Trasa z dnia dzisiejszego była ciut dłuższa niż początkowo zakładałem. Chciałem się kawałek przejechać w te wcale nie za ciepłe po południe. Jednak jechało mi się nie najgorzej... Więc postanowiłem zahaczyć wyjazdem o Mechowo. Zrobić przejazd przez Mechowo i wrócić. Wyjeżdżałem dość późno - późnym po południem bliskim zachodowi słońca w te wciąż krótkie zimowe dni. Liczy się po trochu na to, że to już wiosna ale tak naprawdę do wiosny jeszcze kilka tygodni. Czas pewnie minie. Nie trzeba będzie czekać na to tak długo. Tylko po wiośnie, która prędko nadejdzie znowu nastanie zima. Po niej znowu czekać na wiosnę. A czekajcie... Czy już tak nie pisałem?! Wszystko się powtarza w tym życiu... W sumie tak jest. Od prawie 10 lat. Powtarzam te wpisy, często te same miejsca, te same wydarzenia czy te same błędy. Nic się nie zmienia. Znowu czekać na wiosnę a po niej szybko nadejdzie znienawidzona zima. I znowu ten trudny czas. Pełny narzekania. I znowu oczekiwanie na wiosnę. I to już kolejny rok! Zbliżający się 2026 r. A może jest już 2030 r. Albo kolejny jak czytacie ten tekst... No dobra... Na porządku dziennym... Idzie wiosna! Ptaszki ćwierkają. Mija godzina 17 i jest jasno! Czyli nie jest tak źle... Wyruszam właśnie w tym mroku goniącym ostatnie jasne plamy na niebie. Mrok ogarnia mnie dopiero w Mechowie, gdzie miałem małe opóźnienie przed dalszą podróżą. Zaczęło się od kilku fotek. Klimat jest... Światło robi robotę! Potem niespodziewany telefon od koleżanki z pracy. I tak chwilowy postój na zdjęcia zabrał kolejne 10 min, które zdążyły wypełnić mrokiem całą przestrzeń. Wyjeżdżałem z Mechowa właśnie w mroku. W którym nie widziałem, że znowu - pierwszy raz w tym roku! Ale ogólnie znowu - główny licznik BC 16.16 ma fochy i nie działa. I znowu poprawki. Co prawda pierwsze w tym roku ale "znowu" w ogóle... I wszystko się znowu powtarza. I wszystko jest znowu takie same. Czy ten rok faktycznie może być lepszy? Zaczynam powoli wątpić. Spodziewałem się, że rok 2025 r. będzie lepszy. Wierzyłem w to... Chciałem aby był takim. I chyba takim się jednak nie zapowiada. Jest za dużo zmian, za dużo komplikacji. Znowu popadam w spiralę spierdolenia. Słabo mi idzie ten rower, zdrowie a raczej jego brak robi swoje. Stąd tak swoją drogą dzisiejszy wyjazd. Aby się przełamać i ruszyć chociaż kawałek. Ostatecznie taki wyjazd na 15 km.. nie jest takim złym wynikiem! W weekend ma być ładnie to może w końcu ruszę na jakieś 30 km. Na jakieś podboje dotąd niepodbite? Przynajmniej w tym roku :-)
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2025 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1544
Trasa nr [łączna]: 1621
Trasa nr [na blogu]: 1535
W tym tygodniu: 2
W tym miesiacu: 3
W tym roku: 9
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1607 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1521 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 14 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 24851 km
Stan Licznika Końcowy: 24866.3 km
Stan Licznika Końcowy2*: 24700.32 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 3264 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 3279 km
Maksymalna prędkość: 22.1 km/h
Przejechałem: 15.3 km
Przejechałem [msc]: 38.74 km
Przebieg roweru [rok]: 132.58 km
Przebieg roweru [suma]: 61566.04 km
Przejechalem w 2025: 132.58 km
Podroż dookoła świata (2025) 0.3314 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 153.9151 [%] km
Czas jazdy: 00:57:31 h
Czas Jazdy Suma (ever): 3924:39:07 h
Czas Jazdy Suma (blog): 3701:12:59 h
Czas Jazdy Suma (2025): 09:10:41 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 03:12:03 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:04:01 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:01:11 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:23:50 h
Średnia: 16.11 km/h
Dzisiejszy krótki aczkolwiek fajny wyjazd, uświadamia mi tylko to jak bardzo brakuje mi przeszłości w której dopatrywałem się pewnej stabilizacji. A za nią idącego bezpieczeństwa i trwałości. Przyjąć pewne rzeczy jakimi są, przynajmniej u mnie nie jest łatwo. Może dla innych ludzi przychodzi to "naturalnie"? Czy znacznie szybciej. Ja czasem potrzebuję długich tygodni czy miesięcy aby przywyknąć do pewnych zmian. A tym czasem od pewnych dni, do których nie chcę wracać z minionego na szczęście 2024 r., tych zmian i spierdolenia jest coraz więcej. Widać to chociażby po sytuacji w szkole. Cała afera zaczęła się od 10.12.2024 r. gdy byłem "przymusowo" przenoszony z miejsca, które przejąłem i zrobiłem z niego swoje miejsce. Zmienia się pewne mechanizmy działania tej szkoły, pewne rzeczy do których przywykałem od tygodni. Brakuje mi stabilizacji. Wchodzą nowe kłamstwa. Półprawdy i nieustanne zmiany. Kolejna brutalna zmiana zaatakowała mnie tuż przed feriami - w piątek 31.01. Dowiedziałem się, że jednak nie zostanę w pokoju, w którym siedziałem przez 2,5 roku - od końca sierpnia 2022 r. do 10.12.2024 r. Kolejne powody do otwartych konfliktów. Jest jeszcze jedna sprawa o której nie mówiłem. Może się za bardzo pospieszyłem. Może stało się to za szybko? W Grudniu 2024 r. miałem taką myśl, że jestem gotów. Chcę mieszkać sam. Jakimś jak myślałem fartem bo po znajomości i nie drogo... Udało mi się wynająć 2 pokojowe mieszkanie w bardzo starej wręcz sypiącej się kamienicy na ul. Sobieskiego w Płotach. No ale początek roku miałem jaki miałem. Z kolejnym atakiem choroby. W okolicy połowy stycznia w tych mrozach i śniegu nie mogłem sobie poradzić z piecem gazowym. U mnie na osiedlu jest centralne. Nie mamy pieców w mieszkaniach. Nie wiedziałem jak to działa. Były z tym problemy. Gdy się to udało rozwiązać to i tak tam nie siedzę. Minął styczeń. Zaczął się nowy miesiąc. Jedynie opłaty robię. Nie potrzebnie założyłem tam internet. Jak się okaże, że zaraz zwinę umowę. Jakoś mi nie po drodze do tego miejsca. Próbowałem tam zostać, spać tam. No ale problemy się piętrzą. Jeszcze do końca ze zdrowiem nie doszedłem do siebie... Znowu sypie mi się poczucie jakieś własnej tożsamości. Nie idzie mi z rowerem. Mam bardzo mało zrobionych kilometrów. Czasem właśnie łapie mnie refleksja, że przecież rower. A co z Aurelią?! Ta piękna historia nie trwa jak w dawnych latach. Zła sytuacja w szkole, też na mnie bardzo negatywnie wpływa. I tak się po prostu nie odnajduję w tym wszystkim. Jakąś radością dnia dzisiejszego jest ta moja przejażdżka... Mimo, że chłodno fajna pogoda. Było około +3℃. Trochę mokro. Odczuwalna może w okolicy 0℃. Nie było jednak źle. Nie było też dużego wiatru, więc jechało się przyjemnie. Nawet po zmroku... Jedyne co to właśnie robi mi się natłok myśli. I te ferie takie bezcelowe i bez produkcyjne... Niby są ale zaraz ich nie będzie. I szkoła wróci na stare tory, niekoniecznie pozytywne bo odpierdalają się kolejne tematy. Poważne zachorowania nauczycieli, niektórzy i tak w okolicy wieku emerytalnego. Inne powody zwolnień (ciążowe np.). Czy dalsze zmiany, niekoniecznie korzystne. W ogóle zmiana mi się źle kojarzy. Tych zmian jest po prostu za dużo. I nie widzę w tym nic pozytywnego. Szkoła się zmienia i to bardzo i nie jest takim fajnym miejscem jakim przynajmniej chciałem ją widzieć na początku mojej kariery między 2020 a 2021 r. Może pewnych rzeczy też nie widziałem bo była pandemia, dopiero wchodziłem w to środowisko... Może w tym trzeba upatrywać przyczyny mojego idealizowania tego miejsca, gdzie z czasem to wszystko mnie przerosło... No cóż. Za to miałem dzisiaj fajną przejażdżkę. A miał być to krótki i rzeczowy opis trasy. No i co z tego wyszło... Wiele żali i smutków tylko z siebie wylewam poprzez pisanie...
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)