Dzisiejsza trasa w porównaniu z poprzednią: Trasa pracy: nieudane wojaże, jest już udaną trasą, podczas której ostatni raz w tym kalendarzowym roku zajeżdżam do sklepu Dino w Przecławiu, gdzie robiłem dzisiaj małe zakupy, a prócz zakupów załatwiałem dzisiaj jedną sprawę, która nieco wydłużyła moja dzisiejszą trasę (o nie całe 5 km).. Otóż, tak w ogóle bo nie wspominałem o tym jeszcze, od początku tygodnia zajmuję się pisaniem dedykacji i rozdawaniem komu mogę to na miejscu, dla pozostałych wysyłam pocztą, wydaną moją książką: Kraina Snów.. W takiej sprawie, w cytowanym wpisie byłem u jednego z kolegów, który jako pierwszy dostał taką książkę, kilka jej egzemplarzy rozdałem i wysłałem w dniu wczorajszym, gdy trochę żałowałem, że nie zaprzągłem Aurelii na ten wypad. Powrót późnymi jak dla mnie godzinami (po godzinie 20) przez te cholerne miasto, do tak niedostępnych miejsc jak dzielnica Pogodna na ul. Łukasińskiego, nie było to przede wszystkim krótkim wyjazdem, ani wygodnym. Jechałem na dwie przesiadki z tramwaju linii nr 3, który zjeżdżał na pętlę na Gocławiu do autobusu linii nr 60 ze Stoczni Szczecińskiej, cała podróż trwała dość długo, jakieś 40 min może dłużej.. Szybciej, wygodniej i bez problemu jazdy bez biletu.. dojechałbym z Aurelią, której wczoraj niestety nie zaprosiłem na wycieczkę. Postawiłem na komunikację miejską, na której się wielokrotnie zawodzę. Miałem ciężki powrót, wróciłem późno bo już grubo po godzinie 21, tylko kolacja, spać. A rano dzisiaj, bez zbędnego marudzenia i użalania się nad swym losem, wstałem wraz z budzikiem o godzinie 6:20, przygotowałem się na trasę dzisiejszą, ubrałem się i pojechałem. Dzięki czemu mogłem po dniu pracy, zająć się swoimi sprawami - podjechać do kolegi, gdzie od razu nie udało mi się do niego trafić XD Kolega mieszka aktualnie na ul. Śląskiej. I tam byłem. Problem w tym, że nie z tej strony a ta ulica za krótka nie jest.. Trafić jednak ostatecznie trafiłem, aby już w mroku, tych krótkich dni, udać się do Przecławia, do Dina, na zakupy.. I wkrótce powrócić aby do końca tygodnia dalej wieść ten smutny żywot jakim jest życie w tym mieście, i codzienna rutyna, która mnie tak dobija, która zabija we mnie kreatywne myślenie.. i poczucie spełnienia w życiu..
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2019 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 516
Trasa nr [łączna]: 599
Trasa nr [na blogu]: 513
W tym tygodniu: 2
W tym miesiacu: 8
W tym roku: 172
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 590 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 504 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 9 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 2144.08 km
Stan Licznika Końcowy: 2178.5 km
Stan Licznika Końcowy2*: 2183.77 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 14390 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 14425 km
Maksymalna prędkość: 34.5 km/h
Przejechałem: 34.42 km
Przejechałem [msc]: 183.38 km
Przebieg roweru [rok]: 5172.18 km
Przebieg roweru [suma]: 22320.17 km
Przejechalem w 2019: 5172.18 km
Podroż dookoła świata (2019) 12.9304 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 55.8004 [%] km
Czas jazdy: 02:21:54 h
Czas Jazdy Suma (ever): 1405:18:27 h
Czas Jazdy Suma (blog): 1181:52:19 h
Czas Jazdy Suma (2019): 325:35:13 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 12:25:46 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:33:13 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:53:35 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:17:26 h
Średnia: 14.65 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego w tym roku ostatni raz prowadzi mnie na ścieżki zakupów w sklepie Dino w Przecławiu. I wbrew mojej nadziei, która z logiki się brała.. Dzisiejsza trasa, bliska już najkrótszego dnia w tym roku, który wypada 22.12, nie była trasą ciemności Sklepu Dino, o czym pisałem w tym wpisie: ZS: Sklep Dino z 19.11.2019.. W ciemnościach co prawda jechałem, ale nie ze względu na szybciej kończący się dzień a właśnie załatwiane po pracy inne sprawy, którymi nie było tylko spotkanie z kolegą z ul. Śląskiej.., który otrzymał wydrukowaną, podpisaną przeze mnie kopię mojej książki ale także podjechanie na obiad, na Plac Tobrucki. To wynika z dzisiejszego dnia, gdzie nie miałem nic do żarcia ze sobą do pracy.. Nie udało mi się nigdzie na obiad wyjść, ani nic zamówić.. Tylko oczekiwałem kiedy się w końcu ten dzień skończy.. Aż w końcu się skończył a ja pojechałem do knajpy na Placu Tobruckim, gdzie obiad dnia jest tani, tylko 15,50 zł.. ale nie było dzisiaj czegoś co lubię.. A niczego z menu nie zamówiłem, ceny zbyt duże. Więc zrezygnowany pojechałem do kolegi, na tą cholerną ul. Śląską, w którą wbiłem się od ul. Wojska Polskiego. Tyle, że nie wbiłem się we właściwą numerację. No bo dla kogo to byłoby nie zrozumiałe numery 20-kilka, a nagle 4-ry. Pozostałe numery po drugiej stronie ulicy, za Placem Grunwaldzkim, więc kawał drogi (ja byłem pod Kaskadą -.-). Bardzo inteligentne, strasznie.. W końcu trafiłem, dojechałem.. Dałem książkę, postałem, pogadałem. I ruszyłem dalej. Przez zakorkowane miasto, wróciłem przez Plac Zamenhofa na ul. Wojska Polskiego, z której pojechałem przez ul. Jagielońską do skrzyżowania z zakorkowaną do Placu Kościuszki al. Piastów, którą gnałem już prosto do ul. Mieszka I. Z niej, mimo początkowego zmęczenia, udało mi się dojechać do Przecławia, udało mi się wybrać na udane i niedrogie, co najważniejsze - zakupy.. Nadeszła tylko ostatnia próba. Próba powrotu, dłużąca się trasa przez Warzymice - Będargowo do Dołuje a dalej byle do Mierzyna. Trochę zmęczenie, i szybka jazda, bo dzisiaj trochę szalałem :], co mnie dobijało, .. prowadziła mnie ku celu. Trochę cięższy tył roweru, napakowany nie ciężkimi zakupami, ale za to czterema butlami oranżady ;) Jakoś się jednak dawało rade, wmawiałem sobie, że już nie daleko, że zaraz będę.. I faktycznie jakoś dojechałem, bez postoi.. W końcu pod Internat dojechałem.. A już na miejscu, zrobiłem sobie dzisiejszego wieczoru ucztę! I chleb smażony, zapiekanki, do tego napoje, które nabyłem wczoraj i dzisiaj.. Uczta króla, jak to powiedział kolega, który dzisiaj otrzymał moją książkę: Kraina Snów, związku z czym, dzisiejszy wpis dedykuję wszystkim czytelnikom książki, którzy już ją otrzymali bądź otrzymają! :)) W końcu motywem przewodnim mijających dni w tym moim smutnym życiu w wielkim mieście, w którym prócz Aurelii nie mam nikogo, jest moja twórczość, która pozwala mi jakoś przetrwać kolejne dni.. w tym nie łatwym życiu.. Dzisiejsza trasa, a w zasadzie jej koniec, rozbudził we mnie pewne wątpliwości związane z dalszym życiem obecnie zamontowanego w Aurelii napędu, bo tak mimowolnie spojrzałem na najmniejszą koronkę korby.. I jestem szczerze zdumiony jak łańcuch się na tych szpilach trzyma.. Rzecz niebywała i niezrozumiała :O Postanowienie takie mam, aby w zbliżający się świąteczny weekend, spróbować zrobić nowe fotki tej korby. Ostatnie są mocno nieaktualne.. i pamiętają czasy trasy z 11.11: Trasa "50-tka" - bateryjny problem. A to przecież było: 408 km temu..
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)