Dzisiejsza trasa jest krótka i słaba. Podobnie jak mój dzień, żeby już nie mówić, że również życie. To wszystko jest bardzo słabe. I nieudolne. Dzisiaj byłem tak przygotowany na cokolwiek, że nie miałem oczyszczonej karty. Naładowanej baterii. Bo i po co prawda? -.- Zdarza się. Tylko czasem jak dziś jest kumulacja wszystkiego. I słaby dzień w szkole. Nic mi nie idzie. Wszystko mnie wkurwia. A potem chodzę taki podłamany życiem :( Dzisiaj się też tak wybierałem na ten rower. Jakbym chciał a nie mógł... Ostatecznie po godz. 16 zdecydowałem się małą trasę przejechać. Miałem początkowo w planie jechać na Makowice a z nich wracać drogą leśną, blisko rzeki Regi. Nie często się tam wybieram. Tylko tak: problem z bateriami. I miałem za mało pamięci na karcie. A już mi się nie chciało wracać... Miałem tylko 50 min. A teraz wrócę po zapasową kartę i niby ok. Tylko może być problem z włożeniem jej ;) Od 9 lat mam ten sam problem w którą stronę ta karta wchodzi. I czasem się po parę razy męczę. I mnie to tylko wkurza niepotrzebnie... Dzisiaj nie chciało mi się wracać bo jakbym wrócił to możliwe, że już bym wcale nie pojechał. I może dobrze? Bo ostatecznie ta wspaniała trasa kończy się ponownie awarią głównego licznika Sigma BC 16.16. To już zaczyna być irytujące...
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2025 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1561
Trasa nr [łączna]: 1638
Trasa nr [na blogu]: 1552
W tym tygodniu: 1
W tym miesiacu: 10
W tym roku: 26
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1624 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1538 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 14 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 25230.8 km
Stan Licznika Końcowy: 25240.03 km
Stan Licznika Końcowy2*: 25068.03 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 3645 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 3654 km
Maksymalna prędkość: 23.4 km/h
Przejechałem: 9.23 km
Przejechałem [msc]: 262.14 km
Przebieg roweru [rok]: 506.29 km
Przebieg roweru [suma]: 61939.75 km
Przejechalem w 2025: 506.29 km
Podroż dookoła świata (2025) 1.2657 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 154.8494 [%] km
Czas jazdy: 00:33:02 h
Czas Jazdy Suma (ever): 3950:08:33 h
Czas Jazdy Suma (blog): 3726:42:25 h
Czas Jazdy Suma (2025): 34:40:07 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 18:21:03 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:50:06 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:20:00 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:23:15 h
Średnia: 16.78 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego nie dość, że jest trudna. To jest ciężka. Wkurwiająca. I niepotrzebna. Życie mi daje dość wyraźnie znać, że dzisiaj nie powinienem się nigdzie wybierać. A tak po nieudanym dniu w szkole, z powtarzającymi się symptomami: od wkurwiania po stany depresyjne... Z z niechęcią na pogodę. Mocno wieje i robi się zimno... Pojechałem ostatecznie. A przynajmniej zacząłem się ubierać. Postanowiłem, że do tych 20 km, do tej godziny to się przejadę. Nie spodziewałem się jednak problemu z nie naładowaną baterią. No ok. Ta w kamerce - OK - mogła być nie naładowana. Bo zostawiłem włączoną kamerę od weekendowych tras. I nie ruszyłem się z robieniem wpisów na bloga. No nie - bo po co... Potem będzie kumulacja spierdolenia życiowego. Nie spodziewałem się jednak, że bateria pod ładowarką też będzie padnięta bo z jakiegoś powodu się rozłączyło ładowanie pod powerbankiem. I cóż. Jeden z kilku problemów... Kolejny dość istotny to taki, że mam za mało miejsca na karcie. Jedynie na 50 min. I na Makowice już nie pojechałem. Pomyślałem o Sownie. A, pojadę tu. I pojechałem. Jechało mi się jednak ciężko. Czuję się znowu osłabiony. Po prostu słabo... Co jest kurwa nie tak... Czemu tyle czasu choruję i wciąż jestem chory i wciąż chory... To bywa już bardzo irytujące... Tak samo jak problem z licznikiem, który wyskoczył na powrocie z Sowna. W podobnym miejscu stało się to na trasie: Po chorobowe Sowno. To jakiś pech trasy Sowno, czy jak to interpretować?... Ehhh.... Jak ja nie lubię tych poprawek dla licznika robić. W ogóle jak ja nie lubię swojego życia... :( Nic mi nie idzie. Tak ciężko ze wszystkim... A teraz najgorzej, że znowu zdrowie podupada. Jest dosłownie parę dni lepiej a po nich następuje wykańczający spadek. Ile tak można?!... Każdy ma granice a moje już dawno są przekroczone... Nie mniej, w ostatecznym rozrachunku nie żałuję, że dziś pojechałem. Nawet jeśli to jest tylko ten kawałek drogi. Odświeżyłem umysł. Przewietrzyłem się. Taka korzyść i tyle dobrego dla mnie... Za to mogę zdradzić, że dzisiejsze po południe było ciut lepsze. Jednak smutne myśli, wspomnienia mnie nadal nawiedzają... i niszczą tak wewnętrznie...
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)