Trasa z dnia dzisiejszego poprowadziła mnie w lasy, w których nie bywałem chyba od 2023 r. Swego czasu a więc w 2023 r. bywałem tu często.. Nawet na ognisku i innych okolicznościach.. Piękne chwile w życiu, które teraz są coraz odleglejszymi wspomnieniami: "Powalice" & "Mgielne Ognisko". A teraz mam dobijającą codzienność. I taką w sumie miałem dzisiaj. Niespokojny dzień w szkole. Sporo do ogarnięcia ważniejszych spraw, niż głupie zdjęcia do art., który wrzuciłem wczoraj a więc rodzice się już z nim zapoznali! To tylko dostaję od nauczycielki ponaglenia w wrzucaniu zdjęć jej grupy.. Kurwa.. Bo to jest najważniejsze?! No chyba nie.. Nie jest to najważniejsze. Miałem ważniejsze sprawy. I się tylko zdenerwowałem po południem. Z tego wszystkiego zapomniałem o ważnej sprawie. A już miałem z tego tytułu problem - znów - a to będzie już 3 albo 4-rty raz.. Ale raczej już 4-rty raz.. Jak zapomniałem o wizycie u Barbera. Spokojnie sobie jadę na dzisiejszą trasę rowerową. I wtedy do mnie doszło co się odwaliło. Dokładnie o godz. 15:42., że ja miałem barbera i nie poszedłem. Do końca dnia już miałem zjebany humor. Aby to się jeszcze zdarzyło rzadziej. No dobra. Zdarza się. Tylko to mi się przydarza - obawiam się, że już 4-rty raz w krótkim czasie.. W ostatnich miesiącach. Z tego względu przecież w wakacje przedłużyłem nie wizytowanie u Barbera o ponad miesiąc względem umówionego terminu. Poszedłem do niego z końcem sierpnia 2025 r. No dobra jakoś poszło. Miałem termin na 3.09. Byłem. Załatwiłem sprawę. I trochę za szybki miałem teraz termin.. No ale dobra. Ze względu na przeszłość postanowiłem iść. I nie poszedłem :( Nie specjalnie. Tak się wszystko jakoś w moim życiu układa.. I taki chodzę nie szczęśliwy. Przez szkołę i sytuację w niej chodzę pod wkurwiony. I jeszcze ta wpadka, która mnie do końca dobija. Szczerze.. Dzisiaj mnie rower nie cieszył już. A wydawało się to fajnym pomysłem - pójść i się przejechać w te słabe w pogodzie dni. Niby nie jest tak źle - okolica 16-18℃ ale za to bardzo mocno wieje. Przechodzą także przelotne deszcze. I z tego względu chciałem jechać gdzieś w las. Tylko nie chciałem jechać do Dąbia. Tam już kilka razy w tym roku bywałem. Chciałem pojechać właśnie od Skrzydłowa do Powalic. Tam dawno nie było.. No i pojechałem. A, że nie mam już radości ani z życia.. ani z trasy.. Tak się ten dzisiejszy dzień ułożył..
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2025 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1666
Trasa nr [łączna]: 1743
Trasa nr [na blogu]: 1657
W tym tygodniu: 2
W tym miesiacu: 11
W tym roku: 131
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1729 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1643 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 14 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 28369.3 km
Stan Licznika Końcowy: 28392.61 km
Stan Licznika Końcowy2*: 28199.03 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 6778 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 6801 km
Maksymalna prędkość: 24.1 km/h
Przejechałem: 23.31 km
Przejechałem [msc]: 331.98 km
Przebieg roweru [rok]: 3658.99 km
Przebieg roweru [suma]: 65092.45 km
Przejechalem w 2025: 3658.99 km
Podroż dookoła świata (2025) 9.1475 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 162.7311 [%] km
Czas jazdy: 01:53:03 h
Czas Jazdy Suma (ever): 4143:18:54 h
Czas Jazdy Suma (blog): 3919:52:46 h
Czas Jazdy Suma (2025): 227:50:28 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 20:11:16 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:50:07 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:44:21 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:21:10 h
Średnia: 12.38 km/h
Dzisiejsza trasa następuje po nie fajnym dniu. W nie fajną pogodę. Jest ogólnie dość chłodno i mało przyjemnie. Nie czuć lata ani ciepłej jesieni. Jest bardziej szaro, i przygnębiająco. Sytuacja w szkole jest coraz gorsza. I chodzę taki wkurwiony ciągle. Zawalam różne sprawy. Dziś zawaliłem sprawę z Barberem. Tylko skoro nie jestem wstanie poradzić sobie z tak prostymi czynnościami jak terminy na usługi.. I nawet tu zawalam sprawę.. To jak mam sobie z życiem poradzić i je ogarniać?!.. Myślę, że w dużej mierze to wina, tej pewnej dziewczyny.. Która w pewnym momencie mnie zostawiła. Dziewczyny z którą dzieliłem wiele pięknych chwil. A najpiękniej było właśnie w minionym 2023 r. Ehh. Nie chcę jednak cofać się w przeszłość. W ostatnich dniach już wracały mi myśli o niej. Wspominałem o niej. I do czego to doprowadziło?! Ano do tego, że po raz kolejny zawaliłem sprawę. I tak pewnie jeszcze nie jedną zawalę bo nie ogarniam życia.. Nie chcę jednak w tym grzebać i na tym się skupiać. Fajniej skupić się na dzisiejszej trasie. Zabrałem na nią matkę (AS). A tak jej zaproponowałem. Nie spodziewałem się, że pojedzie.. A skoro już pojechała to ją przeciągnąłem do samych Powalic - co dawało prawie 12 km w jedną stronę. Równych 12 km nawet z kawałkiem przejazdu po wiosce jednak nie dało. Bo w sumie dystans w 2 strony nie zamknął się w 24 km. Tylko nie śmiało przekroczył 23 km. Miał to być fajny wyjazd. Tylko nie cieszyło mnie nic. Walczyłem z wieloma emocjami. Z smutkiem, złością. I z bezradnością. Przebija się także tęsknota (za JS).. Widzę jej ślad, wspomnienie o niej w tych leśnych drogach.. Gdy nie przy jednej wspólnej historii mi towarzyszyła.. I tak ruszyliśmy z parkingu przy Skrzydłowie. Pierwsze kilometry jak zawsze ciężkie po tej kamiennej drodze. Potem już nieco lepiej.. Aczkolwiek miejscami trochę błota.. Jeszcze trochę kapuśniaczek popadał. I pojawiały się tęcze na niebie. Trochę kałuż, trochę błota. Taki standard.. A tak tylko przerżnięta droga - z wieloma śladami wielu wycinek drzew.. Dojechaliśmy w miarę sprawnie i szybko do Powalic. Kilka zdjęć na pamiątkę. I droga powrotna.. A ta wydaje mi się, że była szybsza. Wracałem tą samą drogą. Nie chciałem ryzykować jazdy na jezioro bo nie wiem czy most jest cały, czy zniszczony.. Most przez rzekę Mołstowe. Więc pojechaliśmy tak samo.. Z trasy przywożę kolejne niefajne już wspomnienie. To takie udowodnienie dlaczego głównie jeżdżę sam. I nie chwalę się rodzicom swoimi planami ani tym co robię. Bo.. Pochwaliłem się, że znam te tereny, te dogi bo wiele razy tu jeździłem.. I spotkałem się z takim atakiem, że skoro jeździłem tu wiele razy to po co dziś tu jadę.. No po co - jechać tam gdzie się już było... Zniechęcają mnie potem do działania i do życia takie uwagi. I zamykam się w sobie, z poczuciem winy czy na pewno to co robię, robię dobrze.. I czy tak powinienem robić.. Traktując to wszystko w kategorii "obronnej" - wolę nie mówić co robię. Gdzie jadę, po co. Z kim. A najczęściej wciąż jeżdżę sam. I tak najczęściej jest właśnie lepiej. Po czasie.. gdy już trud trasy mija.. Dochodzą do mnie takie myśli, że w sumie dzisiaj ze względu na wszystkie okoliczności z jakimi przyszło mi się zmierzyć - też bym wolał jechać sam. A to nie dlatego, że jestem introwertykiem.. A dlatego, że okoliczności w życiu sprawiają, że nawet w towarzystwie nie czuję się dobrze. I nic mnie nie cieszy. Czasem - na pewny czas, nie całe dnie ale na pewny jego wycinek - wolę być sam.. Dziś.. Sam nie byłem na tej trasie. Nie zdołało mnie to jednak uratować od wspomnień z trudnej wciąż dla mnie przeszłości..
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)