03.10.2019
Jazda nr: 478

Tagi: zs_trPracy, zs |

Trasa z dzisiejszego dnia miała dość długi przebieg, i emocjonalny. W różnej, niekoniecznie sprzyjającej pogodzie jaka spotyka mnie na początku października. Otóż, zaczęło się od poranka gdy pojechałem do trasy. Byłaby to więc trasa pracy. A skończyło się na po południowym wyjeździe po pracy. Byłaby to więc trasa po pracy. Idąc takim myśleniem, początkowo dzisiejszy wpis nazwałem: Trasa pracy i po pracy. W końcu w tym tytule się nie mijam z prawdą. Po dłuższym zastanowieniu zrezygnowałem z takiego nazewnictwa na rzecz Szczecińskiego Miejskiego Wojażu. Co prawda granice administracyjne Szczecina mijałem.. ale to jest nadal Szczecin czy to się komuś podoba czy nie, to wbrew nazwą i administracyjnym granicom na mapach, przyległe zadupia jak Rajkowo, Mierzyn, są częścią Szczecina. Gdyby politycy wyrazili taką chęć, włączyliby te miejscowości do granic Szczecina.. Co się pewnie kiedyś stanie. Wtedy te wioski będą częścią miasta, jego kolejnymi dzielnicami. A to może nie być wcale taka odległa przyszłość, patrząc na nieustający i ciągły rozwój, rozbudowę miasta - tak może być. W końcu nieustannie coś się buduje, pochłania się kolejne nieużytki rolne, czy takie spokojne leśne tereny. Metropolia wciąż rośnie, a wraz z jej wzrostem, rośnie mój niepokój o przyszłość i smutek, który wywołuje u mnie nie tylko jesień ale właśnie te nieustanne, z każdym rokiem coraz większe zmiany w życiu i w świecie. Przywodzę tutaj myślą pewne trasy z 2018 r., gdy pewne miejsca, które dzisiaj odwiedziłem - wówczas po raz pierwszy odwiedzałem. Jak ten czas szybko leci.. Przytoczę związku z tym pewne słowa, znanej wśród starszych czytelników pięknej, co ważne Polskiej piosenki: (...)minął rok, znowu rok - byle jaki.... Bardzo smuci mnie w ostatnich dniach, często przeze mnie odsłuchiwana piosenka: Ah Panie Panowie w wykonaniu Dominiki Żukowskiej w duecie z Andrzejem Koryckim. Piękna i smutna, napawa mnie niepewnością jaką jest każdy kolejny rok, i wielkie zmiany w moim życiu, których nie potrafię zaakceptować jak przymusowe życie w Szczecinie.. Dalekie, kłopotliwe i męczące dojazdy do pracy.. o czym wspominałem już na wczorajszej trasie: Trasa pracy z 02.10.2019. Nie wiem jak to będzie dalej, ale czasem myślę, że długo tak pociągnąć nie dam rady.
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
* Poprawka licznika z powodu bugów 2019 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
  • ID wpisu: 481

  • Trasa nr [łączna]: 564
  • Trasa nr [na blogu]: 478
  • W tym tygodniu: 3
  • W tym miesiacu: 2
  • W tym roku: 137

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 555 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 469 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 9 dni
  • Stan Licznika Poczatkowy: 1160.72 km
  • Stan Licznika Końcowy: 1183.29 km
  • Stan Licznika Końcowy2*: 1179.53 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 13447 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 13469 km

  • Maksymalna prędkość: 34 km/h

  • Przejechałem: 22.57 km
  • Przejechałem [msc]: 33.67 km
  • Przebieg roweru [rok]: 4176.97 km
  • Przebieg roweru [suma]: 21324.96 km

  • Przejechalem w 2019: 4176.97 km
  • Podroż dookoła świata (2019) 10.4424 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 53.3124 [%] km

  • Czas jazdy: 01:24:52 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 1339:58:38 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 1116:32:30 h
  • Czas Jazdy Suma (2019): 260:15:24 h
  • Czas Jazdy Suma (w tym msc): 02:09:44 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 01:04:52 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 01:53:59 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:19:17 h

  • Średnia: 16.12 km/h
Dzisiejsza trasa ma dla mnie emocjonalny i ważny przebieg. Mimo, że staram się ze sobą walczyć to trudno m walczyć z uczuciami, które mną rządzą.. dyktują jakie będą kolejne dni. Pocieszeniem jest dla mnie to, że jutro weekend, że jutro wrócę do rodzinnych stron gdzie mam gdzie wracać (na razie), że spędzę tam spokojnie sobie weekend, i jakoś to będzie. Trasę rozpoczęła męcząca podróż do pracy. Gdyby tego było mało, że była męcząca to jeszcze zbyt późno wyjechałem. A gdyby znów tego było mało, to okazało się, że mam rozładowany zegarek do sterowania kamerką przez co, wyjątkowo szybko zalazłem się pod KWP Szczecin. Zapierdalałem. Dojechałem tam w 18:41 min. Ale nie miałem już jak wyłączyć kamerki, tą wyłączyłem po nie całych 7 minutach (25:11 min). Wpierw udałem się do sekretariatu wydziału gdzie pracuję podpisać listę, potem dopiero do sekcji, w której pracuję. I tam podłączyłem pod powerbank ten nieszczęsny zegarek i wyłączyłem kamerkę :) No cóż, prawda jest taka, że go dawno nie ładowałem a nawet na myśl mi nie przyszło sprawdzić w jakim jest stanie bateria w nim zawarta! Byłem pewny, że się uda. Ale nie! Gdybym miał więcej czasu na zabawy to bym wyłączył tą kamerkę jeszcze pod komendą. Ale tak się spieszyłem aby listę podpisać. Ten pęd życia daje mi się we znaki. Niebezpieczna pogoda również. Jest ślisko, z rana padało, jest zimno.. I niebezpiecznie. Auta jeżdżą nierozsądnie, blokują ścieżki rowerowe, jest problem z przejazdem przez popularne skrzyżowania i wielopasmowe ronda. Mało problemów? Są jeszcze cholerne tramwaje, które tworzą więcej problemów niż pożytku. Mimo wszystko jakoś dojechałem. Dawałem z siebie wszystko aby w porę dojechać i dotrzeć do pracy. Tym razem się udało. Ile razy ma mi się jednak udawać? Dzisiaj byłem po prostu zmęczony, długo spałem. A rano okrutnie zbudził mnie budzik. Bez jedzenia, bez sił pojechałem. Dzień w pracy na luzie przetrwałem, choć trochę się przekimałem i po opierdalałem jakoś ten dzień przetrwałem. Męcząca bywa pogoda, trochę padało, trochę słońce świeciło aby znów padało, aby znów świeciło słońce. Wszystko przeplatało się z zachmurzeniami. Na koniec dnia po prostu nic mi się nie chciało. Nałożyłem jedynie bluzkę rowerową, na długi rękaw. Spodnie? Nie.. pojechałem w dżinsach. Nie dla wygody.. z lenistwa. Udałem się w zakorkowanym mieście na ul. Cukrową. Moją podróż, przemierzyłem przez starówkę miasta do ul. Krzywoustego, z której odbiłem na ul. Królowej Jadwigi, aby z niej odbić na ul. Narutowicza. Jak zobaczyłem co się dzieje wzdłuż ul. Krzywoustego to powiedziałem sobie, że nie ma mowy abym się w to pchał. Na ul. Narutowicza lepiej nie było.. Dopiero na al. Piastów spokojniej.. wkrótce pseudo DDR, bardzo zniszczony, prowadził mnie wprost na ul. Cukrową. Dość dobrze znana, i szeroko opisywana droga na moich licznych wyprawach do sklepu Dino w Przecławiu. Najczęściej jeździłem właśnie wzdłuż ul. Mieszka I. Nie inaczej było dzisiaj aż po ul. Cukrową, gdzie było wąsko, spory ruch aut. Tutaj spotkałem się z ciekawym zjawiskiem.. Autobusy miejskie zaczęły jeździć w parach czy są aż tak mocno opóźnione?? :) Na ul. Cukrowej, zajechałem do szwagra w odwiedziny i do kuzynki. Miałem tutaj do załatwienia sprawę. A wkrótce droga powrotna na dzielnicę Pogodna w tym cholernym Szczecinie. Nie widziało mi się za bardzo aby wracać przez centrum miasta. Wróciłem więc przez Rajkowo. Na początku wpisu wspominałem o nostalgii pewnych miejsc i ich odkrywaniu. Miałem oczywiście na myśli ten wpis: Szczeciński miejski wojaż z 02.10.2018. Wówczas po raz pierwszy odwiedzałem i poznawałem te strony. Dziś znam je aż za dobrze. Dość dobrze radzę sobie również w jeździe po mieście, które znam.. Czego popis dałem w powrotnej drodze, gdy wracałem przez Gumieńce, przez jego osiedla wyjechałem na ul. Ku Słońcu a z niej wjechałem w zakorkowany Mierzyn, aby odbić z niego prosto na ul. Łukasińskiego w Szczecińskim Pogodnie. Na początku powrotnej drodze na trasie z Warzymic do Rajkowa, przez Ostoję i Przylep towarzyszyły mi różne smutne myśli, któe w ostatnich dniach i ostatnich trasach dość często się mnie trzymają. Czy mogę coś na smutek poradzić? Raczej nie.. Na samotność nie ma lekarstwa.. Wkrótce moja piękna trasa dobiegła końca. Dzień powoli chylił się ku końcowi. A przede mną, było jeszcze do przeżycia po południe i następująca za nią noc, po której ma nastąpić oczekiwany weekend..

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa03pazdziernika2019zdj1.jpgtrasa03pazdziernika2019zdj2.jpgtrasa03pazdziernika2019zdj3.jpgtrasa03pazdziernika2019zdj4.jpg


Mapa przebiegu trasy :)