Trasa z dnia dzisiejszego ma taki nie oczywisty przebieg. Zaczyna się w Gryficach. Kończy w Płotach. Przy tym nie jadę z Gryfic do Płotów! To sprawia, że przebieg trasy jest taki nieoczywisty. Jednak nie ma nic złego w inności. Takie sytuacje sprawiają, że niektóre trasy jak dzisiejsza są wyjątkowe! To jedna z wielu historii, która mogła się nie wydarzyć (ta dzisiejsza trasa). A o co chodzi? Wstaję rano. Nie zbyt dobrze się czuję. Taki zmęczony. Miałem koszmary w nocy. Śniło mi się, że jednak są odcinki 4 sezonu serialu Evil z lektorem! Miałem je oglądać. No ale dzieją się dziwne rzeczy. Prawie nic z tych snów nie pamiętam poza charakterystycznymi obrazami. A dotyczą one jakiegoś wielkiego domu, gdzie nie wiem czemu ale znalazłem się ja i inni ludzie, którzy mi towarzyszyli. I tam były jakieś 2 duże psy domowników. Ktoś z ekipy został z nimi zamknięty w pokoju. Obserwacja wynosi się z pokoju do innego miejsca, a tam jakby kamera łapała co się dzieje w środku. Krzyki. Zamknięta z psami osoba staje na stole - próbuje uniknąć ataku z ich strony.. Potem zmienia się nieco sceneria i jakaś starsza kobieta wyprowadza te psy trzymając je na smyczy. Wiem, że to zagrożenie. Czuję je. Próbuję uciekać ale coś mnie trzyma przy tym domu. Nie mogę zejść ze schodów.. Schodzę ale nie bywa schodków - wciąż widzę za sobą ten dom, drzwi mieszkania za którymi stoi ta stara baba trzymająca te psy.. I chyba tak się kończy ten sen bo nie pamiętam co dalej.. Zresztą.. Jestem trochę przemęczony - dla jasności: psychicznie. Sytuacja w szkole. Samotność. To wszystko mnie bardzo wykańcza. No ale szczególnie ta sytuacja w szkole robi się coraz mniej sprzyjająca. Chodzę taki znerwicowany. Za dużo złych emocji. I to się bardzo na mnie odbija. I chyba nie dam rady tak funkcjonować do tego jebanego 11.czerwca. To jeszcze wiele dni. Nie podoba mi się również podejście dyrekcji w którym to podejściu to: MY pracownicy mamy poświęcić siebie, swój czas prywatny, swoje sprawy na pracę w zespołach. I realizację tego gówna związanego z tym kolejnym X-leciem szkoły. Coś tak czuję, że będę często na to narzekał. No ale ten problem w sposób szczególny w tym tygodniu na mnie wpływa o czym wspominałem już w poprzednim wpisie: Wiosennymi drogami 2. Jest weekend a mnie to dalej trzyma.. Może stąd te koszmary..? Ten stan w jakim byłem rano.. Nie raz taki stan próbuje sprawić abym nie jechał, abym czegoś nie zrobił. Po prostu jestem słaby psychicznie i różne wydarzenia w życiu bardzo mnie obciążają. Na dziś mam umówione sprzątanie samochodu. Poważna sprawa. Tyle, że ta poważna sprawa bardzo mi przypomina o Pannie J. I nie jest tak, że już się z tym pogodziłem i jest OK. Bo tak nie jest.. Od mojego ostatniego spotkania z nią w Niechorzu minęło już 600 dni.. A ostateczny koniec naszej relacji wydarzył się 505 dni temu. Od 505 dni nie mogę żyć nadzieją. Nie żyję niczym. Tylko wspomnienia.. W sierpniu 2024 r. razem z panną J. mieliśmy ostatnie poważne porządki citroena. Od tej pory aż do dziś ten temat był zaniedbany. W końcu wrócił. I może dobrze, że dziś pojechałem do Gryfic. Zostawiłem samochód na czyszczenie. I udałem się na wycieczkę rowerową. Zaliczam fajny wyjazd. Na sensowne kilometry! Wyszło w sumie 64 km! To już nieźle. Będę bliższy do dolnego limitu km (500 /msc). Choć będzie ciężko osiągnąć ten wynik w kwietniu. Do tego może się zmienić pogoda. A to może popsuć mi plany dalszego jeżdżenia.. No to tak. Auto zostawione. Wymysły dyrekcji szkoły: olane. I tak powinno być. Bzdury związane z organizacją jubileuszu szkoły nie będą konkurować o mój czas przeznaczony na: odpoczynek, wyjazdy, na rower. Nie! I nie. To nie jest właściwa droga. To niewłaściwy proceder, który zawsze oznacza, że będzie coś ważniejszego. I zawsze będzie się trzeba poświęcać. Nie można się na to godzić i trzeba to tłumić w zarodku. Czego efektem jest dzisiejszy dzień! Spędzony na dworze z piękną pogodą - z temp. w okolicy +18℃. A wg. niektórych prognoz nawet +19℃! A jak chodzi o te urojenia dyrekcji w szkole związane z organizacją kolejnego jubileuszu szkoły (kolejne X-lecie szkoły) to nie można tego organizować na poświęceniu pracowników. Nie da się pogodzić trybu pracy szkoły: lekcje, konkursy, itd. itp. Z organizacją tego badziewia. Z czegoś trzeba zrezygnować. Np. z zajęć. Skracać zajęcia, puszczać dzieci. Dyrekcja chce tego uniknąć więc sprawy organizacyjne przerzuć chce na pracowników. A to jest nie dopuszczalne. Kodeks pracy dopuszcza obowiązkowe nadgodziny wynikające z specjalnych potrzeb pracodawcy. Jednak urojenia pracodawcy, że trzeba robić imprezę z pompą, raczej się nie utrzyma jako specjalna potrzeba... Bo z powodzeniem można obyć się bez tego wymysłu. Zresztą powiem tak: realizowałem od 05.01 projekt Wielkich Poprawek i Zmian w Strukturze Katalogowej Stanu Plików 18+8 TB.. Swoją drogą do tej pory nie dociera do mnie, że skończyłem projekt i mogę sobie pozwolić na więcej!.. I aby go właśnie skończyć i aby nie konkurował z czasem który mógłbym przeznaczyć na rower czy inny wyjazd.. - poświęciłem parę wyjazdów z Aurelią. Poświęciłem niektóre spotkania czy inne plany. Po prostu nie dałbym rady wszystkiego z sobą pogodzić. A skoro nie dam rady to muszę z czegoś zrezygnować. Tak samo szkoła. Można zrezygnować z durnot, nikomu niepotrzebnych jak mniej ważne konkursy. Po co to?! To tylko czas zabiera. Zrezygnować. I nie wkurwiać pracowników niepotrzebnymi ciągłymi spotkaniami, przedłużaniem rad, których jest i tak za dużo. I to wszystko po to bo w tym roku jest jubileusz. No i jest i co z tego!? Jakoś inne szkoły dały radę. Nikt nie robił takiej szopki z tego powodu.. I świat się nie zawalił. I jakoś się już nie pamięta o jubileuszu szkół, które go miały. A tutaj w szkole gdzie pracuję - muszą odwalać. I to już leci do tego stopnia, że ten temat zaczyna mi życie zatruwać do tego stopnia, że dziś mógł konkurować o to czy w ogóle pojadę. To są słowa, którymi zaczynałem wpis.. Czułem się słabo. Niepewnie. Najchętniej bym nie jechał. Nie jeden fajny wpis, nie jedno moje piękne wspomnienie tak się zaczyna. Czułem się słabiej ale się wzmocniłem. Pojechałem. I mi przeszło! W bardzo rzadkich przypadkach jest tak, że mi nie przejdzie. No ale wtedy nie wyrabiam fizycznie. Dziś tylko: psychicznie. Dziś zrealizowałem swój plan odwiedzenia jednostki wojskowej w Jarominie pod Trzebiatowem. Jadę tam w ogóle jutro (19.04 - niedziela) - z kolegami od urbeksów. Dziś zrobiłem rekonesans czy nadal jest do czego jechać. I tak! Nadal jest do czego jechać! :) Także dobrze, że pojechałem. Po latach zaniedbań będę miał ogarniętego citroena - w profesjonalnym sprzątaniu :) Napisałbym kto się tego podjął ale chyba nie mogę. To nie napiszę :P . Zaliczyłem trasę i to ważne. Szkoda tylko, że nawet temat taki jak: sprzątanie auta - wywołuje u mnie przykre wspomnienia - związane z osobą, która wciąż jest dla mnie ważna. I drogi którymi dziś jechałem.. W żaden sposób nie pomagały. Tu również kryją się wspomnienia z tamtych chwil.. Które zostały tak daleko ode mnie, a z każdym dniem oddalają się coraz bardziej..
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2026 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1779
Trasa nr [łączna]: 1855
Trasa nr [na blogu]: 1769
W tym tygodniu: 3
W tym miesiacu: 8
W tym roku: 50
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1840 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1754 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 15 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 30814.4 km
Stan Licznika Końcowy: 30878.44 km
Stan Licznika Końcowy2*: 30680.82 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 9175 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 9240 km
Maksymalna prędkość: 31 km/h
Przejechałem: 64.04 km
Przejechałem [msc]: 273.86 km
Przebieg roweru [rok]: 1019.37 km
Przebieg roweru [suma]: 67646.33 km
Przejechalem w 2026: 1019.37 km
Podroż dookoła świata (2026) 2.5484 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 169.1158 [%] km
Czas jazdy: 04:28:59 h
Czas Jazdy Suma (ever): 4316:23:49 h
Czas Jazdy Suma (blog): 4092:57:41 h
Czas Jazdy Suma (2026): 68:36:03 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 17:33:33 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:11:42 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:22:19 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:18:03 h
Średnia: 14.34 km/h
Dzisiejsza trasa jest pełna przygód, wyzwań i nie oczywistości. Zaczyna się od dojazdu samochodem do Gryfic. Tu zostawiam auto na usługę profesjonalnego czyszczenia. Po tylu miesiącach bez sprzątania to czas najwyższy to ogarnąć. I ruszam. Wyjeżdżam z miasta - udaję się do Trzebiatowa wzdłuż drogi DW109. Dawno nie jechałem na Trzebiatów. Po samym Trzebiatowie tak. Ale dawno nie jechałem drogą DW109 do Trzebiatowa.. - od trasy: Trzebiatowska Rega (13.05.2023) - i to była typowa trasa do Trzebiatowa, po tym odcinku DW109 jeszcze raz jechałem w 2023 r.: Lewackie trasy (18.07.2023). Wracając jednak do odcinka drogi DW109 (Gryfice - Trzebiatów) wspominany odcinek drogi chwilę się dłużył. Był większy ruch aut. I trwało takie tradycyjne pierdolnięcie tych zjebów, kierowców.. Nie wiem czy to jest związane z weekendem czy dlaczego się zachowują jak jebnięci... Droga zaczyna być pięknie przyozdabiana w takie pierwsze wiosenne listki! Właściwie dziś odkryłem, że te listki, które zawsze mi się tak podobały - nie są jasno zielone! One mają kolor wpadający w żółty. A jak dojrzewają to robią się zielone i nie są takie ładne. O czym pewnie wspominałem podczas nie jednej wiosny, jaką przejechałem z Aurelią! Do Trzebiatowa dojechałem w miarę szybko. Robiło się coraz cieplej. W sumie już po godzinie 10 było czuć, że robi się fajnie, ciepło. A wg. prognoz, między innymi Pogoda&Radar a także IMGW miało być szaro dzisiaj. Ciepło ale szaro. A tym czasem słońce towarzyszyło mi do samego końca dzisiejszych zmagań! A te się dopiero zaczynały. Przejazd przez miasto, widzę kolejne remonty dróg (DW102 na Kołobrzeg). A ja nie patrząc na nic, pędzę dalej! Mijam całe miasto. Znów robię ten sam błąd. Jadę przez całe miasto zamiast skręcić na dworzec główny PKP/PKS. Byłoby szybciej i nie musiałbym jechać przez centrum. Jednak ta droga choć znana nie jest dla mnie jakaś oczywista. I pewnie dlatego na nią nie skręcam. Jednak przejażdżka po mieście to żaden problem! I tak wkrótce minę miasto, skieruję się na Mirosławice a za nimi pojadę w kierunku Dargosławia. A wszystko po to aby zjechać w nieoznaczoną, polną drogę. Ciężko się tam jedzie. Nawalone piachu. W zasadzie miejscami nie dałem rady jechać. Musiałem prowadzić rower.. No ja nie dam rady w tym piachu jechać. I tak jestem. I tak dojeżdżam do wojskowej bazy w Jarominie (od dupy strony) wjeżdżam tym razem. Omijam po prostu jazdę przez Jaromin. Od razu wbijam na teren wojskowej bazy: Trzebiatów:
- "Opuszczona Baza Wojskowa". Byłem tu w zeszłym roku! A dziś robiłem jedynie rekonesans. Na chwilę zajechałem i tyle. Zrobiłem kilka fotek. I trzeba jechać w nie łatwą i dłuższą drogę powrotną.. Postanowiłem wracać przez Bielikowo na Pruszcz a z niego kierować się na Gryfice i Smolęcin. Nie chciałem dzisiaj wracać drogą (DW109). Jakoś tego dziś nie czuję. Nie wiem czy pogoda. Czy co.. A w ogóle mogłem dłużej zostać na bazie. Mogłem dziś wziąć drona. Była piękna pogoda. Jeszcze nie ma drzew. A więc tutejszy teren nie zdołał zarosnąć. I byłoby więcej widać. A nie pomyślałem o dronie. A jedynie o mojej wiernej cyfrówce Sony DSC HX350. I w sumie dobrze, że ją wziąłem.. Bo.. Zrobiłem kilka fajnych ujęć wiosennych liści. Piękne są! Wszędzie w ogóle tak pięknie się robi. Coraz więcej kwiatów, krzewów i drzew kwitnie.. I teraz tak będzie, że z każdym dniem ta wiosna będzie coraz bardziej piękniejsza.. A właśnie - moje tradycyjne: trzeba wracać, trzeba wracać. Bo tyle do zrobienia! I w ogóle. Jeszcze nie dotarło do mnie, że skończyłem prace nad projektem Stanu Plików (skończyłem te prace dokładnie w dniu 14.04 - wtorek). Porobiłem backupy (dysku z serialami i głównego). Jeszcze nie odpaliłem kopii "przyrostowej". Mam skonfigurowanego RCLONE do tego działania aby odpalał się codziennie przez harmonogram i robił aktualizacje zmian. Jednak potrzebuję przygotować dysk pod zmiany. Dysk który ma mi do tego służyć ma kopie projektu Stan Plików za 2022 r. Jeszcze chcę zrobić pamiątkę tej struktury (to przejście na obecną strukturę 18+8 TB z 2022 r.). I dopiero zrobię kopię między dyskiem kopii i dyskiem kopii przyrostowej (aby nie robić znowu) dużego backupu po dysku 18 TB Seagate. I tak w tym roku sporo na nim odczytu robiłem. Po co go dalej zajeżdżać.. No tak.. Nie dociera do mnie, że mam ogarnięte. Jestem na bieżąco! I mogę się odprężyć. Z tym odprężeniem nie jest jednak tak łatwo. Bo sytuacja w szkole jest konfliktowa, nerwowa.. A to wszystko bardzo źle na mnie oddziałuje.. No dobra.. Nie przedłużając wracam.. Powrót pod Mirosławice jest ciężki.. Bo znowu po tym piachu. A dalej mam trochę pod wiatr ale jakoś daję radę! Tak mijam Żukowo i w końcu jestem w Bielikowie. Swego czasu często tu bywałem (głównie 2024 r.). Poznawałem tutejsze drogi i miejsca. A dziś? A dziś w sumie nie pamiętam jak dojechać do Pruszcza. Nie mówiąc już o drodze do Radunia. A nie tak dawno były to tak ważne dla mnie miejsca.. No dobra.. Jakoś drogę na Pruszcz znalazłem. Nie chciałem jechać na Raduń - choć jest bliżej ale mogło być ciężej po tym lesie, po tym piachu. No ale z drugiej strony na Pruszcz nie było lepiej. Piaszczysta droga, nie szło jechać. Musiałem prowadzić.. I teraz gdy już wyjechałem na drogę DW105 - był przede mną taki kawał drogi do Gryfic. A z Radunia byłoby już blisko.. Ostatecznie nie zdecydowałem się jechać do Gryfic. Wbrew logice odbiłem na polne drogi, przy lasach, którymi wyjechałem w Lubieszewie. Ciągnąłem tą farsę dalej i pojechałem prosto z Lubieszewa do Sokołowa. A z niego przejechałem lasę na drogę w stronę Łopianowa. Wybrane odcinki dróg.. Nie stanowiły dobrego pomysłu. To duże obciążenie dla mnie wspomnieniami z wcale tak dla mnie nie odległej przeszłości (jedynie 600 dni+). Przeszłości w której była ze mną Pana J. W przeszłości w której chciałem żyć. I widziałem życia sens. To z nią jeździłem czy chodziłem w tych stronach. Z nią przejeżdżałem drogi pod Gryficami przez Lubiechowo. To z nią regularnie byłem na drodze do Sokołowa z pieskiem na spacerze. I to z nią chodziłem po tym lesie, za Sokołowem który dziś mijałem pieszo. Chcąc zrobić sobie małe skróty bo i tak trasa się przedłużała.. Zrobiłem sobie chyba większą krzywdę.. Bo powracam do wspomnień.. Co prawda odległych ale wciąż mających na mnie wpływ: Gryfickie niepowodzenia. Proszę bardzo. Wpis z przed: 1038 dni. Tyle czasu minęło. A te wydarzenia wciąż mają na mnie wpływ. W ogóle się sobie nie dziwię, że te 600 dni, które mija od ostatniego spotkania z panną J. wciąż na mnie ma wpływ. Wydarzenia, od których minęło więcej czasu również mają na mnie duży wpływ.. No i cóż. Ostatnia prosta - jakieś 13 km. Od drogi w kierunku Smolęcina przez te dziury na Smolęcin i za Smolęcinem w stronę Kocierza.. Jednak ostatnie kilometry trasy nie mijały najgorzej. Obawiam się, że będzie gorzej ale tak nie było. W miarę minęły i wciąż były to dla odmiany chwile ze słońcem! Wbrew temu co pokazywały prognozy pogody. I cóż.. Nadszedł czas kończyć ten wpis, którego mogło nie być! Gdybym rano uległ odczuciom, że się słabo czuję. I może lepiej nie jechać.. Tylko, że gdybym zawsze tak postępował to mało co bym osiągał. Mało co bym widział, i mało co bym przeżył.. Skończę ten wpis takimi faktami statystycznymi. Były dziś dla mnie ważne - dokładnie 600 dni temu odeszła Panna J. Tzn. była nasza ostatnia wspólna podróż, która zapoczątkowała odejście, które z kolei przeciągnęło się na kolejne 95 dni.. To były dni nadziei, żalu i wielkiej tęsknoty.. Zresztą nadal za nią tęsknię.. Tych dni będzie przybywać. Zaś będzie ubywać dni do kolejnego ważnego wydarzenia z Aurelią (15 lat Aurelii) - a te ważne wydarzenie już za: 1239 dni. Jakoś widzę zbieżność w tych cyfrach tu 600 dni, tu 1239 dni. Jakoś tak o tym myślę. A i taka ciekawostka na koniec. Bo jak myślałem o kolejnym raporcie Aurelii podczas dzisiejszej trasy to w mojej głowie przewijał się wątek 18 lat Aurelii. Tyle, że coś za szybko prawda? W moim mniemaniu za te 1200+ dni miała by być ta 18-stka Aurelii. No ale kłóciło się ze mną to, że przecież nie dawno było 10 lat Aurelii. I nagle 18-stka Aurelii? Tak szybko.. Uff. Dobrze, że się myliłem. Nie jestem gotów na kolejne duże akcje, i raporty. W sumie domyślam się z czego to wszystko się bierze. A no z tego, że raport 10 lat Aurelii (10 lat Aurelii!). Zrobiłem po długiej obsuwie. Już nie powinienem pamiętać pracy nad nim.. Codzienność i nowe projekty powinny przyćmić tamte wspomnienia. No ale nie.. One wciąż są żywe.. Zobaczmy raz jeszcze tą pracę o 10 lat Aurelii: Aurelia 10 lat - raport/prezentacja. Nie przyzwyczaiłem się jeszcze do tego co się do tej pory zdołało wydarzyć. A przez minione 600 dni naprawdę wiele się wydarzyło.. (to czas przez który Panny J. nie ma ze mną). A w sumie nic dziwnego, że mam dziwne odczucia związane z pracą o 10 latach Aurelii (tą prezentacją) jako moje wspomnienia.. Skoro ja tą pracę dopiero na początku 2026 r. Uzupełniałem po prawie 500 dniach od tego wydarzenia (na chwilę uzupełnienia!). Nie minęło jeszcze tyle czasu aby te wspomnienie się jakoś utarło..
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)