Dzisiejsza trasa po dłużącym się, jak zwykle ciężkim i nie przyjemnym dniu w pracy, poprowadziła mnie za koniecznością zrobienia zakupów - tradycyjnie do sklepu Dino w Przecławiu. A powiem szczerze, że za bardzo mi się nie chciało jechać. Pojechałem grubo po godzinie 17. Zachęciła mnie do tego słoneczna aura, po chmurzystym i z przelotnymi burzami dniu. Na koniec dnia w pracy zrobiło się ciemno - chwilę popadało i pogrzmiewało. Wróciłem tak leniwie do akademika, zmęczony po mało przespanej nocy. Długo z sobą walczyłem z myślą czy jechać czy nie jechać na te zakupy. Czy nie zostawić sobie tej przyjemności na jutro. Tak w ogóle to miałem plan aby pojechać do Przecławia przez Bezrzecze jak na trasie: ZS: "Wiejskie ścieżki" do sklep Dino. Z tego pomysłu się jednak wycofałem. Dzisiaj - raz, że już późno a dwa po prostu nie za bardzo m się chciało. W samą wyprawę wybrałem się leniwie. Dobijają mnie te kolejne dni w tym syfie, w którym się znalazłem. Jebana policja.. jeden wielki syf.. i jakieś nie porozumienie jak tu wygląda praca i relacja w zespole, gdzie każdy do każdego się sra o wszystko. Po kilku tygodniach już mi to zbrzydło. Zaczynam się czasem po gorszych dniach w robocie zastanawiać czy chcę aby przedłużyli mi umowę, czy może sam zrezygnuję. A może mnie szybciej stąd wyjebią, jeśli się nie potrafię dostosować do panujących tutaj dziwnych zasad i wszechobecnym burdelu, na którym na każdym kroku nikt nie panuje. A tak to tutaj wygląda. Dobija mnie każdy kolejny dzień i tylko myślę o jakimś wolnym bo ja już tu nie wyrabiam. Najbliższe wolne jakie chcę mieć, wypadałoby od 15.08 do 19.08 (włącznie). Więc ostatnim dniem w pracy byłby 14.08. Tylko tyle, że kierownik mojego podania o wolne nie przekazał do Naczelnika - przed swoim urlopem, czyli przed dniem 01.08. Więc muszę kurwa do 12.08 (do końca obecnego tygodnia) żyć w nie pewności. Dowiem się na ostatnią chwilę czy dostanę (czy nie) te wolne. A powiem tak, że zmęczenie po każdym kolejnym dniu i za krótkim weekendzie daje mi się coraz bardziej we znaki. Ogromne różnice między życiem na studiach a zawodowym, są poważną do przejścia barierą.. I sposób i tryb pracy, pozostawia wiele do życzenia.. Nie mniej te zmęczenie, które nawet na rowerze się daje we znaki.. Jestem mocno przemęczony tym ciągłym stawaniem, dojazdami. Przemęczeniem się kolejnych 8h. To wpływa na moją koncentrację.. I do tego męczące życie w mieście. Tak serio, po tych 8h, coraz cięższych nocach, ja już naw połowie skrzyżowań w tym jebanym mieście się nawet nie rozglądam. Jadę na pałę. Na ścieżkach rowerowych, przecinają się szlaki dla pieszych, od zajebania skrzyżowań, i innych sytuacji. Już mam to powoli.. Nie jestem wstanie być cały czas skoncentrowany.. Tęsknię za spokojnym życiem na wsi.. naturą.. brakiem ludzi i wszelkiej cywilizacji..
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
ID wpisu: 452
Trasa nr [łączna]: 535
Trasa nr [na blogu]: 449
W tym tygodniu: 1
W tym miesiacu: 4
W tym roku: 108
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 527 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 441 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 8 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 38.83 km
Stan Licznika Końcowy: 54.95 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 12464 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 12481 km
Maksymalna prędkość: 30.2 km/h
Przejechałem: 16.12 km
Przejechałem [msc]: 99.97 km
Przebieg roweru [rok]: 3048.63 km
Przebieg roweru [suma]: 20196.62 km
Przejechalem w 2019: 3048.63 km
Podroż dookoła świata (2019) 7.6216 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 50.4916 [%] km
Czas jazdy: 01:08:25 h
Czas Jazdy Suma (ever): 1270:34:49 h
Czas Jazdy Suma (blog): 1047:08:41 h
Czas Jazdy Suma (2019): 190:51:35 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 06:01:04 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:30:16 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:46:02 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:19:00 h
Średnia: 14.22 km/h
Trasa z dzisiejszego dnia do sklepu Dino, po już zaznaczonym nie ciekawym dniu poprowadziła mnie na sam wpierw wzdłuż al. Piastów do ul. Europejskiej. Chciałem zrobić nieco dłuższy dystans dzisiejszej trasy :) Ale znowu nie bez przesady z tą długością! :) Naprawdę coś dłuższego planuję na weekend. Prawdopodobnie w najbliższą sobotę (10.08) - spróbuję zmierzyć się z trasą > 100 km :) Takiej od miesięcy nie robiłem (co najwyżej po 80 km). Ale magicznej granicy 100 km, już od jakiegoś czasu - a już na pewno od początku moich zmagań z pracą nie zrobiłem. A powiem tak, że z pracą jestem związany już przez 13 tygodni - właśnie zaczął się i trwa 13 tydzień pracy. Więc to sporo czasu, a także trwające wakacje, gdy nie zmierzyłem się z Aurelią z wyzwaniem 100 km. Ale spokojnie, za kilka dni chcę się z takim zmierzyć. To trochę ryzykowne bo będę jechał w obce ziemie, gdzie jestem skazany sam na siebie, gdzie nie znam tych stron. Gdzie gdyby się coś stało to nie będzie miał mnie kto zabrać. No ale trudno. Potrzebuję tego. Potrzebuję kilku dni odpoczynku, zrobić piękne, długo dystansowe trasy.. Piękna historia się za tym kryje.. Rozmarzyłem się.. Ale trzeba wracać do smutnej codzienności i dzisiejszej trasy, która prowadziła mnie pseudo ścieżką rowerową wzdłuż ul. Europejskiej. W pewnym momencie, zjechałem ze ścieżki rowerowej, bo myślałem, że się na tym skrzyżowaniu kończy -.- (a kończyła jedno dalej -.-), zjechałem na ul. Zbujnicką. Szybko się domyśliłem się, że jest coś nie tak. Wróciłem na DDR i zjechałem na jej kontynuację na jednym skrzyżowaniu dalej na ul. Bronowickiej. Nie będę tego komentował, bo to jest durne rozwiązanie, z drogami DDR w Szczecinie. Jedna się z dupy zaczyna, druga z dupy kończy. Tak to wygląda. Wkrótce była już ul. Cukrowa, a zaraz za nią Warzymice i Przecław. Dojechałem do sklepu, i zająłem się zakupami! Disiaj eksperymentalnie na tych zakupach zainteresowałem się pozycją naturalnej oranżady, lekko gazowanej z naturalnym miąższem czerwonej pomarańczy ;) Już kilka razy się nad tym napojem zastanawiałem. Dzisiaj wziąłem go na spróbowanie. I zrobiłem sobie normalne zakupy na kilka dni :) Gdy już pakowałem się z zakupami do Aureli, podszedł do mnie pewny Ukrainiec, co łamanym Polskim i większość po Ukraińsku, dopytywał się o walory rowerowe, ile taki rowerek warty, i gdzie brany czy przez Internet czy stacjonarny sklep. Zainteresowała go także wartość kamery ;) Zabawna historia zresztą, bo po drodze do Przecławia się tak zastanawiałem czy po tylu kilometrach po Szczecinie i okolicy (od 2017 r. włącznie będzie to ponad 1000 km), jest to dziwny, nie spotykany widok? Przecie w samym mieście mija mnie, widzi setki, tysiące osób.. A powiem szczerze, że rzadko spotykam rowery, które mają kamerki.. nie chodzi nawet o miejsce ich mocowania (kask, kierownica) - tylko oto, że to rzadki widok jest. A po zakupach, takie zainteresowanie. Ciekawe. A tak swoją drogą, to jak będę kiedyś jechał, czy zamierzał jechać tramwajem bez biletu, to może nie będę myślał o kanarkach, bo jeszcze ich telepatycznie zwabię :D Tym czasem powrót do domu w miarę okej. Pogoda taka sobie. Trochę słonecznie, trochę nie. Od zajebania aut na drogach, pieszych na DDR i na chodnikach. Wszędzie się pchają. Do tego coraz częściej widuję elektryczne hulajnogi, których jestem stanowczym przeciwnikiem. Tak samo jak przeciwnikiem elektrycznych rowerów. No i ta trasa powrotna, w miarę mi zleciała. Po drodze obserwowałem walkę dwóch żywiołów. Z prawego brzegu (od Pomorzan) ciągnęły się ciemne chmury. Zaś z lewej strony przygrzewało, słoneczko.. które pięknie rozpromieniowywało drogę .. i znowu się rozmarzyłem nad tym cudownym widokiem. Ostatecznie walkę wygrała piękna aura, która utrzymała się po sam zachód słońca. Co było w nocy to nie wiem, bo już spałem :) Wkrótce wróciłem do akademika, było już po godzinie 19. Trochę się zmachałem. Ale nie powiem, było fajnie. Choć to krótka przejażdżka. Nie zawsze jednak liczy się ilość tych kilometrów. Liczy się każdy trening, każde wyjście z domu, które przybliża nas do osiągnięcia celu. Coś tak kojarzę, że takie wartości opisywałem podczas mojej życiowej próby, mojego życiowego dystansu, którego dotąd nie pokonałem - 15 tyś Aurelio - "200 km". Wszystko ma jakieś znaczenie. Obecnie tym bardziej, każda aktywność ma znaczenie, ze względu na ograniczone możliwości i czas jaki mogę poświęcić Aurelii. A także chęci i fizyczne możliwości, które są dla mnie coraz słabsze.. Dlatego tym bardziej potrzebuję jakiegoś stanowczego działania.. jak np. przejechanie 100 km trasy, co planuję zrobić za kilka dni. Od planów do możliwych realizacji, droga jednak daleka. Nie mniej czas i kolejne wpisy na blogu - pokażą czy mi się udało czy nie.
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)