23.12.2017
Jazda nr: 182

Tagi: drzewa, wiejskie_przygody |

Dzisiejsza trasa była dla mnie bardzo ważnym sprawdzianem, trzech niezwykle ważnych cech, którymi nazwałem dzisiejszą trasę a chodzi o: SIŁĘ, WIARĘ, NADZIEJĘ!. Trzeba być silnym i niezłomnym w swoich postanowieniach a jedyne ograniczenia mamy w głowie (poza sytuacją gdy naprawdę to nie nasz dzień), ale w każdym innym wypadku takich ograniczeń nie ma, sami sobie wmawiamy, że nie damy rady osiągnąć zamierzonych celów, a aby coś osiągnąć trzeba nad tym pracować, i to regularnie, starać się i nie poddawać na porażkach. Przykładów nie muszę szukać daleko. Tydzień temu, w sobotę (16.12), nie dawałem rady z jazdą, nie pojechałem tyle co chciałem i gdzie chciałem. Pogoda była kiepska ale nie tak kiepska jak dziś, dziś jest nieco ciepło, ale wieje naprawdę bardzo silny i porywisty wiatr. Dzisiaj jednak trzymała mnie Wiara i Nadzieja, niezłomność w podjętej decyzji, chodź myśl o pójściu drogą na skróty była bardzo kusząca. To taka prosta perspektywa: a pal licho to, skrócić trasę, pojechać łatwiejszą drogą. Ale czy o to chodzi w życiu? Aby iść drogą na skróty, aby ułatwiać sobie życie, czy lepiej dla wzmocnienia siebie, swojej siły, charyzmy, wiary - wybrać jednak tą trudniejszą drogę? Dzisiaj pokierowałem się przede wszystkim wiarą we własne możliwości, i nadzieją na to, że ta wiara jest wystarczająco duża aby podołać trudom dzisiejszej nie łatwej trasy. Lecz podołałem. Najtrudniejsze były początki, trasę rozpocząłem w popołudniowych godzinach, w nieciekawym dniu. Zresztą wczorajszy także zbyt miły nie był, dzisiaj była kontynuacja niekończących się kłótni i złych okoliczności. Postanowiłem jednak nie patrzeć na te negatywy, nie patrzeć na rozsądek i na to jak się czuje. A czułem się tak, że jakbym co nie których skurwysynów dorwał to by oni kurwa cało z tej konfrontacji nie uszli. No więc tak, było nieciekawie, pogoda jest nieciekawa (wieje, szaro). IMGW wydaje ostrzeżenia przed bardzo silnym wiatrem. Gdy wyjeżdżałem google pokazywało, że wiatr osiąga 30 km/h. Nie dużo? Nie wiem, ale było ciężko. Przygotowałem się do wyjazdu i pojechałem, potrzebowałem tej wyprawy, potrzebowałem tego zmierzenia się z siłami natury, aby się lepiej poczuć dzisiaj, nie myśleć o smutkach i problemach i o tym, jak bardzo pierdolę te pierdolone święta, które już od wielu lat straciły dla mnie jakiekolwiek znaczenie. Wyruszyłem więc i już w pierwszych chwilach trasy zmagałem się ze silnym wiatrem. Gdy byłem jeszcze w rodzinnej mieścinie, taki stan rzeczy się utrzymywał, ciężko się jechało bo wiatr uniemożliwiał mi swobodne poruszanie się po drodze, tak z trudem zjechałem na drogę DW108 w stronę Golczewa. Tuż za rodzinną miejscowością, chwila spokoju, wiatr, chwila spokoju i wiatr i tak nieustannie pod sam Unibórz, a w między czasie przeplatające się różne myśli, robienie wszystkiego by się nie poddać. Siły natury trzeba traktować z należytą pokorą, przy tym jednak nie należy się im poddawać. Te ograniczenia, wyzwania są po to aby się sprawdzić, wzmocnić i aby na pewno się nie poddawać. Dzisiaj miałem w sobie dość dużo sił, dziś był "mój dzień", do jeżdżenia, pozostało tylko psychiczne ograniczenie czy dam radę, czy się nie poddam bo jest naprawdę ciężko a kawał drogi przede mną. Nie poddałem się jednak, podołałem próbie, z każdą chwilą, każdym metrem, kilometrem byłem coraz bliższy osiągnięcia celu. Zmagałem się z silnym wiatrem, który wiał prosto na mnie, jechałem na możliwie najmniejszych przełożeniach, nie poddawałem się, cały czas kręciłem, kręciłem. Walka z siłami natury jest dość nie równą walką, wykorzystywałem każdą chwilą przerwę by nabrać sił na kolejny atak, by przyjąć go i jemu sprostać. A miejscami było tak, że ten silny wiatr z drogi mnie zrzucał. Nie dało się utrzymywać równego toru jazdy, wiatr jest za silny. Moje myśli znajdowały ujście w odtwarzanej ciągle w myślach, pięknej piosence Там где клен шумит (tam gdzie szumi klon), najbardziej urzeka mnie w tej piosence jego pierwsza zwrotka А любовь как сон (a miłość jest jak sen)... Там где клен шумит, Над речной волной.... Piękna piosenka, gdyby ktoś chciał posłuchać wykonania do jakiego się najbardziej przekonałem: (od 4:34). Ta piosenka i parę innych, do których mam wielki sentyment, pozwoliła mi dotrwać do okolic Truskolasu. Na chwilę władzę nade mną przejęły takie myśli: SKRÓCIĆ TO! Pojechać inaczej.. Zdaje się, że nawet się im poddałem, miałem pojechać przez Truskolas na Wytok i z Wytoku gdzieś tam dalej.. Ale gdy już byłem przy Truskolasie mówię sobie, że pierdolę to. Jadę dalej, w końcu już niedaleko (jeszcze 5 km), 10 km już zrobiłem.. Dotrwałem co mnie niezwykle cieszy. Za Truskolasem zaczyna się już taki zalesiony teren, który jest niestety niszczony i wycinane drzewa są przez egoistycznych materialistów. Taki popis tego egoizmu, który najbardziej mnie dotknął widziałem tuż przy Uniborzu, gdzie ofiarą padają całe hektary rosnącego tu lasu, gdzie wita mnie z goła pustka, gdzie nie gdzie pojedyncze drzewa. Aby Ci przestępcy, którzy się tej zbrodni na naturze dopuszczają, aby sobie tak łapy i jeszcze coś odcięli.. A nie te bezbronne drzewa. A potem się natura mści. Natura się odrodzi, lasy zalesią się, powrócą zwierzęta, które będą żerowały na gnijących ludzkich ciałach. Z naturą nie wygramy, popis jej mocy, już nie raz można było oglądać, coraz większa liczba kataklizmów, i rosnące ofiary w ludziach. To przecież nie bierze się znikąd, bierze się z niszczenia przyrody, dla swoich egoistycznych (materialistycznych zarazem) potrzeb, co sprowadza się na takie nieszczęścia i chwiejną pogodę, zmiany klimatu. A ofiarami niestety najczęściej są niewinni, przypadkowi ludzie.
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
  • ID wpisu: 183

  • Trasa nr [łączna]: 268
  • Trasa nr [na blogu]: 182
  • W tym tygodniu: 1
  • W tym miesiacu: 6
  • W tym roku: 118

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 264 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 178 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 4 dni
  • Stan Licznika Poczatkowy: 3414.74 km
  • Stan Licznika Końcowy: 3455.01 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 3153 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 3193 km

  • Maksymalna prędkość: 44.1 km/h

  • Przejechałem: 40.27 km
  • Przejechałem [msc]: 161.12 km
  • Przebieg roweru [rok]: 4906.05 km
  • Przebieg roweru [suma]: 10772.67 km

  • Przejechalem w 2017: 4906.05 km
  • Podroż dookoła świata (2017) 12.2651 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 26.9317 [%] km

  • Czas jazdy: 02:32:16 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 683:52:49 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 460:26:41 h
  • Czas Jazdy Suma (2017): 324:47:45 h
  • Czas Jazdy Suma (w tym msc): 11:49:41 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 01:58:17 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 02:45:09 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:30:58 h

  • Średnia: 15.9 km/h
Obraz nędzy i rozpatrzy był już za mną a przede mną małe pustkowie, które jest tuż przed Uniborzem, i kolejne zmaganie się z bardzo silnymi podmuchami wiatru i tak dopóty, dopóki nie wjechałem do wsi Unibórz, kierując się w stronę wsi Gryfice. Tu już jechało mi się przyjemniej, lepiej. I tak jeszcze przed Ościęcinem fantazja mnie poniosła, kręcę, kręcę, aż kołem tylnym mi szarpie na każdą stronę i jakieś 45-47 km/h jadę.. Na wsi już nieco zwolniłem bo to niebezpiecznie tak szybko jechać :) Odtąd już coraz częściej jechałem szybko, mijając Ościęcin a dalej Jasiel. Za wsią Jasiel przystanąłem na chwilę, na małą przerwę gdyby nie potrzeba wymiany baterii w kamerce, pewnie bym się nie zatrzymywał nawet, bo i po co. A tak się zatrzymałem, wymieniłem baterię i dalej w drogę. W ten szary, pozbawiony kolorów świat, pełny stojącej jeszcze nie wyschniętej wody. Wciąż byłem pod działaniem silnego wiatru, teraz jednak mi sprzyjał, nie szkodził. Minąłem Kołomąć i udałem się na skrzyżowanie z Rzęsinem (53.879520, 15.143478), po tej nieciekawej drodze jaka tutaj wiedzie. Pożalę się trochę na samochody, spieszno mi było z tą piękną Rosyjską piosenką (А любовь как сон...А любовь как сон :))), a nie wspomniałem o chamstwie kierowcy dostawczaka. Zbliżałem się właśnie do wsi Mechowo, oddziaływał na mnie silny wiatr, który miotał mną po całej drodze. Zapierdala taki dostawczy samochód, jakieś małe gówno, nie porządna ciężarówka, to pewnie kompleks małego go ogarnął bo sobie bez uzasadnienia trąbi na mnie. Ale go wyzwałem. Niech się chamy na rower przesiądą. A nie! Droga dziurawa, a oni sobie zapierdalają, zresztą parę set metrów przed nim, jechały duże ciężarówki i też zapierniczają po tych dziurach ile wlezie. Nie dość, że pogoda taka jak jest, to dziury a oni zapierdalają. W Kołomąciu ta sama historia, cholerne BMW, Audi, itd. Zapierdalają po tych dziurach, nie patrzą na nic. A ja tam się męczę, jadę dalej. Obraz polskich dróg gminnych, powiatowych niczym obraz nędzy i rozpaczy. Takie dziury, że masakra, i nie na lepsze, wkrótce skręciłem, skręcając na Trzygłów. Gdzie - a jakże, BMW itd. zapierdalają ile wlezie. Co ich tak dzisiaj wzięło na takie jazdy! To nie jest pogoda na jeżdżenie samochodem! Wkrótce minąłem Trzygłów, Baszewice. Znów na chwilę męczyłem się z silnym wiatrem jadąc przez Grębocin do skrzyżowania z drogą DW109. I na DW109, z powrotem wiatr miotał mną po całej drodze, a ruch samochodów był, nie powiem, że nie i był i do tego każdy tylko: ziuuuuum, ziuuuuuuum i pchają się i pchają i co zrobić, no ja im blisko pobocza nie pojadę bo wkrótce wcale bym nie pojechał. Zmagam się z silnym wiatrem, do tego pozwoliłem sobie na nieco szybszą jazdę (miejscami 20-30), jak już byłem w mieście to ponad 30 km/h a to masakra - bo tak buja! A pojechałem trochę w miasto. Sił mi zostało, nieco ponad 2 km, i osiągnę za dzisiaj 40 km! I do tego dążyłem. Pojechałem więc na dworzec główny, na którym zakręciłem jeszcze na dróżkach koło rodzinnego osiedla się zakręciłem i proszę, 40 km dzisiaj zrobiłem! :) Nie poddałem się, nie poddałem się ograniczeniom, które mamy tylko w głowie. Niezłomnie dokonałem trasy, jaką chciałem zrobić w ubiegłym tygodniu - chciałem oczywiście zajechać do samego Rzęsina, ale tam, innym razem pooglądam kolejne dziurawe drogi hahah :) Nie zajechałem już do samego Rzęsina, ale z samej trasy jestem zadowolony. Ciężko, duże wyzwanie. Liczy się jednak najbardziej to, że podjąłem się tego wyzwania, a powiem szczerze (poza miastem oczywiście, bo w mieście się nie liczy), nie widziałem żadnej osoby, która by sobie dzisiaj jeździła rowerem w taką pogodę. A miałbym spory szacunek i respekt wobec takiej osoby, która potrafiłaby chociaż spróbować aniżeli się z góry poddać i nie próbować tym samym nie mogąc sprawdzić tego, czy dałoby radę osiągnąć swoje indywidualne cele czy nie.

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa23grudnia2017zdj1.jpgtrasa23grudnia2017zdj2.jpgtrasa23grudnia2017zdj3.jpg


Mapa przebiegu trasy :)