Dzisiejsza trasa kontynuuje moje jeżdżenie tym razem już po limicie 60k km...: "60 000" Aurelio !:"
- Trasa Bytów - Kościerzyna. Kontynuuje również napotkane tego dnia problemy czyli niezbyt działające przełożenia w Aurelii szczególnie jeśli chodzi o przełożenia 32t i 30t. Problem miałem już z podjazdem pod górkę w Płotach w stronę Technikum... Te wzniesienie i to dosłownie robiłem setki razy tylko z Aurelią a co dopiero innymi rowerami. I nigdy nie miałem z tym takich problemów - a podjeżdżałem pod tą popularną górkę w każdą porę roku itd... Dzisiaj "zonk". W zasadzie próbowałem bo wydało mi się to rozsądne jechać na "1 blacie" korby. Miałem zresztą po wczorajszym dniu ustawione te przełożenie i do wzniesienia go nie zmieniałem. Wracając miałem w planie podjechać jeszcze raz pod te wzniesienie tym razem zmieniając blat korby na "2". Podjechać to może tak na wyrost - spróbować podjechać - o tak. Jednak eksperyment brutalnie przerwała ta cholerna pogoda. Nie było za przyjemnie. Przynajmniej z rana. Wieje. Chmurzy się. No dobra spodziewałem się ale nieco później, że będzie padać ale zaczęło padać nieco szybciej. Nie wracałem od razu z Makowic do domu. Zajechałem na lotnisko dokładnie na domki oficerskie gdzie przeczekałem deszcz, ale ten się przedłużał.. Więc nie czekałem aż całkiem minie. I w sumie słusznie - pojechałem w tym lekkim deszczyku... Miało być tak fajnie a nie jest. Coś się z pogodą dzieje. To pewnie dlatego, że takie ładne temp. jakie były na początku tyg. są nie naturalne dla naszego kraju. Musi więc przyjść załamanie. Na dzisiejsze po południe miałem inne plany. Więc rower mogłem jedynie z rana. A chciałem i potrzebowałem się przejechać. A skoro trzeba to pogoda nie może zaszkodzić ;) Serio jednak spodziewałem się, że padać będzie później no ale dobra... Jednak ten choć nie wielki deszczyk zniweczył dwa poboczne cele dzisiejszego wyjazdu: 1) sprawdzenie czy uda mi się podjechać pod typowe wzniesienie jakie mam w drodze do Technikum w Płotach na 2 blacie korby, 2) odebranie paczki z paczkomatu na ul. Wodnej. To przy Biedronce paczkomat. Czasem tam zajeżdżam ale ogólnie nie lubię tam jeździć. Rowerem jest najwygodniej. A co gorsza kończy mi się czas na odbiór. Więc i tak muszę tam dzisiaj podjechać i tak...
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2024 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1478
Trasa nr [łączna]: 1556
Trasa nr [na blogu]: 1470
W tym tygodniu: 3
W tym miesiacu: 6
W tym roku: 122
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1542 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1456 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 14 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 23304.1 km
Stan Licznika Końcowy: 23318.58 km
Stan Licznika Końcowy2*: 23168.56 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 1713 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 1727 km
Maksymalna prędkość: 34.9 km/h
Przejechałem: 14.48 km
Przejechałem [msc]: 254.05 km
Przebieg roweru [rok]: 4159.68 km
Przebieg roweru [suma]: 60018.26 km
Przejechalem w 2024: 4159.68 km
Podroż dookoła świata (2024) 10.3992 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 150.0457 [%] km
Czas jazdy: 00:49:04 h
Czas Jazdy Suma (ever): 3821:40:13 h
Czas Jazdy Suma (blog): 3598:14:05 h
Czas Jazdy Suma (2024): 257:44:10 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 15:19:40 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:33:17 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:06:45 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:26:04 h
Średnia: 17.73 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego była krótką trasą po okrągłej liczbie przejechanych km. To taka mała nie formalna tradycja, którą rozpoczęło życie po 30k km: Życie po 30k km... a kontynuowało po 50k km... Życie po 50k km.... Zauważyliście, że czegoś brakuje? Tak. Nie ma życia po 40k km... Mieści się to w jednej dużej dwudniowej trasie. Więc takie dodatkowe rozbicie nie wystąpiło. Zresztą po 2020 r. gdy robiłem trasę "życie po 30k km..." nie przypuszczałem, że jeszcze wrócę do tego schematu nazewnictwa. A wróciłem 3 lata później w trasie 50k km. I obecnie po kolejnych 10k km... Pomyślałem o tym i powróciłem do tego tematu! :) I tak oto jestem. W dalszym ciągu sypie się napęd i teraz już tak mocno, że nie będę miał tyle do niego sentymentów co na trasie: Trasa "50-tka" - czterech tytułów. Od której tak swoją drogą minęło raptem kilka tras.. Spodziewałem się dłuższego efektu a nie problemu, który i tak powróci. Na trasie 60k km: "60 000" Aurelio !:"
- Trasa Bytów - Kościerzyna to dał popis. Naprawdę dał ogromny popis... Jeszcze do tej pory aż do wpisu 1469 na blogu nie było tak, że z powodu napędu nie jestem wstanie podjechać pod wzniesienie. I w sumie nie jestem... Po prostu kończy mi się siła w nogach, napęd staje, nie idzie kręcić nie mam czym kręcić. Prędkość dochodzi jeśli w ogóle - a może nie dochodzi? Raczej spada do 5 km/h i chuj... Nie polecę. Do tej pory z trudem bo to wiązało się z całą symfonią trzasków, jęków i pisków ale podjeżdżało. Jednak tak na dobrą sprawę ile mogłem tak podjeżdżać pod wzniesienia? Na pewno nie tyle co bym chciał czyli przynajmniej do końca lutego 2025 r... To za duże obciążenie dla zużytego napędu, którego dalsza eksploracja jeszcze bardziej dobija. No cóż... Jechałem dzisiaj na pusto bo szukałem przyczyny w nadmiernym obciążeniu tyłu. Zmieniłem blat z 2 na 1 => czyli z zębatki 38t na 28t. I nic. Nie sprawdziłem jedynie podjazdu pod górkę z zębatki 2 na korbie (przednia). Jednak nie sądzę, że wiele to zmieni. Ta sztuczka jeszcze działała na trasie: "Pasewalk": Niemiecką stroną. Można powiedzieć, że dosłownie w zeszłym miesiącu działała... A już nie działa... Umawiam się na nowo z WG na remont.. Może będzie miał czas w najbliższą niedzielę (11.08) albo w poniedziałek (12.08)? To byłby dobry czas... A potem począwszy od 15.08 czeka mnie kolejny wyjazd. Na tym nie pewnym napędzie byłby problem... Nie ma co ryzykować. Jak nawet na lokalnych górkach w swoim mieście nie jestem wstanie podjechać to co dopiero będę się w Polskę pchał czy w inne województwa (np. Pomorskie), gdzie te wzniesienia są liczniejsze i bardziej wymagające... Wróciłem taki nie pocieszony po dzisiejszej trasie. Jeszcze ta pogoda mnie dobiła. Nim zaczęło padać zajechałem na lotnisku pod skład bio-masy. Właśnie kręciła się tutaj kolejna ciężarówka ale nie wiem czy coś wywoziła czy zwoziła. Ja wjeżdżałem do Makowic a ona wyjeżdżała a niedługo za nią ktoś z obsługi jechał. Jednak nie zważając na nich wjechałem na lotnisko jak do siebie. Zrobiłem kilka zdjęć Aurelii po 60k km w różnych okolicznościach przyrody... np. właśnie zmierzających w moją stronę chmurach deszczowych :) Chmury zlewały się z kupą bio-masy. Fajnie to wyglądało. Dłuższy czas kilkanaście minut popadało tak mocniej później słabnął ten deszcz. Chwilę po godz. 10:15 wracałem z Makowic. Deszcz miał się wkrótce skończyć a zamiast jego rychłego końca nastąpił jego powrót. Nieco silniejszy. W takich nie fajnych warunkach wracałem do domu - mocniejszy deszcz złapał mnie tuż pod rodzinną miejscowością i towarzyszył do ostatniego momentu dzisiejszego wyjazdu.
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)