Trasa z dnia dzisiejszego kontynuowała moje nowo-odkrywcze trasy. Tym razem poszedłem na małe ułatwienie i przyjechałem autem na leśny parking przy Truskolesie. Stąd ruszyłem dalej dokładnie na Wierzchy a z Wierzchy na Orzechowo. Na nie znaną mi dotąd polną drogą. Te polne drogi w wielu miejscach wyglądają podobnie i przywołują niestety wspomnienia o tym co było... i minęło... :( O tym gdzie się było, z kim. I jak. I tak smutno teraz. Niby te polne drogi takie podobne do siebie, ale ta miniona przeszłość... Nie ważne. Zaliczyłem nowe dróżki, w tym przejazd na drodze z Orzeszkowa do Glicko. Wczoraj miałem przejeżdżać na Lestkowo: Nowymi przygodami: Glicko!. Ale to było wczoraj. Dziś dla mnie priorytetem był powrót do Glicko i zrobienie innych dróg, po których jeszcze nie miałem okazji jeździć. Kusiło mnie zwiedzenie tej bazy wojskowej. I pomimo tego, że wejść dałbym radę to ostatecznie odpuściłem. Obiekt nie warty ryzyka. Nie wiadomo na co ani na kogo się natknę. Nieco więcej szczegółów w drugim akapicie w odniesieniu do dzisiejszego wpisu. Ogólnie to było dziś trudniej niż wczoraj. Wciąż mocno wieje. Może nawet mocniej. Temp. niższa. Zamiast lepiej jest gorzej, ze zdrowiem wciąż słabo. Wciąż męczą mnie ataki kaszlu. Ogólnie czuję się osłabiony. Wszystko mi idzie tak ciężko i topornie. A najgorzej, że mija kolejny miesiąc a moja sytuacja ani życiowa, ani zdrowotna nie poprawiła się w znaczący sposób. A to wszystko odbija się na Aurelii. Niby jeżdżę. Nie tyle co w poprzednich latach ale jeżdżę - ale idzie mi to topornie i bardzo słabo. Jak tak będzie dalej to ja nie wiem co z tego będzie... Widzę to bardzo słabo - widzę wręcz już teraz zagrożenie w zrobieniu co najmniej 5 000 km/rok. Jak ja jeszcze nawet 1 000 km w tym roku nie zrobiłem. To jest bardzo, bardzo słabo! A wszystko przez przeciągający się kaszel, który jest już kaszlem przewlekłym - powyżej 3 msc. Ciągłe osłabienie. Jak nie wspomnienia mnie pokonują to pogoda mnie osłabia, to jakaś choroba mnie tak kąsa powoli... I coraz mniej już ze mnie zostaje. Do czego to doprowadzi?... Aż strach myśleć o nieubłaganie zbliżającej się przyszłości... A tak wyczekiwałem 2025 r. A tak wierzyłem w ten rok... A tak nie wiele z niego wynika... Ciągle się okłamuję. I na dzień dzisiejszy nadal się okłamuję, że jeszcze może być lepiej. To jedynie takie trudne początki. Nie powiedziane jednak, że rok w dalszej perspektywie nadal musi wyglądać tak słabo...
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2025 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1560
Trasa nr [łączna]: 1637
Trasa nr [na blogu]: 1551
W tym tygodniu: 5
W tym miesiacu: 9
W tym roku: 25
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1623 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1537 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 14 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 25198.4 km
Stan Licznika Końcowy: 25230.85 km
Stan Licznika Końcowy2*: 25062.45 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 3612 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 3645 km
Maksymalna prędkość: 25.7 km/h
Przejechałem: 32.45 km
Przejechałem [msc]: 252.91 km
Przebieg roweru [rok]: 497.06 km
Przebieg roweru [suma]: 61930.52 km
Przejechalem w 2025: 497.06 km
Podroż dookoła świata (2025) 1.2426 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 154.8263 [%] km
Czas jazdy: 03:00:15 h
Czas Jazdy Suma (ever): 3949:35:31 h
Czas Jazdy Suma (blog): 3726:09:23 h
Czas Jazdy Suma (2025): 34:07:05 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 17:48:01 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:58:40 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:21:53 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:23:19 h
Średnia: 10.82 km/h
Dzisiejsza trasa rozpoczynała się dla mnie na leśnym parkingu pod Truskolasem. I tam kończyła! Obejmowała swoim zasięgiem polno-leśne drogi w okolicy Glicka, Wierzchy! Tutaj jeździłem. Kilku z moich założeń nie udało się dzisiaj zrealizować. Byłem skłonny nawet uwierzyć w to, że mamy suszę i ogólnie problem z deszczem. Tyle, że zalane pola, i droga, którą chciałem przejechać - sprawiły, że już nie wierzę w to, że jest susza. No dobra. Obiektywnie jest... Tylko takie incydenty wystawiają tą wiarę na próbę. Cała trasa ciężka. A ja bez sił. Zaczynałem z drogą pod wiatr na Wierzchy z których odbijałem na Orzechowo a z niego przebijałem się polną drogą na drogę Wierzchy - Miętno - Nowogard. Wczoraj pewną krzyżówkę z leśnych dróg pominąłem. Po prostu pojechałem za daleko. Nie skręciłem. Pojechałem za daleko w wyniku czego wyjechałem pod Miętnem. Odkryłem w ten sposób inne drogi niż te, które planowałem odkryć. Aby nie popełnić tego błędu dziś. Jak się okazuje niepotrzebnie zrobiłem objazd po nie łatwych leśnych drogach pod Glicko... I znowu tu jestem! W tę zimnicę. temp. niby wysoka ale odczuwalnie przez wiatr... brrr. zimnoooo.... Jestem w Glicko! Pełny zapału gnam na tą bazę wojskową z nadzieją, że ją zwiedzę. A to niestety... Zrobiłem tam objazd, znalazłem wiele dziur a nawet brakujących fragmentów ogrodzenia. Bez problemu przedostałbym się z rowerem. Robiłem jednak dokładny rekonesans, objeżdżając w połowie ten teren, z jednej strony się da objechać. Po wyjeżdżonych przez pole drogach, gdzie ta droga kończy się na jakiś bagnach, gdzie wszystko pozostaje zalane. Wracając pod główną bramę, przy której planowałem wbijać, usłyszałem ujadanie psa. Nie widziałem go. Tylko słyszałem. W sumie ciekawe. Jakby ten pies biegał luzem to przy tylu dziurach już dawno mógłby wybiec z terenu. Obok budynku powtarzane są znaki, że teren prywatny i teren prywatny. Nie widziałem jednak nikogo aby zapytać o ewentualne legalne zwiedzanie. Zbadanie terenu z drona również się nie udało. Silny wiatr utrudniał latanie, ciągle miałem komunikaty o bardzo silnym wietrze, który znosił mi tego drona z kursu. A dodatkowo tu jest aktywna strefa wojskowa. I nie mogłem tu latać -.- Cholera. Nie ma tu wojska od 35 lat. A mimo to jest strefa i się nie da. Nie mniej obiekt nie wydaje się aż na tyle ciekawy aby ryzykować niepotrzebnie. Odpuściłem sobie. Zawiedziony zacząłem wracać na Sikorki z których próbowałem przedostać się taką polną drogą na Szczytniki. Niestety bez powodzenia. Droga bardzo trudna - pozalewana, rozjeżdżona przez ciągniki. Błoto. A na wysokości łąk przy polach przebiegają tutaj rowy melioracyjne i jakieś odpływy z rzeki. I wszystko było zalane. Próbowałem się przedostać i trochę sobie buty zmoczyłem. Jakbym próbował bardziej to pewnie nie skończyłoby się to dobrze. Było mi bardzo w niesmak wracać tą samą drogą... Pod Sikorki... Pod wiatr. I znowu męczyć się z przejściem tam. Nie miałem jednak wyjścia... Zamiast jednak wracać bezpośrednio na Sikorki, odbiłem w inną, nie zaznaczoną na mapę drogę. Tam również masakra. Porozjeżdżana. Pełna błota i trudności. I miejscami również zalana -.- Nie miałem szczęścia. Z ów drogi niespodziewanie wyjechałem przy polnej drodze na Wierzchy. Tą samą którą wczoraj z Wierzchy przyjechałem na Sikorki. Historia tych tras tak się ułożyła, że dziś wracałem tą polną drogą na Wierzchy a z Wierzchy walcząc z wiatrem ale już asfaltem wracałem w stronę Truskolasu i do auta. Wracam jeszcze bardziej wykończony i zmęczony niż po wczorajszym dniu... Nie odpocznę. Wymęczony i zamęczony... Pogoda robi swoje. A do tego brak formy robi swoje. I wciąż tocząca się choroba robi swoje. Przecież przez to jestem nie wypoczęty i taki osłabiony... Przez ten nawracający kaszel, który tak wykańcza... Mam nadzieję, że chociaż nadchodzący tydzień będzie lepszy i przyniesie oczekiwane uzdrowienie!...
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)