Dzisiejsza trasa jest moim powrotem w piękne rejony Połczyna. W te konkretne rejony pod Połczynem pierwszy raz zawitałem z początkiem czerwca bieżącego roku: Połczyńskimi Górami. I największa różnica to właśnie temp. Jest znacznie chłodniej - nadal nie jest tak źle jakby mogło być jesienią. Nie mniej chłód, mocniejszy wiatr daje się we znaki. Najważniejsze jednak, że nie jadę samemu. Co ciekawe na planowany w czerwcu wyjazd miałem właśnie dwóch chętnych.. Właśnie kolega GŻ chciał abym go zabrał ze sobą oraz kolega MM. W konsekwencji pojechał tylko GŻ. No ja tu jednak co tydzień nie zamierzam jeździć. A już na pewno nie w zimne miesiące. Więc szansa dla MM minęła. Z okazji skorzystał GŻ. :-) No i super. Zaliczona naprawdę fajna trasa, w magicznych jesiennych barwach. Nie mniej nie jest to łatwy wyjazd. Zresztą większość moich wyjazdów na Połczyn nie jest łatwa. A tak się złożyło, że już od zeszłego roku (2024 r.) często jeżdżę na Połczyn. Tutaj znajduję ukojenie dla smutnych chwil..: Połczyńskie urbeksy & zwiady. Lepiej poznając tutejszą okolicę - można było zaplanować i w konsekwencji zrealizować taki fajny wyjazd jak dzisiejszy. Nie jest to jednak łatwa trasa. Piękna - owszem - ale jak piękna tak i wymagająca. W wspomnieniach, na zdjęciach czy przeglądając po czasie wpis.. Nie widać tego. Nie czuć tych emocji jakie wiążą się z chwilą gdy się jedzie.. Nie mniej ten ślad gdzieś w sercu pozostaje.. Skryty i nieuchwytny w codziennych trudach. Od 3.06 po dzisiejszą trasę - przecież nie raz nie dwa jeździłem pod różne wzniesienia. Jechałem gorszymi i lepszymi drogami. Nie raz walczyłem z wietrzną pogodą czy chłodniejszymi dniami. A tych w mijającym 2025 r. nie brakowało.. I z czasem się nie pamięta o tych trudach. Aż następuje znowu taka trasa jak dzisiejsza i wszystko powraca. Na koniec jest satysfakcja, że się udało. Przemija zmęczenie, emocje już nie te same.. I można na nowo planować kolejne wyjazdy! :-) A to właśnie najlepsze te plany.. Mam więcej planów na trasy niż jestem wstanie spamiętać. I koniec końców nie wiele z tych planów realizuję. Urzeczywistnia to właśnie życie. Nic innego nie urzeczywistnia planów jak nieznane koleje życia. Nie mniej jeden z takich planów - jak październik na Połczyńskiej nie łatwej trasie w końcu udało się urzeczywistnić! To już taka ostatnia szansa na to. Wbrew zapowiedziom z fałszywej telewizorni pogoda nie była taka zła. Nie spodziewałem się dzisiaj za wiele. Raczej tego, że będzie wiało, i będzie szaro. A wiało. Tyle, że momentów na otwartej przestrzeni mieliśmy mało. Było stosunkowo chłodno no ale bez przesady. Temp. trzymała się gdzieś w okolicach tych +10℃. Może nawet ciut więcej gdzieś do +12℃ dochodziło w najcieplejszych momentach dnia. Często przebijało się słońce.. Nie liczyłem na nie, ale fajnie, że było. Pozwoliło zrobić piękniejsze ujęcia na tle zżółkłych liści.. Piękne widoki.. Nie mniej trudno pozbyć się uczucia nostalgii.. I smutku. Pewnie związane jest to z okolicą 1.11. Pewnie się powtarzam.. Ale z roku na rok jest coraz smutniej, gdy coraz więcej z tych bliskich, z tej rodziny brakuje..
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2025 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1689
Trasa nr [łączna]: 1766
Trasa nr [na blogu]: 1680
W tym tygodniu: 5
W tym miesiacu: 16
W tym roku: 154
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1752 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1666 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 14 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 28961.6 km
Stan Licznika Końcowy: 29001.91 km
Stan Licznika Końcowy2*: 28808.33 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 7419 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 7459 km
Maksymalna prędkość: 34.8 km/h
Przejechałem: 40.31 km
Przejechałem [msc]: 416.03 km
Przebieg roweru [rok]: 4316.44 km
Przebieg roweru [suma]: 65749.9 km
Przejechalem w 2025: 4316.44 km
Podroż dookoła świata (2025) 10.7911 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 164.3748 [%] km
Czas jazdy: 02:42:12 h
Czas Jazdy Suma (ever): 4190:10:08 h
Czas Jazdy Suma (blog): 3966:44:00 h
Czas Jazdy Suma (2025): 274:41:42 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 28:16:06 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:46:00 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:47:01 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:20:55 h
Średnia: 14.93 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego stanowiła nie łatwe wyzwanie. Jednak trochę pogoda pomagała. I dziś zdecydowałem się na łatwiejszy wariant tej i tak nie łatwej trasy. Obstawiałem, że trasa sama w sobie będzie miała ok. 42-44 km. A wyszło nie całe 39 km. Dokładnie 38,8 km od leśnego parkingu na którym stałem - już jakiś kawałek za Połczynem i wsią Połczyńska. W sumie stanąłem tutaj aby było łatwiej i szybciej w drodze powrotnej. Początek nie łatwy - wzdłuż drogi DW163. Gdzie odbijaliśmy na Gowarkowo. Myślę, że sam początek najtrudniejszy. Tak często jest. Szczególnie w okresie jesienno-zimowym. Trudno się zmotywować. Ruszyć. A potem jakoś to jest. Z doświadczenia wiem, że najtrudniejsze jest te pierwsze 30-40 min, nim organizm przyzwyczai się do chłodu. Nim nie będzie już zimno. A zacznie być komfortowo. Dlatego latem jest fajnie - bo ten komfort mamy niemalże od razu. A zimą trzeba na niego poczekać. Początek trasy lekko pod górkę. Z Gowarkowa jeszcze droga byle jaka - bo po takim bruku i pod górkę. Na stabilizację trzeba chwilę poczekać. No ale gdy już jest ta stabilizacja.. To mamy ładne rejony. Pełne drzew przy drodze. Wiele pastwisk. Pięknie tam. Można się zakochać w tych rejonach. Zdaje się, że nie tylko mnie się podobało. Koledze GŻ również! A co najważniejsze.. Właśnie.. Dziś miało padać. Być brzydko! I nie można wychodzić z domu! No tak w sumie było.. Tak po prawdzie. No ale pogoda nie wiązała się ze zmarnowanym całym dniem! Pogorszenie warunków miało miejsce w godzinach wieczornych. Dla nas oznaczało to już drogę powrotną na Szczecin - gdy początkowo przelotnie padało. A potem się na całego rozpadało. Wiatr ustał. Było cieplej pomimo temp. na poziomie +8℃. Ale za to intensywnie padało. No ale to dopiero wieczorem! Trasę dało radę zrobić przy pięknych okolicznościach przyrody. Dodam tylko: piękną ale wymagającą trasę. Której pierwsze trudne chwile właśnie trwały - i prowadziły do malowniczej strony Bolegorzyna i Kluczewa. Rejony, które dość dobrze poznawałem.. Poznając Kluczewo. Nie jest to nie mniej przyjemne poznawanie. Bo te Połczyńskie rejony zawsze były wymagające. A mnie wciąż trawi przeszłość.. Uniemożliwiając rozwinięcia w trwającej przyszłości. No dobrze. Nie mniej dojechaliśmy do Bolegorzyna, do Kluczewa. Przez chwilę kuły mnie wspomnienia z przeszłości. Gdy byłem w tych stronach z pewną panną. Mimo, że to były incydentalne odwiedziny to jednak mocno zakorzeniły się w moich wspomnieniach.. W końcu wyjeżdżamy z Kluczewa i jedziemy w kierunku Barwic. Na jakiś czas to ostatnie wzniesienia do pokonania. Tylko na jakiś czas.. Bo w Starym Gonne odbijamy na wieś Kocury a z niej jedziemy aż do Popielewo. To odcinek nieco spokojniejszy. Więcej z górki niż pod górkę. Pełno lasów. A raczej to co z nich pozostało.. Można chwilę odpocząć. Przed koronnym wyzwaniem tej trasy, które zaczyna się we wsi Popielewo. Stąd do wsi Zdroje czeka nas ok. 2,5-3,0 km wymagającej trasy. Nieustannie ciągnące się wzniesienie. Piękne rejony ale naprawdę ciężkie. W odróżnieniu od trasy z czerwca - tym razem byłem mądrzejszy. I od razu załączyłem sobie najlżejszy blat - 28t. Nie będę próbował nawet na średnim jechać. I na najmniejszym nie jest łatwo. Powoli, powoli.. I jakoś się przejechało. Mimo, że nie byłem grubo ubrany to po tym wzniesieniu się zagrzałem! I wyjeżdżamy stąd. Ostatnia droga to ta, którą nie jechałem 3.06. Choć miałem taki plan! Wracać przez wieś Milice do drogi DW163. Nie będąc do końca pewnym wybranej trasy.. Sprawdzałem kilka razy czy dobrze jadę. Ta końcówka trasy była też ostatnimi chwilami ze słońcem. Te niespodziewanie zgasło.. Było już tylko szaro i wiało do końca dnia - nim zaczęło padać. Najpierw przelotnie a potem na całego. Nie mniej trafiłem przez te Milice. Jednak nie było tu asfaltu. Taka nie ciekawa choć szutrowa droga. Dało radę jednak przejechać. I nie był to długo odcinek. Wróciliśmy pod parking leśny. Brakowało nieco ponad 1 km choćby do tych skromnych 40.. Postanowiłem dobić tą odległość. Ostatecznie przekroczyłem nieco 40 km dystans na dzień dzisiejszy. I starczy. I tak nie było łatwo. Rowery spakowane. I można było jechać dalej. Wróciliśmy do Połczyna z kolegą GŻ - ale już autem. Zabrałem kolegę na dość dobrą pizzę w pizzeri Pinokio. Zawsze ją biorę gdy jestem w Połczynie lub okolicy.. No i ostatnie wyzwanie na dziś. Powrót autem na Szczecin przez Drawsko i Stargard. A potem ze Szczecina do domu. W tym deszczu.. Nie mniej w ciągu dnia była ładna pogoda. Od rana nieco zimno ale ładnie. Nasza zaczęła się w okolicy godz. 13. Skończyła tuż po godzinie 16. Nie było tak źle.. :) Chyba. Można zapytać współtowarzysza dzisiejszych trudów jak to widzi.. :) Jak już pisze ten wpis (w dniu 27.10) to nie pamiętam o tych trudach z dzisiejszej trasy.. Więc mogę sobie pozwolić na luksus pisania, że nie jest tak źle.. :-) Do czasu, gdy znów przyjdzie mi zmierzyć się z trudami tych wzniesień. Mam jednak nadzieję, że nie tak szybko. Nawet sobie tak ustaliliśmy z GŻ, że wrócę tu najwcześniej w 2027 r. - zabierając na tą trasę MM. Ale się jego wtedy przejedzie! :-) Nie mniej sam będzie sobie winny zważywszy na to, że zawsze wszystko w czasie odsuwa.. Każdy wyjazd. No to ma co chce. Perspektywa 2027 r. wydaje się dość odległa.. Nie mniej jak znam życie.. Szybko nastąpi.. Przecież co dopiero pisałem pierwsze wpisy z roku 2025 r. A już piszę jedne z ostatnich wpisów roku.. Perspektywa października 2027 r. - a więc dwóch lat.. W tym kontekście nie wydaje się aż tak odległa..
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)