Dzisiejsza trasa okazywała się być nieco lepsza niż zapowiadała pogoda. W tym ostrzeżenia przed silnym wiatrem. Bo tak miało być - wiać, i być nie przyjemnie. I podobno tak było ale nie tutaj. Byłem dzisiaj pod Szczecinem dokładnie w Kliniskach Wielkich choć początkowy plan zakładał nieco inny scenariusz a mianowicie Zdunowo i robić tam loty dronem. Podoba mi się Zdunowo i ta okolica. Miałem okazję tylko tutaj przejechać. I nie zatrzymać się na dłużej :( -> Szczecińska urbeksowa zima i "Zakazane" - zimowe urbeksy. To właśnie w trasie z 02.12.2023 r. się zauroczyłem w tych stronach. I jeszcze tu wrócę. Najwyżej sam... Skoro z ekipą niekoniecznie ;) Po zmianach planów ostatecznie wylądowałem w Kliniskach i tak nieco spóźniony. Ostatecznie jednak dobrze, że przyjechałem! Dystans prawie 50 km. Nie jest tak źle! Początkowy plan też mi pasował... Kliniska i okolica w misji poszukiwania zaginionego psa. Jednak nie miałem konkretnych informacji, które dopiero dziś WG zdradził. I to kompletnie ten poroniony pomysł zażegnało... WG dzwonił do mnie w tygodniu i ustalał, że dziś będziemy po Kliniskach jeździć i psa szukać. No nie wiem jak to rozumieć ale w moim odczuciu WG spodziewał się na czas znaleźć psa, nie wiadomo jak go złapać. I spoko... Tylko problem jest w tym, że ten pies zaginął już kilka dni temu - dziś będzie mijać tydzień albo i dłużej. Jest to mocno zurbanizowany teren, który "prawie" łączy się z tym cholernym Szczecinem. Tylko w weekend, i to w nie ciekawą pogodę, wciągu godziny działo się tu wiele - główne trasy przejazdowe, tysiące domostw. No dobra... Gdy w końcu dotarłem do Klinisk, a miałem z rana duże opóźnienia - było ok. godziny 12. Dotarłem i chwilę tu pojeździłem. Po czym WG się znudził tą misją, wymyślił aby pojechać do Goleniowa i zrobić objazd miasta. Nie miałem nic przeciwko. Do Goleniowa nie daleko, szybko idzie dojechać... Tylko, że plany na Goleniowie się nie skończyły... W planach był jeszcze Stargard. A ja nie jestem przygotowany na nocną jazdę. Mam problem z lampką. Niby była naprawiana ale nie to jest problemem bo nawet jej nie wziąłem ze sobą. Nie zakładałem jazdy nocnej. A to wychodzi taki brak planów na trasę. I nagle jest tak, że jedziemy gdzieś dalej. No ja akurat nie pojechałem. A niech sobie co niektórzy uczestnicy wyjazdu mają pretensje. No ale nie pojechałem. Cały dzisiejszy wyjazd nie jest przemyślany. Począwszy od misji "szukania psa" - robić to tydzień później. Szczerze? Nie wiem jakiego efektu WG się spodziewał. Takie rzeczy się robi od razu. Tu jest zbyt duży teren w którym ten pies mógł się znaleźć. Zresztą jest duże prawdopodobieństwo tego, że ktoś go przejął, mógł gdzieś wywieść. W końcu minęło kilka dni w mocno zurbanizowanym terenie, który graniczy z tym cholernym nie małym miastem Szczecin. Różne scenariusze są możliwe. A w zasadzie nie ma się żadnej informacji poza słabej jakości zdjęciu, które swoją drogą zostało zrobione przez zrobienie zdjęcia ekranu w komputerze z ogłoszeniem na Facebooku... Nie komentuję. Nie ma co się denerwować. Ta akcja nie mogła się udać. A co do Goleniowa to na dojazd do Goleniowa czy na trasę po Goleniowie jak najbardziej byłem chętny. Nie jest to daleko. Spoko, można było pojechać. Dzisiaj była nie pewna pogoda - zbliżały się wiatry: Nadciągają wichury - TwojaPogoda - 19.01.2024 r.... No dobra, nie zawsze mam z pogodą rację ;) Pod Szczecinem nie wiało tak mocno. No może z rana tylko... Wciągu dnia ciepło, sytuacja na drogach lepsza niż się spodziewałem - topnieje ten cholerny śnieg i lód. Większość dróg przejezdna. Nawet takie boczne, mniej uczęszczane były przejezdne! I to jest na plus. I oczywiście ciepło - już od rana były temp. plusowe (+1℃ do +2℃). Gdy jeździliśmy wciągu dnia było tak 3-4℃. To nie zmienia jednak faktu, że nie szykowałem się dzisiaj na dłuższą wyprawę. I nie byłem na niej sam. Z rana przywoziłem JS do Nowogardu i w planach było to, że ją zabiorę tak maksymalnie do 17. A co wyszło to wyszło, no ja na czas do Nowogardu wróciłem :) I to jest najważniejsze. A to, że WG, KW, i MK pojechali na wyjazd dalej... Przy czym uczciwie ze Stargardu wracał tylko MK bo WG i KW cwaniacy poszli na pociąg... To jest już inna sprawa. To jedna z przyczyn dla której się nie pchałem w tą wyprawę dalej. Przy bardziej sprzyjających okolicznościach - no czemu nie! Wyjechać szybciej, mieć za sobą dłuższy dzień. I być na to kondycyjnie przygotowany. A ja taki nie jestem - no do 50 km dzisiaj dam radę no może do tych 60-ciu też bym dał radę. No ale na maratony bliższe 100 km nie byłem przygotowany... Więc w Goleniowie się rozstaliśmy i każdy pojechał w swoją stronę, i mam wrażenie, że nie każdy zadowolony, że tak wyszło... No trudno - trasę i tak uznaję za udaną. A moje ambicje, możliwości i osiągnięcia są tylko moje - rozwinę jeszcze tą myśl w drugim akapicie dzisiejszego wpisu.
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2023 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1366
Trasa nr [łączna]: 1444
Trasa nr [na blogu]: 1358
W tym tygodniu: 3
W tym miesiacu: 10
W tym roku: 10
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1431 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1345 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 13 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 19342.8 km
Stan Licznika Końcowy: 19390.39 km
Stan Licznika Końcowy2*: 19270.99 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 31822 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 31870 km
Maksymalna prędkość: 32.1 km/h
Przejechałem: 47.59 km
Przejechałem [msc]: 231.53 km
Przebieg roweru [rok]: 231.53 km
Przebieg roweru [suma]: 56090.11 km
Przejechalem w 2024: 231.53 km
Podroż dookoła świata (2024) 0.5788 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 140.2253 [%] km
Czas jazdy: 03:01:05 h
Czas Jazdy Suma (ever): 3581:29:35 h
Czas Jazdy Suma (blog): 3358:03:27 h
Czas Jazdy Suma (2024): 17:33:32 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 17:33:32 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:45:21 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:45:21 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:27:30 h
Średnia: 15.78 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego w pewnym początkowym momencie może przypominać taką zabawę w kotka i myszkę. Bezmyślne jeżdżenie po Kliniskach (co w sumie mnie się podobało) i szukanie psa. Jednak misja nie potrwała już zbyt długo. A to przez jej durne założenia - skoro ucieka skądś pies, czy zaginie np. dzisiaj to działania podejmujemy od razu a nie po kilku dniach. A w tym wypadku tak to wygląda. Kilka później misja szukania psa. A założenie pewnie takie, że ten pies grzecznie kręci się w administracyjnych granicach wsi Kliniska Wielkie. I ani myśli wyskoczyć gdzieś dalej! A każdy scenariusz jest równie prawdopodobny - nawet to, że wybrał się do miasta (Szczecin) i tam został przejęty. Równie dobrze mógł wybrać się również do Goleniowa. A może i zabłądzić gdzieś w Puszczy Goleniowskiej - w końcu jest blisko, czy lasach ciągnących się od Klinisk w stronę Goleniowa. A co się z nim tam stało to już nie wiadomo... Durne pomysły WG... Nie będę się szczędził - obrazi się jak to przeczyta to się obrazi. Zresztą dziś WG powiedziałem co o tym pomyśle myślę. Akcja nie trwała jednak do sukcesu czy nawet "upadłego". Trwała tylko do czasu dojechania do nas kolegi MK, z którym ruszyliśmy do Goleniowa. Pod Goleniowem nie mogłem jednak znaleźć ani KW ani MK z którymi ruszyłem. Kolega WG szybciej pojechał. Skręcili pewnie na Dworzec Główny PKP i tam gdzieś byli. A ja pojechałem pod Urząd Miasta w Goleniowie i tam się spotkaliśmy. I tam po krótkich lotach dronami i kilku zdjęciach pojawia się kolejny pomysł - jedziemy na Stargard... Ponad 20 km stąd na Stargard. No zajebiście. Jednak liczę optymistycznie patrząc po swoich możliwościach: 1,5h drogi. Wrócić z stamtąd też chwila. Kilometry lecą. Nie wiadomo na ile mi sił starczy... Nie byłem za tym pomysłem co mocno się nie podobało WG. No tak, bo każdy się będzie przyporządkowywał temu co sobie wymyśli. Gdyby były od początku takie plany, że jedziemy choćby od tych Klinisk na Goleniów a potem Stargard to faktycznie trzeba by było wyjechać o tej 8-9 rano. A nie dopiero bliżej 13 z Klinisk... To nie mogło się udać o tej porze roku i wciąż krótkimi dniami - choć z każdym dniem jest coraz lepiej. Jednak zaraz po 16 jest ciemno... A ta trasa nie skończyłaby się szybciej niż 19-20. O ile nie byłoby po drodze kolejnych pomysłów. Zresztą... Nie czułem się dzisiaj na sile tyle jechać no te 50-60 pewnie bym dał radę. I właśnie w okolicach tych 50 km skończyłem dzisiejszą trasę - wracając zrobiłem jeszcze objazd po do tej pory nie znanych mi ścieżkach Klinisk Wielkich. Jednak nie uważam za poważne takie zachowanie i wymuszanie na kimś konkretnych działań, które nie były wcześniej umówione. No bo wtedy bym się na taką dłuższą trasę nie pisał. No bo na razie nie jestem na nią gotowy. Doszedłem nawet do wniosku, że czasem jest mi lepiej jeździć samemu co zresztą wiele razy robiłem - w końcu całkowicie sam, bez żadnych towarzyszy zrobiłem: 1075 tras z 1357 wszystkich (bez dzisiejszej) opisanych na blogu (czyli 72,91%). Przejechałem więc samemu: 38697,89 km z (52294,92 km wszystkich) - gdzie wynik to tylko dla blogu, nie liczyłem tu kilometrów i tras z "towarzyszami" z poza blogu. Trasy z którymi miałem towarzyszy to tylko: 282 trasy i trasy na których jeździłem z WG to: 24. To tylko 24 z 1358 tras (z dzisiejszą) i 23 z 1357 wszystkich (bez dzisiejszej). To mały ułamek wszystkich tras - 1,76% i bez dzisiejszej 1,69%. Naprawdę? Mam się przejmować opinią kogoś, kto teraz będzie mnie uważał za słabego rowerzystę. A czy ja kiedyś się uważałem za lepszego? Nigdy nie wychodziłem po za to, że jestem jedynie turystą a nie sportowcem. I jestem słabym rowerzystą. A to co osiągnąłem, to co widziałem i zrobiłem to jest moje i Aurelii no bo z nią to osiągnąłem i nikt mi tego nie zabierze. Aurelia była ze mną nim zacząłem jeździć z WG: Trasa na Pałacyki - nasza pierwsza wspólna trasa. I będzie ze mną nawet jeśli nasze drogi się rozejdą i przyjdzie mi dalej jeździć samemu. Sam zrobiłem setki tras. A pamiętajmy, że te trasy z "towarzyszami" to takie nieprecyzyjne. Czasem są trasy, że owszem robię z kimś większość trasy jeśli nie całą. A czasem ten towarzysz był tylko mały fragment a jednak go uwzględniam - taki koronny dla mnie przykład z przed wielu lat: 100 KM !. Kolega MM na tej trasie "100 km" jechał ze mną gdzieś od Reska do maksymalnie Łosośnicy. Mały fragment całości - gdzie większość robiłem sam. I tu jest ta nieprecyzyjność towarzyszy - był i jest uwzględniony. Liczy się, że na tej trasie nie byłem sam. A to, że sam przejechałem 90 km a z nim może 10 km może trochę więcej... No to ma właśnie znaczenie. Myślałem trochę nad tym dzisiaj, ile to ja z Aurelią przejechałem... I serio zdenerwowała mnie postawa WG. A tak między nami w innych warunkach i okolicznościach pewnie bym pojechał na ten Stargard. Trzeba być jednak na trasę przygotowanym. I to pod każdym względem. Dzisiaj nie byłem ani żarcia ani wody nic nie miałem. No bo nie spodziewałem się dłuższych tras. Gdy będę miał takie w planie będę na nie odpowiednio przygotowany. Myślę, że jak pogoda pozwoli to już w pierwszej połowie lutego mógłbym się wybrać na okolicę 100 km tras... Jednak nie dziś. A kończąc moją myśl - większość rowerowego życia i tak naprawdę większość przejechanych kilometrów zrobiłem sam. I mogę to robić dalej i dalej jeździć samemu. Tylko ja i Aurelia - tylko my się w pełni rozumiemy... :3 To co osiągnąłem jest moje i nikt mi tego nie zabierze ani tego nie podważy. Z pewnością jeszcze nie jedna piękna historia przede mną i pewnie nie jeden taki dzień jak dziś. A swoją drogą. Tak nie wiele brakowało abym w ogóle zrezygnował dzisiaj z jeżdżenia. Byłaby to zła decyzja. Koniec końców cieszę się, że do Klinisk dziś dojechałem. Dzień minął jak minął - można powiedzieć: trochę chaotycznie... Jednak najważniejsze jest to, że się pojechało. W dużej części dnia miałem ten rower, i idącą za nią przygodę, a wieczorem widziałem się z JS... I też było sympatycznie. A co do WG to miałem mu dzisiaj powiedzieć aby tak nie cwaniakował. Ma pozwolenie od żony na rower i cwaniakuje. A gdyby mu zabroniła pojechać to nie miałby nic do gadania.
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)