Dzisiejsza trasa to z kolejna z cyklicznych tras Makowice_Słudwia. Tym razem robiona wariantem przez Słudwia na Makowice. A jakoś pomyślałem, że tak będzie łatwiej. Niż jechać znowu tradycyjnym wariantem, mijać przedłużający się remont drogi przy dawnym Słoneczku w Płotach co uniemożliwia normalnego przejazdu w tamtym miejscu. Najlepiej właśnie unikać przejazdu tą drogą.. A, że już robię to tyle razy, że zaczynam zapominać jak to było normalnie przejechać przy dawnym Słoneczku.. Tym razem pojechałem tym wariantem trasy co uniemożliwia mi uniknięcie tej kolizyjnej sytuacji. A co zrobię następnym razem? A kto to wie. W zasadzie sam nawet nie wiem. Dzisiejsza trasa jest po takich trudnych dniach. I pogoda swoje robi. I życiowy smutek swoje robi. Chodzę taki zmęczony. Tylko bym spał. Bez życia, bez emocji. Spodziewane załamanie pogody, które miało nastąpić jeszcze w poniedziałek: Wschód województwa: "Polanów" nastąpiło dzień później czyli we wtorek (22.07). To był w ogóle ciężki dzień - już od rana deszcze, deszcze. Choć co ciekawe po południe było ładne. W odróżnieniu do wczorajszego dnia - gdy padało i z rana, i po południu i wieczorem. Z przerwami. Dzisiaj również padało. Trochę z rana popadało. A tak jest pochmurnie i wieje. Jest w miarę ciepło. Wiatr nie jest taki zły. No ale czuję się taki przygnieciony codziennością. Jestem do tego stopnia dobity, że nawet samotność mi nie przeszkadza. Mógłbym się zamknąć sam z sobą w pustym pomieszczeniu i tam pozostać przez nikogo niepokojony. Tylko bym spał i spał. I najlepiej nic nie robił. Taki w sumie miałem wtorek (22.07) zjebany. Wczoraj (23.07) już nieco lepiej - przynajmniej nadrobiłem trochę wpisy na blogu. Przynajmniej coś zrobiłem. Coś z bieżących spraw do przodu.. Zaczęła mnie jednak dobijać myśl, że jeszcze rower.. Znowu zaniedbuję te życie :( Nie czuję się jednak na siłach jeździć. Pewnie duży wpływ ma na to pogoda. A jak o nią chodzi to nie wiele się zmieni wraz z kolejnymi dniami. Znowu pokazują deszcze. A u mnie pewnie będzie walka o to, aby w ogóle zrobić 500 km w msc. Moja nadzieja, że może lipiec będzie lepszy i nadrobię trochę kilometrów.. Mija.. Nie mam już tej nadziei. Po dzisiejszej trasie zrobiło mi 101 km do limitu. Po dość udanym czerwcu (gdy zrobiłem ponad 600 km) a więc już ładnie.. Przechodzimy znowu do momentu gdy jest ciężko.. Nic nie jest łatwe w tym mijającym wciąż 2025 r. Nic nie było łatwe ani przewidywalne w ogóle od 01.01.2025 r. i nic nie jest przewidywalne i dzisiaj 24.07.2025 r. I pewnie nic nie będzie w kolejnych dniach..
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2025 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1633
Trasa nr [łączna]: 1710
Trasa nr [na blogu]: 1624
W tym tygodniu: 2
W tym miesiacu: 14
W tym roku: 98
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1696 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1610 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 14 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 27280.2 km
Stan Licznika Końcowy: 27299.28 km
Stan Licznika Końcowy2*: 27105.7 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 5688 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 5707 km
Maksymalna prędkość: 32.2 km/h
Przejechałem: 19.08 km
Przejechałem [msc]: 399.64 km
Przebieg roweru [rok]: 2565.79 km
Przebieg roweru [suma]: 63999.25 km
Przejechalem w 2025: 2565.79 km
Podroż dookoła świata (2025) 6.4145 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 159.9981 [%] km
Czas jazdy: 01:01:44 h
Czas Jazdy Suma (ever): 4077:08:15 h
Czas Jazdy Suma (blog): 3853:42:07 h
Czas Jazdy Suma (2025): 161:39:49 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 22:34:23 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:36:45 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:38:59 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:21:36 h
Średnia: 18.77 km/h
Trasę z dnia dzisiejszego można traktować w granicy takiej "na rozruszanie". Aby w ogóle się ruszyć z domu, coś zrobić. Najchętniej bym właśnie nie jechał. Został w domu z serialami. Tak zresztą spędziłem wtorek (22.07) na który się często powołuję. Deszczowe dni nie przynoszą niczego dobrego. Znowu przecieka dach w różnych miejscach w szkole. Znowu zalało gabinet psychologa - dawniej i pedagoga. Tyle, że to właśnie: "dawniej". Z mijającym czasem tak wiele się zmienia. I już nawet nie pamięta się o przeszłości, widząc tą "nową" przyszłość. Chciałem się jeszcze wczoraj przejechać (23.07). Dzisiaj miała być fajniejsza pogoda ale dupy nie urywa. Myślałem wstępnie o trasie: "Trio trudu". Jednak nie mam na to sił. Pewnie fizycznie podobnie jak psychicznie. Psychicznie się nie mogę podnieść więc fizycznie tym bardziej nie dam rady. Jednak aby nie siedzieć kolejny dzień w domu - pojechałem. Nie mogę jednak powiedzieć, że pomogło. Nadal mi smutno. Nadal mi źle. Nadal jest trudno. Przynajmniej pojechałem. Trochę się dzieje. Grzybiarze okupują lasy. Dzieci na rowerkach jeżdżą. To jeszcze normalny widok. Mniej normalny to pojawiająca się coraz większa ilość tych pierdolonych elektrycznych hulajnóg. Nawet w takich Płotach. Są wszędzie. Na ulicach, chodnikach. Ludziom mocno i to bardzo mocno odebrało rozum na punkcie tego szkodliwego pod każdym aspektem życia gówna. I może tak zakończę dzisiejszy wpis. A może nie. Jeszcze dwie myśli - jedna, że starałem się dzisiaj pokonać swoją ostatnią słabość. I przejechać całą trasę bez postoi. Prawie się udało. Spotkałem na drodze z Makowic wujka to chwilę się zatrzymałem. Gdyby nie te spotkanie: cel bym osiągnął. Może nie jest ze mną tak źle? Może jeszcze się odbuduję? A druga sprawa.. To te problemy z Aurelią. Wracam do starej myśli - już taką miałem, zdaje się, że w tym rowerowym roku również: może problemy które odczuwam są przez tą zajeżdżoną przednią oponę?... Nie można wykluczyć tej możliwości i wpływu opony na komfort jazdy. Gdy już wracałem - i to dosłownie bo mijałem stację Orlen na powrotnej drodze to miałem wrażenie, że szlak trafił dętkę czy samą przednią oponę. Tak mocno uginała się w jezdnię. Opona stawiała spory opór. Nie zatrzymywałem się jednak i odliczałem metry do powrotu do domu, starając się szybciej jechać... A co się okazało pod blokiem? Powietrze jest. Nie wiem ile. Będę musiał dopompować na kolejną trasę - ale też bez przesady tak do 4 atm maksymalnie.. Jednak może faktycznie? To ta zjechana, zmęczona życiem (podobnie jak ja) przednia opona?... No cóż mi więcej pozostaje prócz starej dobrze znanej zasady: jeździć i obserwować!. A jak się coś ma zepsuć to trzeba poczekać aż się zepsuje. I wtedy będzie wiadomo co się zepsuło.
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)