Trasa z dnia dzisiejszego jest wprost wykorzystaniem małego okienka pogodowego na małą przejażdżkę, która ostatecznie zamyka się w skromnych 14 km.. Co to jest te 14 km.. No ale lepsze to niż nic.. No ja już dwa dni nie jeździłem i miałem coraz większy syndrom odstawienia. Zresztą to wina pogody.. Od czwartku (03.09) wszystko mocno się popsuło. Spadki ciśnienia, deszczowe depresyjne dni. I dzisiejsza pogoda wcale nie lepsza. I słońce. I chmury. I deszcz. I taka nieustanna przeplatanka. To już lepsza była wczorajsza depresyjna pogoda (z wczorajszego piątku 04.09). Jak zaczęło rano padać to z małą przerwą i do wieczora.. A ja tak nieustannie od czwartku (03.09) miałem ochotę na tą małą przejażdżkę. I w sumie w czwartek (03.09) jeszcze tak źle się nie działo.. Ale.. Już się pogoda zmieniała. Coś się z ciśnieniem działo. Po południu taki padnięty byłem. Tak mnie nienaturalnie na spanie wzięło.. A to wcale nie jest przyjemne odczucie. I po prostu padłem. Jak już się zebrałem do życia to mijała godz. 19. Niedługo nastawała noc. I nie miało to po prostu sensu. Więc zrezygnowałem z jazdy. Jakbym się przejechał w ten rzeczony czwartek to byłoby inaczej. Wczoraj miałem ochotę i też byłoby inaczej ale właśnie pogoda.. Już miałem nadzieję, że wczesnym po południem przestanie padać ale po chwili przerwy zaczęło znowu. Dziś w nocy i rano też padało. I w ciągu dnia też padało.. Pada.. nie pada.. I pada i nie pada. I tak wkurwia tylko.. A mnie już od rana skręca.. Muszę się przejechać! I ostatecznie się przejechałem. W tą mocno niepewną a także bardzo wietrzną pogodę.. Jak to dobrze, że do tej pory trochę kilometrów zrobiłem. To nie będę się musiał na koniec roku zabijać o limit 5000 km/rok.. Chociaż tyle na marne pocieszenie. A jesień miała być ładna. A tym czasem zaczyna się bardzo chłodno i bardzo paskudnie. A tyle lat wrzesień był ładny. A w tym roku!? Można się mocno zawieść na tym co się dzieje. Z taką depresyjną pogodą..
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2026 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1858
Trasa nr [łączna]: 1934
Trasa nr [na blogu]: 1848
W tym tygodniu: 4
W tym miesiacu: 4
W tym roku: 129
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1918 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1832 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 16 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 33616.5 km
Stan Licznika Końcowy: 33630.53 km
Stan Licznika Końcowy2*: 33431.18 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 11979 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 11979 km
Maksymalna prędkość: 20 km/h
Przejechałem: 14.03 km
Przejechałem [msc]: 96.7 km
Przebieg roweru [rok]: 3771.26 km
Przebieg roweru [suma]: 70398.22 km
Przejechalem w 2026: 3771.26 km
Podroż dookoła świata (2026) 9.4281 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 175.9956 [%] km
Czas jazdy: 01:02:58 h
Czas Jazdy Suma (ever): 4487:45:21 h
Czas Jazdy Suma (blog): 4264:19:13 h
Czas Jazdy Suma (2026): 239:57:35 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 05:51:29 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:27:52 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:51:37 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:17:42 h
Średnia: 13.58 km/h
Dzisiejsza trasa to cały nerwowy dzień. Przez tą pogodę. Co sprawdzałem serwisy typu Pogoda&Radar to co chwila inna wizja tego co się dzieje i co miałoby się dziać. Już miało nie padać. A to znowu pada. A to kolejna chmura.. Nawet mam tu pewny problem z jednym anty rowerowym zachowaniem jednego towarzysza - MM. Pisałem do niego czy ze mną nie pojedzie. Gdyby pojechał to ruszylibyśmy po godz. 13. Wg. symulacji pogody z godz. 12 miałoby już nie padać. Chmury i słońce. A tym czasem ruszyłem jeszcze po godz. 11 skoro jadę sam. I nie było wyjścia jak nie do lasu bo tak wiało dzisiaj.. To jeszcze ruszyłem z problemami. Z wysokości Wicimic się wracałem bo ZNOWU nie zabrałem zegarka do sterowania kamerą... (Trasa bez zachodu słońca). W krótkim czasie problem pojawia się na nowo. I dostrzegam jego źródło. To chujowej sytuacji w domu i wpierdalania się we wszystko. Co sobie kurwa położę ten zegarek w miejscu gdzie wiem, że jest to jest mną stop przenoszony w miejsce na które często nie zwracam uwagi.. No ale i tak wkurwił mnie MM. On kurwa zawsze ma coś do roboty innego niż rower a później i tak kurwa jedzie! To jest takie kurwa fałszywe. Ta jebana pogoda. Dwa dni bez roweru. Pierwszy tydzień w szkole. I już chodzę taki rozregulowany. Także w połowie drogi wracałem się po sterowanie i już kurwa 40 km w plecy (20 w jedną stronę z Wicimic)... No nie całe ale chuj tam. Czas stracony. I wracam. Jak jestem ponownie na wysokości Wicimic to zaczyna lać. Miejscami bardzo intensywnie. Tak podjeżdżam pod Powalice. Po drodze całe lasy zawalone złomem bo już kurwy grzybiarze się zjechali. Nic kurwa nie mam jak ktoś przyjedzie rowerem.. Pieszo.. Ale pchać się samochodami dla swojej wygody! To jest nie zrozumiałe i cały czas nie akceptowalne zachowanie. I tak jeszcze warowałem tam dłuższy czas nim przestało padać. Trochę było słońca i mogłem jechać ale nie... Czekałem na kolejną chmurę.. Która jak przyszła to i tak z niej nie padało. Więc mocno opóźniony ruszyłem. Lasami przy Powalicach przy drodze PŻ14 (to fragment cyklicznej TRASY POWALICKIEJ) którą od zeszłorocznego (2025 r.) września często robiłem. Podjechałem pod most na rzece Mołstowa. A nawet kawałek dalej. W te błoto. I wracałem. Skręcając w drugą leśną drogę przez kolejny leśny most. Do końca szutrowej drogi. Dalsza droga typowo leśna prowadziła na Międzyrzecz. Ale tam się dziś nie wybierałem. Wróciłem na główną PŻ14. Pokręciłem się jeszcze chwilę przy aucie. Obserwując co się tutaj odwala - czyli co robią te pizdy grzybiarze. I jak już zacząłem pakować rower ok. 14:30 to na nowo zaczęło padać. Wkurwia mnie ta pogoda. I co niektóre osoby i ich podejście (np. MM). Wkurwia mnie to co się dzieje w szkole. Wszystko mnie wkurwia.. Nie ma nigdzie spokoju żadnego.. Dzisiejsza trasa przypomina mi o mojej innej wyprawie w te same lasy. Gdzieś też musiałem jechać. Pomimo braku pogody.. Nocnym lasem Powalic. No i tak czasem jest.. Jak dziś.. Jak przyciśnie to się jedzie i nie patrzy na nic..
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)