Dzisiejsza trasa jest moją pierwszą tego typu trasą w tym roku - trasą, której nie zaczynam w miejscu zamieszkania, a zaczynam w całkiem innym. W ubiegłym roku kilka takich tras zrobiłem, przyszedł czas na takie wyzwania w tym roku. Dzisiaj odbywała się największa tego typu impreza w Europie - Sternfahrt 2018, nieco więcej do poczytania o imprezie (niestety po niemiecku, ale można wrzucić w tłumacza): Sternfahrt 2018. Są tu opisane między innymi mapy tras, jakimi się przejeżdżało do Berlina do Großer Stern, gdzie odbywał się gwieździsty zjazd z różnych stron mocarstwa Niemieckiego do tej ogromnej metropolii jaką jest Berlin. Nie spodziewałem się, że te miasto jest takie duże, od wstąpienia w progi miasta (gdzieś na obrzeżach) do przyjazdu pod Großer Stern, minęło ponad 30 km. Miasto się dłuży i dłuży i jego końca nie widać. Obrzeża pewnie się też rozbudowują jak okoliczne miasta, i wsie. Aczkolwiek byłem tu za mało, i i nie byłem wszędzie aby dostrzec ten rozwój. Jednak na podstawie obserwacji Polskich miast, jestem pewny, że w Niemczech występuje to samo zjawisko. Jeżeli chodzi o samą atrakcję turystyczną, o której wspominam, można pooglądać je na mapach google: Großer Stern, Berlin. Jest co zwiedzać, jest co oglądać. Miejsce wynika także z mapy trasy imprezy Sternfahrt 2018, którą dołączyłem wcześniej. Trasę tą zaplanowałem sobie znacznie wcześniej, chciałem jechać i pojechałem. Nie spodziewałem się jednak, ciężkiej i wykańczającej jazdy, szybkie tempo, mało przerw - to daje się we znaki. Nie jestem wprawiony w boju aby tak jeździć, i zwykle jeżdżę o wiele wolniej, co widać po moich czasach. Jeżdżę dużo, ale spokojnie - robiąc spore odległości. Dzisiaj przyszło mi się zmierzyć z tym wyzwaniem, bardzo ciekawe doświadczenie, event odkryłem przypadkiem, szukałem czegoś na temat 9 Święta Rowerowego w Szczecinie, które odbędzie się 17.06. Czyli w zasadzie za dwa tygodnie, oczywiście chcę wziąć w nim udział :) To jest oczywiste, jak byłem w Berlinie to mam nie być w Szczecinie, gdzie do Szczecina mam zdecydowanie bliżej i wygodniejszy dojazd. Także, pierwszy raz wspominam o tym szaleńczym według niektórych opinii planie na trasie: Trasa Wolin-Kamień-Gryfice. Do dzisiejszego dnia, wspominana trasa na Wolin, była moją najdłuższą w tym roku trasą, pod wieloma względami ciężką i męczącą, jednak cieszę się, że się nie poddałem i sprostałem wyzwaniu, w tym roku miałem okazję sprostać kolejnemu wyzwaniu, dla mnie było to spore wyzwanie, jednak się nie poddałem i pojechałem i cieszę się bardzo z tego powodu ;) Co z tego, że jadę w obce miejsca, nie znam języka, nie znam tych dróg? To żaden problem. Na miejscu w Szczecinie, startowałem od Eberswalde, zapoznałem grupę rowerzystów z Polski, między innymi z klubu rowerowego Gryfus, i grupy Rowerowy Szczecin. Więc nie jest tak źle, i takie pierdolenie, że nikogo nie znam, że nic. Co ja poradzę, że moi dotychczasowi znajomi nie chcieli jechać, mimo tego, że ich namawiałem wielokrotnie? To z powodu tego, że ktoś inny nie chce jechać to też mam rezygnować? ;) A za tym opowiada się dużo osób, które uznały pomysł tego wyjazdu, za durny, głupi, ryzykowny i wiele innych nie przyjemnych sformułowań -.- Jaki to zły pomysł? Nie rozumiem. Skoro ktoś się boi jechać nawet parę kilometrów w rodzimym kraju to będzie miał problem pojechać gdzieś dalej, w obcym kraju. A to do odważnych świat należy :) I tak można sporo zyskać, nowe znajomości, doświadczenia. Nie żałuję, że pojechałem chodź się trochę zmęczyłem, trochę sił straciłem, ale to nic, to mi daje tylko to, że na przyszłe trasy będę mocniejszy, wytrzymalszy i poradzę sobie nawet z dłuższymi wyzwaniami gdzie trzeba sobie radzić z różną pogodą, długością trasy. Dzisiejsza jazda dała mi tą wiedzę, że z chwilą obecną jestem wstanie przejechać nawet 150 km, bez zmęczenia (dzisiaj zrobiłem nieco mniej niż 150 km), ale jakim tempem - dla mnie za szybkim, i taka była większość trasy. Z ogólnej średniej tego nie będzie widać bo nie będzie - to jest oczywiste, ale jakby analizować poszczególne fragmenty i prędkości na nich to są to zazwyczaj prędkości > 20 km/h. I właśnie z taką szybką jazdą się mierzyłem, zarówno z grupą z Eberswalde po Berlin, gdzie co kilka kilometrów dołączali nowi rowerzyści jak również z dwoma osobami, z którymi wracałem z Berlina do Eberswalde. Ale gonić ich to było wyzwanie, trochę mi ich szkoda :( Przeze mnie, musieli jechać znacznie wolniej niż jakby jechali sami, nie chciałem ich spowalniać, to im powiedziałem, że raczej nie dam rady szybko jechać - szczególnie, że przewidywana odległość od mniej więcej tego miejsca (52.516162, 13.368831) tu jest taki park, łąka, gdzie była dłuższa przerwa, miała wynosić 60 km, a ja do tego miejsca miałem zrobione w tym szybkim rajdzie prawie 75 km. To trochę mnie się nie podobało to, żeby 60 km robić w 3h jazdy (bo ja tyle zwykle robię 50 km) na spokojnie, jazda z przewidywaną prędkością 23 km/h. Ostatecznie pojechałem, było mi ciężko za nimi jechać, ale dawałem radę. Do 120 km jeszcze jechałem jako tako, powyżej już było ciężko, gdy minąłem dystans 130 km, to było bardzo ciężko, wtedy odliczałem każdy metr, każdy kilometr kiedy koniec tej trasy, i bardziej odstawałem od grupy dwóch osób, z którą wracałem. Jak oni są wstanie normalnie jechać ok. 30 km/h i to wiele kilometrów to ja nie wiem. Mi było ciężko przy tych ponad 20 km/h. O ile jeszcze wyjazd z Berlina nie był taki zły, to dalej na tych krętych ścieżkach rowerowych zrobiło się trudniej. Czas uciekał, było coraz później, i coraz później a wskazania licznika wskazywały coraz większą pokonaną odległość. Sam bym nigdy tak nie szalał, może jechałbym szybciej, ale na ostatnich kilometrach a nie praktycznie cały czas. Wspominałem, że średnia prędkość tego nie pokazuje, winę za to ponosi jazda w niektórych miejscach Berlina, gdzie się prędzej spacerowało niż jechało, to wydłużyło mocno czas jazdy, a nadrobić tego nie idzie, mimo wszystko końcowy czas wyszedł ładny, i najważniejsze jest to, że mimo trudności jakie się pojawiły dojechałem. Trudnością nie jest przejechanie tych 150 km, ale czas w jakim się to robi, być może na same 150 km nie byłem w pełni gotowy o czym świadczy fakt, że po 130 km, było mi już bardzo ciężko jechać, ale być może dałbym radę gdybym mniej sił tracił na szybsze prędkości, i robił więcej postoi. Gdybym sam wracał to by tak było, miałbym postoje co kilka kilometrów dosłownie, i bez szaleństw. A tak cała jazda to szybsze tempo konwoju z wyjazdu z Eberswalde Hbf do Berlina, i powrót, gdzie na powrót składa się to, że trochę już jechałem a przez te trochę jechania miałem już trochę kilometrów zrobionych. Sam o sobie myślę w kategorii długodystansowca ale niekoniecznie sprintera. Wolę relaksacyjną, spokojną jazdę zazwyczaj 16-18 km/h, tak mi się jedzie najlepiej i tak mam pewność, że dojadę do celu, zrobię trasę, liczą się też postoje :) W końcu moim priorytetem nie jest branie udziału w wyścigach a pokonanie zamierzonej trasy. Jedno jest pewne, jadąc w grupie można osiągnąć więcej, niż na samotnej podróży, gdzie nie mam kogo gonić i z kim się rozwijać. To też można zmienić, wybierając się na inne wspólne trasy - a póki co, cieszę się z wyjazdu, z zapoznania nowych fajnych osób, z pewnością na jakiś imprezach będziemy się jeszcze widzieli, oraz pokonanej trasy, i fajnej wycieczki. To mój pierwszy taki wyjazd do Niemiec rowerem. Wcześniej nie byłem tak daleko w Niemczech, tyle co kawałkiem za Świnoujście wyjechałem i wróciłem. To się oczywiście z czasem zmieni. Czy koniecznie w tym roku? Tego nie wiem na tę chwilę - na tę chwilę ważne są przyszłe trasy, dalsza regularna jazda, ekspansja kolejnych terenów i miejsc, zapełniająca śladami GPS coraz więcej dróg w regionie, i w Polsce. Docelowo chciałbym przejechać całą Polskę, każdą miejscowość, każdą dziurę odwiedzić. To jest jednak plan, którego realizacja może zająć długie lata :) Będzie jednak jakaś motywacja do treningów i dalszego rozwijania się.
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2018 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 240
Trasa nr [łączna]: 324
Trasa nr [na blogu]: 238
W tym tygodniu: 4
W tym miesiacu: 2
W tym roku: 53
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 320 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 234 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 4 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 5477.39 km
Stan Licznika Końcowy: 5621.17 km
Stan Licznika Końcowy2*: 5565.87 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 5222 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 5367 km
Maksymalna prędkość: 47.9 km/h
Przejechałem: 143.78 km
Przejechałem [msc]: 195.89 km
Przebieg roweru [rok]: 2068.02 km
Przebieg roweru [suma]: 12938.83 km
Przejechalem w 2018: 2068.02 km
Podroż dookoła świata (2018) 5.1701 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 32.3471 [%] km
Czas jazdy: 09:17:04 h
Czas Jazdy Suma (ever): 824:18:08 h
Czas Jazdy Suma (blog): 600:52:00 h
Czas Jazdy Suma (2018): 133:47:39 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 12:22:54 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 06:11:27 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:31:28 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:30:13 h
Średnia: 15.49 km/h
Trasa z dzisiejszego dnia, zaczęła się po godzinie 8 rano w Eberswalde Hbf, w którym byłem po godzinie 7 rano. Aby się tutaj dostać, wstać musiałem przed godziną 4 rano. Wczoraj się przygotowywałem do wyjazdu (ładowałem telefon, akumulatorki, powerbank), ostatni trening to była spokojna jazda w niespokojnych warunkach, moja ostatnia trasa 50-tka Burzowa trasa "50-tka". Trochę niewdzięczna ta trasa ze względu na to, że jest fajna, ale po kilku razach jeżdżenia się trochę nudzi, a jednak trzeba jechać, męczy mnie ona, ale jednak jej pokonanie za każdym razem mnie cieszy. Jest nie wdzięczna gdyż na nią ciągle narzekam i narzekam, a jednak ją robię i widzę efekty takich działań. To jest jakiś wspólny punkt każdego tygodnia, że niezależnie od tego jak miniony tydzień wyglądał, jaki był ciężki lub lekki, jaka jest pogoda w ten piątkowy dzień, wsiadam na rower i jadę. Jadę na trasę "50-tkę", która prowadzi mnie od końca kwietnia (Wyzwanie - próba determinacji), w długie trasy (ok. 100 km, ponad 100 km). Dzisiejsza trasa jest oczywiście najdłuższa. Rozpoczęła się na Dworcu Głównym PKP i PKS w Eberswalde, w Niemczech wszystkie takie miejsca oznaczone są jako Hbf. Zdążyłem tutaj dojechać, rozpakować rower i przyjechał pociąg ze Szczecina, a wraz z nim grupa rowerzystów z Polski. Podjechałem do nich, zagadałem. A co będę sam jechał wśród obcych, wśród Niemców ;) Od grupy rowerowej Szczecin, dostałem naklejkę na rower - Pomorza Zachodniego, która dumnie jest naklejona na osłonie łańcucha w moim rowerze, z którą pokonałem dzisiejszą trasę w takiej bardzo zmiennej pogodzie. Wcześnie rano 4-5 rano było słonecznie i parnie (w Polsce), w Niemczech, z początku granicy za Kołbaskowem było tak samo, dopiero nieco dalej się chmurzyło, padało. Po drodze - trochę padało :) Trasa rozpoczęła się po godzinie 8, gdy wyruszyliśmy z zorganizowaną grupą z Eberswalde Hbf w stronę pierwszego postoju Bhf Biesenthal - czyli dworzec główny autobusowy w miejscowości Biesenthal. Jeszcze przed tą miejscowością był mały postój, ale na razie pierwsze kilometry za mną, trzymanie prędkości zazwyczaj ponad 20 km/h. Przejazd bocznymi ulicami Niemiec. Jechaliśmy dokładnie drogą o oznaczeniu l200. Mijaliśmy leśne drogi, była tu duża wilgotność powietrza, jakby wcześniej padało mocno, mokro, ale także parnie, mijało się tutejsze wsie np. Spechthausen albo Melchow. Kierunek był w stronę Biesenthal, gdzie był kolejny postój, gdzie dołączyły kolejne grupy rowerzystów i wkrótce dalsza droga do kolejnej miejscowości do Bernau. Po drodze było kilka takich kilka punktów, im było bliżej Berlina tym mocniej padało. Berlin nie był wcale tak daleko od Eberswalde. Mijając tablicę "Berlin", miałem zrobione ok. 40 km. Ale przejazd przez Berlin i jego różne dzielnice! Tu już było ciężej, trochę padało, mokro, ślisko, dłużej się jechało, więcej dłuższych postoi, i przejazd przez różne dzielnice Berlina, poczynając od Wartenberg, przez Neu-Hohenschönhausen, w stronę Weißensee, gdzie odbiliśmy nieco w centrum. Ciężko się połapać w ogromie tego miasta, wielkie ulice, torowiska, rozbudowana komunikacja miejska, setki tysięcy ludzi. Gdzie temu miastu do Szczecina?! Wiele murzynów ;) I różnych obcokrajowców. Cała trasa prowadziła nas do tunelu, do którego jechaliśmy mijając dzielnicę Kreuzberg, Neukölln, i tak do wielkiej autostrady o numerze 100. Potężna sieć dróg, bardzo rozbudowana. Tu tworzyły się ogromne rowerowe korki, już wcześniej na ulicach Berlina zrobiło się gęsto od rowerów, tysiące rowerzystów, ciężko przejechać. Kilka razy odłączyłem się od grupy Polaków, bo musiałem wymienić akumulator w kamerce, potem ich goniłem, wyprzedzając setki rowerów, ciężko się jedzie w takich warunkach. Jeden z uczestników z Polski się o tym przekonał, to było jeszcze na początku Berlina, przy trasie 102, tam padało, było ślisko, i wpadł w szynę kolejową i się wywrócił. To nie jedyne takie zdarzenie, nieco dalej dziewczyna z punktu medycznego wjechała w kolarza z ADFC - organizatora imprezy i wolontariuszy imprezy. Masakra, chwila nieuwagi i dwa rowerowe wypadki :) Jeden z wypadków zablokował przejazd tramwaju. W ogóle w tym Berlinie, komunikacja miejska to na okrągło jeździ, im dalej się przejeżdża tym większy ruch - wszelkiej maści, co chwila latają samoloty itd. I wszystko tak zmierzało do autostrady 100, tam czekała największa (przynajmniej tak uważam) atrakcja trasy - przejazd przez długi, liczący kilka kilometrów tunel :)) Normalnie się tunelem rowerem nie da jeździć a tu jest okazja na to, oczekiwanie na to trwało kilkanaście minut, tysiące rowerzystów oczekiwało na taki wjazd. W końcu i ja wjechałem trzymając się blisko Polskiej grupy, która zatrzymała się tuż za tunelem i ja za nimi. To jednak nie koniec atrakcji, mimo, że niebezpiecznie ilość zrobionych przeze mnie kilometrów rosła, czekało mnie jeszcze kilka kilometrów jazdy nim dojechałem w okolicę dzielnicy Schöneberg. Wcześniej jechało się cały czas trasą 100, ogromna obwodnica, autostrada, która pewnie w normalne dni przyjmuje setki tysięcy samochodów dziennie. I tak dojechało się do punktu imprezy do drogi B2, do Großer Stern, gdzie zrobiło się okrążenie, zjechało się z ronda i pojechaliśmy pod Brandenburger Tor (Brama Brandmurska). Tam się jednak nie dało dzisiaj wjechać rowerem to tam nie wchodziłem, zjechaliśmy jako Polska grupa, do pobliskiego parku gdzie była długa ok. 30 min. przerwa, i stąd wkrótce ok. godziny 16 wyjechałem z dwoma kolarzami ze Szczecina w drogę powrotną do Eberswalde. Pierwsze i większe wyzwanie to było w ogóle wyjechać z Berlina, wyjazd nastąpił niedaleko stacji kolejowej U Bundestag, do ulicy Friedrichstraße, którą minęliśmy most przez rzekę Sprewa. Co kawałek były różne zabytki i miejsca warte obejrzenia. Trzeba będzie jakiegoś dnia przyjechać wcześnie rano aby mieć cały dzień, albo najlepiej kilka dni, na zwiedzanie Berlina, bo jednego dnia to będzie ciężko przejechać cały, i pozwiedzać. W dalszej części drogi przez Berlin udało się zajechać do U Oranienburger Tor, skąd kierowaliśmy się w stronę Rosenthaler Platz. Ale te miasto jest wielkie, tysiące ulic, uliczek, wiele miejsc, jak się tu odnaleźć?! Ciężka sprawa. Ominęliśmy niepotrzebnie ulicę Torstraße, bo i tak się na nią wróciło. Jechaliśmy przez jakiś duży park czy coś takiego w Berlinie, gdzie trwały różne imprezy, tańce, śpiewanie, tysiące młodych ludzi, różnokolorowych młodych ludzi, i różne kultury :) Szczecin się chowa wobec takich inicjatyw jakie tutaj się odbywały. I tak wkrótce udało się wyjechać z miasta na rowerowy szlak, który wiódł przez miejscowość Buch, Zepernick i tak do większej miejscowości Bernau bei Berlin. To są mimo chodem miejscowości stykające się z wielką aglomeracją Berlińską. Może się wydawać, że to jest kawałek a w rzeczywistości się jedzie i jedzie i jedzie i jedzie i jeszcze raz jedzie i końca nie widać. Cały czas tempo jazdy było szybkie, dla mnie trochę za szybkie. Tak dojechało się do Bernau bei Berlin, miejscowości w której dzisiaj byłem, w pierwszą stronę. Z tą różnicą, że dalej jechaliśmy rowerowym szlakiem do Biesenthal, nieco odbijając od głównej drogi L200 czy innych dróg. Na razie jechało mi się dobrze, nawet nie wiedzieć kiedy, minąłem 100 km, 105, wkrótce i 120 km. Ale już powoli z sił opadałem, potrzebowałem się częściej zatrzymać a tych przerw nie było, tempo jazdy dość szybkie, warunki na ścieżkach rowerowych - różne. Przeważnie spory ruch i przeważnie asfalt, czasami taka żwirowa droga, były także kocie łby, i gorsza droga, ale to już przejazdem przez las, ścieżka rowerowa wiodła dwoma wiaduktami nad autostradą A11. A mi się coraz gorzej jechało, chciałem aby było już te Eberswalde a one jeszcze daleko, jeszcze trzeba było minąć taką miejscowość jak Finowfurt, i ciąg dalszy ścieżki rowerowej, która biegła przy rzece. Nie była asfaltowa a piaszczysta i wąska, biegła do miejscowości Finów, a niedługo za Finów oczekiwane Eberswalde, do którego wjechaliśmy już drogą B167, wyjeżdżając z jakiegoś zadupia, idącego rzekami, lasami, i innymi taki ustrojstwami, gdzie tylko komarów. Ludzi też było ale komary ;] Nie było ich może dużo, ale atakowały. Ale się zmęczyłem, wkrótce nasze drogi się rozeszły z dwoma nowymi poznanymi osobami, i ja ruszyłem na Eberswalde Hbf, gdzie miałem do zrobienia ok. 2.5 km. W końcu dojechałem, przyjechałem po godzinie 21 dopiero. Wyruszyłem po godzinie 8. Wróciłem po 21. Skoro zmierzch zaczął schodzić, dzień chylić się ku końcowi, a ja wyczerpany z sił, z lekkimi ale stanowczymi bólami mięśni i stóp. Dzisiaj nieźle przygrzałem. Byłoby ok, gdybym jechał wolniej, aczkolwiek w podróży powrotnej nie było tak źle - tzn. przespałem się trochę, wypocząłem i wszelkie dolegliwości opuściły mnie po ok. 2h - po ok. 2h ale nie dłużej niż po 3h. Gdy wróciłem do domu nic mi nie było :) Nie czułem się zmęczony, ani obolały no nic mi nie jest. Następnego dnia (04.06) również, wszystko jest w jak najlepszym porządku, mimo, że przygrzałem i wydało mi się, że pojechałem ponad moje siły, bo te 120 km to było optymalne, no góra 130 km, ale ponad 140 było ciężkie - mówię, w moim tempie, spokojnie pewnie nic by mi nie było po zakończeniu trasy. Co prawda wróciłbym później, ale wróciłbym - dla jasności - ok. 75 km z maratonem itd. licząc także powolne tempo w niektórych miejscach Berlina zajęło ponad 4h. Kolejne 70 km, zajęło ok. 5h. Nieźle.. ale trzeba pamiętać o tym, że jakby się wycięło te obszary drogi, gdzie z przymusu jechało się wolniej, nie z konieczności, to średnia za całą trasę byłaby ponad 20 km/h. Czyli bardzo dużo jak dla mnie - bardzo dużo i męcząco. To jest jednak wspaniała wycieczka i przygoda. Dziwię się tylko TYM, KTÓRZY odradzali mi taką jazdę, uznając ją za głupią. Czy cokolwiek takiego ;) Wcale nie jest to głupie, poznałem fajnych ludzi, większość z nich jeździ więcej niż ja i lepiej, aczkolwiek każdy jest zgodny z tym, że moje rekordy, i dystanse jakie pokonuję są duże :) W końcu w tym roku mam już 2k. Najlepszy rowerzysta w grupie ma 4k. Ale on dzisiaj zrobił ponad 200 km z takim szybkim tempem (wyjechał z wczorajszą grupą ze Szczecina), i jechał przez noc. Dzisiaj z Eberswalde do Berlina, i po Berlinie trochę i kilometry lecą. I takiego można podziwiać, że jest wstanie tyle zrobić, jego rekordowe trasy to 300, 400 km. Liczby do których się pewnie nieprędko zbliżę, chodź o trasie 300 km, myślę na serio. Dużo jeżdżę, dużo trenuję i wyniki są widoczne chociażby po dzisiejszej jeździe. Na taki wyjazd jak dzisiaj nie wystarczy trenować tydzień przed wyjazdem aby się przygotować i być na niego gotowym i mieć możliwość jego zrobienia - o nie, na to potrzeba co najmniej kilku msc pracy ;) To nagroda za sumienność i wytrwałość. W pierwszą stronę do Eberswalde, ja jechałem za kierownicą samochodu, z powrotem kierował ojciec. Ja nie byłem wstanie. Byłem zmęczony, śpiący i po prostu mi się nie chciało. Najważniejsze jest jednak to, że się tutaj w Niemczech dzisiaj znalazłem, że pojechałem i udowodniłem sobie i innym, że mogę dużo, dużo więcej niż im się zdaje ;) Warto mieć marzenia, i zrobić wszystko by się spełniły, a takie inicjatywy jak Sternfahrt, to fajna sprawa i możliwość poznania nowych ludzi. Grupa rowerzystów ze Szczecina, w środku Berlina, jeszcze przed autostradą 100, zapoznała pewną Panią, która mieszka w Berlinie ponad 20 lat, a jest Polką i mało tego, jest przewodnikiem z zawodu, i zna doskonale Szczecin. Jest także rowerzystką, i porusza się po całym mieście rowerem :)) Także fajna sprawa, taki wypad, nigdy nie wiadomo kogo się pozna, i jakie będzie się miało przygody :) Szkoda tylko, że tak mało czasu spędziłem w samym Berlinie, gdybym miał powrót bezpośrednio z Berlina byłoby inaczej, ale to może następnym razem, albo za rok, gdzie na pewno pojadę na wydarzenie Sternfahrt 2019. Niektórzy z którymi dzisiaj jeździłem, także jeżdżą od kilku lat, bo warto. Polecam każdemu :-)
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)