś ich nie ma. No i.. liczyłem na sensowny antybiotyk. Aby przerwać te bycie co chwila chorym. A co dostałem?! Kurwa. Jebane wziewy znowu... I clatrę na łagodzenie objawów alergicznych. Kurwa. Tylko ja biorę tą clatrę. Nic mi to nie daje. No i raczej alergia nie powoduje wieczornej gorączki. I infekcji gardła.... Powtarzających się infekcji gardła. Kurwa. Lekarze w polsce. A już najgorsi ci nieroby na POZ. Siedzą latami na takich stanowiskach i mają całkowicie na wszystko wyjebane.. A skoro się jakimś cudem późniejszym po południem lepiej poczułem.. I słońce mnie wodziło.. To nie miałem innego wyboru jak nie pójść i się nie przejechać..
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
* Poprawka licznika z powodu bugów 2026 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
  • ID wpisu: 1796

  • Trasa nr [łączna]: 1872
  • Trasa nr [na blogu]: 1786
  • W tym tygodniu: 1
  • W tym miesiacu: 8
  • W tym roku: 67

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1857 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1771 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 15 dni

  • Stan Licznika Poczatkowy: 31372.4 km
  • Stan Licznika Końcowy: 31384.21 km
  • Stan Licznika Końcowy2*: 31186.05 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 9734 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 9746 km

  • Maksymalna prędkość: 32.7 km/h

  • Przejechałem: 11.81 km
  • Przejechałem [msc]: 255.92 km
  • Przebieg roweru [rok]: 1525.12 km
  • Przebieg roweru [suma]: 68152.08 km

  • Przejechalem w 2026: 1525.12 km
  • Podroż dookoła świata (2026) 3.8128 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 170.3802 [%] km

  • Czas jazdy: 00:42:57 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 4348:41:11 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 4125:15:03 h
  • Czas Jazdy Suma (2026): 100:53:25 h
  • Czas Jazdy Suma (w tym msc): 15:25:20 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 01:55:40 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 01:30:21 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:17:49 h

  • Średnia: 16.87 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego poprowadziła mnie ku zdrowiu? No nie wierzę w to. Ja już nigdy nie będę zdrowy. Jest tylko coraz gorzej. Często choruję. Jak nie migreny to inne objawy. Lekarz POZ maniakalnie próbuje leczyć mnie na alergię. Pomimo, że testy nie wyszły. I lekarz alergolog nie zlecił dalszych badań. To w sumie nie wiadomo z alergię na jaki patogen dokładnie walczymy. No ale mam walczyć z alergią poprzez kolejne wziewne lekarstwa.. Ja kurwa tego nawet nie biorę. Bo biorę czy nie to skutki są takie same. No ale fakt w tym roku (2026) wyjątkowo to się wszystko ciągnie. I zaczyna przypominać alergię sezonową. Tyle, że te ciągnie się to od lutego, z przerwą w kwietniu gdy w miarę się czułem. I zaostrzenie nagle w maju! Tylko to dziwne. Bo alergia atakuje mnie w okresie gdy zaczynają chorować dzieci i nauczyciele w szkole. I wtedy nagle BUM ja też padam. Do tego roznosi się choroba dalej. To naprawdę dziwne! Przenoszona alergia cholera.. Chyba trzeba służby epidemiologiczne wezwać! I zarządzić jakieś kwarantanny... Czasem w chwilach słabości jestem skłonny uwierzyć w tą alergię. No ale to na przypadek nie wygląda. Więc nie chce mi się w nią wierzyć. Nie wierzę, że to jest jakaś alergia. Zresztą byłem dzisiaj u lekarza POZ. Poszedłem tylko dlatego, że wczorajsza noc była ciężka. I obawiałem się, że będzie gorzej w weekend. A w kolejnych dniach ma być powrót ładnej pogody.. A ja co? Znowu i nadal chory.. :( I tylko tracę kolejne piękne chwile w życiu na byciu nie zdolnym do korzystania z nich?! Już wystarczy, że w tygodniu nie jeździłem. Źle się czułem. I jakoś mojej pracy była marna. Zgodnie z przewidywaniami - tydzień głównie poświęcony był problemom związanym z monografią, i jej dalszym drukiem oraz składaniem. Same składanie to była porażka, która skończyła się na ostatecznym wywaleniu jakiś 44 prac. I koniecznością ponownego wydrukowania stron, które znajdowały się w tych 44 kopiach... A to wszystko dlatego, że do pracy wzięli się niekompetentne osoby. Był to również początek gorszej - deszczowej pogody. A także rosnącego mojego gorszego samopoczucia. Już z nocy z niedzieli (10.05) na poniedziałek (11.05) nie spałem. Kolejne noce też były ciężkie. I kolejne dni też były ciężkie. W ich wyniku mam tylko zaległości. W tym zaległości z blogiem. Ostatecznie nie opisałem wpisów z zeszłego tygodnia (09.05 i 10.05). Robię to dopiero (16.05). I w sumie jakoś dziwnie się czuję.. Widząc ten wpis z 09.05 nie opisany i dzisiejszą datę - 16.05.. Tak jednak było. Ostatnie dni.. dość ciężkie.. I tak mamy dzisiejszy dzień. A w zasadzie po południe gdy się ruszyłem. Fajnie było się przejechać. Wyszło trochę słońca. I po tym deszczu było naprawdę fajnie. Nie przeszkadzało to, że jest mokro. Było przyjemnie. I w sumie nie chciałem przeginać ale kusiło mnie bardzo pojechać pełną trasą - przez lotnisko na Czarne i Słudwia.. Mimo późniejszej pory... Kawałek dalej.. I byłoby fajniej. A tak się ograniczyłem do tradycyjnej trasy "powrotu do zdrowia" - bo najczęściej wtedy jadę tym ograniczonym szlakiem do krzyża na Makowicach i z powrotem.. Nie mniej - miło spędziłem rowerowe po południe.. I co najważniejsze: wróciłem do rowerowania.. Poprawi się więc moja kondycja psychiczna. Choć nie liczę na wiele z tego kończącego się tygodnia.. Trzeba będzie jednak w weekend nadrobić zaległości. Ogarnąć te sprawy. Aby jakoś wejść w kolejny tydzień i w kolejne zmagania jakie z całą pewnością na pewno przyniesie..

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa15maja2026zdj1.jpgtrasa15maja2026zdj2.jpgtrasa15maja2026zdj3.jpg


Mapa przebiegu trasy :)