31.10.2025
Jazda nr: 1684

Tagi: drzewa, wiejskie_przygody, zach_slonca |

Dzisiejsza trasa okazuje się być nieco ambitniejsza choć miała być na ~30 km. Ostatecznie zrobiłem nieco ponad 30 km w ciekawych leśnych stronach. Ruszyłem od leśnego parkingu w Dąbiu, blisko leśniczówki Dąbie. Skąd udałem się na psychodeliczną drogę Skrzydłowo - Stara Dobrzyca. Może i fajna to droga ale w pewnym momencie ma się już dość tego niekończącego się lasu. I jakoś mało komfortowo czuję się tam jadąc. Szczególnie na odcinku Skrzydłowo do Starej Dobrzycy. Jakoś lepiej jest tam wracać.. Na przestrzeni lat, nawet w tym roku - nie raz tą drogą jechałem.. Dzisiaj warunki były dość trudne. Ostatnie dni pełne deszczu nie pomogły. Wszystko zalane, mokro i same błoto. Najgorszy to odcinek typowo leśny czyli właśnie z Dąbia do zjazdu na drogę Skrzydłowo - Stara Dobrzyca. Miejscami to nie szło tam przejechać. Tak mocno jest zalane. A do tego kolejne oznaki niekończących się wycinek tych pięknych lasów. Natrafiłem na wycinki wzdłuż psychodelicznej drogi. Te kurwy są na tyle zachłanni, że nie wyzbierane, nie wywiezione jest już wycięte drzewo.. A zabierają się za kolejne daleko idące wycinki. Skończyło się na tradycyjnym zwyzywaniu skurwysynów.. I jechałem dalej w tej nie łatwej drodze.. Mijając kolejne niełatwe momenty. Sam dojazd do Starej Dobrzycy jest nieco ciężki. Tu się ciągną wzniesienia i jest ciężko. Gdy się w końcu dojeżdża to jest lepiej.. Dalsza część wyprawy poprowadziła mnie przez Gardzin i dalej jechałem w stronę Reska a dokładnie na Prusin - nim powoli kończył się dzień. Wyjeżdżałem jeszcze przebijało się słoneczko.. Było ładnie! Jednak.. szybko chmury zabrały to co piękne. I została szarość, która przebijała się na piękne purpurowo-pomarańczowe barwy już od wysokości Gardzina. Nie mogłem jednak w pełni podziwiać uroków dzisiejszego zachodzącego słońca - gdyż wjechałem w leśny odcinek, który minąłem dopiero w Łabuniu Małym. Nie jechałem na Prusin. Odbiłem od razu na Łabuń Mały. A z niego już drogą, z pod Reska wracałem na Łabuń Wielki i w kierunku Dąbia. Swoją drogą to był najlepszy odcinek trasy. Nadchodził zmierzch.. Robiło się ciemniej ale wciąż dość jasno by jeszcze widzieć uroki mijających miejsc. Ostateczny odcinek - tuż pod Łabuniem Wielkim - za ostatnim na dziś podjazdem, okazał się być odcinkiem 6 km. Obstawiałem okolice 4 km do auta. A ostatecznie wyszło 6 km. Jednak bardzo przyjemnie minął ten czas. Nie odczułem wcale odległości ani zmęczenia po dzisiejszej trasie. W pełni nadziei powróciłem.. Do miejsca startu. Tu już gorzej. Wszystko rozjechane. Pełne błota. I takie zniechęcające. Gdybym się jednak tak szybko zniechęcał to w ogóle bym nie jeździł i nie wiele robił..
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
* Poprawka licznika z powodu bugów 2025 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
  • ID wpisu: 1693

  • Trasa nr [łączna]: 1770
  • Trasa nr [na blogu]: 1684
  • W tym tygodniu: 3
  • W tym miesiacu: 20
  • W tym roku: 158

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1756 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1670 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 14 dni

  • Stan Licznika Poczatkowy: 29088.2 km
  • Stan Licznika Końcowy: 29124.4 km
  • Stan Licznika Końcowy2*: 28930.82 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 7545 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 7582 km

  • Maksymalna prędkość: 28 km/h

  • Przejechałem: 36.2 km
  • Przejechałem [msc]: 538.58 km
  • Przebieg roweru [rok]: 4438.99 km
  • Przebieg roweru [suma]: 65872.45 km

  • Przejechalem w 2025: 4438.99 km
  • Podroż dookoła świata (2025) 11.0975 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 164.6811 [%] km

  • Czas jazdy: 02:31:49 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 4198:03:51 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 3974:37:43 h
  • Czas Jazdy Suma (2025): 282:35:25 h
  • Czas Jazdy Suma (w tym msc): 36:09:49 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 01:48:29 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 01:47:19 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:20:52 h

  • Średnia: 14.38 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego prócz tego, że była ambitną, ciekawą wyprawą to była również powrotem do przeszłości. Do przeszłych fajnych chwil, które utożsamiam z tymi drogami. I po których często nie jeździłem jak odcinek Stara Dobrzyca - Gardzin - Resko. Jednak sam początek.. Dzisiaj się musiałem przejechać. Była ładna pogoda. A najładniejsza była kiedy byłem w szkole. Potem zrobiła się nieco gorsza. Bo nie było już chwil ze słońcem.. Jednak obowiązek kontynuowania trasy pozostał. Pomimo pewnego zmęczenia. Rozważałem kilka pomysłów na dzisiejszy wyjazd. Jednak sytuacja w lasach - gdzie jest tak mokro i tyle błota.. Zniechęcało mnie do powrotu tymi samymi drogami. Postanowiłem wrócić przez Starą Dobrzycę. Rozważałem więc jeszcze jeden wariant trasy. Pojechać na Starą Dobrzycę przez Łabuń Wielki i Iglice. Ostatecznie jednak zdecydowałem się na trudniejszy wariant i dojazd do Starej Dobrzycy po drodze Skrzydłowo - Stara Dobrzyca. Był to bez wątpienia dość trudny odcinek. Na szczęście szybko minął. Po drodze pojawiały się trwałe problemy. Z wycinką drzew. Wszędzie widać trwającą na nowo zmasowaną akcję wycinki drzew. Stali kurwy w krzakach. Już z daleka było ich słychać. I znowu rżną te drzewa i rżną. Te niegdyś bogate w lasy strony nigdy już nie będą już takie same. Po tylu latach wycinek i zmasowanych zniszczeń... A te skurwysyny od drzew są na tyle nachalni... Wyciętych w przeszłości drzew nie zabierali. I biorą się za kolejne wycinki... Wiem, powtarzam się. Tylko tak mnie to wkurwia. Potem wszystkie drogi zniszczone, przez te wycinki. Wszystko zrujnowane: leśne drogi, wszystko. Dobra. Minąłem te gorsze momenty - teraz mogło być tylko łatwiej i tak w sumie było. Odcinek od Starej Dobrzycy już do końca nie był taki trudny. I co ciekawe - w tych rejonach już czas mnie nie było.. Dobrzyckie lasy: & brak zachodów słońca i Lasy i nocne straże. Jakoś mi nie po drodze do miejsc.. Przypominających o przeszłości.. O tych lepszych czasach, biorąc pod uwagę, że teraz są te gorsze.. Dalsze losy trasy już opisywałem.. Powrót w delikatnym zachodzie słońca.. Potem trochę mroku, oświetlanego blaskiem księżyca.. Jednym słowem: już z górki. Najtrudniejsze momenty dzisiejszego wyjazdu miałem przejechane. I koniec końców bardzo ładnie kończę ten miesiąc - z wynikiem: 538 km..! Już samo 500 km by mnie zadowoliło. A ciut więcej - dzisiejszemu wyjazdowi jest tylko na plus! I sprawia, że w listopadzie i grudniu mam do przejechania tylko: 280 km/msc. Zrobić po nie całe 300 km na miesiąc.. Powinienem dać radę! Biorąc pod uwagę oczywiście różne czynniki - w tym niepewną jesienno-zimową pogodę, to jak będę się czuł itd. Najważniejsze jednak, że do przodu i wcale nie muszę gonić po nie wiadomo ile w te i tak nie łatwe miesiące.. Aby jakoś dogonić założonego lata temu temu celu.. 5000 km/rok.. Choć w tym roku jest wyjątkowo trudno ten cel osiągać. To ważne, że się udaje nadrabiać stracony czas..

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa31pazdziernika2025zdj1.jpgtrasa31pazdziernika2025zdj2.jpgtrasa31pazdziernika2025zdj3.jpgtrasa31pazdziernika2025zdj4.jpgtrasa31pazdziernika2025zdj5.jpgtrasa31pazdziernika2025zdj6.jpg


Mapa przebiegu trasy :)