05.10.2024
Jazda nr: 1497

Tagi: Niemcy, WG, wiejskie_przygody, GPS |

Trasa z dnia dzisiejszego jest zaplanowana z końcem września wycieczką - w sumie przygodą. A tak napisałem do WG: jedziemy w sobotę jak będzie pogoda, bez względu na wszystko! - ze względu na cenzuralność wpisu myślę, że mogę tak powiedzieć. Bo tak naprawdę to trochę wulgarniej było, że jebać wszystko itd. I jedziemy. Życie dość mocno mnie dobija z każdym kolejnym dniem sprawiając coraz więcej smutku. A to takie nie wielkie chwile radości w których się mogę odnaleźć... Wciąż jest ciepło, dni są jeszcze w miarę.. Nie takie krótkie ale w miarę.. Dzisiaj zachód słońca następował o godzinie: 18:32. Nie tak źle.. A i tak trzeba było z rana wyjechać aby zdążyć. Mimo zaplanowania i jakiegoś przygotowania do trasy nie szło mi to za dobrze. No dobra baterie do kamerki przygotowane. Chociaż to. Powerbank naładowany - chociaż to. A dolać paliwa do samochodu już nie dolałem. W sumie myślałem o tym jeszcze wczoraj aby przed wyjazdem dolać... To w końcu kawałek drogi jest. A pomyślałem, że może starczy... Ta starczy - chyba kurwa w jedną stronę starczy - bo tak to się w sumie skończyło, że z Rugii wracałem na rezerwie. A nim w ogóle do niej dojechałem... To nie trafiłem od razu na osiedle przy ul. Parkowej - swoją drogą, wielkie osiedle można jego ilość mieszkańców przyrównywać do ilości mieszkańców wiochy gdzie mieszkam... Mam jakieś problemy z myśleniem w ostatnich dniach. I może dlatego zamiast w ogóle w ul. Parkową pojechać to ja pojechałem na Manhatan... Po co i co ja tam robię? Nie wiem... Dobija mnie życie. Zdołowanie widać i nie da się go ukryć. A skoro już się umówiłem na ten wyjazd... To pojechałem. To w sumie dla mnie drugi raz... Ten wyjazd: Rügen: Nationalpark Jasmund. Nie cały miesiąc temu byłem. Z wyjazdu mam tylko nagrania, zdjęcia i video z drona. Nie mam jednak śladów GPS. Tak się ładnie załatwiłem tym nie myśleniem nad tym co robię... To ten wyjazd był również szansą naprawić ten błąd. I odzyskać chociaż częściowo ślad trasy. Nie jest to jednak odzyskanie całości. Dzisiejszy wyjazd zaczął się na formalnym i darmowym parkingu przy miejscowości Bobbin skąd ruszyliśmy od razu na Nationalpark Jasmund. I tym razem faktycznie w tym parku byłem. We wrześniu jak tu byłem sam to nie dojechałem do parku. Byłem blisko ale nie dojechałem - cofnąłem się. I tak gonił mnie czas. Dzisiaj też gonił czas, z zachodem słońca wracaliśmy z pod Bobbin. Nim w ogóle wyjedzie się z wyspy to chwila mija i tak się wydaje ale to kawałek drogi jest. Nawet jadąc autem. A potem jeszcze kawał drogi do domu po niemieckich autostradach gdzie raz, że nie ma cepeenów a dwa, że nawet jak są jakieś przy pobliskich miejscowościach to niekoniecznie są otwarte po nocach czy w weekendy. Nieco inny standard niż ten znany z Polski. I nie byłem na to przygotowany... Mając jeszcze tylko gotówkę - dobrze, że to euro mam... To i tak byłoby trudno sobie poradzić no ale jakby trzeba było... to z punktu do punktu... No trudno. Wycieczka w prawdziwym tego słowa znaczeniu - z wieloma przygodami i nie przewidzianymi sytuacjami. Najważniejsze, że udało się dotrzeć zarówno na wyspę Rügen jak i z niej wrócić. I dodam tak, jeszcze od siebie trafić pod osiedle gdzie mieszka kolega WG. Co z tego, że w pewnych czasach ale to już dawno.. (2019-2020) - znałem bardzo dobrze Szczecin... I co z tego, że u WG byłem wiele razy czy to rowerem czy samochodem... Teraz jestem w takim stanie, że po prostu o niczym nie myślę. Na niczym się nie skupiam. I nic mi nie wychodzi. To widać.., że nawet nie pomyślałem, że paliwo jest potrzebne do samochodu. A może to nie do końca tak? Pomyśleć pomyślałem ale ta myśl szybko zniknęła w gąszczu smutnych chwil.. rozpaczania i dołowania się w tym jaki to jestem beznadziejny. I w sumie ciężko mi myśleć inaczej. Przecież jestem beznadziejny... :(
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
* Poprawka licznika z powodu bugów 2024 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
  • ID wpisu: 1505

  • Trasa nr [łączna]: 1583
  • Trasa nr [na blogu]: 1497
  • W tym tygodniu: 3
  • W tym miesiacu: 2
  • W tym roku: 149

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1569 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1483 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 14 dni

  • Stan Licznika Poczatkowy: 24025.4 km
  • Stan Licznika Końcowy: 24069.35 km
  • Stan Licznika Końcowy2*: 23919.33 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 2436 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 2480 km

  • Maksymalna prędkość: 50.4 km/h

  • Przejechałem: 43.95 km
  • Przejechałem [msc]: 62.68 km
  • Przebieg roweru [rok]: 4910.6 km
  • Przebieg roweru [suma]: 60769.18 km

  • Przejechalem w 2024: 4910.6 km
  • Podroż dookoła świata (2024) 12.2765 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 151.923 [%] km

  • Czas jazdy: 02:53:00 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 3871:45:35 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 3648:19:27 h
  • Czas Jazdy Suma (2024): 307:49:32 h
  • Czas Jazdy Suma (w tym msc): 03:55:33 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 01:57:47 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 02:03:57 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:25:27 h

  • Średnia: 15.24 km/h
Dzisiejszy wyjazd jak już zdążyłem wspomnieć w pierwszym akapicie... Jest ciężki... Nie zbyt byłem przygotowany... Pogrążony w swoich myślach a one dobre nie są. Od ponad miesiąca jestem w bardzo złym stanie, załamany, zdołowany. Smutny i osamotniony. Mniej jeżdżę niż do tej pory jeździłem i teraz bardziej niż kiedykolwiek potrzebuję wsparcia.. bliskości.. I kontaktu z innymi osobami. I stąd może pomysł na ten wyjazd? A tak pomyślałem o WG. W sumie podobało się jemu - widział zdjęcia z wyjazdu. No dobra.. Możemy jechać. Dla mnie ten wyjazd to również szansa na odbudowanie i chociaż częściowo śladów GPS, które straciłem bezpowrotnie w wyniku swojego rozczepiania. Nie odzyskam w całości gdyż dzisiejszy przebieg jest nieco inny niż w wspominanej już trasie z września: Rügen: Nationalpark Jasmund. Niektóre miejsca się łączą... Jak Bobbin gdzie zaczynaliśmy przygodę. W malowniczych stronach. Stąd ruszyliśmy na Jasmund. A to nie łatwa droga. Nieustannie pod wzniesienia. Wiatr. Nieco chłodniej choć przez większość dzisiejszego dnia jechałem w samej koszulce - nieco grubszej - na zimę. Dopiero pod koniec dnia a dokładnie w miejscowości Sassnitz przebierałem się w grubą bluzę jak robiło się chłodniej. Najbardziej przeszkadza mi cieszyć się chwilami, widokami stan w jakim jestem :( Nie chcę jednak o tym za wiele wspominać to skupię się na samej trasie. A to wzniesienia. Nieliczne ale zaczynające się powoli jesienne widoki.. Kolory na drzewach.. Piękne strony, ciągnące się wzdłuż drugi L303. Wiele znanych stron, w końcu przechodziło w nowe dotąd nie znane rejony... Szczególnie na poziomie stacji autuobusowej Hagensches Baumhaus. Stąd prowadziła pewna wewnętrzna droga na punkt widokowy - piaszczyste tereny: Königsstuhl: Königsstuhl (Rugia) - wikipedia. Tutaj bawił się WG nie ja. Nie było za bardzo jak iść tam z rowerem chociaż ja bym to pierdolił. Sporo niemców się kręci. Ruch spory - dojeżdżają tu autobusy. Jeden z większych atrakcji Rugii to nic dziwnego, że tylu tutaj się pojawia. Jak będę miał okazję na pewno tutaj zajdę. Z rowerami niby nie można bo teren parku narodowego. No ale normalnie bym zostawił rower - spiąć tylko, zabrać co ważniejsze i co ma się stać?... Abyśmy mieli kontakt WG zostawił mi krótkofalówkę - no fajnie tyle, że zostawił rozładowaną :D To kontakt mieliśmy zajebisty. Opalałem się w tym czasie w słońcu, które fajnie grzało i obserwowałem przemieszczających się ludzi. Samotnie, z rodzinami czy z psami.. Fajnie by było tu przyjechać z kimś bliskim, dzielić te chwile. Nie tak samemu czy z kolegą. No wiadomo z kolegą ale to nie to samo... :( Miałem nie robić tych smutnych wtrąceń! Samo tak wychodzi... No dobra. Po jakimś czasie - dłuższym czasie - WG wrócił z ekspedycji i ruszyliśmy dalej dokładnie w miasto portowe Sassnitz: Sassnitz - wikipedia. Dojazd tutaj był poniekąd udręką - wyjazd z Königsstuhl to był jakiś kiepski żart. Ciągnące się w nieskończoność wielkie wzniesienie. Dojazd do Sassnitz wręcz odwrotnie... Z górki cały czas - gdzie udało się pędzić nawet >50 km/h! Przez chwilę. A głównie prędkość 30-40 km/h. Zajebiście! Tyle, że trzeba było jeszcze wrócić. Bezpiecznie było wracać tą samą drogą. Chociaż można było zaryzykować. I wrócić przez B96 na Sagard i z Sagard jeszcze dowlec się na Bobbin. To też by dużo nie dało bo tu wszędzie są wzniesienia. Krótszy dzień jeśli chodzi o mnie: dodatkowo brak formy robi swoje. I tak się ciągnie ten wyjazd. Wracaliśmy tą samą drogą więc początkowo była to walka z wzniesieniami tak mniej więcej do zajezdni autobusowej Hagensches Baumhaus. Stąd już znacznie lepiej - bo dzięki temu, że jadąc na Nationalpark Jasmund męczyliśmy się pod wzniesienia - przyszło nam wracać już jadąc z wzniesień w dół.. Więc i szybciej i łatwiej... A przy okazji odzyskałem utracony dzisiaj fragment śladu GPS. Prawdopodobnie baterie - ale już jedną z baterii NEWELL 1200 mAh co gorsza właśnie te "nowe" super wielkie o pojemności 1200 mAh psują... I potrafią się wywalić na nierównościach... Będę miał do odrzucenia kolejną z takich baterii. Wywaliła się na kamiennej drodze na wysokości Nardevitz. I fragment trasy by przepadł. A, że wracaliśmy tą samą drogą.. To nie przepadł. Naprawił się i jest. Oczywiście do analiz GPS będzie brakować fragmentu danych ale co zrobić. W ostatnich wyjazdach już takie akcje miały miejsce. Jednak problem jaki miałem... Z GPS..., że z tylu tras wywaliłem pliki... Wydaje się większym problemem niż te małe fragmenty - stracone ślady GPS od wpisu: Poznając Grzybowo 2 do wpisu (włącznie): Trasa Makowice-Słudwia z 12.09. Pod wieloma względami ostatnie tygodnie są dla mnie ciężkie. Pełne wpadek. I wielu, wielu popełnianych błędów. Na pewno mianem popełnianego błędu nie nazwę to, że dzisiaj pojechałem. Choć po wczorajszym po południu miałem średnio na to ochotę - piątek 04.10 był szczególnie ciężki, dołujący. Późne po południe nie było łatwiejsze. Wróciłem do domu... w ciężkim stanie. Nie mogłem spać w nocy. Często się budziłem. Taki wykończony fizycznie i psychicznie pojechałem na tą dzisiejszą wyprawę zaliczając pierwszą wpadkę od tego, że wbrew logice nie do tankowałem się. Druga sprawa, że nie trafiłem od razu na osiedle gdzie mieszka WG. A przecież nie powinienem mieć problemów nawigacyjnych w takich sytuacjach a jednak miałem... I tak leci... Problem po problemie. A moja wydajność fizyczna? No i tak nigdy za wysokiej nie miałem. A teren na Rugii łatwy nie jest. Moje przełożenia w Aurelii nie ułatwiają sprawy - największa koronka kasety na poziomie 32t... To stanowczo za mało tutaj co najmniej 40t inaczej nie ma co podchodzić. A do tego obciążony rower - dron, aparat, woda... czy ciuchy na przebranie - no też swoje robi. Nie będę ujmował punktów swojemu stanowi - brak snu, i ogólnie zły stan psychiczny też swoje robi. To może trochę pocieszające. Mogę poczuć się trochę mniejszym życiowym przegrywem - znajdując tyle uzasadnień dla swojej słabości...

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa05pazdziernika2024zdj1.jpgtrasa05pazdziernika2024zdj2.jpgtrasa05pazdziernika2024zdj3.jpgtrasa05pazdziernika2024zdj4.jpgtrasa05pazdziernika2024zdj5.jpg


Mapa przebiegu trasy :)