Dzisiejsza trasa jest moją drugą po chorobie, i co ciekawe następuje dzień po dniu. To taka potrzeba szybkiego powrotu do zdrowia, do formy. To co za mną, te porażki, poległe plany - pozostawiam właśnie za sobą. I kroczę teraz drogą tego co przede mną, co dopiero może nastąpić. A to zbliżająca się wielkimi krokami największa rowerowa impreza w Europie - Sternfahrt 2019. Brałem udział w jej edycji z 2018 r. Zgromadziła ponad 90 tyś rowerzystów z całej Europy! Coś wspaniałego. Co prawda z ostatnią imprezą, która odbywała się w ten weekend mi nie wyszło.. no ale mam nadzieję, że czerwcowej imprezy nie zawalę. I tu się uda :) Do tego czasu pozostaje nadzieja, że już nic się w rowerze nie ze chrzani, chodź przyznam, że ostatnie trzy trasy jakieś dziwne są. A może to wina niedotartej nowej opony czy tej cholernej pogody. Przynajmniej tak sobie to tłumaczę. A jaka jest prawda. A może, co jest realniejszym powodem, trzeba będzie nacentrować koło tylne, nie wiem jak z przednim - te nigdy nie było centrowane. I sprawdzić czy się przednia piasta nie poluźniła i nie ma luzu. Taka przypadłość już miała miejsce, wspominałem o niej na trasie: Makowice-Lotnisko z 23.09.2018 r. Od tego wydarzenia i poprawy luzu na piaście minęło, nie dość, że parę miesięcy, to jeszcze sporo kilometrów - na oko, bez dokładnych rachunków z 3 tyś. To pokonane różne dystanse, a także różne tereny.. I to może mieć swoje odzwierciedlenie na ponownie pojawienie się takiej wady jak ta piasta. Pierwszy raz w 2018 r., bez większych problemów udało się coś na nią poradzić. Liczę na to, jeśli to faktycznie się dzieje teraz, że teraz też tak będzie. Bez problemu się naprawi -.- Bo mnie na razie nie stać na żadne remonty i zmiany w rowerze. Już w jedne zmiany się zainwestowało, właśnie pod wyjazd na IX Rajd Zalew Szczeciński. I chuj... No nie ważne. Prawda jest taka, że im bliżej 20 tyś km na Aureli tym bliżej 7 tyś na obecnym napędzie. A to może być zaporowa odległość. Już teraz, nawet dzisiaj - napęd daje o sobie znać, poprzez chamskie szarpnięcia łańcuchem, i zgrzyty łańcucha albo na zębach korby, albo kasety.. Niepokojące..
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2018 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 398
Trasa nr [łączna]: 481
Trasa nr [na blogu]: 395
W tym tygodniu: 2
W tym miesiacu: 17
W tym roku: 54
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 476 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 390 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 5 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 11520.4 km
Stan Licznika Końcowy: 11543.98 km
Stan Licznika Końcowy2*: 11452.95 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 11251 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 11275 km
Maksymalna prędkość: 43 km/h
Przejechałem: 23.58 km
Przejechałem [msc]: 572.03 km
Przebieg roweru [rok]: 1713.81 km
Przebieg roweru [suma]: 18861.8 km
Przejechalem w 2019: 1713.81 km
Podroż dookoła świata (2019) 4.2845 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 47.1545 [%] km
Czas jazdy: 01:26:55 h
Czas Jazdy Suma (ever): 1187:44:05 h
Czas Jazdy Suma (blog): 964:17:57 h
Czas Jazdy Suma (2019): 108:00:51 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 36:30:35 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:08:51 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:00:01 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:25:22 h
Średnia: 16.45 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego jak to już nie raz bywało, była trasą na Brodniki. Ta trasa często kojarzy mi się z wichrami, wiatrami. I to nie zależnie od pory roku. A jakże dziś inaczej nie było. Na pogodę będę narzekał z kilku względów. Przez silny porywisty wiatr nie odczuwa się, że jest ciepło (dzisiaj temp. maksymalna miała wynieść +19℃). Wiatr przeszkadza i męczy. Właśnie w pierwszą stronę walczyłem z silnym wiatrem. I wracałem już z wiatrem, ewentualnie miałem boczny wiatr. To są takie moje desperackie próby szybkiego powrotu do formy. Zważywszy na to, że za parę dni, nieco się zmieni moje życie. I forma trenowania. Lata studenckie minęły. Czas iść do roboty. Jednakże tak patrząc na tą nieciekawie zaczynającą się Majową pogodę w ogóle mi nie szkoda, że już od Poniedziałku (06.05) idę do roboty ;) Nie mniej, dziś szedłem na rower. Pierwszy etap trasy: ciężki ale za to uroczo piękny.. Kwitnące zboża, i w szczególności pachnący rzepak.. Taki żółciutki puszek. Aż chciałoby się tak na nim położyć, i zostać w tej naturze.. już na zawsze.. :)) Harmonię niszczyły jedynie trwające remonty drogi DW109. Dość uciążliwe utrudnienia, na które często narzekam.. Zawsze narzekam na nie gdy jadę drogą DW109. I gdy nie jadę, ale przypomnę sobie o tych utrudnieniach, które mają potrwać (o nie) do Czerwca 2020 r. Ten cyrk trwa niespełna 5 msc i już się daje we znaki. Eh. Nie ważne. Jakoś dojechałem, przetrwałem. Chodź z tym różnie bywa. Gdzie mogę to jadę budową. Gorzej jest tam gdzie nie mogę i muszę lawirować między pędzącymi chuj wie gdzie autami, których jest za dużo. Gdyby tego było mało to po skończonych remontach patologia będzie jeszcze większa. Tu wyrażę mój społeczny przeciw. Brak jakiejkolwiek zgody na budowę / przebudowę / remont drogi, jeśli nie będzie przy tej okazji tworzona droga dla rowerów! Nie może tak być jak teraz, że miasta oddalone od siebie o 10 km, nie łączy żadna ścieżka rowerowa. I nie ma realnej możliwości dojechania do Gryfic (poza dużym objazdem) dostania się tam spokojnie i bezpiecznie na rowerze.. Tak nie może być. Do tej pory wariatów powstrzymywała droga. Jaka była taka była. Nie uważam, że była zła. Zło to dopiero teraz jest. To jest jednak temat na dłuższą pogadankę. Z pewnością do przyszłego roku będzie jakaś ku temu okazja. A tym czasem - przejeżdżam przez Brodniki prosto do Trzygłowa. Po drodze mała przerwa, i podziwianie przyrody. Jeden widok zrobił na mnie szczególne wrażenie. Takie trójkolorowe pole. Od żółtego przez zielone po brązowe, gdzie będą trzy różne roślinki rosły. Te zielone to nie wiem co to jest xD Żółte to rzepak, a na tym brązowym wyrośnie w późniejszym czasie kukurydza.. Pięknie! Dalej zresztą też było pięknie, gdy minąłem Trzygłów i Baszewice. Wyjechałem na drodze do Grębocina. Boże! Straszna ta droga. Co tu się odpierdala :O Dziura na dziurze.. I w końcu wyjeżdżam na remontowaną DW109. Na drodze z Wanierowa. Patrzę, a przy skrzyżowaniu Barkowo - Waniorowo stoją auta. Ja sobie coś wmówiłem, że wahadło jest dopiero na górce. Około 1 km dalej. I się dziwię skąd tu tyle aut. To nawet przyspieszyłem. Wjechałem na ulicę. To od razu powyprzedzałem te auta. A ich wcale dużo nie było. Zmyliło mnie to że dalej hen dalej na górce, na remontowanym odcinku DW109 (bo nadmienię, że tu się remontuje odcinki losowo wycięte.. gdzieś w środku).. też stały przyblokowane pracami auta. Nie mniej, od razu o tym nie wiedziałem. Zator ominąłem po to aby zjechać z "normalnej" drogi, do dziury, gdzie była droga i tak jechać. Tak dojechałem do utrudnienia, które było przed samym końcem wahadła. Dojechałem tam, odstałem swoje i ruszyłem! Pędziłem bardzo szybko 36-40 km/h! Z wiatrem w plecy to można. Mimo, że jechałem tak szybko, jak wskazują zresztą znaki z budowy, to inne auta próbowały mnie na siłę wyprzedzać.. Dodatkowo tworząc podmuchy wiatru, które zwiały mi czapkę -.- Zatrzymałem się dopiero po ok. 200 m dalej. Wróciłem po tą czapkę. Tych skurwysynów prawie dogoniłem. Zatrzymało ich wahadło przez budowaną obwodnicę Płot (S6), i tutejsze "rondo", które swoją drogą nadal nie skończone -.- Prawie wszyscy przejechali. Została jedna ciężarówka z drzewem i osobówka. Ja się trzymam za nimi, prędkość ponad 30 km/h. A Ci wyhamowali. Od razu zakrzyknąłem do nich: "DEBILE!", wyprzedziłem ich i pognałem. Dosłownie sekundy (1s) mi zabrakło, aby zjechać stąd w czasie zwłoki świateł (pewnie ok. 60 - 90 sekund). Nie mniej zdążyłem. Zjechałem i pognałem do domu. Ta mordercza prędkość nie bierze się znikąd. Za Grębocinem poziom naładowania akumulatorka z dwóch kresek spadł do jednej. I zależało mi aby dojechać bez wymiany akumulatorka po trasie. Jestem tak blisko domu, nie chce mi się. Przy okazji udało mi się podbić średnią prędkość jazdy z ok. 15.3 - 15.4 km/h na 16.3 km/h! To naprawdę niezły wyczyn!
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)