Trasa z dnia dzisiejszego była długa, męcząca i rozciągającą się na wiele godzin historią, którą pisze trwająca od początku miesiąca susza, która daje się coraz bardziej we znaki, ciąg dalszy epidemiologicznych problemów związanych z urojoną walką przeciwko urojonemu wrogowi jakim jest Koronawirus, którym żyje nie tylko Polska ale świat w ostatnich tygodniach. A dla mnie, dzisiejszą historię pisze wielka skala niepojętego skurwysyństwa, którego nie da się opisać, nie da się zrozumieć ani tym bardziej nie da się zaakceptować. A mowa o leśnych zbrodniach.. Całe lasy wyrżnięte, zniszczone, zaorane.. A potem się dziwić, że susza, że pożary, że wirusy atakują i dziesiątkują ludzi.. Mnie to nie dziwi i wręcz przeciwnie o czym już nie raz przy takich tematach wspominałem - będzie tylko gorzej. W końcu ludzka chciwość przekracza wszelkie granice. Trudno być świadomym skali zjawiska nie oglądając jej codziennie. A tak jest, że nie codziennie jeżdżę lasami ciągnącymi się za Lotniskiem Makowicach, przez Czarne, po oba brzegi rzeki Regi, która rozdziela choćby miejscowość Resko, czy Lisowo. Tylko w tych miejscach można przedostać się na drugi brzeg i poznawać inne strony tutejszej przyrody i jej walorów, które - znów o tym mówię, nie odwiedzam tak często. Na myśl przychodzi mi wyraźny przykład trasy z zeszłego roku: Stracony cel: Wyszogóra - Taczały. Dzisiaj nie odwiedzałem Taczał, bo byłem po drugiej stronie rzeki.. Ale nie było dobrze.. Całe lasy, wycięte.. A na domiar złego tak się w tych ścieżkach leśnych zakręciłem, pokręciłem, że drogi do Reska nie znalazłem :O Wyjechałem do miejsca bez przejazdu, bez wyjazdu, gdzie moją przeszkodą był strumyk.. Za nim szła jakaś droga, i to prawdopodobnie była właśnie droga do Reska, na której chciałem się znaleźć ale się nie udało.. No cóż.. ;) Trasa z dzisiejszego dnia jest taka mocno pokręcona, rozpoczęła się od wyjazdu (wciąż nielegalnego) do Makowic. Na ogródek gdzie trzeba było ogródek skopać.. Chociaż część bo na raz to za dużo i za ciężko.. Potem byłem u wujka na wsi.. I dopiero po godzinie 16 ruszyłem we właściwą część trasy, gdzie spotkały mnie zbrodnie przeciw naturze, gdzie walczyłem z silnym wiatrem i brakiem zasobów wody na trasę. Nie przygotowałem się do dzisiejszego wyjazdu, to tylko podnosiło frustrację jaką powodowało to co widziałem na trasie, to w jaki bezprecedensowy sposób można niszczyć naturę i wszystko co z nią związane.. Jak można niszczyć, jak można srać na nasze wspólne DZIEDZICTWO! Przecież zysk materialny jest ważniejszy.. To co się stało w lasach wzdłuż lotniska w Makowicach przez wieś Czarne po miasto Resko to pikuś. To co się stało na trasie od Potulinca do Płot, przeszło wszelkie granice. Jak ktoś był wtedy w lesie to mógł się nieźle wystraszyć jak z wiatrem leciały groźby, wyzwiska i niekończące się litanie wszelkich odmian we wszelkich czasach słowa: KURWA, i słowa: ZABIJE.!
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2020 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 592
Trasa nr [łączna]: 674
Trasa nr [na blogu]: 588
W tym tygodniu: 2
W tym miesiacu: 10
W tym roku: 68
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 665 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 579 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 9 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 4670.27 km
Stan Licznika Końcowy: 4718.36 km
Stan Licznika Końcowy2*: 4713.51 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 864 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 913 km
Maksymalna prędkość: 42.4 km/h
Przejechałem: 48.09 km
Przejechałem [msc]: 404.44 km
Przebieg roweru [rok]: 2294.3 km
Przebieg roweru [suma]: 24860.03 km
Przejechalem w 2020: 2294.3 km
Podroż dookoła świata (2020) 5.7358 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 62.1501 [%] km
Czas jazdy: 03:52:02 h
Czas Jazdy Suma (ever): 1570:32:18 h
Czas Jazdy Suma (blog): 1347:06:10 h
Czas Jazdy Suma (2020): 148:42:50 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 26:31:27 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:39:09 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:11:13 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:16:32 h
Średnia: 12.44 km/h
Dzisiejsze wojaże prędko w popołudniowych godzinach zacząłem, wybierając się do Makowic, najpierw na ogródek, potem pobawić się ze zwierzątkami u wujka na wsi, gdzie dłuższą chwilę zabawiłem. Coraz bardziej wyraźna wiosna, i coraz mniejsza granica dzieląca mnie od ważnego punktu w życiu jakim jest 25 000 km wspólnych wojaży z Aurelią. Dzisiejsza trasa a nawet sam dzień do najluźniejszych nie należą. Dłużący się, męczący a te zawirowania pogodowe, też dłużne nie pozostają. Niby to już 17 dni w ogóle deszcz nie pada, poprzednie ulewy albo były za mocne, albo za słabe. Susza jest mocno potęgowana, poranne przymrozki niczemu dobremu nie służą.. Tylko na długo obniżają temperaturę.. Po południu jest niby lepiej, ale wciąż pozostaje jeszcze jeden nie pokonany przeciwnik. Silny wiatr, który często się pojawia i jest dość męczący i irytujący.. Dzisiaj zebrało się tych kilka czynników, na tej pięknej trasie, która mogła przypominać inną piękną trasę, z jeszcze moich studenckich lat, pełnej takiej niewinności ;) Otóż tą trasą mogła być: Niewinna trasa. Tylko poniekąd pojechałem zgodnie z nią :) A mogłem sobie darować.. I się mniej wkurwiać. No dobra po kolei... Susza trwa w najlepsze, pogoda sobie leci w chuja, kilka z początku miesiąca było wyjątkowo ciepłe, mało wiatru. W ogóle luz, spoko wszystko fajnie. Teraz jest trochę gorzej. Poranne przymrozki dają się we znaki.. Na wieczór robi się chłodniej. A ja jeszcze dzisiaj nie byłem przygotowany na dłuższą wyprawę. Nie miałem wody na trasie - nic. A na domiar złego pogubiłem drogę w leśnych, zwodniczych ścieżkach, gdzie jechałem na pałę, drogi na Resko przez las w Makowicach nie pamiętam. Dawno tak nie jechałem, mam prawo nie pamiętać. Mijałem więc tony suchego piachu, który nie pozwalał mi normalnie jeździć, miejscami było źle - trzeba było prowadzić na rower. Na końcu problemem był strumyk w lesie ;) Może bez Aurelii bym go pokonał ale z Aurelią jest gorzej, nie przeskoczę, nie przejadę przez niego, tam będzie przecież całkiem grząsko. Musiałbym czekać aż ten strumyk wyschnie.. Zawiedziony musiałem się wrócić, znalazłem inną drogę, którą wyjechałem w Policko wsi pod Reskiem, skąd pognałem już przez miasto do Łosośnicy. Z Łosośnicy do Potulinca wiodła piękna droga, harmonię wsi, i tutejszych widoków zakłóciła tylko powstała finalnie kilka miesięcy temu droga S6, jej wiadukty, i inne ustrojstwa.. A tak była bezwzględna natura i ja. Pięknie, aczkolwiek chłodno, dzień ku końcowi dobiegał, wiało coraz mocniej.. A ja jakoś dając radę jechałem dalej.. Sielanka ostatecznie skończyła się w Potulincu, skąd jechałem do Płot przez boczną dróżkę, niegdyś były tu lasy, piękna droga.. Dzisiaj jest miejsce zbrodni. Skurwysyny jebane tłumaczą to tak, że drzewa przy drogach są bee i zabijają biednych kierowców :( Tu też jest droga, kurwa autostrada.. i to pewnie usprawiedliwia wyrżnięcie tutaj najdroższego drewna.. Wysokie drzewa, które są sporo warte. Te same skurwysyństwo spotkało drzewostan wzdłuż DW109. I żaden śmieć, żaden polityk nie wmówi mi, że to dla wydumanego bezpieczeństwa. Bo jak dla mnie to mogą codziennie pajace nie potrafiące jeździć rozbijać się na drzewach i na nich ginąć. Drzewa nie są temu winne.. I nic nie usprawiedliwi takiego zniszczenia lasów w tych stronach.. I tej katorgi jaką miałem tuż za Potulincem jak do samych Płot i dalej.. Bo nim się skończyła piaszczysta droga trochę minęło.. Nie miałem możliwości jechać w ogóle.. Porobiłem trochę zdjęć, bo las tutaj, żyjące drzewa można traktować ino jako wspomnienie.. Wszystko jest zarżnięte, zniszczone.. A ja na koniec dnia zmęczony, zażenowany. Pewnym wynagrodzeniem trudów trasy był podążający za mną zachód słońca <3 A to jedyny pozytyw tej całej historii.. Teraz pozostaje mi odpocząć, w niedzielę (19.04) planuję super trasę, na moje 25 000 km z Aurelią! Ciekawe czy mi się uda.. Liczę na więcej oznak wiosny, bowiem wybieram się w planach w piękne tereny powiatu Łobezkiego.. <3
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)