30.06.2019
Jazda nr: 430

Tagi: S6, wiejskie_przygody |

Trasa z dnia dzisiejszego jest jedną z wielu moich porażek. Nie jedyną, jedną z wielu tras, gdzie ambicje, choć logika podpowiadała inaczej, skończyły się na nieudanej wyprawie. Dzisiejszy dzień był jednak dla mnie ważny. To w końcu najgorętszy lub jeden z najgorętszych dni w tym roku. A jednak, okazał się, prócz tego wątpliwego chwale rekordu, zresztą rekordu historycznego -> Rekordy temp. powietrza, moją rekordową i zresztą historyczną porażką. Po raz pierwszy w historii moich tras na Szczecin lub ze Szczecina, które co do zasady pokonywałem w całości, trafiła się trasa na której sobie nie dałem rady. Było ciężko, warunki były naprawdę ciężkie a ja od rana czułem się zmęczony i niezbyt dobrze. Może w tym trzeba szukać przyczyny całej sytuacji, że się po prostu nie czułem za dobrze. Myślę, że przyczyną porażki dodatkowo będzie zbyt intensywna jazda na trasie: Powrotu Czas. Tak już było wielokrotnie, a przykładów nie szukać daleko, gdzie po intensywnych jazdach, z większymi prędkościami, które co dla niektórych są uważane za normalne, dla mnie są na tyle męczące, że dzień przerwy przed kolejną jazdą to za mało. Znowu pojawia się stały problem, że weekendy, te wolne dni, są po prostu za krótkie. Co to za weekend jak ja mam tylko jeden dzień wolnego i znowu do tej cholernej pracy i znowu do tej cholernej pracy. Niedługo minął 2 msc odkąd pracuję. A to dalej jest ciężki okres, nadal się nie przyzwyczaiłem do takiego życia, które rozpierdala mi wszystkie plany i mój dotychczasowy tryb życia. W szczególności w nadchodzącej porze wakacyjnej, dla której mam już w ogóle inne plany i oczekiwania. Wszystko idzie w diabli. Ten początek okresu pracy, te zmiany w czasie życia, w czasie na rower i cały czas trwające za krótkie epizody z pracą .. są dla mnie wykańczające. Zbyt "szybko" próbuję żyć. Na siłę wbrew sobie. Ledwie się tydzień kończy, ja już biegiem, ponad siły, byle zdążyć z kończącym się dniem powrócić w rodzinne strony. Weekend w zasadzie jednodniowy mija jak miły sen. Nie wiadomo kiedy. I zaczyna się od nowa ta sama wędrówka. Nie minie chwil dużo, aby nastał kolejny weekend. Kolejny tydzień. W tej chorej sytuacji w jakiej się znajduję, najbardziej widzę powód moich obecnych porażek. Choć nie wykluczam innych czynników. Po prostu dzisiaj nie był mój dzień. A sama trasa, jest nie prosta, długa, męcząca. To cholerne otwarte pole, na którym zmagałem się z dwoma bardzo silnymi czynnikami. Silnym wiatrem, który wiał mi prosto w twarz, był tak silny, że trudno było stać w stronę wiatru, rower się na nóżce nie utrzymywał od tych podmuchów. A dwa, następowała coraz gorętsza atmosfera.. W ostatnich metrach trasy było już +30℃, a jeszcze nie było godziny 12. Już po mojej rowerowej próbie, na której sobie rady dzisiaj nie dałem, temperatura w Szczecinie i Goleniowie wzrosła do nie całych +35℃. Choć niektóre źródła jak pogoda w google pokazywały 36℃. Z samym upałem dałbym sobie radę. Z jazdą pod wiatr nie. Ja już po 20 kilku kilometrach byłem wykończony. Do mojej próby należy zaliczyć jeszcze jeden czynnik utrudniający jazdę. A mianowicie bardzo duże obciążenie roweru. Zdradzę wam czytelnicy w zaufaniu rzecz jasna, pewny fakt związany z dzisiejszą trasą. Otóż, dzisiaj nie było mi w myślach, ani w nogach, ani samopoczuciu mierzyć się z taką trasą. Choć założenia przed weekendem były takie, że zrobię dzisiaj ponad 100 km. Gdy już w trasę ruszyłem moje ambicje opadły i szybko zrozumiałem, że nie dam sobie z takim wyzwaniem rady. Z tą trasą wiąże się jeszcze jedna bardzo słaba rzecz. A mianowicie - to bardzo specyficzny typ trasy. Na której w takich okolicznościach nie mogę sobie po prostu zawrócić, obrać krótszej trasy i się po prostu poddać jak to zrobiłem np. na trasie: Na szlakach S6 - Nowogard. Bo do tego cholernego Szczecina do tej cholernej pracy muszę pojechać. Od kilku tygodni w mediach pisze się sporo na temat rozwiązania, jakim ma być 4 dniowy tydzień pracy. Badania, opinie i wnioski z krajów lub firm, gdzie stosuje się to rozwiązanie są jak najbardziej optymistyczne. Teraz ja mam optymistyczną nadzieję na tylko dwie małe rzeczy. Jedną jest to, że dostanę się do bliższego akademika (lub znajdę mieszkanie bliżej pracy), i, że zostanie wprowadzony ten 4 dniowy tydzień pracy. Wtedy faktycznie, może powrócić w moje życie jakieś uczucie normalności, które ta nagła zmiana ze sposobu życia studenckiego na życie zawodowe, uległa zachwianiu.
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
  • ID wpisu: 433

  • Trasa nr [łączna]: 516
  • Trasa nr [na blogu]: 430
  • W tym tygodniu: 3
  • W tym miesiacu: 15
  • W tym roku: 89

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 509 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 423 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 7 dni
  • Stan Licznika Poczatkowy: 0 km
  • Stan Licznika Końcowy: 0 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 11947 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 11972 km

  • Maksymalna prędkość: 28.7 km/h

  • Przejechałem: 25.87 km
  • Przejechałem [msc]: 435.41 km
  • Przebieg roweru [rok]: 2506.38 km
  • Przebieg roweru [suma]: 19654.37 km

  • Przejechalem w 2019: 2506.38 km
  • Podroż dookoła świata (2019) 6.2659 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 49.1359 [%] km

  • Czas jazdy: 01:40:29 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 1237:25:58 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 1013:59:50 h
  • Czas Jazdy Suma (2019): 157:42:44 h
  • Czas Jazdy Suma (w tym msc): 26:19:55 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 01:45:20 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 01:46:19 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:20:30 h

  • Średnia: 15.52 km/h
Dzisiejsza trasa, tak naprawdę ograniczyła się do szlaków S6 na odcinku szlaków S6 do Nowogardu, w tym po fragmentach, na których nigdy nie byłem. Na początku trasy, pojechałem na skrzyżowanie drogi DW109 z drogą DW108, gdzie pojawiają się fundamenty pod budowę tutaj małego ronda. O tym, że powstanie tutaj rondo, wspominałem kilka razy w różnych wpisach. Aczkolwiek najbardziej charakterystyczny wydaje się wpis: Lasy Podłęcza - nie bez powodu podaję ten wpis jako przykład. Warto zwrócić uwagę na datę - 27.08.2018 r. Wtedy już mierzono i przygotowywano się do budowy tego ronda. A faktyczne działania na rzecz tego ronda pojawiają się dopiero w tym tygodniu. W zeszłym tygodniu niczego takiego tutaj nie było. To zabawne a przy tym trochę głupie i niepokojące. Zważywszy na to, że duże rondo na drodze DW109, które będzie zjazdem / wjazdem na drogę S6 nie jest nadal ukończone. A jego budowa trwa nieporównywalnie dłużej niż kilka dni. No bo budowa tego dużego ronda zaczęła się Jesienią 2018 r., dokładnie na trasie: Leśny miejski wojaż. Od tego czasu (12.09.2018 r.), wiele wody w rzece upłynęło, wiele się wydarzyło. Tylko jedno bez zmian pozostało, brak zbudowanego całego dużego ronda. Na domiar problemów komunikacyjnych, jak gdyby remont trasy DW109 nie był zbyt dużym obciążeniem i problemem to pojawia się budowa małego ronda. Jeśli chodzi o te wciąż nie wybudowane duże rondo, odwiedziłem je ostatni raz na trasie: Podróż za słońcem. I nie, nie było skończone. Nie widzę możliwości skończenia go w najbliższym czasie. Za dużo prac to wymaga. Nie ma tam nawet asfaltu, całego podłoża skończonego. Nawet podbudówki nie ma. No ale do rzeczy, moje zmagania w dniu dzisiejszym zacząłem właśnie od sfotografowania małego ronda, podjechałem na nie. A mogłem podjechać też na duże -.- Nawet o tym myślałem. A tego nie zrobiłem, niestety. No nic, zrobię to następnym razem. Być może przy jakieś trasie S6.. Jeszcze jakieś trasy S6 - może Kołobrzeg lub Koszalin, i koniecznie na Nowogard z całą obwodnicą Płotów! To oczywiście planuję. Po odwiedzeniu tego ronda, nie pchałem się już na budowaną obwodnicę Płotów. Ona nadal nie jest skończona w stronę Szczecina, nadal nie ma tam przejazdu. Byłoby więc bez sensu się tam pchać. W pełnym słońcu, i bardzo wietrznym dniu udałem się na Szczecin, na początku starą i znaną drogą DK6. Po drodze mijałem mnóstwo dziwnych i ponumerowanych aut. Jak gdyby na jakiś zlot jechali! A jeśli o to chodzi to w Nowogardzie sporo motorów ze zlotu jechało. Dzisiaj na trasie panował spory ruch aut. Na szczęście szybko bo już w Wilczyńcu zjechałem na szlaki S6. Po drodze mijałem niedzielnych pracusiów ;) Jednakże nikt nie zwrócił na mnie uwagi. Ja zrobiłem po drodze kilka zdjęć. I pojechałem dalej. W tej części drogi S6 może nie jestem pierwszy raz, ale pierwszy raz na tak zaawansowanym etapie jej budowy. Pierwszy raz natomiast byłem na wiadukcie, na którym kończyły się moje trasy S6 w Maju i Sierpniu 2018 r.: Na szlakach S6 - Goleniów - 03.05.2018 i Na szlakach S6 - Goleniów. Chodzi o ten wiadukt: Wiadukt z 2018 r. Teraz jest on zrobiony, przejechałem po nim ;) Niedługo później, na jednym wielkim polu, ciągnącym się do Żabowa wraz z obwodnicą Żabowa, jechałem po lewej części drogi S6, która nie jest otwarta dla aut. Ruch odbywa się po prawej nitce. W tym miejscu w ogóle nie ma już drogi DK6. Do której mam spory sentyment. Po raz pierwszy przejechałem się po obwodnicy Żabowa, i wkrótce wyjechałem przed obwodnicą Nowogardu. Po drodze do Nowogardu a dokładnie za Żabowem obserwowałem pracusiów, na polu, którzy zmagali się z rurami z gazem.. Chodzi o projekt gazociągu.. rur na lotnisku Makowice.. Naprawdę już nie będę tego linkował bo mnie szlak na temat tego tematu trafia. W szczególności, że na Lotnisku Makowice zgodnie z uwagami z wpisu: Podróż za słońcem - wciąż te rury zalegają. Może nie w takiej ilości jak kilka miesięcy temu ale wciąż. A związku z nie skończeniem prac z tymi rurami w terenie, to ja się nie dziwię, że sytuacja tak wygląda. No cóż. Powoli godziłem się z tym, że dzisiejsza trasa mi się nie uda. To nie pierwszy raz, jak mi się trasa nie udaje. Inne przykłady: Nieudany projekt, Upał i zmieniona trasa. Także to jest coś normalnego, zdarza się. Tak po prostu jest, że jednego dnia mogę jechać 200 km, innego dnia 20 km to wyzwanie (tj. dzisiaj). Wspominałem wcześniej o takim charakterystycznym zjawisku, że po intensywnej, szybkiej trasie, na kolejnej trasie jest mi już ciężko jechać. Taką sytuację zaobserwowałem choćby na tych przykładach: Poniżej 2,5h na trasie "50-tce" i trasa po niej: Wielkanocna Trasa - było już o wiele gorzej i trudniej. Także nie nadaję się do szybkiej jazdy. To mnie za bardzo wykańcza :( Dzisiejszą trasę można uznać jako porażkę. Choć ja ją za to nie uznaję. Po prostu to przegrana walka w nieuczciwej grze ze zbyt silnymi przeciwnikami w postaci warunków pogodowych, samopoczuciu, sił i możliwości. Nie mniej: nie jest przegranym ten, co podejmuje trud walki - niezależnie od jej wyniku. Nie jest w końcu przegraną, nie podołać wyzwaniu. Przegraną by było się poddać i nie pojechać. Po prostu zaryzykowałem - czasem, mimo, że jest w chuuuuuuj ciężko się udaje - tak było tutaj: Trasa ze Szczecina (08.04.2019). A czasem się nie udaje. I tak było dzisiaj. Nie udało się. No trudno. Życie toczy się dalej, i nie wiadomo tak naprawdę, co przyniesie kolejny dzień. Kolejna trasa. Jakie przygody, wyzwania czy możliwości. Jedynym sposobem aby się o tym dowiedzieć jest ponowne odwiedzenie bloga, i przejrzenie pojawiających się tutaj wpisów! :))

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa30czerwca2019zdj1.jpgtrasa30czerwca2019zdj2.jpgtrasa30czerwca2019zdj3.jpgtrasa30czerwca2019zdj4.jpgtrasa30czerwca2019zdj5.jpgtrasa30czerwca2019zdj6.jpgtrasa30czerwca2019zdj7.jpgtrasa30czerwca2019zdj8.jpg


Mapa przebiegu trasy :)