22.09.2025
Jazda nr: 1660

Tagi: drzewa, wiejskie_przygody |

Dzisiejsza trasa okazała się być o wiele trudniejsza niż początkowo planowałem i o wiele dłuższa. Cały przebieg z dnia dzisiejszego zbliżał się do 40 km. Nie byłem nawet na to przygotowany - nie liczyłem, że będzie to tak długa trasa. Planowałem podjechać na skrzyżowanie w stronę Powalic, wrócić lasem na drogę do jeziora Popiel i przy jeziorze Popiel wrócić na parking leśny przy Skrzydłowie gdzie parkowałem. Brzmi prosto prawda? To miała być kontynuacja trasy: Leśnymi drogami Powalic 2 - gdy po prostu nie trafiłem w tą drogę - w drogę na jezioro Popiel. No dobra. Zdarza się. Dawno mnie tam nie było. Po prostu nie pamiętałem. Byłem jednak blisko tej drogi ale zwątpiłem i wróciłem. Nie mniej to co dzisiaj się odwaliło.. To jest jakieś żałosne spierdolenie życiowe.. Jak można sobie tak bardzo z życiem nie radzić. Bo zamiast wyjechać przy jeziorze Popiel i wracać.. To wyjechałem w Międzyrzeczu. W całkiem drugą stronę. A akurat dzisiaj nie miałem w planach jeżdżenia do późna. I sporego jeżdżenia. Rozważam ale nie wiem czy pojadę w środę do Malborka. Będę kontynuował zamysł trasy: Malbork - Gdańsk. Odcinek Gdańsk - Tczew: "65 000" Aurelio !:" - Trasa Gdańsk - Tczew już zrobiłem... Teraz pozostałby odcinek Tczew - Malbork. Niby spoko - 50 km w dwie strony. Tylko dojazd... To jakieś 4h autem w jedną stronę. I wrócić. To mamy 8h tylko za kierownicą auta. A to już jest męczące. Mogłoby być łatwiej - wiadomo - ale wciąż nie jest zbudowana w pełni droga S6. Do tego sporo problemów dochodzi. Smutnych myśli. I nie ogarniętych spraw. Nie mam ani bloga na bieżącego zrobionego. Ani ogarniętych raportów, ani backupów. Nic nie mam. Spraw dochodzi. I to mnie przytłacza powoli. Tak samo jak wizja tego ile jeszcze km z Aurelią muszę zrobić.. Gdybym miał do zrobienia 1000 km na te 3 msc.. To jeszcze jakoś to przeżyje. A tym czasem mam trochę więcej. I jest po prostu ciężko. A jakoś do limitu 5k km muszę dojść. Jednak żyć z perspektywą, że muszę robić po ok. 400 km przez październik, listopad i grudzień.. To trochę przytłaczająca perspektywa. Nie pewna pogoda ani sytuacja życiowa. No skądś się biorą takie sytuacje jak dziś. Choć mam na to pewną teorię. Opowiem o niej w drugim akapicie dzisiejszego wpisu. Krótko.. Dziś miała być krótka i szybka trasa. Potrzebuję trochę odpocząć. Zostać w domu. A nie tylko ganiać za wszystkim.. Jutro już cięższy dzień w szkole - z nauczaniem młodzieży. Trzeba się wziąć za sprawy, które mnie zalegają. Gdy po ogarniam to wszystko będzie lepiej. I głowa spokojniejsza.. No ale wyszło tak, że nieplanowanie zrobiłem większą i trudniejszą trasę. A nie byłem na to aż tak przygotowany. Nie miałem ani wody z sobą, ani cieplejszych ubrań.. No dobrze chociaż tyle, że temp. z początkowych ok. 16-17℃ spadła tylko do 14℃. Ale już odczuwalnie chłodniej. No i wróciłem tuż przed zachodem słońca.. Jednak i tak nie cieszyłbym się zachodem słońca w środku lasu bo bym go nie widział. Widziałem ten piękny zachód w drodze powrotnej do domu.. W te coraz chłodniejsze wieczory. Trudno się jednak dziwić skoro to już jesień..
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
* Poprawka licznika z powodu bugów 2025 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
  • ID wpisu: 1669

  • Trasa nr [łączna]: 1746
  • Trasa nr [na blogu]: 1660
  • W tym tygodniu: 1
  • W tym miesiacu: 14
  • W tym roku: 134

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1732 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1646 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 14 dni

  • Stan Licznika Poczatkowy: 28446.2 km
  • Stan Licznika Końcowy: 28483.31 km
  • Stan Licznika Końcowy2*: 28289.73 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 6880 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 6917 km

  • Maksymalna prędkość: 23.4 km/h

  • Przejechałem: 37.11 km
  • Przejechałem [msc]: 447.55 km
  • Przebieg roweru [rok]: 3774.56 km
  • Przebieg roweru [suma]: 65208.02 km

  • Przejechalem w 2025: 3774.56 km
  • Podroż dookoła świata (2025) 9.4364 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 163.0201 [%] km

  • Czas jazdy: 02:41:32 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 4152:30:03 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 3929:03:55 h
  • Czas Jazdy Suma (2025): 237:01:37 h
  • Czas Jazdy Suma (w tym msc): 29:22:25 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 02:05:53 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 01:46:08 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:21:15 h

  • Średnia: 13.83 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego z krótkiej, szybkiej i przyjemnej przejażdżki po Północnych Lasach - od Skrzydłowa w okolicę Powalic i powrót przy jeziorze Popiel skończyła się wielkim spierdoleniem. Początek był spokojny. Szary. Dzisiaj w ogóle pogoda niepewna. Ja też jakiś taki nerwowy. Nakręciłem się jednak na jeżdżenie. A gdy już byłem to wkurwiała mnie za duża ilość ludzi. Często takich leniwych zjebów.. Okupowali autami całe te leśne drogi. Leniwe skurwysyństwo łażące za tymi jebanymi grzybami. Co to jakiś sport narodowy te grzyby!? No po prostu w którymś momencie przeginają jak widzi się tyle aut. Sam koncentrowałem się na jeździe. I dobrze, że w ogóle wziąłem bluzę z domu. Ubrałem się jak na jesień ale jeszcze z krótkimi rękawiczkami. Do końca dnia dałem radę w nich jechać. Choć już trochę robiło się chłodno.. Mam jednak długie to spokojnie. Wziąłem długie spodnie, a pod nie krótkie z wkładką. Miałem być chwilę. Jechałem niczego nie świadomy wzdłuż drogi PŻ16.. Z niej kawałkiem po słabszej jakościowo PŻ15 i ostatecznie skręciłem na PŻ14 którą wyjechałem na drodze Rymań - Kamień Rymański - Powalice - Sławoborze. Nakręciłem do lasu. I zjechałem do punktu czerpania wody. Stąd w miejscu - gdzie mi się wydawało, że to poprawne miejsce - skręciłem niby na Popiel ale tak naprawdę od niego odbiłem. Coś czułem, że coś jest nie tak. Jadę za długo. Za daleko... Ale nie wróciłem. Uparcie, wbrew logice.. Jechałem dalej.. I tak wyjechałem na płytowej drodze PŻ15... To już inny rejon lasu a więc oznaczenia dróg się powtarzają. Zrobiło się szaro. Dzisiaj miało popadać po południu.. Chciałem zdążyć przed deszczem. A tym czasem na długi czas - znalazłem się w sytuacji w której nie wiedziałem gdzie jestem. A przecież jeździłem tutaj. Znam te strony! Jeszcze w 2023 r. radziłem sobie, jeździłem tutaj nocami. A dziś?.. Nie radze sobie z życiem. No cóż, nim zacznę narzekać to wyjechałem na PŻ16.. I jakoś się połapałem gdzie jechać - czyli na Międzyrzecze. Z nich na Powalice miały być 4 km. Co ciekawe z Powalic na Międzyrzecze na tablicy pisze 3 km. Był czas, że i tu jeździłem. Miałem z kim.. I życie było piękniejsze. Myślę, że to przez sytuację z końca sierpnia 2024 r. Przez sytuację z JS. Jest tak jak jest w moim życiu. Dziś w drodze powrotnej dużo o tym myślałem. A miałem czas o tym myśleć bo co miałem robić. A tak tylko wtrącę.. Deszczu nie było. Ostatecznie się rozpogodziło. Wszystko dobrze się skończyło bo jak zawsze dojechałem. Czuję jednak taki niesmak.. Niechęć głównie do siebie.. Tęsknotę, żal, gniew. Wszystko się tak z sobą miesza. I sprowadza do wspomnień o JS. Mija rok - no trochę więcej niż rok. A wciąż jest dla mnie ważna. Wciąż dobrze pamiętam te wszystkie wspólne chwile.. Trasy.. Tyle pięknych wspomnień, które nie wiem czy da się zastąpić - nadpisać? Tak sobie tylko wmawiam, że jeśli zrobię więcej km na pieszo, samochodem, rowerem niż w okresie w którym znałem się z JS.. Już nie mówiąc o wspólnie zrobionych odległościach.. To będzie lepiej.. Lepiej zapomnieć ale chyba nie.. Co z tego, że zrobię więcej tras, więcej kilometrów.. Co z tego, że odwiedzę więcej razy lasy, łąki.. Jak pewnie nie chodzi o to.. Nie chodzi o zwykłe rachunki a o to, z kim ten czas się spędzało.. To oczywiste, że w końcu nadrobię ten czas 2.5 roku znajomości. W końcu minie 2.5 roku bez niej. W końcu wszystkiego przeżyję "więcej" niż w czasie gdy się znaliśmy lub wspólnie spędzonym czasie.. Czy to jednak coś zmieni? Pewnie nie. Pewnie wciąż będzie dla mnie ważna.. Tak ważna, że gubię się w codzienności. Nie myślę.. Nie kontaktuję. Nie ogarniam życia. To widać dziś. To widać na przykładzie ostatnich wydarzeń.. Gdy po raz kolejny spieprzyłem wizytę u Barbera. Co ciekawe takie sytuacje, że nie pamiętałem i aż tak sobie nie radziłem były rzadkością - w chwilach czy w czasie gdy się znałem z JS. Gdy nasza znajomość się rozwijała w najlepsze (2022 r. i 2023 r.). Wszystko się zmienia z 2024 r. gdy coraz bardziej się odsuwała. Do momentu gdy w ogóle odeszła. A ja sam zostałem.. W tej chujni zwanej życiem.. Dziś pogubiłem się w lesie który tak dobrze znam, kilka dni temu zapomniałem po raz kolejny o wizycie u barbera. Można powiedzieć: "zdarza się". Owszem. Zdarza się. Ale nie kilka razy wciągu pół roku.. Dziś zapominam o tych sprawach. A o czym zapomnę potem?... Co jeszcze przykrego mnie w życiu spotka? Przez kolejne 1,5 roku - nim wyrówna się czas w którym znałem się z JS, do czasu gdy już jej nie ma. Pozostaje tylko historia naszych wspólnych chwil. Opis tras. I tamtych chwil. A to wszystko z każdym dniem i kolejnym wyjazdem będzie stawało się coraz odleglejsze.. Obce.. I tak nieustannie przemijające. Jednak jestem pewny, że nie ważne ile jeszcze minie czasu - ile tras - i ile historii napiszą te mijające trasy.. Wciąż będę o niej pamiętał i wciąż będzie dla mnie ważna jak dziś..

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa22wrzesnia2025zdj1.jpgtrasa22wrzesnia2025zdj2.jpgtrasa22wrzesnia2025zdj3.jpgtrasa22wrzesnia2025zdj4.jpgtrasa22wrzesnia2025zdj5.jpgtrasa22wrzesnia2025zdj6.jpgtrasa22wrzesnia2025zdj7.jpg


Mapa przebiegu trasy :)