Dzisiejszego dnia chciałem w końcu zrobić fajną, długą trasę, taką nawet na ponad 100 km - ale niestety się nie udało. Moje plany i marzenia pogrzebała pogoda. Co prawda było zapowiadane, że może być brzydko i deszczowo, miałem jednak nadzieję, że tak nie będzie i uda mi się zrobić trasę ale niestety :( W konsekwencji wracałem dziś w niezłą ulewę i tak się skończyła ta zabawa. Co dziwne i ciekawe, nie skończyło się jednak na ponownym zresetowaniu licznika głównego przez jego zamoknięcie. Co prawda przygasał po trasie i przygasał ale dojechałem do domu i dalej działał, porobiłem zdjęcia. Ciekawe czy będzie działał gdy następny raz wyjdę na rower - nie wiem kiedy - bo w sumie nie wiem jak bardzo się ta pogoda zmieni, a ma być tragicznie w weekend. Ciągle jest źle i źle. Muszę coś wymyślić aby nawet w takie dni jeździć. Nie chcę sobie przecież robić kilku dniowych przerw tylko dlatego, że pogoda jest w tym roku jaka jest bo to się zawsze wiąże dla mnie ze stratą formy, i później kilka dni znów muszę ją odbudowywać i w taki sposób nigdy nie będę wstanie pojeździć dłuższych tras. Tym bardziej jest to dobijające, iż już się czerwiec kończy a lato wciąż nie przyszło. Wciąż jest brzydko tak jak było dziś. Gdy wychodziłem na rower było trochę pochmurnie z przejaśnieniami. Miałem nadzieję, że do wieczora nie będzie padało - jednak tylko na nadziejach się skończyło. Wyruszyłem mimo wszystko w trasę, miałem nadzieję, że jej przebieg będzie o wiele lepszy. Jednak należy i tak się cieszyć z tego co się udało osiągnąć niż myśleć tylko o tym co można było osiągnąć gdyby wszystko poszło zgodnie z moim zamysłem, tym jak sobie to zaplanowałem. W trasę ruszyłem w końcu tradycyjnie drogą nr 108 w stronę Golczewa. W końcu, przez ostatnie kilka jazd unikałem tej drogi i tych stron i po prostu tędy nie jeździłem - nie wiem czemu w sumie, tak się zdarzyło, że nie i już - a to przecież moje ulubione strony ;) W ostatnie dni wolałem jednak postawić na odkrywanie nowych dróg i nowych miejsc, aby poszerzyć horyzonty i możliwości zwiedzenia okolicy. Pojechałem więc drogą nr 108 - dokładnie do Truskolasu. Gdy wyjeżdżałem z mojej rodzinnej mieściny, na drodze 108 widać postępujące prace nad budową drogi S6. Te prace zaczęły się i tutaj. Na skrzyżowaniu na krężel - była tam taka droga polna, którą raz się wybrałem do końca - prowadzi do puszczy w Sownie (rezerwat przyrody), fajne tereny ale kompletnie nie nadające się do jazdy rowerem. Te tereny, i ten dzień opisuję w trasie: Spacer z Aurelią. Ta droga mnie interesowała jeszcze w 2015 r. gdy jeździłem nią - kawałkiem zimą, po zmroku - nigdy nie zapuszczałem się daleko. To miejsce się wkrótce zmieni. Wycięto już tutejsze drzewa. Rozkopuje się także pobliskie pola - będzie szła tędy obwodnica miasta - obwodnica na drogę nr 108 i 109. Wszystko się tak zmienia. I postęp prac jak widać jest ogromny i coraz bardziej zauważalny. Nie patrzyłem jednak na to zbyt długo, pojechałem dalej. Źle się jechało, nieco ciężko. Czułem się trochę zmęczony ale nie chciałem się poddawać no i było nieco chłodno dzisiaj. Niby temp. są wysokie, ale brak słońca, silny wiatr i wydaje się, że jest o wiele chłodniej. Tak dojechałem do Truskolasu skąd odbiłem na Nowogard przez Wierzchy i Miętno. Ciężko się jechało bo ciężko ale miałem nadzieję, że dam radę. Przecież nie jechałem na czas. Wyjechałem wcześniej z tą myślą, że ta wycieczka mi trochę zajmie - kilka godzin i wrócę późnymi wieczornymi godzinami. Gdy już tak mijałem wieś Wierzchy i tutejsze prace drogowe - pewnie w jakiś sposób związane z inwestycją w drogę S6, pogoda robiła się coraz bardziej deszczowa.
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
ID wpisu: 120
Trasa nr [łączna]: 205
Trasa nr [na blogu]: 119
W tym tygodniu: 2
W tym miesiacu: 11
W tym roku: 55
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 202 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 116 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 3 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 358.62 km
Stan Licznika Końcowy: 408.1 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 475 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 503 km
Maksymalna prędkość: 38.8 km/h
Przejechałem: 49.48 km
Przejechałem [msc]: 537.04 km
Przebieg roweru [rok]: 1859.14 km
Przebieg roweru [suma]: 7725.76 km
Przejechalem w 2017: 1859.14 km
Podroż dookoła świata (2017) 4.6478 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 19.3144 [%] km
Czas jazdy: 02:40:58 h
Czas Jazdy Suma (ever): 489:16:31 h
Czas Jazdy Suma (blog): 265:50:23 h
Czas Jazdy Suma (2017): 130:11:27 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 33:57:58 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 03:05:16 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:22:02 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:12:55 h
Średnia: 18.56 km/h
Było coraz chłodniej, mocno zachmurzone niebo. Spodziewałem się tego, że może padać, ale miałem nadzieję, że może jakoś przejdzie, przejdzie jakoś bokiem i nie będzie padało. Ale padało. Wkrótce wjechałem do Nowogardu, i już w Nowogardzie zaczęło z lekka kropić. Nie poddawałem się jechałem dalej drogą nr 106, z której zjechałem na drogę nr 144, którą miałem jechać do wsi Dobra. Nie dojechałem tam jednak. Stanąłem na przystanku autobusowym pod końcem miasta Nowogard. Stałem tam z dobre 30 min. Nieźle się rozpadało. I nic nie zapowiadało na to, że się poprawi. Postanowiłem więc wrócić stąd do domu, darować sobie dzisiejszą jazdę i wrócić do niej w sobotę (zaś jutro) zrobić sobie jakąś krótką przejażdżkę w godzinach wieczornych, np. trasą na Brodniki. Na jutro mam zaplanowane sprawy w Szczecinie, jak mi się tam nie chce jeździć po parę razy w tej samej studenckiej sprawie tylko dlatego, że uczelnia popełniła błąd, eh. No nie ważne - takie mam plany, i nie widziałem sensu czekać tu dłużej. Założyłem więc dłuższą czapkę na głowę, przeciwdeszczowy płaszcz - i z nadzieją, że licznik mi nie padnie ruszyłem w drogę w deszczu. Mój główny licznik nie padł. Ale niespodzianka. Kilka razy się tej nowej Sigmie800 zdarzyło, że się przesuwa jakoś jej czytnik i nie z czytuje kilometrów i po prostu stoi. Dziś się tak stało po ok. 27 km. No masakra. Ja mam szczęście do wszystkiego. Jak mogę przestać używać mój stary licznik rowerowy skoro jest on nie zastąpiony i jest po prostu niezawodny ?! No jak. Tylko jemu ze starości już mgła i deszcz szkodzi, ale tak to działa ok. Nie ma z nim takich akcji, że coś nie działa, nie czyta. Z tą Sigmą kilka razy się zdarzyło ... ale do tej pory to olewałem ale teraz mówię: DOŚĆ. Nie może przecież tak być, że ciągle będzie coś nie tak z każdą rzeczą, którą kupię do tego roweru. Jak nie nowe koło jest krzywe i nie wycentrowane, to licznik nie działa jak nie to, to co innego i tak ciągle ciągle coś. Nie można w ogóle zaufać żadnemu sprzętowi. A do tego sam rower się psuje, i dzisiaj kilka razy dawał o sobie znać poprzez to, że się coś blokuje, ciężko się jedzie i ta sama pogoda. Teraz nie dość, że padało to ten właśnie zapasowy licznik Sigmy800 sobie padł. Nie stawałem już do niego. Co mam w deszczu to robić. Pojechałem - minąłem cały Nowogard, zjechałem na drogę 6 i jak najszybciej mogłem tak szybko jechałem. W zasadzie na prędkość < 20 km/h nie schodziłem. Więc nieźle gnałem w tym deszczu podczas sporego ruchu samochodów co jest normalne na tej drodze. Chodź irytujące się robiły jak dla mnie te samochody. W końcu tak bardzo zmieniają mi się moje plany, pogorszenie pogody, dochodzi także zmęczenie po tej szybkiej jeździe to jeszcze te cholerne samochody wszędzie ... Dojechałem możliwie szybko, przecież o to się nawet starałem - jechać szybko, ponad 20km/h przez całą trasę. Nie zatrzymywałem się ani na chwilę, no raz tylko w mieście na światłach stanąłem ale to dlatego, że dzisiaj już raz na czerwonym przejechałem XD W pierwszą stronę w Nowogardzie. Na bardzo późnym żółtym ale już w zasadzie czerwone było, byłem nie mniej dość rozpędzony miałem ok. 35 km/h na liczniku to co miałem hamować - bez sensu - to już pociągnąłem. W powrotnej drodze jednak zrobiłem na to wyjątek ale to było w Nowogardzie już na trasie drogi 6 i ze zjazdu z 6 na 109 w stronę Gryfic też nie stałem na światłach. Zwolniłem przed nimi aby nie stać na czerwonym i zdążyłem wolniej dojechać i zmieniło się światło na zielone i pojechałem. Masakryczny powrót do domu - w całej tej ulewie, bez chwili wytchnienia w morderczym pędzie. Wtedy nie było, że rower się psuje, że coś tam! Trzeba było jechać co czyniłem! Tylko najbardziej smuci to, że nie udała mi się dzisiejsza wycieczka. Została także zmieniona. Przecież nie chciałem jeździć po drodze 6. Ale byłem do tego zmuszony bo co miałem zrobić. Miałem wracać dłuższą drogą?! Na gorszej drodze? Wolałem wybrać sobie naprawdę w dobrym stanie drogę i tak uczyniłem. A w najlepszym stanie i najlepszej jakości jest krajowa 6-tka, co za tym idzie jest także dość niebezpieczna - zbyt duże natężenie ruchu, i ludzie jeżdżący jak wariaci to standard. Trzeba było jednak przetrwać i dojechać i dojechałem. Teraz mam nadzieję, że w kolejnych dniach zrobię sobie tą planowaną trasę! :)
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)