09.12.2018
Jazda nr: 330

Tagi: zs |

Dzisiejsza trasa, jest ostatnią moją trasą z cyklu Szczecińskiego Miejskiego Wojażu. Przynajmniej ostatnią w tym roku kalendarzowym (2018 r.). Zabrałem dzisiaj rower ze sobą do domu, w przyszłym tygodniu już będę jeździł w swoich stronach. Roweru w Szczecinie już nie będę mógł mieć. Rower tutaj budzi zbyt wiele kontrowersji i są problemy z jego trzymaniem przez faszystowskie, pozbawione mózgu i rozumu organy zarządzające tym syfem zwanym ZUTem. Zaraz się rozprzestrzenia po wszystkim co jest związane i tyczy się ZUT. W tym właśnie z akademikami. Chodź ten problem pewnie nie dotyczy tylko akademików ZUT ale także innych. Nie wiem czemu tak jest, nie mogę tego zrozumieć i zaakceptować, ale nie pozwala się na trzymanie rowerów w pokojach studenckich. W takim razie gdzie one do cholery mają być trzymane. W chłodnym, zimnym miejscu - gdzie jest albo do czego spiąć rower albo nie i nazwą to: "rowerownia", gdzie na domiar złego jest ograniczona ilość miejsc na te rowery?! Poruszałem już ten problem, tych pseudo rowerowni, którym w ogóle nie ufam. I nie zamierzam ufać. Ja jestem jednak w tej komfortowej sytuacji, że ja już studia kończę i mogę mieć na to wyjebane. Przez 4.5 roku studiów obyłem się jakoś bez roweru w Szczecinie, na studiach. Jeszcze ten 1-2 msc jaki mam do końca studiowania jakoś też dam radę. W końcu po skończeniu studiów nie będzie mi się raczej opłacało zostać w akademiku. Nie wiem jeszcze jak to cenowo wyjdzie. Ale pewnie nie za tanio. No i ze względu na rowerowy problem. To ja nie wiem jak to będzie. Także na razie się tym nie przejmuję. Dzisiaj się przejechałem jeszcze, nie żałuję niczego. Chodź dzisiejsza jazda, i dzisiejszy wybór sposobu na przeżycie dnia został wymuszony przez sytuację w akademiku z tygodnia (środa 05.12): Szczeciński miejski wojaż - Wyspa Grocka. Ta sytuacja wymusiła na mnie to abym w ogóle nie szedł na kurs, na który jestem zapisany, albo sobie z niego szybciej poszedł. W końcu muszę zabrać rower. Jeszcze w środę (05.12) czy w czwartek (06.12) myślałem nad rozwiązaniem aby po prostu wrócić rowerem do domu, albo wrócić do miejsca gdzie dam radę. Jednak zmiana pogody niezbyt mi to umożliwiła. Na weekend zrobiła się nieco gorsza, bardziej deszczowa. Oczywiście tragedii nie było, bowiem nim wyjeżdżałem na ten tydzień do Szczecina to w prognozach pogody cały czas pokazywali, że będzie codziennie padało, że będzie źle. Jakoś jednak tak nie było. Trochę przelotnie padało, ale głównie wieczorami i nad ranem. Nie utrudniło ani nie umożliwiło to rowerowych wojaży, których w tym tygodniu zrobiłem aż 4. To więcej niż się spodziewałem! Ich łączny dystans zbliżył się do sumy 130 km (nie wiele zabrakło). Dążę do tego, że dzisiaj byłem na kursie, ale byłem na chwilę. Po nie całych 2h się zabrałem. Poszedłem. Pojeździłem jeszcze po Szczecinie dzisiaj i wróciłem już autem z rowerem do domu. Na kolejny dłuższy weekend - aż cały tydzień - na który to mam zaplanowane inne sprawy do zrealizowania. W tym pisanie pracy MGR (teoria). Niestety muszę się tym zająć. Trochę mi szkoda, że dzisiaj na kursie dłużej nie zostałem. Za 2 tyg tym bardziej nie będzie mi pasowało zostawać. Mam dużo spraw do załatwienia, nie wyrabiam się. I nie mam na to czasu po prostu : Trochę mnie to męczy. Ale pewnie na dniach mi to przejdzie. Także - dzisiaj odbyła się kolejna, i kolejna udana trasa po Szczecinie. W ogóle trochę w tym roku (2018 r.) pozwiedzałem Szczecin i znacznie lepiej go znam, znacznie lepiej kojarzę. A to nie koniec moich rowerowych wojaży po mieście i jego okolicach! W końcu w przyszłym roku też są dni, też jest czas, który z pewnością wykorzystam na treningi. Dzisiejsza trasa niesie za sobą coś jeszcze: DOKONAŁO SIĘ - przekroczyłem w rocznym dystansie barierę 6 000 km!.
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
* Poprawka licznika z powodu bugów 2018 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
  • ID wpisu: 332

  • Trasa nr [łączna]: 416
  • Trasa nr [na blogu]: 330
  • W tym tygodniu: 4
  • W tym miesiacu: 5
  • W tym roku: 145

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 411 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 325 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 5 dni
  • Stan Licznika Poczatkowy: 9546.53 km
  • Stan Licznika Końcowy: 9578.38 km
  • Stan Licznika Końcowy2*: 9487.35 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 9304 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 9336 km

  • Maksymalna prędkość: 38 km/h

  • Przejechałem: 31.85 km
  • Przejechałem [msc]: 156.62 km
  • Przebieg roweru [rok]: 6025.25 km
  • Przebieg roweru [suma]: 16896.06 km

  • Przejechalem w 2018: 6025.25 km
  • Podroż dookoła świata (2018) 15.0631 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 42.2402 [%] km

  • Czas jazdy: 02:07:16 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 1064:42:16 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 841:16:08 h
  • Czas Jazdy Suma (2018): 374:11:47 h
  • Czas Jazdy Suma (w tym msc): 10:45:17 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 02:09:03 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 02:34:50 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:32:02 h

  • Średnia: 15.05 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego do pewnego stopnia miała podobny przebieg do jednych z moich pierwszych tras po Szczecinie na początku semestru na studiach: Szczeciński miejski wojaż (04.10.2018). Czyli odwiedzenie Osowa. W dniu 04.10 jechałem na Osów przez Głębokie - pod górkę :c Dzisiaj postanowiłem zjechać z tej górki. Wybór trasy też nie jest bez przyczyny taki a nie inny. Otóż zależało mi na poprawieniu śladu GPS drogi z Osowa na Głębokie ;) W dniu 04.10 błędny odczyt GPS wskazuje jakobym jechał Lasem Arkońskim a to nie prawda. Jechałem drogą.. Dzisiejszy ślad trasy jest już poprawny i to najważniejsze. A może ważniejsze jest to, że trasa się udała. Udała się też pod względem pogody. Z rana jeszcze padało. Przed godziną 11 gdy wybierałem się w trasę nie padało. Gdy kończyłem trasę (ok. godziny 13) zaczęło przelotnie kropić. Gdy już całkowicie zjechałem z trasy (przed 1330), i wracałem już do domu samochodem - rozpadało się na nowo. Miałem po prostu szczęście :) Wybrałem moment, na przejażdżkę gdy nie pada. Ten moment pozwolił mi zrobić ponad 30 km trasę :) W fajnej pogodzie. Wybierałem się jak wspominam na Osów. Wybrałem się na niego przez Plac Kościuszki, wzdłuż Al Piastów, wzdłuż Placu Szarych Szeregów. Wzdłuż ul. Wielkopolskiej, z której odbiłem dopiero na ul. Unisławy a z niej na krótką ul. Wincentego Witosa i wyjechałem na Rayskiego wzdłuż al. Wyzwolenia. Dotąd jechałem bardzo szybko, liczył się dla mnie czas, każda sekunda. I co najważniejsze, rower zachowywał się dzisiaj o wiele lepiej niż w piątkową trasę (Szczeciński miejski wojaż (07.12.2018)). Mimo podobnej pogody, deszczowa aura, mokre drogi. Z tą różnicą, że spada wilgotność powietrza. Drogi, chodniki w trakcie mojego wojażu powoli wysychały. Ostatecznie wyschnąć jednak nie zdołały gdy deszcze na nowo zmoczyły te wszystkie trasy.. Nie mniej - na dojeździe do Kołłątaja i dalej pod same skrzyżowanie z ul. Fryderyka Chopina - utrzymywałem wysoką prędkość jazdy. Dobrze mi się jechało, z wiatrem, prosty teren. Na Fryderyka Chopina w stronę Osowa, moje średnie, moje prędkości zmalały. Zaczął się górzysty teren. O wiele cięższa próba. Lecz nie ma takiej próby, której bym nie podołał. Chodź ciężko, chodź męcząco dałem radę! Dojechałem do Osowa, gdzie czekała mnie nagroda z przejazdem w dół ul. Miodowej do pseudo ronda na Głębokim. Te rondo jest tak zajebiście duże, że mnie ciężko rowerem się na nim kręcić i jadę środkiem bo mam na nie wyjebane. A tych co je budują - począwszy od zleceniodawców, skończywszy na wykonawcach mam za skończonych debili. Jeśli chodzi o sam zjazd z górki - jechałem maksymalnie nie całe 40 km/h chodź z powodzeniem da się więcej. Ale dzisiaj nie zaryzykowałbym tego. Jednak miejscami trochę mi ściąga ten rower, nie czuję się pewnie, hamulec tylny nie daje rady. Cały czas na hamulcu zjeżdżałem :| Masakra. Ale i tak nie żałuję :) Raz pod górkę, raz z górki no trudno. Może w lepszej porze roku, w lepszej aurze pogodowej da radę zjechać z tej górki nieco szybciej ;) I znów, znów w tym tygodniu znalazłem się na al. Wojska Polskiego. Tym razem z Al. Wojska Polskiego wybrałem się na Krzekowo. Z Krzekowa wzdłuż ul. Żołnierskiej - gdzie męczyłem się z przejazdem po kamiennej drodze. Masakra jakaś. Te kamienie są tak krzywe, zdradziecko śliskie [no takie zdradzieckie mordy opozycji np. ;p], załamane pod sobą, nie równe.. Tak się po tym źle jedzie.. W każdej chwili miałem wrażenie, że zaraz na tym wyrżnę :| Eh i teraz nie wiem czy ze mną jest coś nie tak, z rowerem, czy o co chodzi. Nie przypominam sobie bym na moich poprzednich wojażach miał takie odczucia. A mijałem przecież różne drogi. Moja męka z ul. Żołnierską dobiegła końca. Jechałem teraz przez część Pogodna, ul. Zachód do skrzyżowania z ul. generała Ignacego Witkiewicza, z której wróciłem na tą pożal się boże ścieżkę rowerową wzdłuż ul. Stanisława Taczaka. Z Ulicy Taczaka przez Derdowskiego pojechałem na ostatni element dzisiejszej wycieczki na Gumieńce. W między czasie trasy towarzyszyły mi zmieniające się warunki aury pogodowej - raz zaświeciło słońce, raz było pochmurnie, raz padał z lekka deszczyk. I tak sobie trochę pojeździłem po Gumieńcach między innymi byłem na ul. Okuleckiego, Łódzkiej, św. Kingi. Odwiedziłem różne takie zadupia Gumieniec, boczne ścieżki, osiedla domków. I odwiedziłem ładniejsze strony tego zadupia - ul. Kwiatową, gdzie jest pętla tramwajowa (linii nr 8/10). Tutaj faktycznie, zadbane strony, mające swój urok :) Wkrótce trzeba było wracać, także jeszcze trochę pokręciłem się po Gumieńcach, i wróciłem ulicą Ku Słońcu w swoje strony - mijała dopiero godzina 13. A ja jeszcze ok. 20 min (może trochę krócej) kręciłem się po stronach bliskich mojego akademika (po ul. Bohaterów Warszawy, Sikorskiego). Jeździłem koło Turzyna, po ul. Kazimierza Pułaskiego i Józefa Bema. I tak zabijałem czas, gdy wreszcie, nareszcie trasa dobiegła końca - gdy moja taksówka już podjechała. Trasa skończyła się ok. godziny 1320. Wracałem jeszcze do akademika, po torbę, przebrać się. Ale co najważniejsze, wracałem już bez roweru. Nie ma roweru, to nie ma dowodów na mnie. A skoro nikt mi nic nie powiedział ani w czwartek (06.12) ani w piątek (07.12) - to teraz tym bardziej już nie mogą. Teraz to niech się, że tak powiem: odpierdolą i ode mnie i mojej Aureli.

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa09grudnia2018zdj1.jpgtrasa09grudnia2018zdj2.jpgtrasa09grudnia2018zdj3.jpgtrasa09grudnia2018zdj4.jpgtrasa09grudnia2018zdj5.jpgtrasa09grudnia2018zdj6.jpg


Mapa przebiegu trasy :)