Trasa z dnia dzisiejszego stanowi sukces! Dokładnie dzisiejsza trasa + wtorkowa: Niezdobyte Szczytnikowe pola. W sumie dają pokonanie nie zdobytych dotąd tras przy Szczytnikach - a dokładnie tej jednej drogi, na którą się napaliłem. Bo jest akurat droga i ja nią akurat nie jechałem... To sobie pojadę... Taa. Nie było to proste. Dzisiaj również było wykańczające. I mój pomysł... że w punkcie P(0) musi być trasa i może objadę to polem obok... był słuszny. Tylko gdyby nie to, że za szybko pozbyłem się gumowców... To bym tak zrobił. Powracając jednak do dnia dzisiejszego - chciałem skorzystać z pogody. To już nawet nie wiosna a lato. Temp. na poziomie +26℃. Bardzo ciepło... Tylko dalej utrzymuje się wkurwiający wiatr. A dzisiaj dodatkowo "zdarzenie". No można powiedzieć: "zdarzenie". Nawet "wypadek" czy ładniej: "incydent" w szkole... Do której początkowo zmierzałem w tym przed świątecznym okresie w którym jedyna korzyść polega na tym, że nie ma dzieci w szkole. Jest luźniej. I mogę sobie pozwolić na przyjazd np. rowerem. Z czego skorzystałem. A do tego miałem ciekawy pomysł. Będę unikał używania słowa: "głupi". Głupie a czasem lekkomyślne to jest łażenie po tych urbeksach na których nie raz bywałem. I prędzej tam spodziewałbym się realnego zagrożenia i urazu niż robiąc: "urbeks" w szkole. A wszystko się sprowadza do tego, że korzystałem z pustej szkoły. I chciałem odwiedzić odmęty piwnicy w najstarszej części szkoły, która pochodzi z 1946 r. W tej części szkoły do grudnia 2024 r. mieścił się mój gabinet, przy świetlicy. Obecnie zrobili z tego miejsca wylęgarnię skurwysyństwa. Nazywałem to już od Komnaty Tajemnic (Ferie 2025 r.) po Komnatę Rozpusty (Kwiecień 2025 r.). Dyktatorskie durne rządy, skierowane na jedynie podziały i skłócanie pracowników ze sobą... No ale do rzeczy bo dzisiejsza historia to nie narzekanie na obecnych "specjalistów" czyli obecny podział na pedagoga i pedagoga specjalnego. A mówiąc obecny mam na myśli trwający i tak nie łatwy rok szkolny 2024/25. Otóż jak wspominałem: piwnica. I stara część szkoły. Postanowiłem ją zwiedzić. Zdawałem sobie sprawę, że nie jest to nowy budynek. Zaniedbany. To wszystko w ogóle się nadaje do tego aby to rozebrać w cholerę. Wlazłem w tą ów piwnicę aby ją ponownie zwiedzić. Byłem w niej w deglacjacji z dyrektorem gospodarczym i dyrektorem szkoły zdaje się, że jeszcze w 2022 r. lub 2023 r. Jednak minęło trochę czasu. Obecnie mam lepszy telefon. Chciałem zrobić fajniejsze ujęcia. I na "chciałem" się skończyło. Bo wbicie w tą piwnicę nie było najlepszym pomysłem. Rozjebane drewniane schody, które przeginały już na tyle, że jeden ze schodków, już pod koniec schodzenia w dół, pękł pode mną a ja się wyjebałem na wprost jak schodziłem. Mam obdartą lewą rękę, lewą nogę od kolana w dół i od kolana w górę. A rękę od wewnętrznej strony. A najgorsze, że ucierpiał mój prawie nowy telefon: Sony Xperia 1 V. Mocno ucierpiał ekran, który jest mocno popękany... Aktualny problem: czy da się go naprawić i ewentualnie ile to będzie kosztować. I tak kurwa ten miesiąc nie jest łatwy... Ani finansowo ani życiowo. To jeszcze taka sytuacja. Nie powstrzymała mnie ta sytuacja przed heroizmem jakim była dalsza droga do Szczytników przez Mechowo i Truskolas. I pokonanie częściowo zarośniętej drogi. Dobrze mi się wydawało. A jej finalny fragment, zmierzający do punktu P(0) -> Mapa sytuacja: Szczytniki z 15.04.2025 r. - jest nie do zdobycia - przynajmniej z rowerem po śladzie drogi. Jest to tak zarośnięte, że nie da rady. I trzeba to obejść polem. A tam wszystko tak mokre, tak głęboko mokre... Można rzec, że trudom trasy (już nie tylko życia) nie ma końca... Jednak te trudy pokonałem. Mimo rozwalonej nogi i ręki. Był to dodatkowy trud. Wracam z tej wyprawy mocno poobijany, z materialnymi stratami... Wracam jednak jak zwycięzca. Jeszcze 15.04.2025 r. na mojej pierwszej próbie pokonania drogi na Szczytniki mówiłem tak: ja się nigdy nie poddaję!. I się nie poddałem. Walczyłem do końca... Można rzecz, że chujnia życia mimo wszystko trwać musi. I trwa. Zaliczyłem "incydent", "wypadek". Jak zwać tak zwać. Zaliczyłem jednak poważny upadek. Można powiedzieć: "na szczęście" bo i tak wypada... W wcale nie z wielkiej wysokości. Bo gdyby złamały się jedne z pierwszych schodków to nie wiem czy na własnych siłach dałbym radę się pozbierać... A co dopiero walczyć wcale z nie łatwym wyzwaniem jakie mnie czekało...
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2025 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1574
Trasa nr [łączna]: 1651
Trasa nr [na blogu]: 1565
W tym tygodniu: 3
W tym miesiacu: 11
W tym roku: 39
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1637 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1551 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 14 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 25514.7 km
Stan Licznika Końcowy: 25558.36 km
Stan Licznika Końcowy2*: 25386.36 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 3930 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 3973 km
Maksymalna prędkość: 32.5 km/h
Przejechałem: 43.66 km
Przejechałem [msc]: 281.38 km
Przebieg roweru [rok]: 824.73 km
Przebieg roweru [suma]: 62258.19 km
Przejechalem w 2025: 824.73 km
Podroż dookoła świata (2025) 2.0618 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 155.6455 [%] km
Czas jazdy: 03:09:59 h
Czas Jazdy Suma (ever): 3972:02:19 h
Czas Jazdy Suma (blog): 3748:36:11 h
Czas Jazdy Suma (2025): 56:33:53 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 19:29:02 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:46:17 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:27:01 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:22:54 h
Średnia: 13.86 km/h
Dzisiejsza trasa to zwycięstwo. Zwycięstwo nad słabością. I to mimo nieprzyjemności jakie odczuwam po dzisiejszym upadku i dość mocnych ranach jakie odniosłem. A miał być to spokojny dzień. Z piękną pogodą. I zbyt "grubym" ubraniem się z rana. Jadąc do szkoły - jechałem w zimowej polarowej koszulce. A z powodzeniem mogłem już od rana - tj. po godzinie 7 jechać na krótki rękaw. Na tyle jest ciepło! Przebrałem się na moje nieszczęście na ten krótki rękaw zaraz po przyjeździe do szkoły. Skorzystałem z tego, że nie ma całej dyrekcji ani połowy pracowników. A nie wydało mi się to na tę chwilę dziwne. Nie ma ich to nie ma. Byłem pod jarany moim planem. Ciekawą wycieczką w lochy szkoły. A ta skończyła się jak czytaliście w pierwszym akapicie. Niezbyt miło. Dużym upadkiem. To było zaraz po godzinie 10. Czy w jej okolicy. Nie czekałem już do 12 aby się zmyć ze szkoły. W okolicy godz. 11 już mnie nie było. Z nie opisanym trudem, ruszyłem z pod szkoły na Gardomino a z niego na Truskolas. Silniejszy i tym samym chłodny wiatr łagodził nieprzyjemne odczucia. I po kilkunastu minutach jazdy czułem się lepiej i spokojniej. Jadąc dalej ku nieznanemu. A wcześniej znane. Jest już pierwszy rzepak w tym roku! Pierwsze pola pokrywa żółty dywan. Coraz więcej liści na drzewach. I pierwsze upierdliwe robactwo, które swój posiłek upatrywało w moich wciąż krwawiących ranach. A ja zamiast czym prędzej do domu.. Kąpać się i wyleżeć... Pędziłem na przygodę! Sami zdecydujcie. Na ile heroizm a na ile głupota. No cóż, po trudach trasy dojechałem do Szczytników i od razu udałem się w drogę przy krzyżu, u początku wsi. To tutaj powinienem 2 dni temu na trasie: Niezdobyte Szczytnikowe pola - wyjechać. Gdyby tak było to dzisiejsza trasa nie miała by racji bytu. Początek wydawał się obiecujący. Na szczęście założyłem od razu gumowce. Ta droga była już zarośnięta drzewami ale została oczyszczona prawdopodobnie przez rolnika, który utorował sobie drogę do swojego pola. Ten odcinek bez problemu pokonałem. A dalej była istna poezja... Drzewa, rowy, dzika róża. Wszystko. Kolejne rany, obdarcia, i podrażnienia już nabytych ran w miejscu, które powinno być bezpieczne. To jest kurwa szkoła do jasnej cholery! Jak w szkole mogą być schody, które są na tyle zniszczone, że grożą załamaniem pod osobą, która nimi przechodzi?! To jest jakieś nieporozumienie w jakim stanie jest ten budynek. No ale dobra. Bo jak się rozgadam o tej szkole to końca tego wpisu nie zobaczycie. Poraniony jeszcze gorzej się raniłem. Aż doszedłem do ostatecznego punktu. Widziałem z niego wspominany punkt P(0) z poprzedniego wpisu. Ostatnie metry. Ostatnia droga. Tyle, że nie da się jej pokonać tym co zostało z dawnej drogi. Zbyt zarośnięte. Musiałem wpierdzielić się w pole, gdzie są gigantyczne ilości błota. Ślisko. Pełno wody. Wszystko wciąga mi te gumowce. A już do tej pory musiałem się szarpać o Aurelię - choćby z pnączami dzikich róż. A teraz z błotem. Niewyobrażalny trud. A do tego latające robactwo - bywające irytujące. Nie mniej udało się. Wracam uwalony całe nogi brudne i jeszcze bardziej poranione. Wracam jednak z radością, której nie można udawać! Na miejscu - robię jeszcze parę ujęć z drona. I ruszam na zdobyty przed wczoraj (15.04.2025 r.) las pod Szczytnikami. Ten sam problem. Brak przejazdu. Te same wyzwiska i groźby kierowane w kierunku leśników. I ten sam finał. Wyjeżdżam w Szczytnikach przy cmentarzu. Stąd już łatwiej. Wracam na Truskolas a z niego odbijam na drogę DW108. Bez większych niespodzianek. Zmęczenie daje się we znaki. Robię częstsze postoje. Irytują mnie pędzące samochody i powrót pod wiatr. Jak mogłoby być inaczej. Przecież muszę wracać pod wiatr bo trud trasy nie może ustawać... Zawsze musi być ciężko... I tak było już do końca. Wykończany wróciłem. Nie pozostało mi nic innego jak się ogarnąć po trasie i pojechać - na mam nadzieję miłe - spotkanie, które mam zaplanowane na dzisiejsze po południe!... I obym przed kolejnymi rowerowymi trasami nie zdołał się zabić...
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)