Trasa z dnia dzisiejszego to w końcu oczekiwana trasa z towarzyszem MM z którym co ciekawe - robię dopiero pierwszą wspólną trasę w tym roku rowerowym! Jakoś tak nie szło nam się zgrać w okresie zimowym - bo ciągle coś.. U mnie to w sumie ważny projekt Wielkich Porządków w Strukturze Katalogowej Stanu Plików. Potem pogoda.. Mieliśmy inne wizje trasy w konkretną pogodę ;) No mnie się za bardzo nie uśmiechało jechać w mróz, śnieg i lód. I tak jakoś nie było kiedy wspólnie pojechać. A te dni też nie wiadomo kiedy minęły. Bo co dopiero pamiętam właśnie ten zimowy czas, początek roku.. Te prace.. Te wielkie poświęcenie projektowi - który na szczęście się już ukończył. Teraz wystarczy zadbać o strukturę - o co się staram dbać regularnie. I to wystarczy. Aby po prostu nie było dużo zaległości. Bo z życiem bywa różnie. Na ten przykład wczorajszy dzień (25.04) był bardzo ciężki. I większość przespałem i przeleżałem. A przez to, że w dzień spałem to potem w nocy nie mogłem spać. Włączyła się u mnie taka typowa bezsenność. Każda pozycja była zła, niewygodna i powodowała fizyczny dyskomfort. No i też wczoraj ta pogoda taka. Bardzo mocno wiało, często się chmurzyło. W godzinach wieczornych to jeszcze popadało! A dziś.. W dzień w sensie.. To ciężko o te ślady wczorajszego deszczu - momentami faktycznie intensywnego. No i w nocy wiało - za pewne na zmianę pogody. A dziś działając tak bez planu.. Napisałem rano do MM czy chce jechać. Liczyłem, że jak zawsze będzie chciał jechać później. A ten mi wyskoczył 11:30.. Ze względu na to, że dziś znowu wieje - może nie tak jak wczoraj ale jednak - utrzymują się porywy do 40 km/h. - byłem za jakimiś leśnymi drogami. Wpadłem nawet na fajny pomysł, który MM odrzucił :( Aby pojechać z Dąbia na Iglice - wjechać do Iglic wjazdem na wysokości Orzeszkowa. I wyjechać z Iglic na wyjeździe na Starą Dobrzycę i wrócić. A skoro kurde nie chciał ze mną tej trasy zrobić to może sam ją zrobię? Zamiast tego zaproponował swój wariant przez Gardzin na Starą Dobrzycę i powrót na Iglice.. No w sumie mogło być.. Więc się zgodziłem przyjechać. A gdy już jechałem to MM.. wywalił z rewelacją ;) No to już trzeba napisać - bo nie chciało się jemu jechać od domu pod ten Gardzin - a chciał jechać i skończyć trasę na leśnym parkingu w stronę Gardzina. No nie ładnie.. Trzeba jeździć! Kilometry robić! Miesiąc się kończy. A kilometrów brak! Niech te otwarcie sezonu w wspólnym jeżdżeniu będzie jakieś sensowne! A tym czasem zapowiadało się, że takie nie będzie.. Do tego wczesna pora - jeszcze nie ma godz. 12. Normalnie to bym się cieszył :D Zawsze byłem za tym aby jechać szybciej ale.. W okolicznościach pogody jaką mamy - zaczynam niechętnie dostrzegać to, że lepiej jest wyjechać później. Szczególnie, że dni są długie - dzień kończy się po godzinie 20. A dokładnie o godzinie: 20:18. Więc spokojnie można by było ruszyć szybciej! A dzisiaj to MM chciał szybciej jechać.. No nie spotykane.. I do tego przyjechałem a on już gotowy był! :) Specjalnie wyjechałem prawie 11:30 dopiero. Nie spieszyłem. Skoro miałem się z nim spotkać o 11:30 to bezpieczniej było przyjechać po czasie aby właśnie nie czekać jak zawsze ;) A niech teraz MM na mnie poczeka i zobaczy jak to fajnie :) Ogólnie trasa mimo tych wiatrów i niższej temp. (dziś jedynie ok. +11℃) wyszła fajnie.. I całościowo zrobiłem sensowny wynik - 26 km. Choć tak naprawdę ucieszyłoby mnie dzisiaj nawet 20 km.. Jakoś po wczoraj nie jestem w pełni sił. No ale muszę jechać.. Bo dolnego limitu 500 km/msc trochę mi brakuje.. A jednak zależałoby mi aby w kwietniu mieć przejechane te 500 km.. Niech kwiecień na spokojnie rozpocznie lepsze dni - gdy będę z powodzeniem jeździł i dłuższe i ciekawsze trasy!..
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2026 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1785
Trasa nr [łączna]: 1861
Trasa nr [na blogu]: 1775
W tym tygodniu: 5
W tym miesiacu: 14
W tym roku: 56
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1846 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1760 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 15 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 30999.9 km
Stan Licznika Końcowy: 31025.91 km
Stan Licznika Końcowy2*: 30828.29 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 9361 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 9387 km
Maksymalna prędkość: 30.4 km/h
Przejechałem: 26.01 km
Przejechałem [msc]: 421.33 km
Przebieg roweru [rok]: 1166.84 km
Przebieg roweru [suma]: 67793.8 km
Przejechalem w 2026: 1166.84 km
Podroż dookoła świata (2026) 2.9171 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 169.4845 [%] km
Czas jazdy: 02:07:43 h
Czas Jazdy Suma (ever): 4326:20:49 h
Czas Jazdy Suma (blog): 4102:54:41 h
Czas Jazdy Suma (2026): 78:33:03 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 27:30:33 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:57:54 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:24:10 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:17:55 h
Średnia: 12.29 km/h
Dzisiejsza trasa ostatecznie zaczyna się na tym leśnym parkingu w kierunku Gardzina.. I bynajmniej dla mnie się tu kończy ;) Kolegę MM przeciągnąłem od Łabunia Małego już pod jego dom. I samemu wróciłem ostatni odcinek trasy (wzdłuż ulubionej drogi MM - drogi DW152). Mimo, że odcinek już na koniec trasy miałem pod wiatr to zrobiłem go w sensownym czasie: 13 min 26 sekund. Przynajmniej tyle wynosi ostatnie nagranie. A sam odcinek miał odległość jedynie: 3,52 km. Co to jest.. Trzeba więcej z MM pojeździć.. Bo się widzę rozleniwia ;) No ja idę wręcz przeciwnie - w górę! Wracam do lepszych czasów - gdy się rowerowało nie patrząc na nic.. To nie mogę sobie pozwolić na takie nieuzasadnione chwile słabości. Szczególnie, że trochę kilometrów trzeba zrobić i to nie tylko te 500 km dla miesiąca kwietnia ale ogólnie dla 5000 km dla roku 2026 r. - też sporo jeszcze muszę przejechać. A za chwilę się okaże, że mamy już połowę roku. Podczas której nie wiele przejechałem :( A trzeba korzystać zarówno z dłuższych dni jak i z tego, że mam poukładane i ogarnięte różne sprawy (bieżące). Nawet bloga mam na bieżąco uzupełnianego. Więc nic mnie nie tłamsi, mam czystą głowę i mogę jechać! Także dzisiejsza podróż z MM rozpoczyna się asfaltową drogą pod małe wzniesienie, z nie korzystnym wiatrem. I jest ogólnie chłodno, mało przyjemnie. I ten stan rzeczy utrzymuje się aż do Starej Dobrzycy - gdzie zajeżdżamy na chwilę na skąpane w słońcu Dobrzyckie jezioro. Niedługi odpoczynek przed dalszą trasą i powrót! Udało mi się przeforsować dalszy powrót ale nie na tyle co bym chciał -.- Aby od razu z Dobrzycy nie wracać na Iglice a docelowo mieliśmy wracać drogą na wysokości skrzyżowania do Orzeszkowa.. (53.844125, 15.498039). Niepotrzebnie się wygadałem, że można szybciej odbić. Taką leśną drogą. W tym miejscu dokładnie (53.837670, 15.510679) skręt w lewo. I MM musiał oczywiście skorzystać z okazji skrócenia sobie dzisiejszej przejażdżki.. A przecież między drzewami, gdzie są oczywiście. Na tych szutrowych drogach nie jest tak źle. Gorzej było na odcinku Gardzin - Stara Dobrzyca gdzie są spore wycinki drzew. I spore zniszczenia drogi. Do tego wszystko wyschnięte... Kolejnym kontrowersyjnym elementem były spore wycinki drzew na wyjeździe z Starej Dobrzycy.. Już dawno tam nie jechałem.. I nie widziałem co tam się odpierdala. Aż do dziś.. Tyle co tych drzew zarżnęli.. No dobra.. Mniejsza.. Choć nadal kontrowersyjne jest dla mnie to, że te drzewo nadal leży tutaj. Nie jest zabrane. Na co kurwa czekają?! I kiedy będą wywozić to co z taką radością zarzynali w okresie jesienno-zimowym... No dobra.. Wracamy na Iglicę. Drogą którą nigdy nie jechałem! Wiedziałem, że jest! Zdawałem sobie sprawę, że tu jest ale nie ma dowodów (śladów GPS), że kiedykolwiek jechałem tą ścieżką - pomimo tego, że jest na mapie co samo w sobie jest bardzo dziwne! No ale dobra.. wyjeżdżamy tą drogą pod Iglicami. Droga łączy się w tą, którą chciał wracać MM.. Nie wiele przecież na tym zyskując. A tak jest ciekawiej! I jak na drogę przez las ta nie była taka zła. Droga na Łabuń Mały z Iglic to była tragedia. Po tych wycinkach, wysuszona, naniesiony piach. Nie szło tam jechać. Miałem opory przed nią i nie chciałem się w to pchać. Lepiej było jechać przez Łabuń Wielki i jak już to z Łabunia Wielkiego wrócić na Łabuń Mały. I wtedy na wprost miałbym przejazd do leśnego parkingu gdzie mam auto. I na pewno byłoby to szybsze niż piesza wycieczka po tych rozwalonych polnych drogach... Po których szło nam jechać. A z Łabunia Małego jeszcze kawałek do Reska. Odprowadziłem właśnie kolegę do domu.. Który zrobił dziś: 22,49 km. Jakby mówił, że zrobił więcej to go nie słuchajcie ;) Bo akurat tyle wyszło z wspólnej trasy. Po której wróciłem do samochodu - niechętnie ale przez Prusin. Miałem ochotę wrócić przez Łabuń Mały. No ale dobra.. Już nie kombinowałem. Była godzina 15 jak już wróciłem pod samochód. I teraz to się zrobiło fajnie! Wiatr mniej wieje. Jest cieplej.. Teraz to można by było dopiero ruszać ku przygodzie! A nie być już po przygodzie :( A i taka ciekawostka. Bo dzisiaj padły takie słowa na trasie - między innymi wspominałem ile to ja już z Aurelią jeżdżę. Zresztą MM też nie zmienia swojego roweru. W przeciwieństwie do znajomych z którymi jeżdżę: Szczecińska "inna" 50-tka. U KW czy GŻ były już wymiany roweru. Padły na wspomnianej trasie WPIS=1746 ciekawe słowa.., że Aurelia ma większy przebieg niż rowery towarzyszów tej trasy razem wziętych. I coś w tym jest. Nie zamierzam się rozstawać z Aurelią. Nadal będę z nią jeździł. I nadal będę w nią inwestował. A małych inwestycji wymaga.. Znów narzekam na pedały bo się powycierały. I w nie których momentach ześlizguje mi się noga z pedała. Możliwe, że kończą się manetki (lewa jest oryginalna, ma prawo) zaś prawa trochę przejechała. Też ma prawo.. U mnie nie będzie jak u MM, który przecież nie jeździ aż tyle.. Aby była szybsza konieczność wymian co po niektórych części. Zresztą jego rower jest o wiele starszy. A wtedy te oryginalne części były również o wiele solidniejsze. No i wspomniałem również o przedniej oponie Aurelii! Już za 30 tras (jeśli przetrwa) się okaże, czy przejedzie 1500 tras - czyli 1500 niezależnych przygód! A prócz odliczania do 1500 trasy dla przedniej opony - odliczam również czas do 15 urodzin Aurelii (1231 dni pozostało). To tak a pro p tego co mówił dziś MM abym wymienił Aurelię bo np. nie ma ramy karbonowej tylko aluminium.. Czy nie mam tarczowego hamulca tylnego. No i nie mam i co z tego?.. Jeździłem tak ponad 11 lat. Dam radę i kolejne lata tak jeździć. Zresztą ile ja jeszcze będę jeździł.. Pewnie jeszcze z kilka lat i się przekręcę jak wszyscy inni, których się znało, i którzy należą do szeroko pojętego środowiska w którym pracuję i żyję. A tych nieszczęść jest naprawdę sporo..
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)