11.07.2026
Jazda nr: 1816

Tagi: trio_trudu, wiejskie_przygody |

Dzisiejsza trasa rozpoczynała się w miarę w porannych godzinach. Z takim dość częstym: "a nie chce mi się". Jeszcze wczoraj tak miałem. Wczorajsze po południe było dość ciężkie. Słabo się czułem. Chyba jakieś zmiany w pogodzie czy coś? I takie dość częste przed weekendową trasę odczucie. Czy na pewno dam radę tyle pojechać. A przecież nie jadę na 200 km. Ot.. Skromne 50 km. W sumie miałem w planie zrobić klasyczną 50-tkę. Ale dziś pomyślałem o czymś ciekawszym - otóż o trasie Trio Trudu. To też taka "50-tka" przecież w granicy tej odległości przejeżdżam tą trasę. Jednak pod względem psychicznym wciąż jestem słaby. Fizycznie lepiej. Przeszła mi już choroba. Zdarza się, że mam katarek ale już nie taki. I nie jestem aż tak osłabiony. Teraz ciągnie mnie w dół ta wciąż paskudna pogoda. A także sfera psychiki. Gdyby nie to.. To bym mógł osiągnąć znacznie więcej! Jak dawniej.. Gdy sobie spokojnie jeździłem. No ale dobra.. Co było dawniej to było.. Te setki wpisów temu. Teraz jest teraz.. Teraz była ciekawa trasa - kolejna z serii Trio Trudu. A te trasy nie są częste! Ostatnia miała miejsce w zeszłym roku: Trio Trudu: Latem. Teraz ma miejsce kolejna. W sumie taki niepewny siebie.. Jeszcze ta pogoda. Znowu wieje. Znaczy znowu.. Nadal wieje! Nadal zimno. A to przecież lipiec! Środek lata.. Wakacje.. No ale takie klimaty i slogany z roku na rok coraz mniej znaczą.. Nie mniej pojechałem i nie było tak źle. Jednak na nic się nie nastawiałem. Starałem się jak najmniej myśleć i analizować otaczającą mnie rzeczywistość i po prostu jechać. Wyjechałem przed godziną 11. Wróciłem grubo po godzinie 14. Jeszcze nie tak źle. Tylko najlepsze jest to, że po południe było spokojniejsze. Mniej wiatru. I cieplej! Ta odczuwalna była cieplejsza pomimo tego, że temp. dzisiaj ledwo przekraczała 20℃. I w najcieplejszym momencie dnia dla moich stron - było skromne 21℃. Taka niezbyt letnia pogoda a może bardziej weekend sprawił, że na drogach było dosłowne pierdolnięcie. Nie dość, że paliwo drogie - za ON już 7,05 zł/L a 95 za 6,99 zł/L. To ruch nad morze - ogromny. Szczególnie po drodze DW109 gdzie dochodziło do wielu niebezpiecznych sytuacji. To przypomniało mi o ostatniej takiej sytuacji - którą postanowiłem zgłosić na StopAgresjiDrogowej. I zgłoszenie nie zostało rozpatrzone - nie dostałem żadnej informacji zwrotnej. Nie zostałem zaproszony na składanie zeznań. Nic się w tym temacie nie ruszyło.. A chodziło o sytuację: KIA - wyprzedzam bo muszę. Dziś bardzo podobna sytuacja. Ta sama droga i nawet podobny odcinek drogi. Wg. słupków ponad 100 metrów osoba wyprzedzająca zabiera się za wyprzedzanie widząc na kolizyjnym pasie rower. Wyprzedza bardzo niebezpiecznie - trzymając się bardzo blisko wyprzedzającego pojazdu. I po co to wszystko?! By tylko stworzyć zagrożenie? Jak się nie ma czym.. Ani umiejętności to się po prostu za takie manewry nie bierze. Bo owszem mogłoby to zrobić sportowe auto, które potrzebowałoby na manewr dwukrotnie krótszej odległości.. Niż jakiś wyżyłowany złom. Zresztą oceńcie sami: WRZUCIĆ. Nagranie pójdzie oczywiście na StopAgresjiDrogowej. Przypomnę się również o poprzednią wiadomość. Być może te ksenofobiczne zjeby z milicji ucięli dostęp pewnych maili. I dlatego nie dostali wiadomości. No ale kurwa. Już nie raz tam zgłaszałem. I nigdy nie było problemu. Zresztą nie dostałem MAILER DEAMON o nie dotarciu wiadomości. Więc co by się nie zadziało to już wina milicji ich systemów czy konfiguracji systemów. No ale co to obchodzi zwykłego obywatela zgłaszającego nieodpowiednie zachowanie na drodze?! Na przeciw ległym biegunie miałem zdarzenie na drodze DW152 - również dziś. Gdzie również dziś odbywał się większy ruch aut. Długi czas jakieś 0,5 km może nawet 1 km jechała za mną ciężarówka, która w ogóle mnie nie wyprzedzała mimo, że miała ku temu okazję! Wolne z przodu. Dużo miejsca. No ale kierowcy bardzo przeszkadzały ciągłe linie. No kurwa serio?! To jest do cholery tylko linia. Są sytuacje w których byłoby wskazane ich przekroczenie. Bo co? Zamierza jechać tak kilometrami za mną?... Bo są linie?! No serio. No opamiętajmy się. Jedni wyprzedzają na czołówkę z rowerem. A drudzy blokują ruch na długi czas bo się boją linię przekroczyć... Ogólnie dziś ciężki dzień. Widać, że wakacje i wielu ewenementów wyrusza na drogi..
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
* Poprawka licznika z powodu bugów 2026 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
  • ID wpisu: 1826

  • Trasa nr [łączna]: 1902
  • Trasa nr [na blogu]: 1816
  • W tym tygodniu: 3
  • W tym miesiacu: 6
  • W tym roku: 97

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1887 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1801 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 15 dni

  • Stan Licznika Poczatkowy: 32385.7 km
  • Stan Licznika Końcowy: 32437.21 km
  • Stan Licznika Końcowy2*: 32237.86 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 10748 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 10799 km

  • Maksymalna prędkość: 35.2 km/h

  • Przejechałem: 51.51 km
  • Przejechałem [msc]: 200.28 km
  • Przebieg roweru [rok]: 2577.94 km
  • Przebieg roweru [suma]: 69204.9 km

  • Przejechalem w 2026: 2577.94 km
  • Podroż dookoła świata (2026) 6.4448 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 173.0123 [%] km

  • Czas jazdy: 02:45:30 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 4413:30:58 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 4190:04:50 h
  • Czas Jazdy Suma (2026): 165:43:12 h
  • Czas Jazdy Suma (w tym msc): 12:33:57 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 02:05:40 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 01:42:30 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:17:41 h

  • Średnia: 18.73 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego poprowadziła mnie nie łatwymi szlakami trasy Trio Trudu. A jakoś mnie wzięło dziś na tą trasę. A jeszcze wczoraj psychiczny dół kazał mi myśleć, że bezpieczniej a nawet lepiej byłoby w ogóle z domu nie wychodzić. I zostać. Bo gdzie jechać. A może nie dam rady. A może to tyle czasu. Zaczyna mnie znów dobijać codzienność. A w niej wciąż nie rozwiązane problemy z aplikacją RCLONE - DZIENNĄ, z aktualizacją dysku 12 TB - gdzie była kopia struktury Stanu Plików 18+8TB z 2022 r. Z początku nowej struktury. A więc jest mocno nie aktualna - bo dane są inaczej z grupowane, bo jest ich przede wszystkim więcej! To jednak 3.5 roku.. Już nie wspominając o mojej heroicznej pracy z początku 2026 r. Która rozciągnęła się na 4 msc - i jest opisana w projekcie: Wielkich Zmian i Poprawek w Strukturze Katalogowej Stanu Plików 18 + 8 TB!. Wciąż walczę z problemami. A wciąż dochodzą kolejne. Wciąż nie naprawiłem problemu ze szkolnym laptopem z sekretariatu z początku tygodnia. Dosłownie z początku bo z poniedziałku (06.07). Moje plany na ten tydzień się sypnęły. Bo miała być już gotowa kopia RCLONE - przetestowany program do dziennych - uwzględniający bazę danych z programu Watchdog. I właśnie uwzględniający zmiany na dysku z programu Watchdog (taka biblioteka do zmian). Z bazy danych którą tworzy aplikacja Watchdog miał korzystać RClone dzienny. A to wszystko leży. Nowe aktualizacje i pełne wdrożenie aktualizacji również leży. Bo oczywiście w kwietniu 2026 r. się nie udało. A jedyne szczęście można upatrywać w tym, że nic się nie stało złego. I nie ma żadnych strat. Bo jakbym miał stracić dane.. Które ostatnio pozyskałem.. Albo co gorsza - wyniki pracy nad strukturą katalogową Stanu Plików 18+8 TB... To co robiłem od stycznia. Może w tym wszystkim trzeba upatrywać mojego stanu? No bo tak.. Samotność, brak celu w życiu. A także te bieżące sprawy, których udaje się załatwić tak szybko jak powinno.. Niby jesteśmy na początku wakacji a jakoś upatruję się ich końca. W kolejnych dniach nie widzę odpoczynku dla siebie. Bo widzę wciąż nie zrealizowane tematy i problemy. W tym nowe zaległości na blogu. Każdy dzień jak choćby wczorajszy piątek (10.07) jest dla mnie taki dobijający. Nic mi nie idzie. I wszystko się sypie. Jednak dzisiaj to wszystko zostawiłem w cholerę. I jadę! Jadę teraz z rana bo na po południe mam zaproszenie na grilla do Kamienia :) Do tej samej osoby z którą byłem ostatnio na rowerze (KZ): Kamieńska Wyspa. Więc nie mogłem się z rana opierdzielać. A trzeba było działać. No i poza incydentem na DW109.. Znów wysokim cenom paliwa (już ponad 7 zł za ON). Zbyt dużym ruchu aut.. No było spoko. Duży turystyczny ruch już od rana. Okupowane były sklepy. Szczególnie zwróciłem uwagę na Kauflanda w Gryficach obok którego przejeżdżałem. Tyle ludzi, że nie ma gdzie stanąć. No i gęsto na drogach. A to powodowało dodatkowe chamskie zachowania. Odcinek z Gryfic na Modlimowo i dalej z Modlimowa na Łabuń Wielki i do Reska już nie był taki zły. Mniej aut. Ale też ciężej. Sporo wzniesień. I ciężko się jechało. Nie mniej czas umilałem sobie głównie dwoma piosenkami: Glaca - Życie i Samotność feat. Peja i Nagły Atak Spawacza - "Aleja nr 6 grób nr 4 (odpoczywajcie w pokoju)" . W głównej mierze odzwierciedla to mój stan. Nadal ten słaby. Ale to przez samotność. Brak celu w życiu. Jak na krótkie chwile mogłem zapomnieć o codzienności i doznać tej normalności.. To chciałbym pozostać w takim życiu dłużej. A to mogłoby wiele zmienić. I na pewno by wiele zmieniło. A tym czasem pozostają mi te smuty. Korzystanie z małego pocieszenia, że wiatr wiał bokiem a nie bezpośrednio we mnie. Wypełnianie trudnych chwil trasy - sezonowym napojem ze sklepu Dino. A dokładnie lemoniadą jurajską jabłko i kaktus. W poprzednich latach był arbuz z czymś tam. A w tym roku nie widziałem. Jednak zasmakowała mi ta lemoniada. Nie ma co się jednak do niej przyzwyczajać. Na sklep przypadało dosłownie kilka zgrzewek. Jak się rozeszły to już nie ma. Dziś ale to już po trasie.. Dorwałem jeszcze kilka butelek którymi podzieliłem się w dzisiejsze po południe z KZ. Jej też zasmakowało to połączenie :-) Nie tracę jeszcze nadziei, że jeszcze arbuz w ofercie się pojawi. A tym czasem dobijałem na trasie do Reska. Gdzie zrobiłem sobie małą przerwę. I tak sobie siedząc na ławeczce i pisząc z MM który właśnie z Reska wybył. No tak. Ja do jego Reska przyjeżdżam. A on wybywa.. No ale co zrobić. No ale do rzeczy. Siedzę na ławce i tak zwróciłem uwagę na tylne koło. Akurat się ustawiło tak, że było widać. Wybrzuszenie a obok linia pęknięcia na obręczy. Dosłownie na nyplu. No tak.. Mało problemów i wydatków to jeszcze koło szlak trafił.. Obecne koło, które użytkuję od kwietnia 2024 r. Z powodzeniem zrobiłem na nim 10 000 km. Ale już więcej rekordów nie uda się zrobić. No jak poszła obręcz. Tylko jeszcze tak nie miałem.. Zawsze po boku miałem wybrzuszenie. I wtedy czułem, jak faluje mi te koło (no takie bicie). A tego chyba nie czuję. No chyba, że dziwne odczucia jakie miałem ostatnio.. A się nimi nie chwaliłem bo myślałem, że to tylko w mojej głowie się dzieje - wynikały właśnie z tego pęknięcia. Albo czasu przed.. Po prostu materiał się wyrobił. I takie są skutki. Nic nie trwa wiecznie - a koła szczególnie - te tylne - nie należą do najmocniejszych. Nie raz to już przeżywałem i pewnie jeszcze nie raz będę. A teraz - w sensie w tym roku - idzie znowu kumulacja kosztów. Bo tak.. Mam już zarżnięte opony (przód to bez komentarza ;p) ale też tył zaczyna łysieć. Teraz koło tył. Mam jedną oponę Continental na wymianę. I chyba spełni się scenariusz którego się obawiałem, że tylną oponę wymienię szybciej niż przednią. Bo ta przednia Schwalbe jest chyba do nie zajechania. Wciąż trwa. A to już >1500 tras wspólnych przygód! No ale i tak się kończy. Tak samo jak tył. Tył pewnie poleci szybciej bo raz, że moja waga. A dwa, że sakwy. Dodatkowe obciążenie. Akurat do tylnej nie mam pretensji. Ma trudniejsze warunki. A i tak sobie świetnie radzi - ponad 2 lata na niej jeździłem. Swoje przejeździła. Nie przebija dętek. Jeszcze się z oponami nie żegnam ale nie wiem czy przetrwają ten sezon. No ale koło to do pilnej wymiany! Nie ma na co czekać. I im szybciej dostanę nowe koło - tym lepiej. No i taki nie pocieszony wracam z Reska, wzdłuż ruchliwej drogi DW152. W końcu letni sezon. A wraz z nim spory ruch aut.. Jakoś jednak dojeżdżam. W Płotach jeszcze paczkomat zaliczam. I wracam. Nie jestem jakoś mocno zjechany. Bliżej po południowych godzin pogoda się nieco poprawia. Jest cieplej i mniej wieje. To teraz by się chciało pojeździć dłużej! No ale społeczne kontakty wzywają! :-) A takie chwile też są ważne. Nie tylko te na rowerze.. Choć był czas, że w moim sercu był tylko rowerek jako ten: naj - naj - najważniejszy!.. No ale z czasem w życiu sporo się zmienia. W tym również podejście do pewnych spraw.. I choć rower wciąż jest dla mnie ważny to może nie jest aż tak: "naj-naj" jak niegdyś. Jednak pewne standardy trzeba zachować. Jak choćby te 500 km w wiosenno-letnie miesiące czy 5 000 km/w ujęciu rocznym..

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa11lipca2026zdj1.jpgtrasa11lipca2026zdj2.jpgtrasa11lipca2026zdj3.jpgtrasa11lipca2026zdj4.jpgtrasa11lipca2026zdj5.jpgtrasa11lipca2026zdj6.jpgtrasa11lipca2026zdj7.jpgtrasa11lipca2026zdj8.jpg


Mapa przebiegu trasy :)