Trasa z dnia dzisiejszego była przeze mnie właściwie zaplanowana na wczorajszy dzień (26.09). Chciałem jeszcze coś ugrać z kończących się wakacji i z tego aby zachować mój dotychczasowy cykl treningów, (co 2-gi dzień), który właściwie najdłużej udawało mi się go utrzymywać w okresie LIPIEC, SIERPIEŃ bieżącego 2017 r. Gdy tych kilometrów wyjątkowo dużo na stukałem. A teraz? Teraz to już jesień nastała, coraz krótsze dni, chłodniej. Teoretycznie w okolicy miesiąca skończy się sezon rowerowy. Wkrótce ruszam także na studia (studia II stop. MGR), więc będę musiał swój czas dzielić z zajęciami na uczelni i obowiązkami wynikającymi z ów zajęć. Tym się jednak za bardzo nie ma co przejmować, to tylko 2 semestry do wakacji :) Szybko zleci. Nie ma o co się martwić. Zresztą semestr studencki to tylko 15 tygodni a najszybciej mija zawsze semestr zimowy. Chwilę się pochodzi, tu już Listopad, pierwsze święta, później dłuższe wolne w Grudniu, w styczniu to już 2-3 tyg (zależy od organizacji roku akademickiego) i mamy sesje, ferie i kolejny semestr. Leci to życie tak szybko, nie wiadomo kiedy. Wciąż wspominam i wciąż wracam (co jakiś czas), do mojego pierwszego nagrania z początku 2017 r. Gdzie się podział ten czas? Te chwile i wydarzenia pomiędzy. Jak spoglądam na tytuły wpisów, czy w nie zaglądam - spoglądam na to co już widziałem, co odkryłem, czy gdzie byłem i co przeżyłem. Tutaj w tej całej pogoni za kolejnymi wyzwaniami, kolejnymi kilometrami, spoglądam nieco wstecz - tym razem nie cofnę się aż o 2 lata ale cofnę się do roku 2016 z którym wiązałem wiele nadziei ale te nadzieje niestety przeminęły. Ubiegły rok na rowerze (2016), okazał się bardzo słaby. Wiele problemów zdrowotnych ograniczały perspektywy rozwojowe, i moje regularne jeżdżenie. Doszedł także smutek z kończącym się studiowaniem na najlepszej Uczelni: Akademii Morskiej, do której bardzo się przywiązałem i której jest mi bardzo szkoda i tu gdzieś w tym wszystkim, w tym majestacie różnych wydarzeń, wspomnień i tej całej gamy zdarzeń jaka się do tej pory przytrafiła powracam do takich prostych, krótkich tras w Sierpniu 2016 r. Od taka trasa za Krężel w okolice Grębocina czy Wanierowa i tego lasu znajdującego się przy torach, i związanego z nim wspomnień. Tego jak właśnie w Sierpniu 2016 r. na początku niechętnie i z dziwnym uczuciem w smutniejszym dniu, wróciłem do serialu animowanego znanego z dzieciństwa: Pokemon. Był to pierwszy odcinek 1 sezonu (seria Indigo League) i odcinek: Wybieram Cię, gdy Ash poznał swojego najbliższego przyjaciela Pikatchu. To piękne a jednocześnie smutne i przybijające. Powracam do tego czasu, bo gdzieś w tych okolicach zacząłem zdawać sobie sprawę z ważniejszych aspektów życia. Wszystko będzie przemijało, zmieniało się nieustannie ale pozostaną nasze wspomnienia i dokonania. To na dokonaniach budujemy przyszłość, być może lepszą przyszłość. A co jest moim dokonaniem do tej pory? Nic szczególnego, 206 km w 2015 r. i 150 km trasa w 2017 r. Od.. wielkie dokonania - akurat..
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
ID wpisu: 168
Trasa nr [łączna]: 253
Trasa nr [na blogu]: 167
W tym tygodniu: 1
W tym miesiacu: 12
W tym roku: 103
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 249 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 163 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 4 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 3045.2 km
Stan Licznika Końcowy: 3101.68 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 2781 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 2838 km
Maksymalna prędkość: 34.3 km/h
Przejechałem: 56.48 km
Przejechałem [msc]: 484.84 km
Przebieg roweru [rok]: 4552.72 km
Przebieg roweru [suma]: 10419.34 km
Przejechalem w 2017: 4552.72 km
Podroż dookoła świata (2017) 11.3818 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 26.0483 [%] km
Czas jazdy: 03:31:49 h
Czas Jazdy Suma (ever): 658:33:24 h
Czas Jazdy Suma (blog): 435:07:16 h
Czas Jazdy Suma (2017): 299:28:20 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 30:37:27 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:33:07 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:54:27 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:35:24 h
Średnia: 16.06 km/h
Te wspomnienia czy nie miałem lepszego pomysłu na dzisiaj co z sobą począć powiodły mnie na trasę o jakiej zacząłem myśleć w tym tygodniu. Miałem jechać wczoraj ale w sumie dobrze się stało, że pojechałem dziś. Mimo bardzo wietrznej pogody, gdzie porywy wiatru były bardzo silne i dokuczliwe, było za to dość ciepło i słonecznie. Wczoraj słońca w zasadzie nie był. Było tak ponuro, szaro i przygnębiająco. Dzisiaj to co innego. Dzisiaj piękna, słoneczna pogoda - nie jest źle, tylko korzystać nic więcej. Trasa miała dla mnie na celu sprawdzenie tego jak idą wielkie inwestycje drogowe jakie toczą się od okresu wakacji w Resku. Chciałem zobaczyć i zachować przede wszystkim roboty na drodze (przy końcu Reska) na wyjeździe w stronę Prusina. Tu droga to ul. Sucharskiego. Już na niej byłem przy wpisie: Wykopki w Resku. Ale do dzisiaj nie wiele się zmieniło, chodź istotnie można powiedzieć, że prace w końcu ruszyły. Przy obecnym tempie prac, przewiduję, że wszelkie inwestycje drogowe w Resku zakończą się do końca 2017 r. Czy tak będzie? Na tę chwilę ciężko powiedzieć. Myślę jednak, że w późniejszym czasie jak nie specjalnie to przejazdem będę w Resku więc będę mógł się o tym przekonać. Dzisiaj specjalnie pojeździłem po Resku na tej ulicy Sucharskiego przejechałem jej ostatnim odłamem gdzie stawiali kostki na chodnik. I skróciłem sobie drogę - ja bach po tych kostkach idę i jeden z budowlańców to zobaczył złapał się za głowę i krzyczy: "O JEZU!" XDDD. Mam nadzieję, że to tylko żarty, a nie, że naprawdę mogło się coś stać i za szybko zrobiłem testy wytrzymałościowe ułożonej kostki XDDD Po tym wydarzeniu czym prędzej się z tego miejsca ulotniłem i pojechałem na nowo budowane rondo w Resku za biedronką na ul. Bohaterów Warszawy gdzie krzyżowała się z ul. Kołobrzeską i Stodulną. Tam też zjechałem, zobaczyłem - postępy są. Nawet droga dla rowerów będzie w stronę Łabunia Wielkiego - więc jakiś pozytyw jest. Jeszcze nie wszystko jest gotowe, ale postępy względem tego co widziałem (15.08) na trasie Wykopki w Resku są. Gdy już tam przejechałem, obadałem temat, wyjechałem z Reska i pojechałem moją tutejszą ulubioną trasą w stronę Nowogardu przez wieś Łosośnica aż do wsi Jarchlino skąd odbiłem drogą w stronę wsi Żabówko. Piękna ale dość zaniedbana droga, rosnące obok kasztanowce i taki niepowtarzalny urok - szczególnie w okresie wczesnej jesieni jest tu przepięknie :) I ten przepiękny widok, droga - utrzymywała się do wsi Żabówko i kawałek za nią - już niestety nie do końca. Blisko skrzyżowania z DK6 jest już wszystko zrujnowane i będzie tu jakaś obwodnica czy coś takiego związanego z budowaną trasą S6. To niestety wiązało się z wycięciem drzew. A obecnie jest tu wykopana ogromna dziura i taka zabawa.. Wyjechałem stąd na DK6 i pojechałem do skrzyżowania na Łosośnicę i skręciłem w lewo - miałem nadzieję wyjechać tą drogą w Potulincu. Ale prawda jest taka, że tędy nigdy nie jechałem i nie wiem dokładnie gdzie bym wyjechał to tylko pojechałem kawałek i się wróciłem do DK6 i skręciłem na Potuliniec już zgodnie ze znakiem (3 km POTULINIEC) w lewą stronę, na wysokości Wyszogóry. Tą inną leśną drogę, kiedyś (pewnie już w przyszłym roku na pewno poznam. Taka wiedza może mi się przydać przy budowie kolejnych tras. Z Potulinca miałem w sumie dwie możliwości jechać prosto na Płoty taką leśną drogą albo jechać przez Sowno. Wybrałem wariant jazdy przez Sowno i może dobrze się stało bo byłem świadkiem ciekawego zdarzenia. Jechał ciągnik z przyczepą. Problem w tym, że w przyczepie brakuje prawego tylnego koła.. Można jechać bez koła? No można. Pewnie przyjemne to nie jest ale sam dziś byłem świadkiem tego, że takie rozwiązania są jak najbardziej możliwe. Dalsza droga już na Sowno nie pozostawiała więcej niespodzianek poza tuż przy Sownie dziwnym ciągniku - dziwnym konstrukcyjnie :) I wyjazd na moją ulubioną drogę DW108 i już przyjemny powrót do domu. Dzisiejszy wyjazd był bardzo ciekawy, trochę jazdy po lesie, w terenie i w ogóle jazdy w fajnych miejscach po fajnej drodze jak z Reska na Kulice do skrzyżowania z DW144. Piękna okolica która jest nieustannie niszczona. O tym jednak już nie wspominam. Nie mam już sił na to aby wspominać o tych bestialskich poczynaniach i nieograniczonej wycince drzew - dosłownie wszędzie gdzie się da, czy nawet nie da się już, to też nie jest problemem do dalszej degradacji środowiska naturalnego. Już nie mam sił z tym walczyć, nic się nie da na to poradzić więc bez sensu do tego powracać. Pozostaje tylko smutek i żal z bezsilności. Gdyby się tak dało w majestacie prawa odrąbywać zbędne narządy i kończyny tych przestępców, niszczących Naturę, to może byłoby inaczej. Niestety tak nie jest i nie pozostaje nic innego jak dalsza obserwacja tego jak wszystko niszczeje przez takie działania i jak bardzo wpływa to na zmiany klimatu. Widocznie tragedii jakie wydarzyły się w 2017 r. jest wciąż za mało, skoro takie działania są wciąż prowadzone. Nie ma co jednak się nad tym tematem długo rozwodzić. Natura nie pozostanie dłużna i się zemści.
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)