Dzisiejsza trasa to moje kolejne wielkie wyzwanie, pierwszy raz odkąd jeżdżę rowerem tak na serio, zrobiłem trasę > 100 km, tak szybko (jak w Maju), dokładnie trasa ponad 115 km. Nie byłem pewny, czy mi się uda pojechać, czy uda mi się przejechać całą trasę. Tak jest zawsze niezależnie od tego czy jadę 50 km czy jadę 150 km. Dopóki nie pojadę, dopóty nie wrócę, nie dowiem się czy się udało. Taka myśl przewodnia towarzyszyła mi dzisiaj od samego rana gdy wstałem, i mentalnie przygotowywałem się do wyjazdu. Jeszcze w dniu 29.04.2018 gdy robiłem trasę: Wyzwanie - próba determinacji, postanowiłem sobie, że do wakacji będę tak średnio ~ 2 tyg robił trasy 100 km. Może nie cały czas trasa "100 km", bo to byłoby nudne, ale różne wypady. Chodzi o to aby się nieustannie wzmacniać, pokonywać swoje słabości, działać dalej i być coraz lepszy. Motywacja jest ogromna. Na dzisiejsze wyzwanie wpłynęła zbliżająca się impreza wyjazd do Berlina rowerami - nocna wyprawa ze Szczecina, ale raczej daruję sobie całą trasę, bo nie dam rady na początku Czerwca przejechać 200 km. Gdyby impreza Sternfahrt (Sternfahrt 2018), odbywała się w Lipcu to jeszcze - pojechałbym na te 200 km. Ale w Czerwcu? Nie jestem na to gotowy. Na Czerwiec czy na tę chwilę moim maks byłoby 130-150 km. Ale raczej bliżej tych 130 km. Więc zgodnie z opisem eventu, postanowiłem sobie, czytałem i rozmyślałem o tym wczoraj (19.05), że dojadę samochodem do miejscowości Eberswalde, i z niej (ok. 70 km) ruszę już z grupą na Berlin. Ojciec pojedzie ze mną samochodem, wysadzi mnie w Eberswalde, pojadę dalej a on pewnie za nami na ten Berlin cały. Po imprezie i po moim pojeżdżeniu po Berlinie (mam taką okazję to czemu nie skorzystać), wróciłbym już samochodem do Polski. Miałbym kolejną motywację i powód aby posiadać rower w Szczecinie, aby pojeździć po Niemczech od strony Szczecina czy dojechać do Eberswalde, i z powrotem np. albo w jedną stronę? Chodzi mi to aby na mapce moich tras, domknąć zapis GPS między wszystkimi miejscami gdzie byłem. Niestety ale są takie dziury, które powstały w 2017 r. np. jeździłem po Świnoujściu ale do Świnoujścia rowerem nie pojechałem (Świnoujście-Niemcy, albo po Szczecinie na 8 święcie rowerowym: 8 Święto Rowerowe - Szczecin), a do samego Szczecina nie jechałem. Będę chciał te niedogodności w tym roku naprawić, i zrobić takie trasy by domknąć te drogi. Gdy faktycznie pojechałbym na tą imprezę do Niemiec, musiałbym kiedyś domknąć drogi między Szczecinem a Eberswalde, a może zwiedzić okolice? Bo droga Eberswalde->Berlin byłaby zaliczona. Taki plan, i to plan na niedługą przyszłość, dzieli mnie od niego tylko 2 tyg, jest sporą motywacją do darowania sobie zbędnego chodzenia na uczelnię, na zajęcia. Trzeba zasiadać na rower, jechać. Nie patrzeć czy coś boli czy czuję się dobrze czy nie, czy pogoda jest ok? czy nie. Kolejna okazja będzie za rok dopiero! Ale nie wiadomo czy by się udało czy nie. W końcu skąd mam wiedzieć co będzie za rok? Czy będę żył czy nie będę żył czy jakiś wariat na drodze mnie nie przejedzie a takich wariatów jest coraz więcej. Także załączając spore pokłady motywacji, determinacji i nie zważając na wiele trudów, problemów i niedogodności z jakimi musiałem się dzisiaj zmierzyć, tuż po godzinie 9 (chciałem wcześniej ale się nie udało), wyszedłem na rower, i udałem się na zaplanowaną trasę. Chciałem jechać na Wolin, miałem taki plan, a potem jakiś powrót. Więc ruszyłem na ten Wolin. W trasie spotkałem się z kilkoma problemami jak np. z rozładowanym powerbankiem, rozładowanymi akumulatorkami. Na szczęście wezwanie supportu rozwiązało problem ;) Uratowało się energię, uratowało się zapis trasy! Inaczej straciłbym zapis ostatnich 27 km trasy, męczących 27 km, ale szczęśliwych. Po drodze towarzyszyło mi wiele różnych myśli, najgorsze były takie, że miałbym nie dać rady, miałbym się poddać, zawrócić, cokolwiek. Nigdy nie można się na coś takiego godzić i dać się zwieść takim myślom. Nie po tym co już przeżyłem, co osiągnąłem. Zgodnie ze świętymi słowami, jakie padły podczas trasy: Nowe trasy, Nowe przygodyjak zrobi się taką trasę, to można uwierzyć, że zrobi się wszystko. Więc uwierzyłem, że mogę wszystko :) Dokonało się, dojechałem szczęśliwy aczkolwiek do końca niezaspokojony, zwodzi mnie piękna pogoda, bardzo słonecznie, ciepło, i to sprawia, że jest mi żal zjeżdżać z trasy mimo zrobienia zacnej odległości, co by nie mówić ale 115 km to już jest ładnie. W ogóle chodzą takie słuchy, że wszystko > 100 jest już ładne. Dla mnie osobiście przekroczenie 100 km, to przekroczenie pewnej magicznej bariery. Wchodzi się w życiu na nowy poziom poznania, doznaje się nowych "doznań", uczuć. To jest coś pięknego nie do opisania słowami. Zrozumieją tylko Ci, którzy przekroczyli tą granicę. Kolejną granicą jest granica 200 km. Tą jak dotąd udało mi się przekroczyć tylko raz. Wciąż jednak żyję marzeniami, i nadziejami, że powtórzę ten rekord, może nawet na takiej samej trasie (albo bardzo zbliżonej, krok do kroku moich działań na Niemieckiej stronie nie odwzoruję), ale postaram się :)
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2018 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 233
Trasa nr [łączna]: 317
Trasa nr [na blogu]: 231
W tym tygodniu: 2
W tym miesiacu: 10
W tym roku: 46
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 313 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 227 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 4 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 5072.54 km
Stan Licznika Końcowy: 5187.82 km
Stan Licznika Końcowy2*: 5132.52 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 4817 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 4932 km
Maksymalna prędkość: 34.1 km/h
Przejechałem: 115.28 km
Przejechałem [msc]: 583.69 km
Przebieg roweru [rok]: 1634.67 km
Przebieg roweru [suma]: 12505.48 km
Przejechalem w 2018: 1634.67 km
Podroż dookoła świata (2018) 4.0867 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 31.2637 [%] km
Czas jazdy: 07:06:22 h
Czas Jazdy Suma (ever): 798:28:48 h
Czas Jazdy Suma (blog): 575:02:40 h
Czas Jazdy Suma (2018): 107:58:19 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 38:12:07 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 03:49:13 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:20:50 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:28:05 h
Średnia: 16.24 km/h
Trasa z dzisiejszego dnia, to spełnienie jednego z moich małych marzeń, przeciwstawienie się okrutnemu życiu, które nie ułatwia mi drogi do marzeń i stawia przede mną wiele przeszkód. Zacząłem trasę odczuwając od kilku dni bóle od strony pleców, od nerek. Źle sypiam przez to, ból nie ustaje niezależnie od pozycji w jakiej się znajduję. Czy mnie to powstrzyma? Nie. Chodź było blisko, miałem dzisiaj chwilę zwątpienia. Ale wtedy pomyślałem sobie właśnie o trasie Nowe trasy, Nowe Przygody o moich słowach z przed tygodnia, że jak zrobię taką trasę to mogę wszystko. Przez myśl przeszła mi również trasa Buszującego w zbożu. Nie wspominam o tym bez powodu, chodzi mi o to, że przyszły sukces, te wyjątkowe niepowtarzalne wyjazdy, pełne wspomnień, pięknych zdjęć, i przeżyć budowane są na bazie poprzednich wydarzeń, wielu treningów, poświęceń i regularnego jeżdżenia. Dzisiaj nie złamały mnie bóle promieniujące od nerek do kręgosłupa. Nie złamała mnie chłodna pogoda. Ani ataki robaków. Nawet straszne wichry, z jakimi spotkałem się będąc w bliskiej granicy Morza Bałtyckiego (będąc w Wolinie i na drodze z Wolina do Kamienia Pomorskiego). W trasę ruszyłem po godzinie 9. Nie zdawałem sobie sprawy czy dam radę czy nie dam rady. Po prostu spokojnie sobie jechałem, spokojnie, bez pośpiechu, ciesząc się każdą chwilą, dojechałem do drogi DW106, która jest "naprawiana" czy była naprawiana w stronę Golczewa, prawie pod same Golczewo. Kilka razy na tą "naprawę" narzekałem, dzisiaj powiem tak, jest już lepiej na tej drodze. Nie jest źle. Wyjeździła się z niej taka wierzchnia chropowata warstwa, i jest fajna droga, tyle, że pozostały stare dziury, robią się nowe koleiny. To mnie jednak na długo nie zajęło bo wkrótce będąc w Golczewie zjechałem z drogi DW106 i wjechałem na moją ulubioną drogę DW108. Na drodze DW108 między Golczewem a Parłówkiem nie mam niestety okazji zbyt dużo razy bywać. Ostatni raz na niej byłem w 2017 r. na trasie PRLowska historia. Piękna trasa, nie było okazji jednak jeździć w tych stronach ani do Babigoszcza ani do Parłówka ani dalej. Co innego dzisiaj :) Tylko, że droga DW108 na odcinku Golczewo->Parłówko mogła być moją ostatnią. Zbliżałem się niebezpiecznie do przejechania 30 km. Ból pleców był spory, był chłodny wiaterek, nie było mi przyjemnie. Mijałem kolejne wsie Gadom, Kretlewo. Trzymała się we mnie myśl czy nie zawrócić czy nie poddać się i spróbować zrobić trasę innym razem?! Wygrałem jednak z myślami, wmawiając sobie, że gdyby naprawdę było źle, gdybym naprawdę miał nie dać sobie rady to ojciec mnie zabierze samochodem po trasie. Z tą myślą się nie poddałem pojechałem dalej. Wkrótce minąłem Wysoką Kamieńską i ostatnią wieś przed Parłówkiem - wieś Strzegowo. Te tereny są mi bliskie, nie tylko dlatego, że droga DW108 jest moją ulubioną, nie tylko dlatego, że są to piękne tereny, ale dlatego, że tymi stronami zrobiłem najpiękniejszą trasę w moim życiu: Świnoujście -> Niemcy i powrót przez Międzyzdroje, Kamień Pomorski. Trasa z 29.08.2015 r., licząca 208,51 km. Byłoby mniej ale pokręciłem się trochę po Niemczech po stronie za Świnoujściem. Piękne wspomnienia.., i piękna motywacja aby mieć na tyle sił, zdrowia, determinacji aby zrobić taką trasę w tym roku :) Planuję zmierzyć się z wyzwaniem w Lipcu. Póki co mierzyłem się z bieżącym wyzwaniem. Wyzwanie "owady", minąłem Parłówko, wjechałem na jego obwodnicę droga S3, droga biegnąca do Świnoujścia. Nie było szansy się zatrzymać. Przez dobre 2-3 km goniły mnie pasiaste owady (żółto-czarne na propsach bo wielkie) i szybkie. Dotrzymywały mi kroku ja jechałem ok. 21 km/h a one się kręciły, robiąc kółka koło mnie, obijając się o mnie. To jakieś oso podobne stworzenia, możliwe, że takie większe trzmiele albo coś podobnego. Miałem więc wyzwanie aby nie stawać, jechać szybko i zgubić ogon ;) Przy okazji musiałem radzić sobie z samochodami. Niektórzy kierowcy są nadpobudliwi i bez powodu używają sygnału dźwiękowego. Komu ja przeszkadzam na tym S3?! tu jest szeroki (1.5 m) margines, którym sobie jadę. Nikomu nie przeszkadzam -.- A zresztą S3 jest tylko do końca obwodnicy Parłówka dalej jest DK3 to o co się srają? ;] Nie zważając na nich jechałem dalej, piękna droga DK3 miejscami S3, do kolejnego fragmentu S3 się zbliżyłem to jest obwodnica Wolina. Nie tylko ja korzystam z tej drogi jako rowerzysta! Po drodze minąłem innych rowerzystów. W ogóle dzisiaj minąłem wielu rowerzystów :)) I większość jest bardzo przyjacielska, brać rowerzystów musi się trzymać razem! Zanim się obejrzałem moje 10 km przygody na DK3/ kawałkiem S3 dobiegły końca. Dojechałem pod Wolin, pod Wolinem rozciąga się wieś Recław (na drodze DW111), a zaraz jest Wolin, i obok inne wsie. Nie mniej mało zurbanizowany to teren. W takie dni jak dziś jest tu pusto, życie rozkwita tutaj w Sierpniowe długie dni gdy rozgrywa się Festiwal Słowian i Wikingów. Skorzystałem z okazji bycia w Wolinie i kawałek przejechałem się po mieścinie, po czym wróciłem na jej obrzeża. Ciężko się tutaj połapać, sporo dróg, rozciągająca się obwodnica, która tylko utrudnia orientację. Wróciłem tak z Wolina pod Recław i wybrałem się gminną drogą do Kamienia Pomorskiego do którego miałem 20 km. To był straszny odcinek drogi. Jechałem blisko rzeki Dziwna, oraz blisko Zalewu Kamieńskiego a także zatoki Cicha. Jest to bliska odległość do morza Bałtyckiego. Piękne tereny, piękne widoki nie powiem, że nie i wymowna nazwa wsi: "Laska" :), ale tak tu wiało, tak się ciężko jechało, że myślałem, że nie dojadę do Kamienia! Droga mi się tak dłużyła.. w ogóle jest tu cała kwintesencja wsi, chujowe drogi, dużo zieleni, lasów, drzewek, pól :)) Najgorsze są jednak otwarte tereny, z których widać było np. zatokę Cichą, bo tam tak wiało, że ja pierniczę ale się męczyłem, ale ta droga mi się dłużyła. Ale ja się zmęczyłem na tym kawałku drogi. Sporo czasu minęło nim dojechałem pod Kamień Pomorski! W Kamieniu korzystając z nawigacji GPS, znalazłem skrót przed mieścinę, aby wkrótce wyjechać skrótem za Kamień Pomorski, pojechać z powrotem w stronę centrum mieściny i odbić na drogę DW103. Kolejne kilku kilometrowe wyzwanie. Ludzie się powściekali na tym DW103! O ile do tej pory jechało mało samochodów to tutaj ruch od zajebania, i każdemu się spieszy. Każdy się wyprzedza, znacząco przekraczają prędkość. Co chwila dogodziło do niebezpiecznych sytuacji. Najniebezpieczniejszą sytuację mijałem w okolicy wsi Jatki przed Jatkami. Byłem wyprzedzany przez jedno auto, za nim drugie. Na przeciwległym pasie samochód, gdy go widziałem był ok. 100 m ode mnie. może trochę więcej, jechał szybko gdy wyprzedziło mnie drugie auto musiał wyhamować do zera. Stanął, chwilę postał i pojechał dalej. Masakra! Co tu się wyprawia. W tym czasie toczyła się moja mała wojna, wojna z energią. Padł mi powerbank, od dawna nie ładowany a tylko jeżdżę i tylko ładuję powerbankiem. Wiedziałem, że mi padnie jeszcze przed wsią Laska. Wtedy dzwoniłem do domu, do suportu. Bo ja miałem przy rowerze zapasowy powerbank, ale ten podobno był padnięty i został podłączony do ładowania teraz jest mi potrzebny. Postawiłem sytuację jasno, że będę w okolicy Gryfic gdy skończy mi się energia. Ojciec mi podwiózł power bank, ale energię straciłem szybciej niż zakładałem bo straciłem w Stuchowie. Dzwoniłem w tej sprawie gdy minąłem Jatki, byłem niedaleko Świerzna i wkrótce zjeżdżałem z DW103. Na DW103 gdy byłem już daleko od Kamienia Pomorskiego jechało mi się w miarę, nie było już tak wietrznie, i było przyjemnie, bardzo ciepło, fajnie. I tak sobie na spokojnie dojechałem do Świerzna, odbiłem na Stuchowo. Tam poczekałem na powerbank, który wkrótce przyjechał. Podłączyłem do ładowania baterie i ostatkiem ostatniej baterii ruszyłem dalej - zdążyłem wyjechać za Stuchowo (będąc już od Świerzna na DW105), w pięknym krajobrazie, żółciutkich pól i zieloniutkich drzew, zdążyłem wyjechać kawałek za Stuchowo, padła bateria. I tak kawałek jechałem, ładowałem i tak do wsi Wilczkowo (w zasadzie okolicę bo do samej wsi nie zajeżdżam). Tam zrobiłem sobie dłuższy postój, dłuższy odpoczynek. Zbliżałem się do zrobienia 100 km. Zmęczenie dawało o sobie znać ale czułem się świetnie. Coraz częściej utożsamiałem się z myślą, że dałem radę :) I co najważniejsze, dzisiaj nie dłużyła mi się droga DW105 ani nie była takim męczącym odcinkiem jak na ostatniej trasie Buszującego w zbożu z dnia 07.05.2018, gdy narzekałem na tą drogę, gdy była długa i męcząca dzisiaj nie! Dzisiaj całkiem ok, minęła ta droga. Wkrótce ruszyłem dalej z okolicy wsi Wilczkowo. Na jednym tchu (i baterii) dojechałem do Gryfic, minąłem Gryfice i stanąłem jak zwykle na ul. Żwirka i Muchomorka. Często robię tam postoje, mój ostatni dłuższy postój. Zrobiłem kolejne kilometry, tym razem zdążyłem przekroczyć 100 km jeszcze przed Gryficami, w tym miejscu miałem zrobione prawie 105 km. Czułem się zajebiście :) Odpuściły mnie bóle pleców. Było mi całkiem dobrze i przyjemnie. Jednak na drodze już tak fajnie nie było. Dzisiaj jazda odcinkiem drogi DW103 i DW109 to jest masakra. Sami wariaci, wyprzedzanie na trzeciego - standard, zajeżdżanie drogi, i inne dziwne akcje i tak całą kończącą się drogę. Im byłem bliższy celu tym czułem się bardziej wypoczęty, bardziej na siłach i tak bardziej z potrzebą jeszcze pojeżdżenia trochę. Rozsądek podpowiadał jednak, że nie jest to dobry pomysł. Wracając z Gryfic na wysokości wsi Barkowo zrobiłem sobie ostatni mały postój. I gdy byłem już na ostatniej prostej do domu, zauważyłem, że z brzegu drogi leży tablica rejestracyjna :o Zatrzymałem się, cofnąłem się i ją zabrałem! :D Takie znalezisko. Zwykle nie zbieram śmieci po drodze, ale nie mogłem się nie pokusić o zabranie tablicy rejestracyjnej (niemiecka!) :O I wkrótce dojechałem, z fajną pamiątką po trasie, tym bardziej ciesząc się z tego, że dałem sobie radę, że się nie poddałem. Świat stoi przede mną z otwartymi ramionami, to moje pierwsze (może drugie licząc trasę 100 km ;> hihi), duże wyzwanie tego roku. Z pewnością jednak nie ostatnie. Ciekawie zapowiada się perspektywa Czerwca gdy będzie jazda na Berlin, gdy będzie 9 Święto Rowerowe w Szczecinie (chcę być!). Tyle pięknych inicjatyw się zbliża, wystarczy przetrwać i być na każdej z nich. Tyle jeszcze pięknych tras przede mną, tyle możliwości - to chyba moja największa motywacja, małe zwycięstwa jakie do tej pory dokonałem, z jakimi się zmierzyłem. Na koniec, dodam jeszcze jedną sentencję, o której parę razy dzisiaj myślałem otóż, za każdy zjazd z górki przyjdzie nam zapłacić jazdą pod górkę. Chcę wierzyć i wierzę w to, że to dzięki uporowi, dzięki pokonywaniu każdej przeszkody, każdej trasy jakie robiłem i robię, byłem wstanie sprostać dzisiejszym wyzwaniom. Chcę wierzyć i wierzę w to, że miarą sił i wytrzymałości jest zaliczanie każdego wjazdu pod górkę, niezależnie jak się jest zmęczonym, ile się dotąd km, zrobiło. Takim po prostu nie poddawaniem się nawet gdy z siły wyższej trasa się nie uda jak np. tutaj: Kolonie Świeszewa.
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)