09.07.2022
Jazda nr: 1055

Tagi: aurelia, zk, urbex, wiejskie_przygody |

Dzisiejsza trasa jest dość ważnym i przy tym niepewnym wyjazdem. To zawsze budzi jakieś wątpliwości. No ale przecież nigdzie się nie deklarowałem, że na te ważne trasy kolejnych 5 tyś odcinków przejechanych z Aurelią, muszę w jakiś większy sposób świętować, że musi być to koniecznie jakaś dłuższa trasa. A z drugiej strony nie chciałbym też jeździć koło domu. Wolałbym aby było to naprawdę czymś wyjątkowym. Jak ostatni taki taki wyjazd na 40 000 km z Aurelią: "40 000" Aurelio !: X Rajd DZSZCZ - dzień 1. Z takim wyjazdem jest również problem taki, że tak naprawdę nie wiadomo kiedy on wypadnie. Dzisiaj może nie trafiłem najgorzej chociaż zapowiadało się różnie. Ta pogoda właśnie taka typowo jesienna. Nie była taka tylko dziś. Była taka i w poprzednie dni tygodnia przez to wydawała się taka depresyjna, smutna. Sporo smutku i zmian dookoła i może dlatego mam takie odczucia. Jak następują pewne zmiany w szkole, niekoniecznie dobre. Dla mnie to powrót do tej gorszej rzeczywistości z którą zaczynałem zmagania tutaj. A jak wszystko ma być teraz inaczej, po nowemu... To nie widzę w tym nic dobrego. A do tego ta dosłownie jesienna pogoda. A gdyby tego było to zawsze powtarzający się ten sam błąd, że się w domu wygadam gdzie jadę. Tak to cisną, żeby powiedzieć, że w ogóle. A jak się już powie to się zaczynają takie historie, że daleko, że źle, że po co. A kurwa po gówno. To po co pytają. Wkurwia mnie coś takiego i potem ma to na mnie druzgocący wpływ. Sam w siebie i w swoje możliwości nie wierzę. Choć dzisiejsza trasa się udała to myślicie, że nic mnie nie kosztowała? Kosztowała - kolejne uszczerbki na zdrowiu. Wmawianie sobie różnych rzeczy. Potem problemy ze snem, złe sny. Standard. Jak mam w siebie wierzyć czy nawet wierzyć, że to co robię to robię dobrze i ma to jakiś sens? Lepiej by było zostać w domu nie? Przed pierdolonym komputerem dalej się smucić. Czy robić już w ogóle nie poważne rzeczy. A tak... A tak spędziłem cały dzień na rowerze. I co by nie mówić: w uczciwy sposób. Nieuczciwie to jest jeździć np. tymi zasranymi elektrycznymi rowerami. A ja takich pajaców dzisiaj mijałem. Przy nadmorskich miejscowościach które zwiedzałem jest ich pełno. Z trasą wiążą się również pozytywne sytuacje - niespodziewanie i w ogóle w nie planowany sposób, bo ja tak w ogóle nie znam tych stron ani tych dróg - wylądowałem w sumie na 3 urbexach. Co jeden to fajniejszy! Była to z całą pewnością fajna atrakcja, takie urozmaicenie dla pełnej przygód trasy. Na tej zresztą nie brakuje nerwowych sytuacji, a te spowodowane są zbyt dużym wykorzystywaniem samochodów do przemieszczania się po tym cholernym kraju. Tych aut jest stanowczo za dużo. I jeszcze co odwalają. Jednak wśród tego cyrku przebija się jeden promyk nadziei na normalność. Normalność, którą mogą budować takie kwestie jak: nowocześniejsze, a więc bezpieczniejsze samochody, oraz ograniczanie ilości aut spalinowych. Wśród tego całego natłoku aut, które dzisiaj mijałem, które mijały mnie - wyłoniłem w sumie trzy elektryki (zielone tablice). Te nieśmiało się przebijają w tej naszej rzeczywistości. Kilka wpisów temu o tym wspominałem, że w zasadzie każda większa trasa jest związana z tym, że przynajmniej z jednym elektrycznym autem się spotkam: Trasa ZS-ZST-ZGL. I w sumie na tym kończą się pozytywy. Ilość samochodów, ten ruch jest po prostu przerażający. Już mnie nawet głowa od tego ich szumu, tej ich ilości zaczęła boleć. Bo ile można?! Tylko wciąż jadą i jadą. A niektórzy to nawet bez opamiętania. Tak odwalają, że tego co robią nie da się w żaden sposób uzasadniać. Weźmy prosty przykład za cel. Drogę od Koszalina do Sławna (DK6). Po drodze mijały mnie i mijałem się z ponad 1k samochodów. Lekko licząc. Jeśli napiszemy, że było ich 1k+ to można zakładać, że po każdych 100 więcej ten plusik trochę rośnie. Tu może urosnąć do poziomu nawet 1,5k samochodów. A przecież spotkanie z każdym jednym nawet pojedynczym jest związane z ogromnym ryzykiem dla roweru. Zawsze może się coś stać. A w szczególności jeśli mówimy o samochodach, które najlepsze lata mają za sobą. A przecież poważny remont dla nich, wnikliwy przerasta ich wartości. Więc tak naprawdę po drogach jeżdżą randomowe samochody, które mogą trzasnąć w każdej chwili. I może to być problem. I w zasadzie jest to codziennie problem. Wystarczy przeglądać statystyki dzienne wypadków ze strony Policja.pl. Skądś te dane się biorą. A znikąd indziej jak w głównej mierze staroci jeżdżących po drogach. A tych przecież nie brakuje. Przez te parę lat (2017 - 2022 - ...) co tak intensywnie jeżdżę, mijałem się z dziesiątkami tysięcy różnych aut, przez każdy kolor, markę, czy model. Widziałem już chyba wszystko co możliwe. Zdarzały się samochody starsze i młodsze. Często jednak, o wiele za często zdarzają się stare złomowiska, co już dawno nie powinni jeździć po drogach. To taki przykry obraz polskiego społeczeństwa. Czym jeździ i jak się na tych drogach zachowuje. Mimo wszystkich przeciwwskazań i tak się na te drogi pchają. Nic nie dociera do społeczeństwa, że zbyt duża ilość aut jest zagrożeniem dla wszystkich dookoła. A tym czasem ten cyrk trwa. A tym czasem moja wielka próba też trwała. Wraz z nią po raz pierwszy w życiu rowerem miałem okazję pokonywać ten odcinek drogi DK6. I to częściowo zamienionej na S6 (odcinek od Sianów Wschód do węzła Gracz). Tu bardzo mnie interesuje jak dalej pociągnięta będzie droga S6 od wspomnianego odcinka Gracz do Sławna i dalej do Słupska. Jeśli będzie jak teraz wciągu DK6.... To jak mają jechać rowery? Stracą tą swobodę. Od odcinka Sianów Wschód nie tracą tej swobody bo nie zabrano starej drogi. Jednak S6 dosłownie wjeżdża w stary ślad DK6. I robi się problem. W ogóle dzisiejsza trasa to rzeka tematów. Nie tylko do tej pory omawianych (przynajmniej w tym wpisie). Ale też takich trochę zaniedbanych. To również trochę niekorzystnie na mnie wpływało. Myśl o tym ile jeszcze dróg mam do zjechania w okolicach, w miejscach gdzie byłem a jeszcze ich nie poznałem. I zamiast się na tym skupiać to poznaję "po łepkach" dalsze zakątki naszego województwa. No ale w sumie, dzisiaj mogę sobie wybaczyć :) W końcu trasa na 45k Aurelii była już zaplanowana w Kwietniu. Gdy miałem jechać na ten Koszalin, okolice Koszalina i je zwiedzać. Ostateczną decyzję jednak podjąłem na trasie: Trasa Koszalin - Łazy: "1000 dni rowerowych". Gdy te rejony tak mi się spodobały, że postanowiłem tu wrócić. Właśnie między innymi ze względu na to aby lepiej je poznać! Wtedy nie wiedziałem ile jeszcze przyjdzie mi na to czekać. W końcu perspektywa 45k km mijać miała za nie całe 2k km. A kiedy miało to nastąpić? Obstawiałem raczej czerwiec. A trochę się przesunęło w czasie. Ważne, że jednak pojechałem. Byłem wstanie. I się udało. Miejscami nie było łatwo jednak z całą pewnością było warto zmierzyć się z tą trasą. A przy okazji zobaczyć jak słabo idzie budowa obwodnicy Koszalina do tego cholernego Sianowa. Słabo idzie... jest pracująca sobota. A pracowników na budowie nie ma. Nic się tam nie dzieje. A ja przecież chcę przyjechać, sprawdzić postępy prac już w dniu 15.08.2022 r. Bo potem niby kiedy? Nie będzie takiej okazji. Praca nad tym odcinkiem drogi ma się zakończyć do Czerwca 2023 r. A w ogóle cała droga S6 czyli od Sianowa do Gdańska bo tylko tu brakuje lub trwają prace do 2025 r. A więc nie jest to jakaś odległa perspektywa. Jednak szanse na przyjazd w te strony dalej są i pewnie z nich skorzystam ze względu na to, że może się sporo w sposób nieodwracalny zmienić - co nie by nie mówić zmienić na gorsze. No bo cóż, zmiany zawsze idą w gorszą stronę.
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
* Poprawka licznika z powodu bugów 2021 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
  • ID wpisu: 1061

  • Trasa nr [łączna]: 1141
  • Trasa nr [na blogu]: 1055
  • W tym tygodniu: 3
  • W tym miesiacu: 5
  • W tym roku: 99

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1129 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1043 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 12 dni

  • Stan Licznika Poczatkowy: 8202.22 km
  • Stan Licznika Końcowy: 8314.85 km
  • Stan Licznika Końcowy2*: 8315.22 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 20814 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 20927 km

  • Maksymalna prędkość: 43.9 km/h

  • Przejechałem: 112.63 km
  • Przejechałem [msc]: 357.88 km
  • Przebieg roweru [rok]: 3760.13 km
  • Przebieg roweru [suma]: 45014.44 km

  • Przejechalem w 2022: 3760.13 km
  • Podroż dookoła świata (2022) 9.4003 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 112.5361 [%] km

  • Czas jazdy: 06:41:21 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 2845:56:06 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 2622:29:58 h
  • Czas Jazdy Suma (2022): 251:35:47 h
  • Czas Jazdy Suma (w tym msc): 20:53:14 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 04:10:39 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 02:32:29 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:28:18 h

  • Średnia: 16.85 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego jest bardzo ważnym wydarzeniem, świętem wręcz ;) Kolejne 5 tyś km z Aurelią za mną. I kiedy to minęło? Tak się zastanawiam... Już od kwietnia a więc od 3 msc myślałem o tej trasie i się do niej przygotowywałem. Ta niepewna pogoda, wątpliwa a nie letnia, bardziej przypomina mi zamierzchłe czasy 2017 r. Gdy też takie lato było, nie fajne. I deszczowe, i zimne. Niskie temp. i nie fajnie. Wolałem aby się ten schemat nie powtarzał jednak te anomalie się dość długo ciągną i nawet teraz w lipcu dają o sobie znać. To poddawało w wątpliwość ten mój wyjazd. O ile ostatni w zeszłym tygodniu się udał, temp. w miarę to o tyle na weekend nie było zbyt kolorowo. Jednak można powiedzieć, że nie było najgorzej. Do południa pojawiały się te przelotne deszcze i tylko tyle. Pierwsze dorwały mnie już w Koszalinie, na początku trasy. Był to jednak chwilowy, nie duży opad deszczu. Można powiedzieć, że nie groźny. Gorszy miałem już za Sianowem, ale jego udało mi się przeczekać w budce autobusowej. I w drodze na Sławno jeszcze jeden deszczyk przeczekałem. I w końcu się rozpogodziło i jechało naprawdę fajnie. Jedynie ten wiatr był męczący. Na znacznej części trasy walczyłem z wiatrem. Jeśli nie jakoś dziwnie bocznie, że i tak przeszkadzało to wprost na mnie. A teren. Pagórkowaty. Parę wzniesień było problemem. Jednak na początku trasy problemem było samo miasto (Koszalin). Niepotrzebne remonty, błędne wobec tego oznakowania objazdów drogi na Gdańsk. Dałem się temu ponieść i pojechałem tak na około. A jeszcze jazda rowerem po mieście. Dość nie przemyślana, brak wspólnej koncepcji i często dochodzi do takich patologicznych tutaj sytuacji. W Szczecinie też, ale mam wrażenie, że jednak w Koszalinie jest gorzej. Kończą się te DDR na dużych skrzyżowaniach i nie ma co teraz zrobić w zasadzie. Ani się nie pojedzie ulicą, ani chodnikiem. I co ma zrobić rowerzysta? No chyba jedyne prawnie akceptowalne rozwiązanie to zawrócić. Masakra. Nie to jednak mnie najbardziej na początku trasy wkurwiło. Wkurwiło mnie co innego. Te niepotrzebne a wręcz szkodliwe remonty drogi DK6. Żeby to był jeszcze remont. Banda pajaców nasypała kamieni na drogę i zadowoleni. Mijałem ich (obecnie) w administracyjnej granicy miasta. Tak! Odkąd byłem tu ostatni raz (w Koszalinie): Trasa Koszalin - Łazy: "1000 dni rowerowych". Zmieniono granice miasta. Teraz sięgają poza ten odcinek leśny wzdłuż DK6. Co prawda rowerem byłem tu raz... Ale już byłem zniechęcony myślą, że będę przez ten odcinek jechał. Na razie nie widzę dla niego alternatywy. Miasto od tej strony (od strony Sianowa) nie jest jakoś mocno z urbanizowane. To nie pomaga. A zresztą nawet jeśli by miał być to nie spowodowałoby to wycięcia tego lasu i zamiany na coś normalnego. To jednak spora przestrzeń, na której widać sporo dróg. Nie testowałem tego. Mimo wszystko jechałem wzdłuż tej nieprzyjemnej drogi, gdzie jeszcze nasypali tych kamieni. A jak się w nie właduję i wyrżnę?! A dodam, że tu ruch aut był nienormalnie duży. Nagle z dwupasmowej DK6 robi się zwężenie... Prawdopodobnie już od przyszłego roku (2023 r.) nie będzie to jakiś problem bo będzie ruszała droga S6, obwodnica Koszalina, tyle lat opóźniona... Więc na tym odcinku pewnie ruch aut będzie mniejszy. No ale póki co jest. I jest problem. Z przejazdem który robię rowerem drugi raz w życiu. Ale już mnie to zniechęca. A te sypanie kamieni.... Widziałem pajaców jak się beztrosko bawią. Skutki ich zabawy mijałem w drodze powrotnej parę godzin później. I już mnie kurwica bierze jak sobie pomyślę, że za miesiąc będę w Koszalinie i prawdopodobnie znów będę jechał po tej drodze. Chyba, że znajdę sobie lepszą. No ale póki co... Mijałem ten cyrk, zbyt ruchliwą drogę. I w sumie nowe - "nie nowe" tereny. Nowe od strony rowerowania, nie nowe - od strony wspomnień z dawnych lat. W końcu jeździłem na Gdańsk nie raz tą drogą. To coś tam się pamięta. Choć to wspomnienia z przed paru lat. Sporo się tutaj zmieniło. Jak to zwykle bywa na gorsze. Większa urbanizacja ze szkodą dla natury. A Koszalin czy w ogóle te strony naszego województwa słyną z niezwykłych walorów natury! Są to tak piękne i zalesione tereny. To wszystko jednak do czasu. Pilarze już sprzęt grzeją aby się tego pozbyć w imię wyzysku.... W drodze do Sławna towarzyszyły mi różne myśli i przemyślenia. Słabo skupiałem się na tym, że robię 45 tyś km Aurelii, że już tyle historii za nami. Tyle przygód. To także oznacza coraz bliższe - 30k km przedniej opony Aurelii! A ona już też nie jedną historię pamięta! Jednak nie na tym się skupiałem. A na tych cholernych samochodach. Tych było do obrzydzenia za dużo. Lekko licząc co na pewno się stało było ich ponad 1000. Trzykrotnie w losowych momentach - licząc od minięcia tablicy: "Koszalin, koniec miasta" - naliczyłem ich 200+, 100+ i 100+. A więc już miałem wynik: 400+. A co w odcinkach gdy się na tym nie skupiałem? Albo gdzie się pomyliłem bo było ich za dużo. No cóż...Odcinek do Sławna był wymagający i ciężki. Na pewno jeszcze wspomnę o nim w kontekście drogi S6 w planowanej trasie: S6 Koszalin - Sianów w dniu 15.08.2022 r. Bowiem to ważna zmiana w tych dalej bliskich moich stronach, choć na tym się tak mocno nie skupiałem jak na S6 w stronę Goleniowa czy Kołobrzegu gdzie bywałem częściej. Tera zamierzam i tutaj bywać, póki mam taką okazję! I liczę, że jako taka ona będzie. To jeszcze jest parę dni do tego wydarzenia. Może prace ruszą? Dzisiaj np. nie pracowali lenie. Ale co tam... Niby czas mają na to do Czerwca 2023 r. Jednak najbezpieczniej jest mi wbijać w takie dni ustawowo wolne od pracy. To powoduje najmniej konfliktów i ewentualnych konfrontacji z ochroną. A im prace byłyby bardziej zaawansowane tym w ogóle - byłoby to mniej kontrowersyjne. No dobra... Póki co wraz z trasą wieszczyłem sobie myśli o kolejnych wyjazdach. Aby np. wrócić do Sławna. Zwróciłem tu uwagę na pewny budynek, po jakieś firmie, który mijałem na początku miasta. Być może byłby ciekawym obiektem do urbexu? A sama myśl o tym aby zobaczyć nowe miasto i jego okolice jest kusząca. Co by nie mówić ale na Darłowo, Darłówko i okolice na pewno wrócę! :) Dzisiaj byłem tylko przejazdem i to w samym Darłowie. Ale aby lepiej poznać te strony to w nie wrócę. Gdy wyjeżdżałem ze Sławna, które było nienaturalnie długie do tablicy koniec miasta, walczyłem z coraz silniejszym bólem głowy. W zasadzie towarzyszył mi on od początku mojej przygody w Koszalinie. Na szczęście tabletki pomogły. I wkrótce zbyt duża ilość aut i hałas który powodowały nie przeszkadzał mi aż tak mocno. Mogłem z powodzeniem jechać do Darłowa, do którego droga była daleka, a którą przeciął niespodziewany pierwszy urbex w dniu dzisiejszym - we wsi: Nowy Jarosław. Zwróciłem uwagę na pewny po niemiecki dom. Bardzo ciekawie z zewnątrz wyglądał. Okazało się, że da się wejść do środka. Skorzystałem z okazji. Pozwiedzałem go i pojechałem w dalszą drogę. Tam oczekiwałem rychłego przyjazdu do Darłowa. A na miejscu posileniem się. W Darłowie miałem już bez mała 70 km drogi za sobą, parę godzin minęło od śniadania (bo jeszcze dojechać do Koszalina) a ja nic nie jadłem w między czasie. Jednak ochota na obiad szybko mi minęła, gdy na początku Darłowa znalazłem sobie kolejny obiekt do zwiedzania. Początkowo myślałem, że szkoła to była jakaś. Potem, że może coś związanego z kościołem? Jakiś dom dla księży? Ostatecznie okazało się, że była to jednak szkoła (dawniej przedszkole), a wcześniej internat: Szkoła, internat ul. Tkacka / Darłowo. Ciekawy obiekt, rzuca się w oczy. Brama była otwarta. Drzwi wewnątrz też. Bez namysłu się wbiłem do środka, pozwiedzałem :) Obiekt wygląda tak jakby ktoś próbował remontować czy coś innego dziwnego robić, ale raczej dał sobie spokój. Nawet na materiałach remontowych jemu nie zależało... No cóż... Jednak była to kolejna niespodziewana ale za to fajna historia, przerywnik w mojej trasie. Po tym zwiedzaniu wjechałem w centrum Darłowa. Bez trudu trafiłem na rynek, gdzie były restauracje i inne tego typu obiekty. Tam się ugościłem, na obiadek aby mieć siły jechać dalej! :) Wybrałem sobie oczywiście tańszy lokal. Do pierwszego jaki podjechałem to za danie obiadowe typu: schabowy, jeszcze tańsza pozycja na liście - chcieli 40 zł! W drugim obiekcie już 26 zł, a był dokładnie po przeciwnej stronie ulicy. No to wybór prosty. Zaś już po przerwie obiadowej, trzeba było się zbierać i wracać na Koszalin. Piękna historia musiała się kończyć jak każda droga i przygoda która po 40 tyś km z Aurelią. A trochę tego było... Z Darłowa, do którego przyjechałem wzdłuż drogi DW205, wracałem drogą DW203 przez Dąbki. W mniejszych czy większych odcinkach towarzyszyły mi drogi rowerowe i nieporównywalnie mniejszy ruch aut. W końcu trafiłem również na tereny które już poznaję, po których już jechałem (Sucha Koszalińska). Mimo coraz większej ilości przejechanych km nie czułem się jakoś zmęczony. Czułem się tak, że mógłbym jechać dalej! I tak z pewnością będzie. Z pewnością przejadę kolejne 45 tyś km z Aurelią a może i dalej? I dalej... Kto wie dokąd ta droga zmierza i gdzie się zakończy. Póki co moja piękna przygoda trwa. Wraz z tym wyjątkowym wydarzeniem mogłem poznać nowe drogi i nowe miejsca. W końcu, w okresie ostatnich 5k km, zwiedzałem nie jedno miejsce! I poznałem nie jedną nową drogę. A jak chodzi o te zwiedzanie... To nie daleko za Darłowem, w Dąbkach natrafiłem na kolejne. Na opuszczony Ośrodek Wczasowo-Kolonijny "Baltic – Tourist". Zwieńczeniem mojej przygody, zmagań w dniu dzisiejszym był ten trzeci urbex, na którym nie byłem sam. W budynku roznosiło się gdakanie kury, i przechadzał się tam pewny najebany alkoholem, bezdomny jegomość... Mimo tego gościa i faktu, że jestem tu sam, z eksplorowałem cały budynek. Ciekawie wygląda. Choć szkoda, że został tak mocno przez łobuzerkę zniszczony. I cóż, cóż mam na koniec trasy wspomnieć. Fajnie było. Dobrze, że pojechałem. Dobrze, że dałem radę. Choć obawiałem się tego, że zaniemogę. Ostatnie dni były takie sobie. A jeszcze ta kapryśna pogoda. Nie mniej - dałem radę. I to mimo tej sytuacji w domu, czy w szkole, w której można powiedzieć, że pracuję. Może nie jest w tej szkole taka zła sytuacja, jednak w jakimś stopniu ta cała otoczka spraw, które mają tam miejsce, się negatywnie na mnie odbija. Może dla kogoś z innym usposobieniem do życia nie robiłoby to problemu. No ale niestety ja taki nie jestem. I cóż wspomnę... Kolejne 5k km za mną... Kolejne wyjątkowe kilometry i wyjątkowa trasa!... Ciekawe jakie będą kolejne 5k km? A jak Was ciekawi jakie były ostatnie, zapraszam do przejrzenia wpisów od ID=927 do ID=1060. Jeśli dobrze liczę między tymi wydarzeniami minęły 132 trasy :) A ile jeszcze przede mną? No i pamiętajcie, że trasa to nie to samo co dzień rowerowy! Dni było mniej. To ważne wyznaczniki, które definiują sposób w jaki należy rozumieć pewne okresy i statystyki jakie generowane są na blogu. Pewnie jak będzie jeszcze jakaś okazja coś więcej o tym wspomnę niż we wspominanym już dziś kilkukrotnie wpisie: #1016.

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa09lipca2022zdj1.jpgtrasa09lipca2022zdj2.jpgtrasa09lipca2022zdj3.jpgtrasa09lipca2022zdj4.jpgtrasa09lipca2022zdj5.jpgtrasa09lipca2022zdj6.jpgtrasa09lipca2022zdj7.jpg


Mapa przebiegu trasy :)