Dzisiejsza trasa jest bezpośrednią kontynuacją wczorajszego nie łatwego wyjazdu: Trasa Makowice-Słudwia z 13.12. Nie łatwego w sensie okoliczności. Święta. A więc nieustające kłótnie w domu. A to wszystko ma na mnie bardzo zły wpływ. I tak jest co roku. Do tego rosnące uczucie samotności.. Chociaż muszę przyznać, że wczorajsze po południe - ten czas po rowerze spędziłem miło. Fajnie by było mieć kogoś na stałe. Mieć swoją rodzinę. Wtedy się inaczej myśli. I inaczej funkcjonuje. Ludzie trwający w takich związkach nie są wstanie zrozumieć ani mnie. Ani moją podstawę. Bo mają na co dzień coś tak pięknego i wyjątkowego. To nie są wstanie zrozumieć jak to jest czuć się samotnie. Czuć się odrzuconym. Po prostu. Czuć się w życiu źle. Pewną miarą, którą fałszywie uznaje się za obiektywną - uznaje się, że nie mam przecież źle. Bo co? Bo inni mają gorzej? Bo jakieś inne wymysły. To nie jest żadne usprawiedliwienie w tym czy ktoś inny ma gorzej czy lepiej. Nie żyję życiem ani perspektywą tej innej osoby. Żyję w perspektywie swojego JA. I choć jest to egoistyczne to tak naprawdę każdy jest egoistą. A w sumie najgorsze jest to, że w pewnych momentach mogę poczuć jak to jest.. Mieć bliskich.. Mieć coś co zawsze chciałem mieć a nigdy nie było mi to dane. I po takim doświadczeniu wrócić do swojej nieakceptowalnej codzienności.. No cóż. A już pisząc konkretnie o dzisiejszym dniu i dzisiejszej trasie robię coś, co nie zdarza mi się często. W wyniku błędu "dorosłych" - ich kłótni i życiowych wyborów - nie moich - ich. Nie bywam tak często na Makowicach u rodziny. Raczej widzę w tym coś złego. Narracja budowana w domu. Przez matkę. Jej błędy i nie dogadywanie się z rodzeństwem. A także te zjebane czasy - powodujące coraz większą izolację i samotność. Paradoksalnie jednak - podejście którego nie popieram - a więc zjawiam się gdy czegoś potrzebuje - staje się idealnym pretekstem by znów przyjeżdżać do rodziny. By chociaż na chwilę i w pewnym sensie mogło być jak dawniej. Choć nic nigdy nie będzie jak dawniej. Bo nigdy nie będziemy w komplecie :( Za dużo się wydarzyło w ostatnich latach. I zbyt dużo osób odeszło z tego świata. No nie mniej kontynuuje moją batalię z autem. I mam już wiarygodną diagnozę. Nie rozrząd, nie rzekomo źle założona osłona. Nic z tych rzeczy! Pompa klimatyzacji. A dokładnie jej łożysko padło. Miało prawo. Auto przekroczyło już 140.000 km przebiegu. A ci kurwa pseudo mechanicy się nie połapali. I rzekomo poprawiali ustawienia rozrządu - raz w ramach gwarancji u tych chujów PremioAUTO Gryfice. I raz w Żabowie - gdzie byłem w piątek (12.12). Wzięli tylko kasę. I nic nie naprawili. Problem pozostał. Przynajmniej jest zdiagnozowany. Teraz będę musiał podjąć decyzję czy wymieniać same łożysko czy całą pompę. I samochód będzie dalej sobie śmigał. No ale jak już wolę to zrobić jeszcze teraz. Żeby nie wchodzić z kosztami albo długami w nadchodzący 2026 r. Niech to co złe, pozostanie w tym 2025 r. I z czasem będzie coraz bardziej zapomniane. No i nie będę ukrywał. Było jednak fajnie wrócić w stare relacje.. Mimo, że nasze drogi w pewnych momentach życia się rozeszły - nasze w sensie z moją rodziną z Makowic. To fajnie było wrócić w tą relację. A może to działanie tego cholernego świątecznego czasu, którego w sumie tak nie lubię? Nie chcę mówić: nie na widzę. A więc ograniczam się jedynie do: nie lubię. A może to nie jest moja perspektywa. Mój pogląd. Może zostało mi to narzucone w domu - głównie przez matkę.. I przez to wcale do końca się dobrze nie czuję z tym jak mijało mi dotąd życie.. :(
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2025 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1719
Trasa nr [łączna]: 1796
Trasa nr [na blogu]: 1710
W tym tygodniu: 4
W tym miesiacu: 8
W tym roku: 184
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1782 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1696 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 14 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 29658.6 km
Stan Licznika Końcowy: 29678.07 km
Stan Licznika Końcowy2*: 29484.49 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 8115 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 8135 km
Maksymalna prędkość: 35 km/h
Przejechałem: 19.47 km
Przejechałem [msc]: 175.67 km
Przebieg roweru [rok]: 4992.69 km
Przebieg roweru [suma]: 66426.15 km
Przejechalem w 2025: 4992.69 km
Podroż dookoła świata (2025) 12.4817 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 166.0654 [%] km
Czas jazdy: 01:11:54 h
Czas Jazdy Suma (ever): 4234:20:23 h
Czas Jazdy Suma (blog): 4010:54:15 h
Czas Jazdy Suma (2025): 318:51:57 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 11:31:17 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:26:25 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:43:59 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:20:00 h
Średnia: 16.45 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego wylewa wiele emocjonalnych problemów. Widać to po powyższym akapicie. A może potrzebowałem napisać te słowa. Co myślę. I co czuję. Wracając jednak faktycznie do trasy - to była zaplanowana jeszcze wczoraj. Jeszcze miałem w planie, że przyjadę tu dziś z dronem. I zrobię ujęcia z drona tych wycinek lasu przy lotnisku, przy wsi Makowice. Jak wczoraj jechałem to było słychać te barbarzyńskie działania. Powalające drzewa. Koncentrują się one na drodze omijającej samą wieś Makowice. Taki leśny odcinek przy lotnisku. Nie często nim jeżdżę. Choć czasem się zdarza. I tak się zdarzyło dziś. Nie była to jednak miła przejażdżka i w wielu momentach trudna. Rozjebali tą drogę skurwysyny. Wszędzie błoto. Syf. Chciałem jednak przyjechać i przyjechałem. Przy tej okazji kuzyn P., który diagnozował mi dziś auto - chciał się pobawić dronem. Spodobała mu się ta zabawka ;) To dobra. Podjechałem na wioskę. I z pozycji wioski wystartowałem tym dronem. No najpierw się kuzyn P. pobawił. A potem wsadziłem naładowaną baterię. I w drogę. Spodziewałem się szerszych zniszczeń i bardziej przekoszonego leśnego terenu przy wiosce Makowice. Na szczęście tak nie było. A skurwysyńskie akcje koncentrowały się w bliskim zasięgu wjazdu na lotnisko od strony wierzy kontroli lotów. Widać wyraźnie jak wyrżnięto duży plac. Na tę chwilę jednak nie wiadomo czy destrukcja będzie postępować czy na jakiś czas się uspokoi. Krótkie loty. I w drogę. Dzisiejszego dnia w przeciwieństwie do wczorajszego było przyjemniej. Wyszło słońce to od razu przyjemniej! Nadal tylko +5℃ jednak nie jest tak źle. Choć mocniej wieje. To i tak jest fajnie jak jest słońce. W pierwotnej wersji miałem wracać maksymalnie przez kolonię wsi Czarne (najlepiej od strony wsi Czarne) - bo stąd - tym odcinkiem naprawdę dawno nie jechałem.. Tylko, że jak już dojechałem do wsi Czarne.. To tak sobie pomyślałem, że kurde. Mam okazję pojechać przez Słudwia. Nabić kilometry. Mam czas. Jest ładna pogoda. A kiedy będę miał znowu taką okazję? W sumie nie wiadomo. Jutro pewnie nie... Bo jutro idę do dentysty na co półroczną wizytę kontrolną. I to idę o godz. 15. Nim wrócę to pewnie minie 16. Więc będę i tak wykończony fizycznie, psychicznie.. :( I nie będzie mi się chciało jechać. No w sumie jechać po nocy... Więc dzisiaj mając okazję skorzystałem! Pojechałem dłuższą trasą. Zrobiłem dzięki temu kolejny raz w tym roku - cykliczną trasę: Makowice_Słudwia. A na jej finał pojechałem na myjnię przy stacji Moya. Po ostatnich jazdach po lasach mam dość mocno uwaloną Aurelię. Czas ją trochę umyć - w ramach świątecznych porządków! I kończąc dzisiejszy wpis - zakomunikuję jedynie pewny fakt. Prawdopodobnie wykończyłem kolejną parę pedałów w rowerze. O tych pedałach a dokładnie o prawym wspominał MM na trasie: Trasa Dąbie - Iglice. Na trasie z przed tygodnia dosłownie. Przyczepił się, że już wyjeżdżonych pedałów, że jest luz. A wtedy mówiłem, że co z tego, że jest luz! Ważne, że nie piszczy. I proszę. Dziś zaczęło hałasować.. A więc dokonał się żywot. Jeśli się to potwierdzi i tak faktycznie będzie - to postaram się w tym roku kupić i wymienić te pedały. Nie ma co przekładać sobie obowiązku na początek przyszłego roku. A w sumie tą parę pedałów i tak mam długo. Więc i tak jestem zadowolony z ich trwałości..
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)