Dzisiejsza trasa, jest prawdopodobnie moim ostatnim w tym kalendarzowym roku, takim wyzwaniem, na którym po dniu pracy zmierzyłem się z ponad 80 km, od tego nie prostą, a obecnie przez przedłużające się prace na budowie fragmentu drogi S6 - także niebezpieczną drogą. Ryzyko niesie nie tylko ta pseudo budowa tej nie wiadomo komu potrzebnej drodze (S6), która trwa od Płotów po Nowogard. Najgorszy jest fragment drogi od Lisowa po Żabowo gdzie nie ma starego przebiegu drogi. Co prawda od Żabowa po Nowogard także nie ma - ale jest taka dojazdowa droga. Przynajmniej na tę chwilę istnieje. Nie wiadomo czy po skończonych - mocno opóźnionych pracach ta droga będzie dalej istniała, czy ta patologia będzie się tylko pogłębiać. Jak już wspominałem, dzisiejsze nie pewne do ostatniej chwili wyzwanie jest prawdopodobnie ostatnim takim w tym roku. Przynajmniej ostatnim robionym po południu. Od samego początku gdy zacząłem pracę i gdy pierwszy raz z pracy wracałem do domu rowerem: Powrotu Czas z 24.05 - obawiałem się długości trasy, i czasu jaki potrzebuję na pokonanie takiego dystansu. Do tej pory trasy ze Szczecina czy do Szczecina robiłem wyjeżdżając o wiele wcześniej wciągu dnia. Miałem na to cały dzień. Przez pracę moje możliwości są mocno ograniczone. Minęło trochę czasu i kilku tras z serii "Powrotu Czas", nim po raz pierwszy - powróciłem ze Szczecina całą trasą: Trasa ze Szczecina z 19.07. Problemem jest ta odległość, i czas. Choćbym nie wiem jak się starał to nie jestem wstanie wrócić szybciej niż o godzinie 21. I to przy konieczności wyruszenia od razu po pracy do domu. Gdybym miał jeszcze wracać do akademika i dopiero jechać to jest w ogóle bez szans ;/ Stąd taką trasę, łącznie z dzisiejszą udało mi się zrobić tylko 3x. Ostatni raz: Trasa ze Szczecina z 14.08. I już w połowie sierpnia problem stanowiła długość dnia. Wracałem gdy już się zaczęło ściemniać! Gdy nadchodził zmrok, byłem już na obwodnicy Płotów. Blisko domu. Dzisiaj zmrok dosięgnął mnie na obwodnicy Nowogardu. Całkowicie ściemniło się jeszcze przed Lisowem. Wraz ze zmrokiem przyszedł chłód nocy. Temperatura mocno spada. Warunki do jazdy - co najmniej nie ciekawe. Ciemno. Za wiele nie widać. A ta pseudo obwodnica Płotów, ta zajebana droga S6 i związane z nią różne problemy nadal nie są zakończone. Dzisiaj tak kląłem na firmę: MOSTY - ŁÓDŹ, bo to co oni odpierdalają to jest coś niebywałego! Te pojebane skurwysyny uniemożliwili zjazd od wysokości Wyszogóry z S6 do wsi Lisowo. Do wsi Lisowo da się wbić dopiero przecinając 2 pasy ekspresówki. Ale ze wsi Lisowo do Płot się nie da dojechać. Mimo wszystko tam wjechałem. Ciemno, zimno. Nic nie widać. Tam rozkopane. Rozjebane. No ta firma MOSTY-ŁÓDŹ to jacyś pojebańcy. No naprawdę. Jadąc rowerem to co ja mam kurwa zrobić. Wbić się na obwodnicę gdzie jest ciemno jak w dupie. Auta jadą jak wariaci. I są co chwila zjazdy raz się jedzie prawą stroną drogi, raz lewą.. Mam tam kurwa wbijać w takich warunkach i sobie manewrować?! Bo kurwa alternatywnej drogi brak?! Problem był już poruszany. Wspominałem o nim. Nic się jednak nie zmieniło. Za to, wciąż są jakieś zdarzenia na tej cholernej drodze S6. Przykład tylko z mijającego tygodnia: Zderzenie osobówki z ciężarówką na S6 [02.09.2019] - superportal24.pl. No kurwa zajebiście. W ogóle to powinienem wystąpić do pracodawcy z wnioskiem takim, że związku z dojazdami rowerem, powinienem kończyć pracę o tą godzinę, dwie szybciej. Abym miał realną szansę pokonać tą trasę... A nie wraz z coraz krótszymi dniami, i chłodnymi nocami, mam się pchać taki kawał drogi i to po południu? Oczywiście nie wiem jak to będzie. Nie wiem co się do końca roku wydarzy, ale myślę, że w piątek po południu po pracy, do domu już ze Szczecina nie wrócę. Co najwyżej w inny dzień, gdzie będę mógł rano wyruszyć. Mając na trasę więcej czasu. Dzisiaj się jeszcze udało. Ale to naprawdę. Było ciężko. W kolejnych tygodniach, ten zmrok, i całkowita ciemność dopadałyby mnie o wiele bliżej niż na obwodnicy Nowogardu. Więc poziom trudności, i bezpieczeństwo trasy by malało.. Nic dziwnego, w końcu zbliża się koniec kolejnego rowerowego roku. Kolejny rok w życiu pełny zmian i niespodziewanych niespodzianek dobiega końca. Aż z nieukrytą ciekawością i przerażeniem, czekam na to co przyniosą kolejne lata 2020 r., 2021 r.? Może późniejsze? Jakie przygody, jakie historie.. odkryje przede mną świat. No dobra, co by nie mówić, godzę się z myślą, że to moja ostatnia taka Trasa ze Szczecina w tym roku. A czy w ogóle to ostatnia pełna trasa ze Szczecina w tym roku? Tego nie wiem. Czas i kolejne wpisy pokażą co tam się jeszcze wydarzy w tym życiu.
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2019 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 466
Trasa nr [łączna]: 549
Trasa nr [na blogu]: 463
W tym tygodniu: 3
W tym miesiacu: 3
W tym roku: 122
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 541 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 455 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 8 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 646.48 km
Stan Licznika Końcowy: 731.85 km
Stan Licznika Końcowy2*: 728.09 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 13032 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 13116 km
Maksymalna prędkość: 35.8 km/h
Przejechałem: 85.37 km
Przejechałem [msc]: 137.36 km
Przebieg roweru [rok]: 3725.53 km
Przebieg roweru [suma]: 20873.52 km
Przejechalem w 2019: 3725.53 km
Podroż dookoła świata (2019) 9.3138 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 52.1838 [%] km
Czas jazdy: 04:37:39 h
Czas Jazdy Suma (ever): 1311:54:03 h
Czas Jazdy Suma (blog): 1088:27:55 h
Czas Jazdy Suma (2019): 232:10:49 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 07:41:52 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:33:57 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:54:11 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:20:09 h
Średnia: 18.49 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego zaczyna się ważną datą. Otóż 4 msc temu w dniu 06.05 zaczynałem pracę! Dzisiaj już 4 msc później, jak często czynię, uciekam z tego cholernego Szczecina, z tego życia, które niezbyt mi pasuje, niezbyt mi się podoba. Trasę rozpocząłem od porannej jazdy do pracy, w której starałem się unikać dzisiaj zajęcia, chodzenia. Właśnie ze względu na planowy przyjazd w rodzinne strony, gdzie planuję po weekendzie wracać bez Aureli. Ale wrócić we wtorek (10.09) do rodzinnych stron aby w dniu 11.09 - wziąć udział w najważniejszej trasie tego roku. Trasie na której upamiętnię 5 lat Aureli, i 5 lat od mojej pierwszej 100 km trasy. To jest dla mnie niezwykle ważne. Mam nadzieję, że się uda. Póki co udało mi się zrealizować taki cel, że przyjechałem do Płotów, po długiej i męczącej trasie powrotnej. Przyjechałem zmęczony ALE co najważniejsze SZCZĘŚLIWY. Pełny nadziei na nadchodzący weekend, który wiele zmienia. Po nim, z każdym dniem będzie coraz bliżej jesieni i trudnego dla mnie czasu - Października, który rozpoczyna studenckie życie. Przez ostatnie 6 lat, co Październik rozpoczynałem zajęcia (jeśli chodzi o Akademię Morską) to nawet szybciej - bo już z końcówką Września. A w tym roku się wszystko zmienia. Definitywnie kończy się te życie, na rzecz trwającego od 4 msc czasu przemian. I nauczenia się życia w nowych realiach. Poranek był ciężki i niepewny. Było strasznie zimno gdy wyjeżdżałem było tylko ok. +9℃. Wstałem dzisiaj znacznie szybciej niż normalnie bym wstawał aby przygotować się do drogi. Spakowałem się i tak nie mocno, nie chciałem przeciążać roweru, nie chciałem brać zbędnych rzeczy. A wyszło jak wyszło, że miałem wypchaną sakwę. Nie dość, że nie wygląda to ładnie to miało wpływ na dalszą degradację całej torby, która sypie się na potęgę. I wiem, że z tą decyzją i deklaracjami bujam się od Maja bieżącego roku, ale raczej pod koniec bieżącego miesiąca - zmienię w końcu tą sakwę na nową. Nie ma sensu naprawiać starej, zszywać ją (o ile się da). I tak będzie się sypać i tak. Dzisiaj się mocno torba rozjebała, najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie mam jak zabrać nawet pustej, a nie mówiąc już załadowanej torby na ramię, z którą chodzę do pracy. Niepotrzebnie tą torbę brałem. bez niej byłoby mi lepiej. I łatwiej. A tak. Ta torba zabrała mi całą boczną komorę. W drugiej komorze zmieściły się tylko 2 butelki wody i duża szyta torba. Dobrze, że tą dużą torbę wziąłem ;] Bo miałem ze sobą jeszcze strój na przebranie, bluzę. I wziąłem bieliznę do prania. Oraz walizkę z lampką. Przewidywałem, że będę wracał po zmroku. Lampka się przyda. I to wszystko mi się ledwo mieściło! Ahha! Zapomniałbym! Miałem jeszcze prowiant na trasę. Prócz chleba to w plastikowym pudełku miałem usmażoną kiełbachę z cebulą. Robiłem to sobie wczoraj na kolację. Pozostałość dzisiaj rano podgrzałem i zabrałem ze sobą. W pracy zjadłem normalne (swoją drogą trochę niedobre.. nie wiedzieć czemu) kanapki. A kiełbachę zostawiłem na trasę. Wyszedłem szybciej z akademika aby się przygotować do drogi. Jakoś dobrze spakować i pojechać. Prócz wspominanego ekwipunku miałem stały ekwipunek jak powerbank, ładowarka itd. Do pracy dojechałem spokojnie. Choć w bluzie jechało się źle. Bo przyjechałem cały zgrzany i spocony. Za grubo ubrany byłem. Dzień w pracy jakoś przebimbałem, choć całkiem zajęć zawodowych nie unikałem. I już po pracy - pełny nadziei ruszyłem w drogę powrotną. Wracając do Dąbia, co rusz natykałem się na różne ciekawe zdarzenia. Np. pewna kurwa na elektrycznej hulajnodze pchała się aby mnie wyprzedzać -.- Jestem na nich mocno cięty, czego zresztą nie ukrywam. Widziałem parę ciekawych pojazdów - ale to nie tylko w Szczecinie :) Nie można powiedzieć, że dzień jak co dzień bo każdy jest inny. Wkrótce miałem opuścić Szczecin, po zrobieniu już pewnych kilometrów. Zatrzymałem się tylko na drodze z Dąbia przez Załom do Pucic. Jeszcze w Szczecinie, w okolicy Zakładów Mięsnych, wygospodarowywany jest ogromny plac, na kolejną inwestycję. Powstanie tu kolejna firma.. A ja właśnie dzisiaj dużo myślałem o tej drodze. O nienormalnie wielkim ruchu na niej, i ciągłej urbanizacji tych storn. Droga nieprzygotowana do ruchu. Zniszczona. A trwająca przebudowa drogi DK3 na klasę drogi S3, będzie dodatkowo rujnować tą drogę. Robią się tutaj korki. Ruch jest naprawdę spory i niebezpieczny. Wiele osób, wiele tysięcy osób unika zatorów na trasie szybkiego ruchu, pchając się właśnie na tą drogę... Chore! Najpierw przedłużający się remont autostrady A6. Teraz kolejne inwestycje. Ta patologia nigdy się nie skończy! Są jednak dobre strony takich działań. W Rurzycy prawdopodobnie będzie powstawał chodnik. Jest wiele słupków. Coś się dzieje. No ciekawe co z tego wyniknie. I właśnie trasa przez Załom, Pucice, Kliniska aż po Łoźnicę i dalej Goleniów. Ciągnąca się jedna wielka, i wciąż rozbudowująca się metropolia. Na wielu tych wioskach nie ma chodników nawet! A przez ostatnie lata, i prawdopodobnie przez najbliższe również będzie występował tu bardzo nasilony ruch aut. Co nie jest oczywiście dobre. W ogóle samochodów jest za dużo. Ciągle się w tym utwierdzam. A tym czasem jakoś pojechałem dalej, aby wkrótce mijać Goleniów. Wyjechać na starej drodze DK6. I wkrótce zacząć marzyć, że uda mi się tą trasę pokonać. Gdy mijałem Goleniów miałem zrobioną połowę trasy. Choć tak szczerze, liczyłem, że trasę zamknę w 83 km. Choć wiedziałem, że jak zrobię 83 km to jeszcze +2 czy +3 km nie będą stanowiły problemu. A niestety mimo wszystko cała trasa liczy 85 km -.- Jakbym nie kombinował to tak jest. No cóż - za to było pięknie, słonecznie. I ciepło! Naprawdę ciepłe było po południe. Dopiero pod Olchowem zaczęło się ochładzać. Właśnie pod Olchowem robiłem ostatnią długą przerwę, gdzie miałem ostatni posiłek przed dalszą jazdą, napojenie się. Ubrałem się w bluzę, zamontowałem lampkę na rower. I ruszyłem! Już się nie cackałem w spokojną jazdę. Gdy wyjeżdżałem z Olchowa, żegnał mnie zachód słońca.. już bez słońca, w nadchodzącym zmroku wjeżdżałem na obwodnicę Nowogardu, gdzie dzisiaj znacznie więcej niż zazwyczaj przytrafiło się zbulwersowanych skurwysynów, które otrąbiały mnie co chwila! Co tym kurwa amebom umysłowym przeszkadza rower kurwa?! A mnie kurwa przeszkadzają auta, co nielegalnie omijając zatory na trasie szybkiego ruchu, która jest w remoncie ;] I co kurwa?! Trąbię na skurwysynów?! A nie mam zamiaru jechać przez miasto, skoro obwodnicą szybciej i wygodniej. Obwodnicą Nowogardu jechałem wielokrotnie. Policja też mnie wielokrotnie mijała, choć posiadam dowody tylko na jedno takie zdarzenie i nie robiła z tego powodu problemów. A szczerze, wkurwiają mnie takie imbecyle. Nie mogę się jednak denerwować. Chłód daje się we znaki, więc gnam dalej. Te ostatnie kilometry robiłem zazwyczaj z prędkościami > 25 km/h. Zdarzało się jechać nawet w okolicy 30 km/h i więcej. Mijałem po drodze przydrożny termometr, który pokazywał, że jest +15℃. Jednak z czasem było coraz chłodniej. Obstawiam, że na finale, temperatura spadła do ok. +12℃. Robi się więc bardzo zimno.. Zimne noce, nawet z przymrozkami nie będą odosobnione. No cóż, obwodnicę Nowogardu minąłem, i wjechałem na nowe ścieżki, nie skończonej trasy S6. Gnałem tam lewą nitką, która nadal nie doczekała się pomalowania pasów, mimo, że warstwa wiążąca jest od kilku tyg. gotowa. Patologia ma się dobrze. Największą patologię spotkałem natomiast na wysokości wsi Wyszogóra, gdzie jeszcze kilka tyg. temu dało się zjechać na Lisowo. Dzisiaj się mocno zawiodłem. Takiego zjazdu nie było! Może kwestia tego, że jest ciemno i źle widzę, ale jestem pewny, że te skurwysyny z MOSTY-ŁÓDŹ wykopali tam ogromne rowy... aby nie było dojazdu do wsi. Zresztą oficjalnie do samej Wyszogóry też się wjechać nie da. Nie uśmiechała mi się dalsza jazda obwodnicą. Nie miałem jednak wyjścia. Aż do oficjalnego zjazdu do Lisowa. Aby tam zjechać trzeba przeciąć dwa pasy ekspresówki. I tak uczyniłem. Wjechałem na stary przebieg drogi DK6, gdzie robiony jest jakiś "wiadukt", albo właściwie "chuj wie co", pod przejściem dla zwierząt. Nie wiem co tu się odpierdala. Jest najebane w chuj piachu. Baza firmy oświetlona. Ale i tak gówno widać. W tym piachu się jechać nie da. na samą tą górkę wejść? Nie wiem? Nie widziałem co tam jest. To się tam nie pchałem. Jakoś obok, polem, jakoś udało mi się stąd wyjść. Ale naprawdę bardzo mocno bym się wkurwił gdyby się okazało, że muszę się wracać na obwodnicę i zapierdalać obwodnicą wraz z wariatami z aut, którzy zapierdalają jedną połówką obwodnicy -.- aż do Płotów, bo nie mam kurwa innego wyjścia. Wtedy byłaby bardzo duża szansa, że ten wpis by nie powstał. Bo by mnie kurwa coś pierdolnęło. No ale jakoś dojechałem. Minąłem progi mego rodzinnego miasta, dość puste, i spokojne.. I dojechałem.. Zmęczony, ale szczęśliwy! Szalone pomysły udało się zrealizować w całości. Choć było ciężko to się udało :) Jakoś dojechałem :) Dzisiejsza trasa dostarcza mi kilku fajnych wspomnień, zdjęć i niezwykłych, czasem rzadkich widoków :) [a także pracy aby to znaleźć i wyciąć z nagrań video - o tym się jednak nie mówi :(]
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)