Trasa z dnia dzisiejszego jest wyczekiwaną trasą kolejnych 5000 km z Aurelią! Dość długo na nią czekałem bo aż od października (w zasadzie końca października) 2023 r.: "55 000" Aurelio !:" - Jezioro Czaplińskie. Nikt nie mógł wiedzieć jakie będzie kolejne 5 tyś km. A jakie było? Nieco ciężkie. Zdarzały się porażki jak i sukcesy! Najgorsze są jednak pewne wpadki czy problemy, które wyjdą przypadkiem czy po latach? Trasa do szkoły - "rozsterki". Problem na tyle istotny, że to właśnie w tym 5-cio tysięcznym okresie kilometrowym przydarzyły się pierwsze w historii bloga tak niezwykłe i ważne trasy. Były to wspomnienia - 100 powtórzeń cyklicznych tras. Pierwsze dotyczyły mojej ulubionej i najstarszej z cyklicznych tras trasa 20-stka -> "100-tna trasa 20-stka". A druga - na razie wyczerpująca ten limit to trasa 50-tka -> Trasa "50-tka" - czterech tytułów. W tym miejscu mógłbym już skończyć wpis. W końcu widać, że tak wiele się działo... Niezwykłe trasy cykliczne, które odkąd mam bloga i zapisuję wszystko tak dokładnie - powtórzyłem aż 100 razy. To jest 100 różnych historii. W końcu nie ma dwóch takich samych tras nawet jeśli jest to cykliczna... Odbywająca się ściśle po tych samych drogach. To zawsze będzie coś co rozróżni te wyjazdy... pogoda, inni uczestnicy ruchu. Czy po prostu życie. Te deprymuje to w jaki sposób odbywają się moje trasy. Co się działo i jaki miało to na mnie wpływ. Czasem w opisach wpisów piszę historię związaną bezpośrednio z tym dniem (dniem trasy) czy poprzednimi. Niejednokrotnie te dni poprzedzające wyjazd mają znaczenie. Nie rozpiszę się aż na tyle.. Chętni mogą przejrzeć wpisy od 55 000 km: "55 000" Aurelio !:"
- Jezioro Czaplińskie po ostatni, poprzedzający dzisiejszy wpis: Trasa na Brodniki z 05.08. Jest co czytać, i jest tu wiele wspaniałych tras zamkniętych w 153 historiach. Wspomniałem o trasach "100-krotności" - innymi słowy: stu powtórzeń tych samych tras. Tak się złożyło, że akurat w okresie między 55000 - 60000 km Aurelii aż dwie z cyklicznych tras łapią się w tą kategorię. A przypomnę na chwilę obecną czyli na dzień dzisiejszego wpisu mamy 22 cykliczne trasy. Oczywiście tą listę należałoby skrócić. Są tutaj np. trasy związane z moją krótką aczkolwiek burzliwą historią życia w Szczecinie - te trasy raczej nie będą się już odbywać. A może kiedyś z sentymentu powrócę do któryś z nich? Myślałem już o tym temacie - i to się wkrótce stanie, że pojawi się nowa kategoria tras: [WYGASŁE CYKLICZNE] i będą się tam znajdowały te cykliczne, których już nie robię. Bo są takie, które przejeżdżam wiele razy jak 20-stki, 50-tki, tr_Brodników, czy Makowice_Słudwia a są takie robione bardzo okazjonalnie jak Buszujący_w_Zbożu, Trio_Trudu czy 100-stka. A te które nie robię czy nie będę robił to np. Trasa Fajna: Fajna trasa z 11.04.2021 r. czy wspomniane Szczecińskie trasy. Temat kategorii do przemyślenia i ewentualnie rychłego wdrożenia... :) A tym czasem kilometry lecą. A wraz z nimi różne trasy. Oczywiście nie sposób wspomnieć o wszystkich a myślę, że każda ma znaczenie. Nie chcę proponować jedynie tych długich, wymagających: Trasa Pyrzyce - Banie:
- "ekstremalna przygoda". Czasem i te krótsze mają niebagatelne znaczenie: Gryficka Trasa Pracy & Trasa z JS czy "Droga Truskolasu". Ciekawy czas, tych ostatnich 5k km. Jego siłą napędową jest również problem z napędem... Ten ciągnie się od ładnych kilku tygodni i jest coraz gorzej. Dzisiaj było już wprost mówiąc: "apogeum" tych problemów... I pod wiele wzniesień nie dałem rady podjechać na tym rozjebanym napędzie... Pierwsze problemy zaczęły się wraz z trasą: Trasa Sandkrug (DE) - Moryń (PL). Pod koniec maja . Zostało to potwierdzone przez MK na trasie z połowy czerwca: Urbeksowy Szczecin. Miałem zmieniać napęd dnia 24.07 bo już mnie tak wkurwiał... ale po takim wyczynie, i dość ładnych osiągnięciach i dość dobrej jego pracy postanowiłem go jeszcze zachować. I to chyba nie był za dobry pomysł... No fakt, kilka tras przejechałem ale ostatnie już z większymi problemami jak: "Pasewalk": Niemiecką stroną. A kolejne to już takie krótkie wyjazdy były czy takie w miarę przyjaźniejszych rejonach. Te Kaszubskie to takie nieprzyjazne. Już na początku trasy w Bytowie miałem problem z podjazdami. Przez kolejne 12 km była męczarnia. Gdzieś po 12 no może bliżej 15 km trasy teren się nieco zmienił i dobra... Jakoś to poszło. Na powrocie do Bytowa większych problemów z podjazdami nie miałem - no może sporadycznie w Kościerzynie. Nie było jednak tak źle... I dało radę jechać. Na nowo w Bytowie pojedyncze wzniesienia nie do zrobienia. Łańcuch po prostu na zębatkach staje. Już nawet nie chodzi o to, że przeskakuje, mieli ale nie podejmuje próby. Jest tak ciężko przekręcić, że nie jestem wstanie. Miałem się dzisiaj poddać. Szkoda mi było jednak pogody - jest naprawdę piękna i ciepło tak do 28℃. Mam możliwości i bardzo się nastawiłem... Gdybym się poddał byłby wpis ale nieco inny. A tak... Mimo ogromnych trudności przebiłem barierę zarówno 10k km na napędzie - wyjazd na Pasewalk zagwarantował tą wartość jak również z tym napędem dotrwałem do kolejnych 5k km... czyli wspominanych 60k km. To ma dla mnie ogromne znaczenie nawet jeśli jest jedynie symboliczne. Udało się. Teraz eksperyment może trwać dalej jeśli jest możliwy - ile jeszcze ten napęd wytrzyma choć za wiele mu nie daję. A może rozsądniej będzie go wymienić? W przyszłym tygodniu planuję jeszcze jeden urlopowy wyjazd. I to właśnie na kilka dni. W rejon Kaszub. I jeśli to miałoby wyglądać jak dziś to, to przecież sensu nie ma... Jeszcze sprawdzę ten napęd. Kolejne dni powinny dać odpowiedź co tu się zadziało i czy jeszcze coś z tego będzie czy to już definitywny koniec tej historii - pierwszego tak naprawdę zajeżdżonego napędu. Żaden do tej pory nie był w takim stanie. Czyli w zasadzie wymieniałem jeszcze "sprawny" napęd...
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2024 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1477
Trasa nr [łączna]: 1555
Trasa nr [na blogu]: 1469
W tym tygodniu: 2
W tym miesiacu: 5
W tym roku: 121
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1541 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1455 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 14 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 23208.5 km
Stan Licznika Końcowy: 23304.09 km
Stan Licznika Końcowy2*: 23154.07 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 1617 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 1713 km
Maksymalna prędkość: 42 km/h
Przejechałem: 95.59 km
Przejechałem [msc]: 239.57 km
Przebieg roweru [rok]: 4145.2 km
Przebieg roweru [suma]: 60003.78 km
Przejechalem w 2024: 4145.2 km
Podroż dookoła świata (2024) 10.363 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 150.0095 [%] km
Czas jazdy: 06:17:26 h
Czas Jazdy Suma (ever): 3820:51:09 h
Czas Jazdy Suma (blog): 3597:25:01 h
Czas Jazdy Suma (2024): 256:55:06 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 14:30:36 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:54:07 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:07:24 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:26:08 h
Średnia: 15.21 km/h
Dzisiejsza trasa jest bardzo ważna to kolejne "5k" km z Aurelią. To już 60k km z Aurelią! To długi czas, długa znajomość która wkrótce a dokładnie w przyszłym miesiącu skończy 10 lat. Sama trasa jest podyktowana nie tyle chęcią zobaczenia czegoś nowego i nowych miejsc (choć to również!) ale także chęcią uzupełnienia brakujących dróg po między odwiedzanymi miejscami. Na Kaszubach po raz pierwszy byłem w zimowej scenerii Marca 2023 r.: "50 000" Aurelio !:
"Kółko jezior Raduńskich". Trasa "50k km" z Aurelią koncentrowała się na Kościerzynie i jej nie zwykłej okolicy. Uzupełnieniem dla trasy był wyjazd w długi czerwcowy weekend 2023 r. Wówczas zrobiłem tylko raz i to małą trasę przy Bytowie, przy Kościerzynie i Kartuzach: Kaszuby - dzień 1/3, Kaszuby - dzień 2/3 i Kaszuby - dzień 3/3. Uzupełnieniem tych przygód i tras był wyjazd do Gdańska, zaczynającą się jesienią również 2023 r.: Wyzwolone trasy. Wciąż jednak pozostawała dziura, która pozostawała między Bytowem a Kościerzyną - widać to na zbiorczej mapie tras na tym zdjęciu: MAPA ZBIORCZA - DZIURA MIĘDZY MIEJSCOWOŚCIAMI. Stan oczywiście na dzień dzisiejszy, nie uwzględniając dzisiejszej trasy. Jeszcze w 2023 r. Chciałem tutaj wrócić na Kaszuby. Dokończyć te eksploracje. Jednak widmo trasy 55k km z Aurelią nieustannie się oddalało i w końcu nastąpiło ale dopiero z końcem października 2023 r. Nie czułem się ani na siłach, ani pogoda nie była zachęcająca aby jechać tak daleko. Więc wyjazd został przełożony na bliżej nie określony czas 60k km z Aurelią. Po cichu liczyłem, że będzie to wiosną. Ostatecznie jest latem. I wcale w niezłą pogodę. Pojawiły się jednak problemy z napędem. Nie mogłem o nich wiedzieć te 10 msc temu (no prawie 10 msc). Wówczas wszystko działało aż miło. I robiłem nie jedną trasę mniej czy bardziej wymagającą. No ale cóż... Nadarza się okazja. To trzeba z niej korzystać. Do Kościerzyny nie daleko! A do tego poprawił się z lekka dojazd. Najwygodniej jest mi jechać tutaj ze Sławna drogą DW209. Problemem jest dojazd do Sławna. Nie ma jeszcze S6 tutaj ani dalej - droga S6 kończy się wraz z Sianowem i od nie dawna a dokładnie od lipca dostępna jest także cała obwodnica Koszalina. A tu też nie jest tak kolorowo. Obwodnica była i jest zarazem.. Jest ale tylko w jedną stronę w stronę Gdańska. W stronę Szczecina S6 jest zamknięta a ruch na nowo odbywa się przez ten cholerny Koszalin. Aż za dużo się tak najeździłem. A dzisiaj to mnie tak zirytowało. Szukałem informacji o co chodzi i natknąłem się na takie źródło: UTRUDNIENIA NA S6 – WĘZEŁ SIANÓW ZACHÓD – 07.08.2024. Taaa. I akurat dzisiaj! Nie mają kiedy tego robić?! To jest żałosne i powinny być za to wysokie kary. Nie dość, że droga latami opóźniona (S6: Koszalin Zachód) to jeszcze poprawki bo coś spierdolili!! Naprawdę... No dobra ale do czego dążę - pomijając te problemy powiedzmy jednostkowe... To nieco poprawi się komfort i dojazd do tutejszych miejscowości. Najważniejsze dla mnie będzie to, że będę mógł sobie np. do Sławna czy Słupska dojechać elegancko drogą S6. Tam się tak fajnie z rana jechało - a najfajniej to omijało Koszalin, że aż nie chciałem zjeżdżać na starą DK6, pełną miejscowości, zakazów. I polujących fotoradarów. Komfort od zeszłego roku i tak się poprawił - wówczas nie było jeszcze obwodnicy Sianowa czy całej Koszalina. I się tak jechało jak na skazanie mijając większą ilość wioch. Obecnie sytuacja się poprawia. Według "obiecanek" już z końcem sierpnia 2025 r. droga Sianowo - Sławno ma być gotowa! -> S6: Sianów - Sławno. Zobaczymy. Dla bezpieczeństwa jednak im nie wierzę ;] Jednak będę nie jako zmuszony aby tu jeździć. No dobra nie wiem czy ostatecznie w tym roku pojadę na Kościerzynę czy na Słupsk w tamte rejony Kaszub. Gdzieś na pewno się pojedzie ale gdzie? To się pewnie na ostatnią chwilę ustali. Mam pewny problem właśnie wynikający z łączenia śladów tras na mapie aby nie było takich dziur. Muszę zrobić kilka tras, nie wiem na ile uda mi się to połączyć czyli ile będę musiał zrobić wyjazdów. A do połączenia mam drogi od Gdańska przez Słupsk własnie do Sławna i w drugą stronę z Bytów do Sławna. I w te rejony będę się przy okazji wybierał. Będzie mi milej jeśli będę mógł się wybrać wygodną drogą S6 między Sianowem a Sławnem a może i dalej? Czyli do Słupska. Na razie prace trwają. Wg. strony projektu stan na 06.08.2024 r. prace wykonane są w następujących proporcjach: Roboty budowlane: 26.9%, Zaawansowanie rzeczowe całkowite – 48,62 %. Jest to podzielone bardzo szczegółowo S6: Sianów - Sławno - nie będę tego teraz analizował, pozostawię jednak zdjęcie - na dowód jak to było w stanie na dzień dzisiejszy. Nie sądzę jednak, że roboty nagle pójdą do przodu i już za rok droga będzie gotowa. To zbyt daleko idący optymizm -> ZDJĘCIE POSTĘPU PRAC stan na 06.08.2024 r..
A więc na Kaszubach bywałem i jeszcze będę bywał robiąc kolejne trasy. Dzisiaj skupiłem się na łączniku Bytowa z Kościerzyną. Zrobiłem niezwykle ciekawą trasę jadąc wzdłuż ruchliwej drogi DK20 od Bytowa. Na początku nawet nie jadąc co ciągnąć Aurelię za sobą... Te wzniesienia pokonały mnie i napęd. Nie szło jechać. Sądzę, że ma to związek z dużym obciążeniem. A dziś mam je poważne - duży powerbank tzw. "kloc" - czyli Romoss 60 000 mAh - to waży ok. 1 KG jak nie ciut więcej. I standardowo: dron, aparat. A do tego większy zapas wody. Dwie pełne butelki 1.5L i jedna połówka 1.5L wody. Ciężko było z tym jechać. Pokonał mnie wyjazd z miasta, chamsko ciągnął się ogromnym podjazdem. A potem kolejne podjazdy i kolejne. A ja tak paraduję po ruchliwej ulicy DK20, w środku tygodnia. Kumuluje się tu dosłownie wszystko: ruch wakacyjny, ruch ciężarówek - praca, w końcu normalny tydzień pracujący nie każdy jest na urlopie a do tego żniwa. O ile w moich regionach (woj. zachodniopomorskie) przynajmniej od strony powiatu Gryfickiego i ościennych - żniwa to już wspomnienie to na Kaszubach przynajmniej w stronach gdzie byłem trwały w najlepsze. A więc na drogach i kombajn, i ciągniki i jeszcze więcej ciężarówek. Dochodzi do niebezpiecznych sytuacji podczas których walczę i nie mogę podjechać pod górkę, za mną już pędzą auta.. I tak przez dobre 12 no może bliżej do 15 km. Nim się uspokoiło... A w ogóle bliżej Kościerzyny czyli dokładnie po 28 km od Bytowa - nagle urosła ścieżka rowerowa. Była ona od miejscowości Korne. No fajnie i zajebiście. No ale przydałaby się od początku taka i nie byłoby ryzykownych zachowań na drodze. Z Korne da się zrobić ścieżkę z Bytowa nie. No dobra... Jadę tą ścieżką i zatrzymuje się po raz pierwszy na wyjeździe z Korne. Robiłem ujęcia tutejszych dość mocno zalesionych terenów i jeziora Garczyn i jeziora Granicznego. Pięknie tutaj.. Pierwsze takie strony! Blisko Kościerzyny w której wkrótce byłem. Zrobiłem po niej w sumie mały objazd. Zajechałem na Rynek. Pojechałem na obiad do małej knajpy jednej chyba z nie wielu z miejscami na zewnątrz. Innego wyjścia ze względu na rower nie miałem. Po strawie, która dała mi sporo sił ruszyłem dalej. Wyjeżdżając z Kościerzyny przypomniała mi się trasa: Kaszuby - dzień 1/3
. Wówczas również jechałem na Wieprznicę. Dzisiaj odbiłem jednak na Bytów a więc kierowałem się na Owśnice. A stąd do Korne i dalej na Gostomko. Już w Korne miałem jednak tej trasy dość. W woj. pomorskim fajna sprawa to te lasy, natura. Jest to jednak jednocześnie ta niefajna sprawa.... Te drogi tutaj to jakaś porażka. Gruby szuter, piach. Nie idzie jechać. A do tego zniszczone i zjechane drogi przez liczne wycinki lasów. Natknąłem się na takie za Gostomko gdy wracałem na DK20. Rżnęli aż miło. A w ogóle to na DK20 to wiele tirów przeładowanych drewnem pędziło w stronę Gdańska (właśnie po DK20). I prawdopodobnie właśnie na Gdańsk. No dobra. To są ładne strony i w ogóle. Nie miałem dzisiaj jednak ochoty przedzierać się przez rozjebane drogi, gdzie tylko tak turkocze się a nie jedzie bo jakieś kurwy zwane leśnikami, jeździli tu po drzewo i rozjebali drogi. Druga sprawa to ten szuter. Nie da się po tym jechać. Trzecia sprawa. To miejsca gdzie i tego szutru nie ma. Sam piach. I jak tu jechać?! No jak żyć... To fajna sprawa dla kogoś kto robi może z 30 km w ciągu dnia. To można się tak pobawić i mieć po prostu wywalone. Mnie jednak czekały kilometry. Czas mijał. I nie mogłem sobie na to pozwolić. Zrezygnowałem z trasy wyznaczonej przez GPS do Bytowa przez takie właśnie drogi. A pierdolę to. W Gostomko wróciłem na DK20 aby za kilkaset metrów odbić na Sulęczyno (kasz. Sëlëczëno). Piękna wieś. I tu widać magię tego górzystego terenu. Nim jednak dojechałem do Sulęczyna czekała mnie kilku kilometrowa przeprawa przez las. Dokładnie! Kiedyś był tu las, ale go wycięli i zrobili drogę. Dookoła nic innego jak las, i jakieś pojedyncze wsie. I jeziora! Robiłem tutaj kolejne piękne ujęcia z drona. I walczyłem o przetrwanie. No dobra napęd się uspokoił. Jakoś idzie. A nadmienię, że od początku trasy cisnę go na 1 blacie korby (28t). Nie pomaga to jednak na podjazdach. Jak ma strzelić czy mielić się na koronkach kasety to i tak strzeli i tak będzie mielić i tak... No dobra... Moim problemem na tę chwilę był jednak las. Ile można tak jechać?! :) Działa to niekomfortowo i stało się dość szybko męczące. Męczyłem się tak dopóki i dopóty nie dojechałem do tego Sulęczyna. A tam wbijałem się do drogi DW228 i teraz uwaga. Wbijałem się tam z tak stromego zjazdu, że z powodzeniem pocisnąłbym jakby nie hamulce +50km/h na rowerze. Gdyby mi przyszło wjeżdżać pod te wzniesienie to pociachałbym się na sprawnym napędzie. Na obecnym?... Nie realne... Wolałbym jechać 20 km dalej byle te wzniesienie pozostało z dala ode mnie. Za to rejon niezwykle urokliwy. Z jednej strony lasy, jeziora i trochę górzystego terenu, który towarzyszył mi do samego Bytowa. Zdaje się, że ja tą drogą już jechałem ale to samochodem - i to tylko "chyba". Nie jestem pewny :) Nie mniej zrobiłem ujęć z drona w tych rejonach nieco dalej niż w Sulęczynie bo w Parchowie (Parchòwò). Na wyjeździe z Parchowa przystanąłem i ostatni raz w dniu dzisiejszym używałem drona. Wstępnie miałem plan polatać po Bytowie ale nieee. Nie chciało mi się już tak na serio. A do tego miałem coś bliżej 250 km do domu autem co i tak oznacza bliżej 3h podróży. Wolałem wracać. Droga z Sulęczyna do Bytowa była nawet przyjemna. W wielu miejscach niespodziewanie były spadki terenu a wraz z nim moja prędkość rosła do nawet ponad 30 km/h. Wzniesienia też były! Tyle, że dałem radę pokonać każde. I tylko czasami napęd się burzył ale i tak jechał. Najgorzej było w samym Bytowie. Tutaj ostatnich podjazdów nie pokonałem :( Za to zrobiłem brakujące kilometry - dzięki jazdy przez DW228 pod Bytowem miałem przejechane 90 km. A więc do celu brakowało mi 5 km. Założyłem sobie mały bo 3 km margines. Teoretycznie miałbym 60k km z Aurelią po przejechaniu 92 km. Tak się złożyło... I tak planowałem coś w granicy 100 km. Jednak było tak ciężko, że gdyby się dało to nawet po tych cholernych lasach wracałbym z Kościerzyny i dobra... Zakończył podróż na 80 km. I to byłby świat na dzisiaj. Jednak gdybym wracał pierwotnie założoną trasą w Bytowie musiałbym kombinować o przejechaniu 15 km... A tak tylko 5 km. Sprawę ułatwił przejazd przez osiedle czy nawet osobną miejscowość na terenie miasta Bytów: Rzepnica. Stąd udałem się nieświadomie nieco okrętną drogą pod Zamek Bytowski. Skąd miałem do pokonania nie cały 1 km (gdzieś z 700m?) do auta. Parkowałem na ul. Szarych Szeregów. Wyjazd w stronę Dąbrówki. Nieświadomie zrobiłem coś dobrze! To był dobry wybór. Kilometry się zgadzają. Nie musiałem męczyć się jazdą po mieście. Normalnie nie byłby to problem ale z tym napędem, który wyłącza pokonywanie wzniesień... No to jednak jest problem... Uniknąłem go. Zrobiłem prawie 96 km. A więc miałem prawie "4 km" ewentualnego zapasu. Nie byłoby fajnie jakbym robił trasę 60k km z Aurelią i okazało się, że trasa nie przekracza 60 000 km... A tak się może zdarzyć. Tak już było... Gdy mniej dokładnie pilnowałem tego co robię: 10 tyś Aurelio - Pobierowo. Zresztą prowadzę bloga od 8 lat. A jeżdżę z Aurelią od lat 10. Mamy za sobą 1555 tras, w tym na blogu 1469. To szmat czasu, wiele historii. A w życiu różnie bywa. Zdarzają się wpadki i błędy jak z tym licznikiem tagów tras na blogu, co spowodowało przesunięcie pokonania 100-tnej opisanej na blogu trasy 20-stki z listopada 2023 r. na styczeń 2024 r. Przez tą moją nie krótką historię bo to prawie 10 lat zdarzyło się naprawdę wiele. I pewnie jeszcze nie jedno się wydarzy. I teraz. W zależności jak na to patrzeć czy 1555 tras i prawie 1500 wpisów na blogu to sporo czy niekoniecznie? W końcu nie każdy wyjazd to jest 50 km czy więcej. A jednak każdy się liczy bo każdy tworzy historię, tą niezwykłą historię czy to pewnego wycinku tras w okresie 5 tyś km czy całościową między 0-60 tyś km. Nawet jeśli jest to głupie 25 km: "1500 trasa: do szkoły"
- "& Biedra Zapadlisko". To jest to 0,041% całości moich wszystkich dotychczasowych przygód. A dla mnie lizy się każdy % nawet tak mało znaczący. Każda trasa, każda historia. Nie każda musi być długa - trasy na kolejne 5k km z Aurelią również takie nie muszą być i przecież nie są ;] No dobra prawie 100 km robi wrażenie. Jest to jednak okupione niezwykle wielkim wysiłkiem. I niepewnością. Nie mogłem spać dzisiejszej nocy. Pewnie myślałem o wyjeździe. A do tego w ostatnich dniach czułem się "dziwnie". Miałem obawę, że się przeziębię czy dorwie mnie inne choróbsko i będzie po wszystkim. Tyle starań, miesięcy jeżdżenia. W odróżnieniu od np. mniej udanego 2023 r. nie idzie mi przecież źle... Mam zrobione ponad 4k km w tym roku, mam za sobą 121 tras włącznie z dzisiejszą (bez dzisiejszej byłoby 120). I sporo wyjazdów >100 km. Nie byłoby jednak tego wszysktiego gdyby nie tak prozaicznie nie istotna trasa na 25 km, co stanowi 0,041%. A teraz uwaga. Jeśli tych tras było dwie? To ich udział stanowi już 0,083%. A wiadomo, że wśród tych 1555 tras takich po 25 km było sporo, tak samo jak innych uznawanych za krótkie. Podsumowując. Było ciężko. Nawet bardzo. Pogoda wykańczała do tego stopnia, że 2 pełne 1.5L butelki wody i jedna połówka było za mało. Musiałem dokupić. Tyle tego szło. Napęd nie ułatwiał życia, stanowi jednak pewną historię moich zmagań i pokazuje, że nigdy nie ważne co by się działo to nigdy nie wolno się poddawać. Gdybym się poddał nie byłoby dzisiejszego wpisu ani tej wyjątkowej historii, która za nią stoi. A tak jest... Jest piękna trasa. Swój cel osiągnąłem. Poznałem nowe drogi i miejsca. I fajnie.. Teraz mogę powrócić do typowego życia i poznawania dróg w województwie zachodniopomorskim... A takie trasy jak przez Niemcy czy w województwie Pomorskim zostawić na szczególne okazje! No i tak minęło kolejne 5k km z Aurelią a to już 60k km... I prawie 10 lat... Kawał czasu i pięknej historii! Was również ciekawi to co przyniosą kolejne kilometry? I jak świat będzie wyglądał za kolejne 10k km? Mnie bardzo. Jednak nie przyspieszę tego... Chyba, że jestem już z przyszłości i mogę przeskoczyć od dzisiejszego wpisu o bliżej nie określoną wartość do wpisów z 70k km+... :)
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)