Dzisiejsza trasa stanowi piękną i nieco złożoną trasę. Piękną ze względu na okoliczności przyrody.. Brak wiatru. I naprawdę dobrą pogodę. Z rana jeszcze było chłodniej - trochę mglisto i szaro. Tyle, że słońce się przebiło. A gdy już się przebiło było ciepło do końca dnia - nawet wieczorem! A największą wartością w pogodzie był brak wiatru w dniu dzisiejszym. To najwięcej pomogło. No i nie była to jedna z wielu tych samotnych podróży.. Na dzisiejszej towarzyszył mi kolega GŻ z którym nie widziałem się już prawie rok czasu.. Jakoś ten trwający 2025 r. nie pozwolił na takie spotkania. A miał być jakby nie patrzeć - lepszy rok.. A chyba jednak taki nie będzie. Nie będzie wcale lepszy :( No ale dobrze, że chociaż dzisiaj doszło do tego spotkania i mogliśmy się przejechać na nie zaplanowanej wcześniej trasie. No coś tam myślałem o tym, gdzie zabrać podróżnika ze Szczecina.. Ostateczny kształt trasy nie mniej kształtował się dopiero podczas jazdy.. Nie było do końca jasne gdzie.. Myślałem w sumie o Gryficach i jej okolicach - w ramach projektu Gryfickiej Urbanizacji. A tak dawno nic się w tym temacie nie działo a w ostatnich dniach już są ogłoszenia o przewidywalnym przebiegu trasy. Sporo namiesza ta droga, i wiele dotychczasowych skrótów i przejazdów przestanie istnieć na rzecz "lepszego" bo "nowszego". Prawda jest taka, że sensowne obejście Gryfic jest potrzebne. Szczególnie w sezonie letnim - no ale nie może być takim kosztem.. Jakim jest planowane: II etap obwodnicy Gryfic. Informacja naprawdę świeża bo pojawia się dopiero 19.08.2025 r. Tak do nie wiele było w tym temacie wiadomo. Wystarczy przejrzeć wpisy z kategorii (tagu): urbanizacja. Kliknijcie w tag aby posortować wpisy wg. tagu. Coś tam się dzieje ale nie wiele. Bardziej widoczne były moje działania (z roku 2024 r.) gdy jeździłem po tych wszystkich drogach w celu dokumentacji stanu w jakim to jest. Dzisiaj zrobiłem małe odświeżenie tego stanu robiąc ujęcia przy Jabłonowie - bliżej ul. Rolnej - gdzie prawdopodobnie rondo wciągu drogi DW105, samego Jabłonowa, i tutejszego pięknego lasku blisko ul. Azaliowej. Według przedstawionej na Facebooku mapy ten las nie powinien zostać przecięty ale kto ich tam wie. Skoro droga ma iść dalej - po polach i bliżej samych Gryfic - tym bardziej nie ogarniam wyobraźnią tego jak miałaby przebiegać.. Wrócę do tematu jeszcze - gdy będą nieuchronne działania prowadzone. Wtedy może będzie jasne. Na razie słabo to widzę. Jest jednak jeden plus inwestycji - bez dzielenia jej na kolejne etapy - od razu jednym spójnym etapem załatwia się całą drogę od istniejącego aczkolwiek od 2021 r. nie ukończonego fragmentu obwodnicy (wciągu drogi DW110) - przez drogę DW105 do DW109. Zrobienie tego zadania po całości jest chyba najsensowniejszym krokiem.. A tym czasem.. Elementy Gryfickiej Urbanizacji były jednym z kroków dzisiejszej trasy i trwającej pięknej historii. Nim w ogóle dojechaliśmy do Jabłonowa dłuższa chwila minęła. Nim się pokręciliśmy po tej okolicy - następnie po Gryficach i Rzęskowie - mijały kolejne chwile. I jeszcze wydłużony powrotny czas.. Pełny niespodziewanych przygód. U mnie to zawsze coś musi być - błoto, jakieś trasy po polnych drogach! A nawet deszcze się zdarzają.. Jak dziś lunęło.. No dosłownie mogło poczekać jeszcze z 3 min. Zdążylibyśmy się z kolegą GŻ schować przed deszczem na zadaszonym przystanku we wsi Dobiesław.. Jednak takie szczęście nie było nam pisane. Z niewinnego małego opadu deszczu - zrobiła się trwająca kilkanaście minut wielka ulewa. Szybko minęła, a po niej pogoda dopisywała dalej.. Jednak trzeba było się przebrać.. Ciekawa historia i zarazem trasa przechodziła przez kolejne wsie i drogi. Stanowiła spore wyzwanie dla rozjebanych do granic możliwości sterów w moim rowerze. Przynajmniej nadal uważam, że to stery. Najbardziej pasuje. I co ciekawe - nie tylko ja wyczuwam, że jest tu jakiś problem. Kolega GŻ też ma takie odczucia - miał on zresztą okazję przez dystans ok. 3 km przejechać się Aurelią od wysokości ul. Owocowej przez ul. Łąkową po polno-leśne dróżki przy Szpitalu Powiatowym w Gryficach. Gdzie swoją drogą te dróżki i możliwy przez nie przejazd (fajny skrót) na Rzęskowo - zniknie bezpowrotnie.. W wyniku budowy wspominanej obwodnicy Gryfic - II etap z II.. Bo jakby jeszcze mieli dzielić te zadanie na III czy IV etap... To nie wiem czy by mi życia starczyło aby opisywać postępy. Na razie i tak nie jest jasne kiedy prace w ogóle ruszą. Pewnie najwcześniej w 2026 r. A czy na pewno tak będzie? Pewnie kolejne wpisy odpowiedzą na te pytanie.. A tym czasem piękna dzisiejsza trasa trwała większość dnia.. Ostatecznie skończyła się na wyniku prawie 70 km.. I stanowi naprawdę ciekawą a przy tym niepowtarzalną przygodę!..
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2025 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1655
Trasa nr [łączna]: 1732
Trasa nr [na blogu]: 1646
W tym tygodniu: 4
W tym miesiacu: 18
W tym roku: 120
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1718 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1632 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 14 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 27992.2 km
Stan Licznika Końcowy: 28060.56 km
Stan Licznika Końcowy2*: 27866.98 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 6400 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 6468 km
Maksymalna prędkość: 33.5 km/h
Przejechałem: 68.36 km
Przejechałem [msc]: 655.59 km
Przebieg roweru [rok]: 3327.01 km
Przebieg roweru [suma]: 64760.47 km
Przejechalem w 2025: 3327.01 km
Podroż dookoła świata (2025) 8.3175 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 161.9012 [%] km
Czas jazdy: 04:26:42 h
Czas Jazdy Suma (ever): 4123:07:38 h
Czas Jazdy Suma (blog): 3899:41:30 h
Czas Jazdy Suma (2025): 207:39:12 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 39:35:50 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:11:59 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:43:50 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:21:23 h
Średnia: 15.42 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego łączy wiele elementów z przeszłości. Wiele dróg, po których już dawno nie jeździłem. Wiele miejsc z którymi kojarzę piękne choć obecnie dobijające wspomnienia. Tak wiele się na przestrzeni lat, tras zmienia. Mamy już 1646 jazdę. Jeszcze 146 jazd (tras) temu - powoli gasła we mnie ostatnia nadzieja. Pomimo, że mijały pierwsze tygodnie od przykrych wydarzeń z końca sierpnia 2024 r.: "1500 tras na blogu:"
- Poznając Pasewalk. Powinienem cieszyć się tym co jest dziś. Spotkaniem z kolegą po prawie roku czasu. Fajną trasą w Niemieckim Pasewalku prawie z przed roku. A jednak ukradkiem w niektórych momentach myśli wędrują gdzieś wstecz. Wciąż wmawiam sobie, że jest za krótko. Jeszcze się ułoży! Czy na pewno? Czy na pewno zdołam zapomnieć o przeszłości. Powoli robię postępy. Rower sprawia mi radość jak dawniej - jak przed 2022 r. gdy poznałem pewną dziewczynę. Gdy jedyne czym żyłem to miłością do roweru.. Nie przekreślę jednak tego co było.. Trochę smutno zaczynam - ale dzisiejsza trasa naprawdę nie jest smutna choć wiąże się również z przerwaną pewną nową znajomością. Znajomością, która trwała dosłownie 5 dni. O tej znajomości pewnie szybko zapomnę. To w końcu tylko 5 dni. Jak to się ma do o wiele dłuższych i ważniejszych dla mnie znajomości. No ale może dobrze? Po co mi kolejna niestabilna emocjonalnie osoba w moim życiu. A do tego to osoba, która i tak planuje wyjechać z tych stron gdzie mieszkam, gdzie obecnie mieszka. Jest taka przekonana o tym, że wyjedzie. Znajdzie sobie lepsze życie. To po co w takim układzie poznawać ludzi, tworzyć relacje? Nie rozumiem. O tej nowej znajomości zdążyłem już wspomnieć. Niejakiej Julii. Nie wiedziałem wtedy, że ta historia skończy się tak szybko - jak dosłownie po 5 dniach. Nie mam jednak żalu. Zakończenie znajomości przez wiadomość w Whatsupie nie zaburzyło przebiegu dzisiejszego dnia. I fajnie spędzonego czasu z GŻ, który miał okazję również testować swój nowy rower Romet. :) Skojarzenie z marką jakieś jest.. No ale trudno. Zawsze będą jakieś "z kimś i z czymś" skojarzenia. I nie mogę się wiecznie na nie oglądać.. No to tak - trasę zacząłem chwilę po godzinie 11 gdy przyjechałem na dworzec PKP po kolegę GŻ. Akurat zdążyłem dojechać i przyjechał pociąg. Do trasy oczywiście byłem słabo przygotowany - w sensie, że nie opróżniłem zawartości karty pamięci z kamerki. Po ładowałem akumulatorki ale wszystkich nie wziąłem z domu. Trasę zaczęliśmy od wizyty w naszej lokalnej ale skromnej Płotowskiej gastronomii. W sumie 3 punkty z kebabem - z czego tylko jeden otwarty. No to akurat skorzystaliśmy z oferty Wielkiego Kebaba w Płotach - przy ul. Wojska Polskiego. Akurat już w tym czasie nie śmiało przebijało się słoneczko przez szarość jaka trwała od poranka.. A, że byliśmy tu gdzie byliśmy to zabrałem GŻ w drodze po Płotach, mijając ul. Kolejową i wyjeżdżając na drogę z płyt jumbo - prowadzącą na kolonię Sowna a dalej mijając bokiem Narnię jechaliśmy na Waniorowo. Jak test to test.. Trzeba przetestować nowy nabytek GŻ na nierównościach.. :) A swoją drogą - ponad 3 lata nie było mnie na tej drodze. Obstawiałem nawet - mówiąc do kolegi GŻ, że pewnie ostatni raz byłem tutaj z 20k km temu. A dokładnie byłem: 22 138 km temu (bez dzisiejszej trasy) - na trasie: "1000 jazd": Zagórcze. To też taki powrót w wspomnienia dla mnie. I to często nawet tak dawne jak kwiecień 2011 czy to był 2012 r. Nawet nie pamiętam :O Jak po latach przerwy na rowerze - wróciłem do jeżdżenia. I jechałem właśnie tą drogą z Płotów przez Krężel na kolonię Sowna. To były czasy kiedy po zrobieniu 7 km (dosłownie zdychałem. Bez formy. Aż do tego stopnia bez formy. A dziś? A dziś znów potrafię zrobić 100 km. Drogę przez Krężel dobrze wspominam. Tak samo jak samą Narnię i jej każde zakamarki, które penetrowałem zarówno na jazdach z Aurelią jak i będąc tu pieszo. To takie piękne czasy, że po parę km na pieszo się robiło.. I gdzie to wszystko minęło. Gdzie jestem "JA" z tamtych lat.. No cóż.. Piękna trasa na którą mimo pogody wdziera się jesień.. Trwała dalej. Przechodziła przez kolonię Sowna na Waniorowo a dalej przez Baszewice do Trzygłowia. Oczywiście musiałem się pochwalić szkołą w której pracuję. Szkołą w której spędziłem prawie 5 lat.. Dokładnie 1.09. minie 5 lat jak tu jestem. Kawał czasu i kawał historii za mną. A to co się dzieje w tej szkole to jest sprawa na wiele, wiele wpisów. Dziś sobie je daruję. Dziś wraz z kolegą GŻ skupialiśmy się na okolicach Gryfic - w ramach projektu Gryfickiej Urbanizacji. Kolega GŻ miał przy tej okazji nie częstą okazję, z racji tego, że mieszka w mieście (Szczecin) - miał okazję przejechać się po polu! :) Tuż za ul. Azaliową w Jabłonowie - była taka okazja z której trzeba było skorzystać. Było to też pierwsze miejsce gdzie puściłem drona. Jednak dron jakoś nie chciał latać. Może pogoda. Może inne zakłócenia. Dosłownie kawałek poleciałem i traciłem zasięg niezależnie od wysokości. Gdy robiłem drugie loty w Rzęskowie to nie miałem tego problemu. Objechaliśmy właśnie kawałek Jabłonowa a potem przemknęliśmy ukradkiem przez Gryfice - bocznymi skrótami.. I tak dojechaliśmy początkowo do ul. Owocowej która zmienia się w ul. Łąkową. Tu zamieniliśmy się na pojazdy :) I przez chwilę miałem okazję po testować nowy rower GŻ :) A on miał okazję zobaczyć jak się jeździ na Aurelii - nie zważajcie jak to brzmi.. W gruncie rzeczy to dalej rower.. :) Jak dla mnie jeśli chodzi o Rometa GŻ to tylko dostosowanie pozycji pod siebie i mógłbym śmigać.. Jednak co nie mówić Aurelia mimo swych lat (niedługo skończy 11 lat) - nadal nie jest zła. Co potwierdza właśnie GŻ. Dodatkowo potwierdza problem przy kierownicy, który czuję od jakiegoś czasu. I już kilkukrotnie o nim wspominałem. Dzisiaj co prawda nie stuka - bo to jeszcze potrafi stukać - ale czuć, że elementy mechaniczne sterów są już po prostu zużyte. I taki stan długo potrwać nie może i w sumie nie potrwa. Umawiam się na dniach na serwis z kolegą WG również ze Szczecina. I trzeba to zrobić. A tym czasem nasza trasa trwa dalej. Kończy się lato. Coraz bliżej jesieni. Coraz więcej spadających czy zalegających na drogach żołędzi. Pierwsze żółte liście na drzewach.. No ale choć przez chwilę jeszcze się nie czuje tej jesieni i idącej za nią samotności. Na chwilę dałem się zwieść - pewnie marzeniu, że może uda się przezwyciężyć samotność. I może nie będzie tak źle. Duże nadzieje pokładałem w znajomości z niejaką Julią, która sama zresztą chciała mnie poznać. I jak sama chciała poznać tak sama zakończyła tą znajomość - właśnie dziś. Właśnie w tych pierdolonych Gryficach. Z Rzęskowa jechaliśmy przez Gryfickie miasto - w stronę Łopianowa. A po drodze oczywiście przystanek na pizzę! :) W pizzeri którą dobrze znam, w której nie raz bywałem. Zresztą gdzie ja z tą dziewczyną, nie bywałem. A łączyło nas tylko 2,5 roku znajomości.. No cóż.. Nim zdążyłem się posilić pizzą.. Po niezłym kawałku trasy - trwała ostatnia wymiana zdań z niejaką Julią, która ostatecznie zakończyła ze mną znajomość zarzucając nieprzepracowane traumy z dzieciństwa XD. No a ona okaz zdrowia. Z patologicznej rodziny. I sama skończyła na oddziale dziennym Szpitala Psychiatrycznego w Gryficach. To okaz zdrowia i kogoś kto rości sobie prawa do oceny innych. Na całe szczęście się za mocno tym nie przejmuję. Po prostu mam szczęście trafiać na same takie.. Zostawię jednak ten wątek bo nie ma sensu go rozwijać. Zresztą za bardzo też nie ma czego rozwijać - znajomości trwającej dosłownie 5 dni? Czyli od poniedziałku do piątku - no dziś sobota. To w sumie 6 dzień gdy się skończyła. Pewnie szybko mi przejdzie. Codzienność zrobi swoje. Nowe wspomnienia, nowe wyzwania. A tych w końcu sporo. Zbliża się nowy rok szkolny - 5 rok mojej pracy w szkole i 2-gi rok pracy jako nauczyciel. Zobaczymy co przyniesie dotąd nie znana przyszłość. A tym czasem w piękne, słoneczne i jakże ciepłe po południe jechaliśmy dalej. Przez mocno zniszczoną drogę w stronę Łopianowa. Zaciągnąłem kolegę GŻ na wagę w Smolęcinie. Kiedyś z JS o której już tak wiele piszę.. Też tam byłem. Dziś ta waga nie pokazuje niczego pozytywnego. No niby ja z Aurelią miałbym 140 kg ważyć - gdzie sama Aurelia 40 kg?! Że jak? No ale tak myślę.. Co za sens jest zawyżać wagę przyjmowanych zbóż do silosów? Może czegoś nie dostrzegam. No dobra w moją wagę jeszcze uwierzę ale Aurelia na poziomie 40 kg? To nie możliwe. Oznaczałoby to, że sakwy i to co w nich mam waży więcej niż sama Aurelia (16 kg). W Smolęcinie mieliśmy dłuższy postój techniczny. Wymieniałem tutaj kartę microSD. Wkładając kartę z drona do kamerki. I z kamerki do drona aby się nie zgubiła. Zmieniałem także po raz kolejny akumulatorek... I tego akurat zgubiłem :) To u mnie normalne zawsze musi się coś zdarzyć. Wyleciała mi bateria z kamerki, której później potrzebowałem. Gdy mijaliśmy Smolęcin obserwowałem niepokojącą ciemną chmurę. Wydawało mi się, że pójdzie bokiem. Więc za bardzo się nią nie przejmowałem - i gdy minęliśmy okolice Smolęcina i pojechaliśmy dalej na Kocierz.. Nie przejmowałem się tą chmurą. Będąc pod Kocierzem pojechałem z GŻ na fajną miejscówkę przy rzece Redze. Było tu parę osób. Chyba jacyś ukraincy, którzy na dobre tu balowali. Mieli fajki wodne. Robili grilla. Nie byliśmy tu długo. Chwilę. Dojazd był jednak paskudny. Nie potrzebnie ciągle pada. I są tylko kałuże i błoto. Wyjechaliśmy z Kocierza dalej, mijając nadal ciemną chmurę, która nas goniła. Nie skapnąłem się jednak od razu, że tak jest. I niczego nieświadomy pojechałem z kolegą GŻ na Gostyń Łobeski a z niego na Dobiesław. Do Dobiesławia nie zdążyliśmy dojechać. Nie dużo brakowało - raptem z 3-4 min. Z lekkiego deszczu zrobiła się wielka ulewa. Momentalnie wszystko było zalane. Przechodziła jakaś komórka burzowa. Trochę grzmiało.. Przeszło jednak szybko. Musiałem się i tak przebrać po trasie. Chciałem wymienić przy okazji akumulator w kamerce i nie mogłem go znaleźć. No.. Zgubiłem go w Smolęcinie. Wkrótce było to dla mnie jasne. Przez ten deszcz i problemy techniczne - zostaliśmy chwilę dłużej w Dobiesławiu. Ojciec podwiózł mi baterie i jeszcze jedną wodę z domu. Nie brałem dziś dużych zapasów aby właśnie nie targać wszystkiego. Było dość ciepło. Nawet cieplej niż się spodziewałem... Dłuższą przerwę techniczną zaliczyliśmy i mogliśmy jechać dalej. Będąc znowu zaopatrzonym w naładowaną baterię. W wodę. I już przebrany w suche ciuchy. Poprowadziłem kolegę GŻ z Dobiesławia na Czarne i z Czarne na Makowice. Wróciliśmy już drogą aby nie kombinować - myślałem aby wracać przez kolonię Czarne ale po tym niespodziewanym deszczu zrezygnowałem. To nie byłby dobry pomysł. Więc wróciliśmy już normalnie drogą z Makowic do mnie do domu. Gdzie i tak nie mogliśmy za długo zostać - mając w głowie odjeżdżający ostatni pociąg ze stacji Płoty o godzinie 20:36. Spędziliśmy dzisiaj fajnie czas i fajną przygodę, która przypomina mi o trasie, również robionej z kolegą GŻ: Historiami przygód. Również piękna historia i również jest co wspominać.. Z czasów gdy było ciut lepiej.. Teraz mieć nadzieję, że ten czas gdy było: "gorzej" przemija. A może i przeminie. I nie będę musiał tak często wracać do tego trudnego dla mnie czasu..
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)