W dniu dzisiejszym, po ostatniej wyczerpującej pod wieloma względami trasie, wykonałem dość nie dużą, wręcz krótką trasę - o takie po południowe pojechanie na Makowice-Lotnisko, przy czym dzisiaj sama pogoda znacznie inna niż przed weekendem (w sensie gorsza), moje nastawienie też takie średnie. Wziąłem się dzisiaj za implementację odkładanego od dawna featchera dla bloga, jakim miałaby być możliwość selekcji wpisów według wybranych kryteriów. Jak nie trudno się domyślić, prace za bardzo mi nie szły od początku i to trochę mnie zniechęcało aby gdzieś iść i coś robić dzisiaj. Od takie zwykłe, raczej normalne postępowanie, skoro mnie wszystko dookoła wkurwia to nie chcę robić niczego przyjemnego jak przejażdżka rowerem. Koniec końców na taką się zdecydowałem bo co mam do stracenia - w sumie nic. Pojechałem, za wiele kilometrów nie zrobiłem - raz, że ta pogoda taka do dupy, dwa, że rower się cały czas dawał we znaki (sprzyjała mu pewnie chujowa pogoda). Tak wiało, że masakra. Znacznie chłodniej niż w ostatnich dniach, bardzo silny, porywisty wiatr. A trzy - chyba najważniejsze. Moje nastawienie - dzisiaj słabe. Koniec końców jeszcze się rower na Makowicach popsuł. Nic poważnego, raptem urwała się linka od przerzutek. Ta linka już trochę ma, to oryginalna od wymiany manetki na 8 rzędową co miało miejsce jeszcze w zeszłym roku: Nowy osprzęt - test (z 26.05.2017). Wytrzymała więc ponad 7.500 km, dokładnie 7505 + jakieś 14 km z dzisiaj nim się zepsuło. Właśnie miałem zrobione ok. 14-15 km nim linka całkiem padła. Więc wynik jak najbardziej ładny, zakładając, że jest to właśnie 14 km mamy 7519 km na jednej lince. Gdzie co jak co, ale tylna przerzutka jest używana bardzo często :) Dzisiaj sobie już jej nie poużywałem, stara była, przetarła się i nadaje się do wymiany a mi przyszło wrócić na najcięższym ustawieniu (ósmy rząd kasety - ten najmniejszy).
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2018 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 273
Trasa nr [łączna]: 357
Trasa nr [na blogu]: 271
W tym tygodniu: 4
W tym miesiacu: 6
W tym roku: 86
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 353 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 267 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 4 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 7208.64 km
Stan Licznika Końcowy: 7228.47 km
Stan Licznika Końcowy2*: 7137.44 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 6959 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 6979 km
Maksymalna prędkość: 32.3 km/h
Przejechałem: 19.83 km
Przejechałem [msc]: 358.92 km
Przebieg roweru [rok]: 3675.32 km
Przebieg roweru [suma]: 14546.13 km
Przejechalem w 2018: 3675.32 km
Podroż dookoła świata (2018) 9.1883 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 36.3653 [%] km
Czas jazdy: 01:20:12 h
Czas Jazdy Suma (ever): 921:49:17 h
Czas Jazdy Suma (blog): 698:23:09 h
Czas Jazdy Suma (2018): 231:18:48 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 20:41:45 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 03:26:58 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:41:23 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:33:29 h
Średnia: 14.87 km/h
Na dzisiejszą trasę tj. wspominam udałem się w godzinach po południowych. Cały dzień pogoda była taka do dupy - wiało, chmurzyło się. Kilka razy przelotnie popadało. Odczuwalna temp. była niska. Na wojaż wybrałem się z matką, która i tak jechała na ogród na Makowicach. Droga do Makowic - pełna połamanych gałęzi po istnym armagedonie pogodowym zarówno z nocy z 08.08 jak i 10.08. Gdzie szalały niszczycielskie burze, którym towarzyszył silny wiatr i intensywne opady deszczu. Dzisiaj jak dzisiaj, ale jak wczoraj rano jechałem na Makowice (samochodem) droga była dosłownie nie przejezdna. Co kawałek leżały wielkie gałęzie drzew, utrudniające ruch. Zjawiska takiego typu w ogóle mnie nie dziwią, to naturalna konsekwencja działań ludzi, które są działaniami niszczycielskimi względem przyrody i eko-systemu. Więc różne anomalie pogodowe, o coraz silniejszym natężeniu będą często się pojawiały. Takie zjawiska, dzisiaj również trwające sprawiały, że jazda była ciężka. Ciężko mi się jechało, rower ciężko jechał. Po przyjeździe na Makowice zajechałem do wujka na parę minut, a potem pokręciłem się po lotnisku. Ostatecznie przyszło mi wrócić bez możliwości zmiany biegów w tylnej przerzutce. Jedyny plus był taki, że wracałem z wiatrem dzięki czemu wróciłem w miarę szybko. Ok. 6 km odcinek pokonałem w czasie nie całych 20 min. Najgorzej było na jakiś górkach, na szczęście nie miałem stromych podjazdów, nie mniej nie zrezygnowałem z podjechania pod żaden podjazd. Po prostu na stojąco, mocno naciskając na pedały, których łożyska taaak strzelały :)) Cóż, nie można ukrywać na obecnych pedałach przejechałem ok. 7400 km. Już kilka razy miałem z nimi problemy. Wcale mnie nie zdziwi gdyby na dniach także padły - nic wieczne nie jest. A się jeździ, więc się zużywa. Jedynie mogę mówić o takim szczęściu, że awaria nie przydarzyła mi się w trakcie mojej rekordowej trasy: Bałtycki Wojaż. Zależności od tego, kiedy doszłoby do takiej awarii miałbym utrudnioną jazdę, w i tak nie łatwym terenie, albo jazda mogłaby nie zakończyć się pokonaniem całej trasy.
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)