Dzisiejsza trasa, jest nie tylko moją kolejną trasą pracy, ale także kolejną trasą powrotu do domu, po ciężkim, ciągnącym się długo tygodniu w pracy. Jeszcze w zeszły weekend stwierdziłem, że pierdolę, że wracam, że mam to w dupie. I nie chcę kurwa w tym cholernym Szczecinie zostawać. Źle się tu mieszka, źle się śpi. Jeszcze akademik i jego standard nie pomaga. Sama dzielnica też nie zachwyca.. A ja na domiar złego nie czułem się za dobrze. Dzień rozpoczął się dla mnie bardzo wcześnie, jeszcze nim poszedłem do pracy to takie stawanie po godzinie 5 czy 6 było dla mnie czymś normalnym. Teraz niekoniecznie. Dzisiaj właśnie rozpoczął się dla mnie dzień po godzinie 5. Po niezbyt dobrze przespanej nocy. Od rana się tak średnio czułem. Jeszcze się w pracy wymęczyłem, zdenerwowałem -.- Do tego do południa do tej godziny 15, no może tej 1530 nim wychodziłem z pracy to panowała taka mocno zmienna aura pogodowa. Raz się chmurzyło, raz słonko świeciło. Ostatecznie dzień przystał na to, że świeciło słonko. W popołudniowych godzinach było bardzo ciepło, wręcz upalnie. Mimo tego, że temp. nie były nie wiadomo jak wysokie, trochę ponad 20℃, a odczuwalne było jakby znacznie więcej.. W takiej pogodzie, na domiar złego, cały czas pod wiatr przyszło mi powrócić w rodzinne strony. Na dzisiejszej trasie coś odkryłem. Zakładając, że jakimś cudem uda mi się utrzymywać prędkość na poziomie 20 km/h może 20+km/h, i nie robiąc często długich przerw, to mam szansę do tej godziny 21.. dojechać do domu po zrobieniu całej trasy. Oczywiście taka długa jazda, z takimi prędkościami, pełnym załadunkiem będzie męcząca. Trochę mija się z celem ze względu na zbyt krótkie wolne okresy czasu.. Nie mniej to jest jakiś progres, który obserwuję przez wszystkie aktualne trasy z cyklu: Powrotu Czas, które są moimi powrotami z okresu mojej pierwszej pracy, pierwszego miejsca zatrudnienia..
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
ID wpisu: 432
Trasa nr [łączna]: 515
Trasa nr [na blogu]: 429
W tym tygodniu: 2
W tym miesiacu: 14
W tym roku: 88
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 508 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 422 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 7 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 0 km
Stan Licznika Końcowy: 0 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 11900 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 11947 km
Maksymalna prędkość: 32.4 km/h
Przejechałem: 46.03 km
Przejechałem [msc]: 409.54 km
Przebieg roweru [rok]: 2480.51 km
Przebieg roweru [suma]: 19628.5 km
Przejechalem w 2019: 2480.51 km
Podroż dookoła świata (2019) 6.2013 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 49.0713 [%] km
Czas jazdy: 02:30:02 h
Czas Jazdy Suma (ever): 1235:45:29 h
Czas Jazdy Suma (blog): 1012:19:21 h
Czas Jazdy Suma (2019): 156:02:15 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 24:39:26 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:45:40 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:46:23 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:20:36 h
Średnia: 18.41 km/h
Trasa z dzisiejszego dnia, odbyła się zaraz po pracy. Jeszcze w ostatnich minutach pracy przebrałem się w rowerowe ciuchy. W tym tygodniu wyjątkowo byłem już wcześniej przygotowany, spakowany do pracy. Byłem tak spakowany i przygotowany mianowicie dzisiaj. Co nie jest standardem, nie jest też standardem, że mam rower od razu ze sobą, co udowadniałem w takim wpisie jak: Powrotu Czas z 07.06. Teraz sytuacja jest taka, że mogłem na spokojnie jechać. Miałem nawet rower w pokoju, to się z rana spakowałem, przygotowałem do jazdy. Mocno przeciążony rower i jak na dzisiaj stanowczo za mało wody (tylko 1 butelka). Gdyby tego było mało to zapomniałem oczyścić karty pamięci i rano już nie zdążyłem. Jechałem z ograniczoną pamięcią na jazdę. I w sumie, ledwo co mi starczyło.. A nie wspomniałem o najważniejszym jak to się w ogóle stało. A stało się to tak, że w środę był upał, jakieś +37℃ w Szczecinie. Skończyłem szybciej pracę. Chciałem się wybrać na przejażdżkę. Chciałem zrobić ambitnie nawet 40 km. Wziąłem ze sobą kilka butelek wody i do dzieła! A tu zonk! I to wielki zonk! Bo się okazuje, że nie mam kluczyka do zapięcia Aureli -.- Więc przejebane. Po prostu przejebane. Nie mam kluczyka i tyle. Wszystko przeszukałem w pokoju, przy okazji uszkodził mi się farelek, którego zwaliłem, uszkodziła mi się patelnia, która mi spadła. Mocno się tego dnia zdenerwowałem. Bo kto by się nie zdenerwował. Straciłem tylko czas, trasa przepadła. Wróciłem zrezygnowany do pokoju - wszystko rozpierdoliłem, wszystkich dookoła siebie po obrażałem. Związku z sytuacją i podejrzeniem zgubienia kluczyka na terenie akademika, bo w rowerowni Aurelia była przypięta - zabrałem ją w okowach zniewolenia do siebie do pokoju. I została tu do piątku, do dzisiejszego dnia, gdy o poranku, po godzinie 7 wyjechaliśmy do terenu pracy. A po pracy, do domciu. Dłużąca się i męcząca jazda po samym mieście, tysiące samochód jadąc to w jedną to w drugą a to nawet w piątą stronę, upał, silny wiatr przyprawiał mnie tylko o ból głowy.. Wkrótce miało być spokojniej, ale nie. Wpierw musiałem minąć całe miasto, a także walczyć z nowo modą. Modą na te cholerne elektryczne hulajnogi, i takie na dwóch kółkach jeżdżące gówna. Dzisiaj się z takim gościem spotkałem. Pcha się tym gównem po DDR... Masakra... Co jeszcze wymyślą, aby było mniej bezpiecznie, i mniej spokojniejsze życie w tych cholernych miastach. No dobra, jakoś dojechałem do Dąbia, tam tuż przed ul. Goleniowską, stojąc na ul. Noteckiej, robiłem pierwszy postój. Obserwowałem tam jak nieporadny kierowca osobówki próbuje się włączyć od kilku minut do ruchu. Ja się bez problemu włączyłem. Podjechałem, jak na pasie w stronę Szczecina było wolne, podjechałem na środek drogi, wtedy inny kierowca mnie przepuścił i pojechałem :) Sielanka nie trwała długo. Jeszcze w Szczecinie, tuż przed Załomem, a dokładnie za skrzyżowaniem z ul. Kniewską zaczął się mierzący ok. 4 km zator, który ciągnął się do Pucic do skrzyżowania (a to Ci niespodzianka znów ul. Goleniowska?! ale tym razem w Pucicach) z ul. Goleniowską ale ul. Goleniowską w Pucicach! Co i tak jest dziwne. Po drodze jadąc ok. 20 km/h czasem trochę szybciej mijałem wiele aut. W Załomiu minąłem osobowego busa, który dogonił mnie dopiero w Kliniskach Wielkich.. Lekko licząc dogonił mnie ok. 6 km dalej! ... Masakra. A będzie tylko gorzej. Szczecin to miasto, które ma wg. wikipedii Szczecin wg. Wikipedii (stan na 28.06.2019) - ponad 400 000 mieszkańców. Te wielkie, ciągnące się miejscami pod granicę z Niemcami miasto, posiada tylko właściwie jedną drogę wjazdową - od Polskiej strony. I ta jedna jedyna droga (S3/A6) jest w remoncie. Droga gminna, powiatowa - jeden chuj co to jest, którą często jeżdżę rowerem do Goleniowa, może być co najwyżej drogą dojazdową, do tutejszych zabudowań i mieszkań. W żadnym razie ta droga nie nadaje się do ruchu samochodowego. A do chodzi tutaj do nienormalnej sytuacji, gdzie jeździ tutaj tysiące aut, a nie powinien żaden. Wszystko się blokuje, korkuje. A obwodnica miasta od strony Polic, od strony wsi Święta, pozostaje w kwestii jakby to ująć poetyckiej fantazji. Na przełomie lat, pisze się, mówi o takich rozwiązaniach. Najnowsze wykazują się nawet datami z 2019 r: Zachodnia Obwodnica Szczecina [aktualizacja 13.04.2019]. Są także starsze wpisy o takich rozwiązaniach: Zachodnia Obwodnica Szczecina - fantazje z 2015 r., Zachodnia Obwodnica Szczecina - jeszcze większa fantazja i obłuda z 2013 r., i na koniec perełka! Bo cyrk w 2009 r., trwał od 30 lat. Teraz trwa już 40 lat. Więc trudno nie nazywać tego fantazją, która nigdy nie zostanie zrealizowana.. Zachodnia Obwodnica Szczecina - perełka! Rok 2009!. Z roku na rok, i przedłużającym się remoncie autostrady A6, a przypomnę, że inwestycja zaczęła się w Grudniu 2016 r., po 3 msc opóźnienia, trwa nadal. I powoduje takie problemy. Wkrótce je minąłem, znalazłem się na spokojniejszych ziemiach. Upał nie odpuszczał, trasa trwała dalej. Wkrótce mijałem Goleniów, myśląc, czy w sumie gdzieś do godziny 20, może 21, nie dałbym rady zrobić tej trasy! A może bym dał?! Będę musiał spróbować. Jestem coraz bliższy celu! Po raz pierwszy, odkąd zacząłem w dniu 06.05.2019, moją pierwszą pracę (niestety w Szczecinie), na projekcie trasy Powrotu Czas, zbliżyłem się tak blisko w rodzinne strony. Założenie było takie, że dojadę do Kikorza. Ale ojciec, który po mnie wyjechał pomylił miejscowości. Zamiast w Kikorzu to przyjechał do Glewic. Więc tam, w Glewicach zakończyła się moja dzisiejsza trasa. Trochę szkoda, bo mimo tego wiatru w twarz, upału, i zmęczenia jechało się całkiem spoko. I jak na moje możliwości - dość wyczynowo :) Myślę, że będzie realne dojechanie do domu Płot, mimo, wyjazdu po godzinie 1530. A to trochę za późno na trasę, liczącą ponad 80 km. Najlepiej by było w taką trasę jechać maksymalnie o godzinie 14.. A nie tak późno! Ważne jednak, że dojechałem :) Kolejny dzień, kolejny rowerowy dzień w zasadzie dobiegł do szczęśliwego końca!
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)