Dzisiejsza trasa ma nieco niecodzienny przebieg, i niecodzienne wyjątkowe możliwości, jakimi jest możliwość późniejszego przyjścia do tej jebanej pracy. Nigdzie się nie spiesząc na spokojnie z rana przygotowałem się do wyjazdu, nabrałem ze sobą trochę obciążenia aby za łatwo nie było - brałem laptopa do pracy, do naprawy. Stary laptop to nieco ciężki jest.. Jakieś jedzenie i napoje do pracy, co powinno mi starczyć na 2-3 dni.. Ciuchy na przebranie się. Trochę się tego nazbierało, nie było łatwo ale jakoś się na trasę spakowałem i pojechałem w cholerę. I ujechałem raptem dosłownie kilka metrów gdy się musiałem zatrzymać w ten chłodny, w deszczowej aurze, w bardzo nieprzyjemny poranek. Jedyne pocieszenie dzisiejszego dnia, że nie jadę na tą trasę do pracy tuż po godzinie 7 rano bo to byłoby całkiem ciężkie. Wciąż unosi się ta wilgotność w powietrzu i jest po prostu nieprzyjemnie. A nadmienię, że wyjeżdżałem przed godziną 8 w trasę, była godzina 7:49. To już nie powinno być tak źle.. A było.. No nie mniej zdążyłem ujechać kilka metrów, i koniec. Z bugowała się kamerka i to 2x. I dobrze, że w takim miejscu.. To jednak nie wina baterii bo było takie podejrzenie. Ja raczej podejrzewam, że to może być jakiś problem z kartą pamięci. Nie mają wpływu również na to dziury, jazda po dziurach. Miałem takie podejrzenie bo na dwóch pierwszych i w tym przypadku dwóch ostatnich takich przypadkach stało się to właśnie na takich dziurawych drogach: ZS: Smutna trasa - awaria filmu i ZS: Długie i awaryjne trasy do Dino. A to jednak nie ma nic do rzeczy.. Dzisiaj się tak na początku trasy stało.. Szybko jednak rozwiązałem problem bo się całkiem kamerka z bugowała, zaczęła tylko wyświetlać komunikat: error i tak ciągle włączała się i wyłączała i tylko error i error. W końcu ruszyłem w tą długą w dniu dzisiejszym i dość ciekawą trasą, w której z rana jechałem na ul. sierpową na Pomorzanach. A po pracy zajeżdżałem na ul. Ku Słońcu do serwisu i sklepu rowerowego "konik", na małe naprawy Aurelii. W ostatecznym końcu trasy, i dnia.. Zajechałem jeszcze na zakupy do Przecławia. Dzień zaczyna się o tyle ciekawie, że sobie tak z rana jadę na te Pomorzany. Ale w trakcie trasy takie coś mnie się zrobiło, że nie wiedziałem dokąd ja właściwie jadę i po jaką cholerę? Sądzę, że tej cholernej bursy i tak nie dostanę.. A nawet jeśli to ja przecież nie planuję przedłużać umowy w tej pierdolonej firmie, gdzie dzisiaj z tymi durniami się znowu pożarłem.. Wkurwiają mnie śmiecie głupie i poszło jak to często bywa o rower.. Nie ma sensu tkwić w tym bagnie, wkurwiać się, denerwować, stresować każdego dnia. Tyle poświęceń żebym jeszcze miał z tego jakąś kasę. Ale nie mam.. Nie mam z tego nic.. Przecież to co ja zarabiam, i ile poświęcenia mam.. W tym na siłę, wbrew sobie mieszkam w wielkim mieście gdzie mieszka mi się źle.. Nie jest warte tego poświęcenia. Więc najpewniej zrezygnuję z tej pracy. A na bursę i tak nie liczę. Dadzą to dadzą, może mógłbym ją zachować za większy koszt najmu.. Ale nie sądzę, że otrzymam.. Także jedyna korzyść z dzisiejszego dnia to nie tylko taka większa przejażdżka rowerowa a późniejsze przyjście do tej jebanej pracy.. Gdzie oczywiście i tak musiałem się pożreć z taką jebniętą kurwą, która wiele miesięcy temu poleciła mi pracę tutaj. Gdyby nie ona to prawdopodobnie nigdy w tym miejscu bym się nie znalazł a moje życie mogłoby wyglądać znacznie inaczej. A teraz to wygląda tak, że jeszcze ponad 2 msc będę musiał się męczyć. Tyle, że w tym czasie mam około 20 dni urlopu.. A zawsze mogę spierdolić na jakieś L4 i mieć ich w dupie ;) Najważniejsze nie jest to jak zaczyna się dana historia, jak trwa, no bo jak wiadomo przebieg każdej historii może się wielokrotnie zmieniać. Najważniejsze jest to jak się skończy. Dla mnie dzisiejsza trasa rozpoczęła się niezbyt ciekawie, chłodny i nieprzyjemny poranek. Wciągu dnia też nie było rewelacyjnie. Ale już sam koniec, i nabite dzisiaj kilometry były jak najbardziej w porządku! Nie bez znaczenia pozostaje również fakt, że udało się poprawić mankament Aurelii, który przez ostatnie kilka tras mnie męczył. Teraz jest już OK! :) Więc mogę jeździć dalej, nie zbaczając na to, że zbliżam się do granicy 10 000 km na jednym łańcuchu (tudzież także napędzie).. A ta granica jest naprawdę wyjątkowa bo wchodzi w czołówkę NAJDALSZYCH PRZEBIEGÓW ŁAŃCUCHA nie tylko w mojej karierze ale ogólnie w ujęciu krajowym czy nawet światowym to jest już naprawdę poważny wynik!
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2020 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 561
Trasa nr [łączna]: 643
Trasa nr [na blogu]: 557
W tym tygodniu: 1
W tym miesiacu: 2
W tym roku: 37
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 634 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 548 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 9 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 3580.7 km
Stan Licznika Końcowy: 3624.06 km
Stan Licznika Końcowy2*: 3619.21 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 15810 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 15853 km
Maksymalna prędkość: 35.6 km/h
Przejechałem: 43.36 km
Przejechałem [msc]: 84.3 km
Przebieg roweru [rok]: 1200 km
Przebieg roweru [suma]: 23765.73 km
Przejechalem w 2020: 1200 km
Podroż dookoła świata (2020) 3 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 59.4143 [%] km
Czas jazdy: 02:44:41 h
Czas Jazdy Suma (ever): 1500:57:43 h
Czas Jazdy Suma (blog): 1277:31:35 h
Czas Jazdy Suma (2020): 79:08:15 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 05:12:02 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:36:01 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:08:20 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:16:38 h
Średnia: 15.86 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego stanowi ciekawą wyprawę, na którą składa się kilka historii zawartych w dniu dzisiejszym. To nie tylko późniejsze przyjechanie do tej jebanej roboty, to nie tylko użeranie się z debilami w tej pierdolonej robocie, to także w końcu udana drobna naprawa Aurelii, to także znaczenie zmian jakie następują w otaczającej mnie Szczecińskiej rzeczywistości, a także niebezpieczne drogi... Miałem dzisiaj dwa zdarzenia drogowe. Pierwsze na ul. Ku Słońcu przed rondem Gierosa, a drugie gdy już wracałem do siebie do internatu, na skrzyżowaniu ul. Łukasińskiego z ul. Sosabowskiego. I jak tu żyć w takim mieście, jak tu się poruszać, jak dookoła tyle zagrożeń. Cała historia zaczyna się nad rankiem gdy na spokojnie bez stresu przygotowuję się do jady i jakoś nie jestem zachęcony do tej porannej przejażdżki. Jest chłodno, nieprzyjemnie, deszczowo.. Tak szczerze to poranne jazdy w Styczniu były o wiele przyjemniejsze niż w tej kalendarzowej wiośnie, która przecież już trwa.. Nie musiałem się jednak spieszyć i to był plus, jak sobie na spokojnie przed godziną 8 pojechałem. Na początku trasy jak już wspominałem miałem małe problemy z kamerką, ale na szczęście właśnie na początku trasy i udało się je ogarnąć i pojechać dalej. Dla mnie to bez większego sensu, składanie tego wniosku o bursę policyjną, skoro się czeka na nią tygodniami, a ja przecież nie będę raczej przedłużał umowy.. W zeszłym tygodniu dałem sobie takie postanowienie, że jak jeszcze raz mnie wkurwią tutaj to nie będę przedłużał umowy. A, że jestem sceptycznie nastawiony do życia to nie sądzę, że to coś da.. No cóż, byłoby może fajnie, ale czy ja wiem czy powrót taki lepszy by był? No raczej nie, no niby trochę krócej, nie liczyłem dobrze ale chyba tu wyjdzie z jakieś 4,5 km do pracy. Ale do przystanku tramwajowego na pętli Pomorzany nie jest blisko. A jak mam iść długo na przystanek i potem z niego długo iść do bursy.. To też bez sensu. A jak chodzi o dojazd, to jest możliwy dwoma liniami tramwajowymi linią nr 3 i 6. I nie wiem jak 6 o tej porze, ale 3 z Placu Zwycięstwa - jest tak zapierdolona ludźmi, że tam nogi się nie wciśnie. Nie wiem jak to będzie, oczywiście jak zawsze czas pokaże, a wraz z nim kolejne wpisy. A póki co z tych Pomorzan jadę do tej cholernej policji. Wbijam tam trochę po godzinie 9. Przychodzę, nawet nie odpocząłem dobrze tyle, że się przebrałem i powiesiłem na krześle spoconą od jazdy bluzę. Normalnie bym jechał w samej koszulce i kurtce oczywiście, ale wydawało mi się, że jest z rana tak zimno to wziąłem cienką bluzę. No i chuj trochę spocona, no co zrobię. I się dzisiaj o to pokłóciłem z taką pizdą jebaną "monisią" pierdoloną. Coś mi tam pierdoliła o tej bluzie abym ją wziął czy coś. Ja tam machnąłem rękę na to, nie miałem czasu użerać się z nienormalnymi osobami. Trochę w pracy miałem zajęć, wracam potem do pokoju a tam kurwa krzesła nie ma, na którym siedzę. Pizda mi wyprowadziła na korytarz. No kurwa - wkurwiła mnie szmata. Niech mnie nie prowokuje bo ja krzesło na którym siedzi z tym krzywym ryjem to przez okno wypierdolę. Ci co mnie znają to wiedzą, że jestem do wszystkiego zdolny. Także dzień w robocie jak co dzień. Tylko się wkurwiam i nic ponadto. Na koniec dnia pojechałem jeszcze na naprawę Aurelii do serwisu "Konik" na ul. Ku Słońcu. Tam się okazało, że linka jest połamana a to nowa linka, i, że jest jej za dużo ucięte i nie ma regulacji przy przerzutce. Skończyło się na ponownej wymianie linki i wtedy się ładnie już wyregulowało przerzutkę i wszystkie przełożenia mi wchodzą. Przynajmniej dzisiaj bo testowałem. Już po serwisowaniu, które kosztowało mnie ponad 30 zł (linka + pancerz + te końcówki na linkę) i sama regulacja - 20 zł, pojechałem w głównym celu dzisiejszej trasy na zakupy do sklepu Dino. Jechałem przez Gumieńce, wzdłuż ul. Okulickiego, która jest cała rozkopana, nie ma tam przejazdu! Jakbym wiedział to bym nią nie jechał. A skąd miałem wiedzieć jak ostatni raz jechałem tutaj na trasie: ZS: Trasa "prawie 20-stka". Wtedy tylko drzewa były wycięte a teraz wszystko jest wywalone.. Duża rozpierdówa a to nie jedyny mankament trasy. Kolejny dotyczy wsi Warzymice, bezpośrednio graniczących z Szczecin - Gumieńce. Tutaj powstaje duże osiedle na al. Śliwkowej. Po jednej stronie są osiedla, po drugiej :( Smutne to. Zwracałem na to uwagę w 2019 r.: Nieudana trasa na Niemcy - 25.08.2019 r.. Ciągle się rozwija, ciągle nieustannie rozbudowuje się te cholerne miasto... I to w zastraszającym tempie. Deweloper już zaczął budowę tego osiedla, z drugiej strony Warzymice na granicy z Przecławiem też się rozwijają i te cholerne blokowiska tam powstają.. Właśnie tam jechałem w zeszłym tygodniu, właściwie to wczoraj. I już wczoraj na to narzekałem: ZS: Niemiecki wojaż z 01.03.2020 r.. Teraz mogę tylko bardziej narzekać na to co się dzieje, jak te miasto brnie we wszystkie kierunki.. I to oczywiście kosztem natury, logiki, rozsądku. No po prostu kosztem wszystkiego.. Tak ciężko jest uciec z tego miasta a one tak bardzo we wszystkie strony brnie.. Coś strasznego.. Jakoś minąłem ten smutny obrazek, wzdłuż Warzymic jednak nie było lepiej. Nie tylko powstaje osiedle, a także jakieś kolejne firmy czy coś innego w dalszej części drogi.. W końcu dojechałem do Przecławia, na zakupy. A tam niebotycznie wielka kolejna do jednej kasy! Ale się tam nastałem.. Wychodziłem było jeszcze jasno. Zapakowałem wszystko do biednej Aurelii i tak ciężko pojechałem. I ku mojemu zaskoczeniu jeszcze za dnia (no prawie) wróciłem.. Przynajmniej do Mierzyna miałem w miarę widno. A trzeba zobaczyć, która to godzina już była! Gdyby nie ten serwis Aurelii, to na spokojnie po zakupach wróciłbym za dnia! Dzisiaj w końcu zachód słońca następował o godzinie: 17:42. A ciemno jest parę minut później.. Więc tak sobie myślę, skoro Aurelia już dobrze działa, biegi wchodzą jakoś i nie jest źle.. To jeszcze kilka dni pojeżdżę na tym zajeżdżonym napędzie.. I już w przyszłym tygodniu na spokojnie z czystym sumieniem będę mógł zrobić aktualne zdjęcia napędu - mając czyste sumienie, że spełniam założone kryteria, na które już kilka razy się powoływałem - kryteria, które ustaliłem na trasie: ZS: Trasa "50-tka". W końcu po dzisiejszym jebaniu policji w policji (wiem jak to brzmi ale tak to wygląda), prawie za dnia byłem wstanie wrócić.. A dzisiaj tego jebania było.. No i trasa przecież ani łatwa ani krótka.. A skoro po zakupach w Dino jestem wstanie prawie za widna wrócić to i na dłuższych trasach będę wstanie. Najdłuższa trasa i najtrudniejsza - jaką robię po pracy to Polickie Ścieżki. I już na ostatnich takich ścieżkach: ZS: Polickie Ścieżki z 27.02 - byłem wstanie wrócić do centrum miasta za dnia (pod Bramę Królewską). Zabrakło mi dosłownie z 20 min do internatu, i za widna. A trzeba pamiętać, że 27.02 zachód słońca następował o godzinie: 17:35. Dzisiaj nastąpił aż 7 min później. Z czego na spokojnie mogę liczyć na to, że po zachodzie słońca jest widno przez jakieś 10-15 min. A więc jakbym dzisiaj robił trasę Polickich Ścieżek i utrzymał taką wysoką średnią prędkość jak ostatnio.. To za dnia powinienem wrócić przez całą trasę. I tak byłoby dzisiaj. A w kolejnym tygodniu? Czy jeszcze dalej?! To na spokojnie! Tylko trzeba mieć wiarę i nie poddawać się. A wszystko będzie możliwe do osiągnięcia! Dzisiejsza trasa choć nie łatwa, długa i męcząca (w końcu wczoraj też trochę jeździłem) dobiegła końca i nie jest źle! Wszystko będzie zmierzać powoli do weekendu, na który bardzo mocno czekam chciałbym aby już był.. Aby był już piątek. I ja po 2 tyg spędzonych w Szczecinie w końcu wrócę do Płotów, do mojej historii.. I tras z tamtych stron! :)
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)