Trasa z dnia dzisiejszego stanowi moją pierwszą wyprawę do Sklepu Dino w zaczynającym się kalendarzowym roku. Pewnie nie ostatnia taka wyprawa.. Przecież do Dino często jeżdżę, i często w zeszłym kalendarzowym roku jeździłem. Na przełomie miesięcy zmieniała się trasa i jej przebieg, obecnie najbardziej popularny jest serduszkowy przebieg trasy do sklepu Dino, który osiągam jadąc z internatu garnizonowego przy ul. Łukasińskiego do Komendy Wojewódzkiej Policji przy ul. Małopolskiej i dalej ścieżkami miasta podążam do Przecławia przez ul. Cukrową. Powrót bardziej przystępny przez wsie.. do Mierzyna. Trasa tworzy serduszko!❤ Dzisiaj jednak serduszka nie było, zaś trasa bliższa magicznej była.. Magia trasy nie wynika z wciąż widocznych świątecznych ozdób, bardzo ciepłych jak na styczeń dni - to wciąż nowość, że zimy są takie ciepłe, ta nowość zaczęła się dopiero od 2 lat, i ciągnie się od 2018 r. Z roku na rok jest coraz lepiej! i można powiedzieć, że przepięknie jak w strugach deszczu mienią się świąteczne ozdoby.. A ja mimo wszystko, oderwania się od mojej małej rzeczywistości, staram się nie popadać w smutek i jakoś trwać.. W końcu w powietrzu czuć wiosnę! Temperatury dochodzące do +8℃.. To wszystko sprawia jakąś magiczną aurę ale nie o takiej magii dzisiaj chciałem napisać! Obiecałem znanemu z jednego z wpisów koledze TR, że dzisiaj mu dostarczę moją pierwszą wydrukowaną książkę: Kraina Snów, i w rozmowie o tym wspomniałem, że wpisowi nadam ten wyjątkowy tytuł.. "magiczne szlaki..". I proszę, tytuł nadany :) A dla przypomnienia z kolegą TR, tylko raz mieliśmy okazję się przejechać w bardzo upalny dzień: Warszewskie ścieżki. A może jak przeczyta ten wpis to TR przełamie się na kolejny wyjazd? ;)) I na tym się magia wyjazdu kończy, dalej można powiedzieć o magii niezdrowego jedzenia xD W końcu zrobiłem dzisiaj poważne zakupy w sklepie Dino w Przecławiu. Zaopatrzyłem się w zapas pączków, frytek, kurczaka.. mmm :3 I ta niezwykła pewna wyrzeczeń i narzekań na pracę podróż! Nie będę ukrywał ale nie lubię jeździć po nocach, a co do zasady zimy utrudniają takie jeżdżenie.. Krótsze dni, szybsze zachody słońca i tak naprawdę nie pewne po południa mocno mnie zniechęcają.. Będę o tym wspominał w drugim akapicie szerzej, ale to mocno mnie zniechęca, mocno utrudnia jazdę i treningi. A przecież na X Rajd Dookoła Zalewu Szczecińskiego już tak nie daleko - to kwestia tylko 3,5 msc.. (108 dni) licząc od dzisiaj, licząc do pierwszego dnia rajdu - 25.04.2020 ! Rok temu też się przygotowywałem do IX rajdu, pech chciał, że nie udało mi się pojechać.. A teraz mocno wierzę w to, że się uda, że się nie rozchoruję, że pogoda dalej dopisze.. I nawet jeśli miałbym być chory to i tak pojadę! To wielkie wydarzenie, poważna trasa, która w sumie może przybliżać mnie do zrobienia niebagatelną ilość 300 km w 2 dni. Co prawda w 2 dni ale to i tak dużo.. Temu celowi, celowi chęci pojechania i ukończenia X Rajdu Dookoła Zalewu Szczecińskiego dedykuję moje wszystkie rowerowe wyjazdy, i niezłomne treningi, które wraz z tym wydarzeniem się wiążą.. Tylko powiem tak niechętnie, że praca w tak durnej firmie, mocno mnie ogranicza i w niewyobrażalny sposób utrudnia mi te jazdy.. Nie lubię jeździć po nocach, źle się jeździ, to mnie mocno ogranicza i ta sytuacja prędzej niż w Marcu więc za nie całe 2 msc, nie ulegnie znaczącej poprawie.. I jak ja mam do tego czasu w każdy tydzień pracy męczyć się z wyjazdami z Aurelią.. walczyć z sobą czy jechać czy nie.. To nie, ja to pierdolę. I może się skończyć tak, że wszystko zawalę tylko po to aby niemiłosiernie nudzić się w pracy, gdzie nic nie robię.. I właśnie każdego dnia się zastanawiam po chuj tam jestem? Jestem po to żeby co, żeby czekać z nadzieją, że coś pierdolnie i będę miał zajęcie?.. Chory system. I tak codziennie w tych męczących ramach godzinowych od 7:30 do 15:30 i tak codziennie to samo.. Walka aby wstawać, aby dojechać. Od kilku msc dojazdy są gorsze jak mieszkam w tej cholernej dzielnicy Pogodno.. Stąd dojazdu nie mam dobrego ani rowerem ani autobusem miejskim (linia nr 86).. Także mam powody do narzekania, to jednak nie przekreśla magicznych szlaków dzisiejszej trasy :) Nie przekreśla także tego, że mimo trudności i niechęci, zebrałem się i pojechałem i dałem radę wytrwać w wyzwaniu.. A poranny mrok, i mrok, który po południu mnie zbyt szybko dopada mocno zniechęca.. I będzie mi ciężko z tym walczyć..
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2019 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 528
Trasa nr [łączna]: 610
Trasa nr [na blogu]: 524
W tym tygodniu: 2
W tym miesiacu: 4
W tym roku: 4
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 601 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 515 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 9 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 2545.75 km
Stan Licznika Końcowy: 2575.7 km
Stan Licznika Końcowy2*: 2580.97 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 14792 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 14822 km
Maksymalna prędkość: 30.5 km/h
Przejechałem: 29.95 km
Przejechałem [msc]: 151.64 km
Przebieg roweru [rok]: 151.64 km
Przebieg roweru [suma]: 22717.37 km
Przejechalem w 2020: 151.64 km
Podroż dookoła świata (2020) 0.3791 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 56.7934 [%] km
Czas jazdy: 02:14:40 h
Czas Jazdy Suma (ever): 1431:54:34 h
Czas Jazdy Suma (blog): 1208:28:26 h
Czas Jazdy Suma (2020): 10:05:06 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 10:05:06 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:31:17 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:31:17 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:17:20 h
Średnia: 13.41 km/h
Dzisiejsza trasa ze względu na mój niechlubny powrót do Szczecina, do tego nie fajnego życia i to jeszcze tak wczesnych zimowych dniach jak pierwsze dni Stycznia, powoduje wiele problemów. Co najlepsze sama pogoda nie stanowi większego problemu więc prawdopodobnie w tym roku będę bił kolejne rowerowe rekordy jeśli chodzi o styczniowe wojaże. Już pobiłem rekord najdłuższej trasy, poprzez styczniowy przyjazd do Szczecina, a do pobicia pozostaje rekord ilości przejechanych kilometrów w Styczniu, ilość tras w Styczniu? :) To wszystko przede mną i bardzo możliwe do zrealizowania o ile poradzę sobie z dużą niechęcią do wczesnego zaczynania tras, gdy może być jeszcze zimno, i po południowego jeżdżenia gdy jest jeszcze ciemno i nieprzyjemnie.. A przecież nie mogę liczyć na to, że w Styczniu coś się zmieni na lepsze. Tutaj widzę dużą wadę w pracy, która mocno mnie ogranicza, zniechęca i odbiera jedyną radość w życiu jaka mi została, a tą radością jest przecież Aurelia i nasze wspólne wojaże, nasze wspólne przygody, które liczą już prawie 23k km. Każda podróż jest ważna, każda trasa jest ważna, nawet jeśli jest krótka, jest jakaś ważna.. Podczas definiowania tych wartości, i próby przetrwania kolejnych dni w nudnej pracy, w tym tygodniu zapowiada się nudno, i ciężko.. No bo wczorajszy dzień przekreślił atak migreny, dzisiaj jeszcze tak średnio się czując, walczyłem z tym aby w ogóle pojechać do pracy, i aby pojechać z Aurelią i aby podjąć próbę kolejnej trasy. Zniechęca mnie mrok, krótki dzień, i skojarzenie zim, i krótszych dni z bardzo nieprzyjemnymi warunkami pogodowymi, które pamiętam z mojej historii życia. Obecne lata pokazują, że trend się zmienia, ale pewna niechęć pozostaje. Obawiam się, że można ona wpłynąć na moje regularne treningi. Narzekałem w dniu wczorajszym i dzisiaj też narzekam, na szybki zmrok, który utrudnia jazdę, gorzej się jedzie w takich warunkach, jest mniej bezpiecznie i po prostu tego nie lubię, źle mi się to kojarzy, to taki sztuczny ogranicznik, który można zlikwidować w jedyny słuszny sposób: wyjeżdżać na wojaże szybciej.. Co kurwa robię w weekendowe dni. Tam nie czekam do godziny 15 czy późniejszej aby jechać.. Tylko jadę głównie przed godziną 12. To zależy od planowanego dystansu trasy bo coś krótszego jak tradycyjna trasa 20-stka, można zrobić i o godzinie 13. Ale np. wyjazd do Iglic, gdzie przypominam, że w 2020 r., chcę co najmniej raz każdego miesiąca w roku odwiedzić Pałacyk Iglicach, nie jechałbym do niego o godzinie 13.. Na pewno nie w Styczniu! Może w Lutym i na pewno kolejnych miesiącach to przeszło, ale w Styczniu wyjazd na taką trasę o godzinie 11. Dlatego wkurwia mnie to, że sztucznie przetrzymuje mnie praca, uniemożliwiając mi wyjazdów o normalnych godzinach. Każdego dnia czy ma to jakiś sens czy nie muszę siedzieć do tej jebanej godziny 15:30. A coraz częściej jest tak, że nie ma roboty, i się siedzi i nic nie robi, bo nic się nie dzieje. Taka wizja będzie się tylko nasilać. Nowy sprzęt, mimo, że jest chujowy ale mniej kłopotliwy, może bardziej ogarnięci użytkownicy i może się okazać, że Sekcja Wsparcia, w której pracuję nie musi wcale mieć - obecnie 8 ludzi, a wystarczy połowa z tego.. Bo po co nas tylu? Nadmiarowa liczba, skoro roboty nie ma.. No cóż, wspomnę jeszcze o problemie mroku. Zaczął on mnie dotykać w coraz krótszych dniach w 2019 r., gdzie sprawił, że po pracy nie jeździłem już na fajne trasy.. Co najwyżej na zakupy do sklepu Dino. W 2019 r., uratowały mnie dwa wydarzenia - L4 z końcem Listopada, i przerwa świąteczna.. To te wydarzenia pozwoliły mi jakoś przetrwać ten ciężki czas do najkrótszego dnia w roku (22.12.2019 r.). To jednak odbyło się kosztem tras.. Tak naprawdę już od Listopada przestałem regularnie po południu, po pracy jeździć na coś dłuższego niż sklep Dino czy jakiś krótki miejski wojaż (zazwyczaj trasa pracy).. Szczeciński miejski wojaż: Kaufland. Pierwszymi oznakami zmian były trasy zastępujące Dino na wyjazd do sklepu Kaufland. Już do niego dojechać i wrócić za dnia było trudno. Dojechać to jeszcze, ale powrót już w ciemnościach. To mnie zdemotywowało do dłuższych wojaży po prace, które ostatni raz odbyły się na trasie: Szczeciński miejski wojaż: "Nowe znajomości". A to trasa z początku października.. Pomijam tutaj mniejsze wojaże po pracy, a takie się jeszcze do Listopada zdarzyły, oraz pomijam trasy wykonane w weekend albo poza Szczecinem. W okresie Października - Grudnia wchodzę w taki okres, że dwa razy byłem na zwolnieniu. Dwa razy mnie choroba dopadła.. A to też wpłynęło na regularność tras. Wraz z początkiem Listopada 2019 r., dni się mocno skróciły co utrudniło mi jeżdżenie. I mimo tego, że od 23.12.2019 r. do dzisiaj czyli przez 16 dni, długość dnia się zwiększa, to wciąż jest to zmiana o wiele za mała aby pozwoliła mi na jakieś naprawdę wartościowe wojaże po pracy, takie na 30-40 km, a na to potrzebuję w miejskich warunkach nawet 3h.. Więc musiałoby być jasno i przyjemnie nawet do godziny 19. A przecież to nie jest możliwe :( No cóż, ważne jest to, że dzisiaj mimo trudności ruszyłem w trasę, dzieląc ją na 2 trudne etapy: pierwszym był w ogóle wyjazd i dojazd do KWP, a drugim dojazd do Dina i powrót do centrum miasta pod CHF Galaxy, gdzie spotkałem się z czytelnikiem mojej twórczości, z kolegą TR, który może liczyć w tym miejscu na pozdrowienia ;) Obydwa cele osiągnąłem, i w dość ciekawy sposób pokonałem dzisiejszą trasę, mierząc się z silnym wiatrem, który utrudniał ten wojaż, mimo ciepłej aury. Spodziewałem się, że początek nocy będzie chłodny ale nie, utrzymywała się temp. w okolicach +6-7℃ więc nie było tak źle. Tylko wiatr trochę przeszkadzał - mimo wszystko się udało. Tak, dzisiaj się udało. Ale takich "dzisiaj" będzie jeszcze mnóstwo, nim dni staną się dość długie abym mógł znów na spokojnie, bez problemów jeździć.. po pracy.. Abym nie zawiódł Aurelii i siebie..!
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)