Trasa z dnia dzisiejszego jest kolejną udaną trasą 50-tką. Choć miałem co do wyjazdu wątpliwości ale w najbliższych dniach - jechać dziś było jedynym rozsądnym wyborem.. Bo znowu jak to w tej pierdolonej polsce bywa.. Pierdoli się pogoda. I to po całości. Z nawet +35℃ ledwo do +20℃. I to deszcz, wiatr.. Prędzej to taka jesienna pogoda niż letnia.. Komu by przeszkadzało po te +25℃ dziennie?! I spokojnie z wiatrem. Ja bym nie narzekał. Już od wczorajszego wieczoru się tak średnio czułem. Najpierw psychicznie dół poleciał. Nie wiem z jakiego powodu. Jakoś tak wieczorem mnie złapało. Nie mogłem przez to zasnąć. Męczyłem się dość długo. Jeszcze myśl o tym, że dziś dzień z jeżdżeniem i trzeba jechać dodatkowo ciągnęła mnie w dół. A od rana już tak fizycznie całkowicie źle się czułem. Początkowo chciałem jechać do szkoły. I zaraz po szkole zaliczać tą trasę 50-tkę. Jednak pomysł upadł. Nie było dla mnie w ogóle jasne czy pojadę.. I jeśli już to z jakim skutkiem.. No ale wróciłem tak koło 12 do domu. Zjadłem dwuczęściowy obiad: kończyłem wczorajsze podudzia z kurczaka z frytkami, tam już taka resztka. I podgrzałem sobie niezależnie od tego małą lazanię - małą bo nie ma już tych dużych w sklepach Dino (400 g). I pewnie zjadłbym całą ale wolałem szybciej jechać.. To dopchałem się jedynie połową tej lazani. I pojechałem z myślę dobrym nastawieniem: jak się uda to się uda a jak nie to nie. No zdarza się. Nie zawsze się udaje.. Tym razem było jednak tak, że się udało. I to mimo mocniej wiejącego wiatru (od zachodu). Ten właśnie wiatr przynieść ma co najmniej na weekend pogorszenie pogody. A w tym roku już nie raz tak było. Chwila ciepło. Potem zimnice. I zawsze przy tych zmianach się tak źle czułem.. Najważniejsze jest jednak próbować i walczyć! Tak jak zrobiłem dziś.. I zrobiłem pierwsze kilometry dla kolejnego miesiąca, który co dopiero się zaczął.. A jakoś nie mam dobrych przeczuć co do niego.. Może dlatego, że nadal ciągnie mnie się choroba.. Ale są też dobre wieści! Nie boli mnie już kolano. Jeszcze wczoraj chwilami czułem. A dziś w ogóle.. Nawet dziwnie mi się jechało. Bo miałem takie opóźnienie przy starcie do pierwszego obrotu korbą.. Bo w ostatnich dniach ten ruch dawał o sobie znać. A dziś nic. I jakoś tak dziwnie się z tym czułem.. I tak. Pierwszy wpis miesiąca.. Formalności statystyczne.. Nadal muszę to sprawdzać i nadal o tym pamiętać.. A to już mnie tak męczy.. Statystyka na ostatnią trasę czerwca 2026 r. wygląda następująco: Na blogu rowerowym: 1 877 786 słów 8 027 604 litery (A-Z) 109 847 (0-9) Zaś Opowieści z Narnii: 1 980 677 słów 8 328 910 liter (A-Z) 152 410 cyfr (0-9). Serio.. Ten koszmar się nie kończy :D Od stycznia muszę sprawdzać na koniec miesiąca tą statystykę. I będę robił to tak długo póki statystyka bloga nie przekroczy wartości z dawno już nie prowadzonego projektu Opowieści z Narnii. A to mimo wszystko - wciąż nie następuje. Choć różnice są już nie wielkie jeśli chodzi o liczbę słów i liter na nie przypadającą). Nie będę czekał na cyfry.. Już o tym w niektórych wpisach wspominałem. Przypomnę dlaczego.. Chodzi o zasadniczą różnicę między blogami. Jednak na blogu Narnii we wpisach cały czas podawałem godziny gdzie coś się zaczęło, skończyło. Cyfry były również ze wzorów, przykładów itd. itp. To siłą rzeczy wygenerowało ich znaczną ilość. No a na tym skromnym blogu rowerowym - no nie mam tylu odniesień do cyfr. A czekać na ten jeden wskaźnik musiałbym pewnie wiele miesięcy bo to na pewno nie skończy się wraz z końcem lipca 2026 r. Szybciej nastąpią słowa i składające się na nie litery.. A pamiętajmy, że algorytm liczy jedynie łacińskie litery :D Serio. Miałem nadzieję, że czerwiec przyniesie przełom. A na tego będę musiał czekać kolejny miesiąc. I pamiętać aby w pierwszym wpisie sierpnia uwzględnić statystykę za lipiec.. W sumie czerwiec poszedł mi bardzo słabo. Ledwo co wyciągnięte 500 km/msc. Jakbym tak często nie chorował. I ta cholerna pogoda by się w końcu uspokoiła.. To byłoby więcej wpisów. A więcej wpisów już samo w sobie dawałoby więcej słów a co za tym idzie znaków!..
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2026 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1821
Trasa nr [łączna]: 1897
Trasa nr [na blogu]: 1811
W tym tygodniu: 2
W tym miesiacu: 1
W tym roku: 92
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1882 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1796 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 15 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 32236.9 km
Stan Licznika Końcowy: 32286.96 km
Stan Licznika Końcowy2*: 32087.61 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 10599 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 10649 km
Maksymalna prędkość: 35 km/h
Przejechałem: 50.06 km
Przejechałem [msc]: 50.06 km
Przebieg roweru [rok]: 2427.72 km
Przebieg roweru [suma]: 69054.68 km
Przejechalem w 2026: 2427.72 km
Podroż dookoła świata (2026) 6.0693 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 172.6367 [%] km
Czas jazdy: 02:42:46 h
Czas Jazdy Suma (ever): 4403:39:47 h
Czas Jazdy Suma (blog): 4180:13:39 h
Czas Jazdy Suma (2026): 155:52:01 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 02:42:46 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:42:46 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:41:39 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:17:44 h
Średnia: 18.54 km/h
Dzisiejsza trasa jak to zwykle na trasie 50-tce nie łatwa. Często się chmurzyło. I cały czas mocno wiało. I w sumie dobrze, że pojechałem szybciej bo im bliżej wieczora tym ma wiać mocniej. I jeszcze mniej chwil ze słońcem bym miał. A najpewniej nie miałbym żadnej takiej chwili :( Dziś w odróżnieniu od ostatniej trasy, gdzie wracałem drogą DW108 ze szkoły: Trasa do szkoły & po szkole - ruch, szczególnie ten wakacyjny dawał się we znaki. Miałem nawet w planie napisać we wpisie, że było wszystko.. Od zajebania samochodów w każdym kierunku ruchu. Wyprzedzają się niebezpiecznie. Pędzą nie wiadomo po co, za czym i dokąd.. I sporo ciężarówek! A to nie powinno dziwić. W końcu jesteśmy w "tygodniu". A nie w weekend. Jakoś odwykłem od sensowniejszych tras w tygodniu. I większego natężenia ruchu na DW108. Takie natężenie jest okresowe - i jego kumulacja przypada na wakacje. Miałem nie mniej napisać, że nie było motorów. Auta osobowe i ciężarówki - owszem ale brak motorów. A niestety nie mogę tak napisać. Dosłownie na koniec trasy.. Droga powrotna już w Płotach jechała grupka motorów. Tak to chociaż ich nie widziałem. Bo już wszystko się tutaj kręci. Jak w sezonie letnim - który przez niepewną i dość kapryśną pogodę ciężko nazwać sezonem letnim.. No to tak - sytuacja na drodze znana. Na DW106 też był większy ruch niż zwykle. Ja jechałem mimo wszystko taki zdechły. Niby spałem. Niby nie. No ale jakiś taki padniętym jestem. I fizycznie i psychicznie. Na powrocie to już w ogóle było ciężko. Choć i w pierwszą stronę nie łatwo - bo miałem pod wiatr do Truskolasu w którym to odbijałem na Wierzchy. Dziś jechałem tym wariantem trasy którym mijałem Gacko - Sikory - Grabin. I wracałem po DW106. Z dobrych wieści: choć dogorywa ale domek w Sikorach nadal stoi. Choć dziś i ostatnio na trasie 50-tce: Trasa "50-tka": 1500 tras opony!. Nie zajeżdżałem do niego. Nie ma teraz po co się tam kręcić. Jak wszystko zarośnięte.. Zimą albo późną jesienią nie mniej na pewno podjadę. Zrobię zdjęcia jak wygląda po kolejnym roku.. O ile się do tego czasu nie rozsypie oczywiście. Bo to różnie bywa.. No i tak.. Miejscami dalej ciężko.. Najciężej na powrocie miałem po zjechaniu z drogi DW108 i na odcinku do Truskolasu. Za Truskolasem już mniej wzniośle i jakoś lepiej się jechało.. Wiatr wiał nadal w najlepsze. A zjeby w autach nadal w najlepsze pędzili.. Stwarzając wiele niebezpiecznych (i zbędnych) sytuacji. A jakoś wróciłem. Z sensownym czasem, sensowną średnią z której jestem zadowolony. W końcu jadę tylko i wyłącznie na moje możliwości. I po to aby poczuć te przyjemne uczucie satysfakcji jakie towarzyszy mi po przejechaniu mojej klasycznej trasy 50-tki.. To wszak wyjątkowa dla mnie trasa.. Którą dzisiaj pokonałem 117 raz. A na blogu mam opisane 115 takich prób! Dwie trasy 50-tki pochodzą jeszcze z 2015 r. To tyle czasu.. Tyle lat.. A wciąż tamte chwile są żywe w mojej pamięci. Sam nie wiem dlaczego tak mocno w pamięci mi utkwiły.. No i cóż.. Kolejna trasa za mną.. W sumie już po trasie przeszła mnie taka myśl. Teraz już tak będzie. Będę coraz częściej myślał o liczbie: 2000 - tras, dni rowerowych i wpisów na blogu. Trzy niezależne święta. I tak sobie pomyślałem czy do tego czasu zdołam zrobić 250 razy najbardziej wytrwałą trasę cykliczną? No ale chyba nie.. Bo na razie liczby najczęściej pokonywanych są na poziomie 154 (Trasa 20-stka (z wartościami poza blogiem) i 150 (Makowice_Słudwia). Za to niektóre trasy mają szansę (cykliczne) być pokonane 100 razy..! A może niektórzy towarzysze? Przejadą ze mną 100 tras? Na razie żaden nie przejechał! A najwięcej tras (z wartościami poza blogiem) mam u towarzyszy (AS: 84 i MM: 81). To prekursorzy do tego miana. Choć kto wie jak to będzie. Z towarzyszami to już tak gorzej. Szczególnie, że wcale nie tak często z kimkolwiek jeżdżę. A z wieloma osobami z którymi jeździłem wykręciłem co najwyżej kilka tras. No trochę z GŻ robię ale tutaj problemem jest odległość. Gdyby nie mieszkał w Szczecinie albo ja mieszkałbym bliżej.. To pewnie wyrobiłbym z nim już dawno te skromne 100 wspólnych tras. No cóż.. Do tych wydarzeń z pod znaku: 2000 tras, 2000 rowerowych dni i 2000 wpisów na blogu jeszcze czas.. No ale już powoli o tym myślę. Bo te wydarzenia prawdopodobnie nastąpią w 2027 r. I to w niedługim od siebie czasie!.. Gdy już nastąpi pierwsze z nich czyli 2000 tras. Potem będzie 2000 wpisów na blogu i 2000 rowerowych dni..
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)