Dzisiejszego dnia odbyłem bardzo ciekawą i wymagającą trasę - może jak na dzisiaj zbyt wymagającą - z tego względu, że trasa 100 km w 5h 20 min z 11.09 nieco mnie zmęczyła i nie zdążyłem na tyle wypocząć aby dzisiaj (13.09) zmierzyć się z trasą (z założenia) ok. 120 km - trasa miała mieć 118 km ale tak nie było - zrobiłem co prawda nie całe 100 km, ale tak po czasie gdy spisuję ten dzień to myślę, że mogłem jednak do końca próbować robić tą trasę - rzecz z tym, że zmyliły mnie dwa czynniki jakimi się sugerowałem - mapa google gdzie wyznaczyłem sobie trasę którą chciałem pokonać jeszcze w sierpniu dokładnie w dniu 28.08.2016 - trasa to ta: Trasa z 28.08 - gdzie znajduje się więcej przyczyn tamtejszego niepowodzenia. Dzisiaj była podobna pogoda, uznałem to za szansę - do tego ostatnie dni były dość udane. Niestety dalej coś mi się w rowerze psuje a ja kompletnie nie wiem o co chodzi - obecnie podejrzana jest tylna opona (może już się zużyła w końcu trochę na niej kilometrów zrobiłem już) albo dętka - wiadomo, że teraz te dętki takie byle jakie robią to może jakoś nie trzyma powietrza czy coś - sam nie wiem. No nie mniej zacząłem trasę ambitnie w porannych godzinach byłem już gotowy podjąć to wyzwanie - odwiedziłem jeszcze w dniu dzisiejszym biedronkę (podobnie jak 11.09) aby zaopatrzyć się w kilka drobiazgów na wyjazd (chodź by słodycze - okazało się, że wodę na dzisiaj niepotrzebnie brałem bo mi przecież z 11.09 zostało jeszcze) - no ale przecież się nie zmarnuje ;) Jak nie dziś to innego dnia, na pewno pójdą wszystkie butelki w końcu. Więc moje osobiste wyzwanie się zaczęło. Problemem pierwszym - co dopiero okazało się takie jasne i klarowne dopiero po powrocie do domu okazała się mapa google. Oczywiście google od pewnego czasu gdzieś tak od 2014r. Wie lepiej jaką drogą chce jechać i po prostu zmieniło mi lekko trasę przez co wychodziło, że trasa miała mieć 118 km. Druga sprawa, że licznik pokazuje mi zaniżone wartości przez co wydawało mi się, że do przejechania miałbym jeszcze więcej niż w rzeczywistości co w konsekwencji doprowadziło do tego, że historycznej trasy (z Dobrej Nowogardzkiej do Łobza) nie pojechałem. Ale po kolei. Jak większość moich tras tak i ta zaczęła się drogą nr 108 w stronę Golczewa - gdzie właśnie pojechałem nią prosto mijając Sowno, Mechowo, Truskolas w konsekwencji także Unibórz i wjechałem na rondo z drogą nr 105 którą ruszyłem w stronę Nowogardu. Po drodze miałem kilka postoi - takich mniejszych, na odpoczynek, posilenie się czy napicie - dzisiaj na ten upalny dzień (i zakładałem wiele godzin w słońcu i tym upale) wziąłem w sumie 5 butelek wody - 3x1,5L oraz 1,75L i 2 nie dokończone butelki które w sumie mogły mieć jakiś nie cały 1L może mniej może jakieś 0,7 L albo 0,8 L. Wiec bagaż już jako taki miałem - założenie które zawsze działa - z początku trasy mam sporo sił - mogę targać - z czasem będę robił się bardziej zmęczony to będę odejmował sobie te kilogramy - czyli po prostu ta woda będzie się zużywała - coś normalnego i naturalnego - tak to działało, ale jeszcze nim dojechałem do Nowogardu drogą nr 105 to już mi tak jakoś dziwnie było - dziwnie się jechało. To nie był tylko problem z rowerem który niestety wciąż występuje - a powietrza mam dużo bo dzisiaj wpompowałem ok. 4.5 atm na tył. Ale tak jakoś dziwnie się jechało, pojawiały się myśli, że być może to nie mój dzień - nie mniej tłumiłem je - chciałem wyciągnąć jak najwięcej. Postawiłem na krótkie małe cele - i wiele odpoczynków i regularnego dowadniania się - co zresztą przynosi oczekiwane rezultaty - większość wody trafia do organizmu z tej racji, że nawet po wpiciu 3L nie miałem potrzeby iść na stronę a gdy już poszedłem to mało co wyszło. Nie mniej było ciężko i męcząco - pogoda mnie jednak rozpieszczała - tak fajnie upalnie ! Jak się stało to czuć było tą duchotę, te gorąco a gdy się jechało to był taki przyjemny wiaterek. I tak dojechałem do Nowogardu z którego skierowałem się na drogę 144 (w Nowogardzie Bohaterów Warszawy) gdzie właśnie był i jest od wakacji ruch wahadłowy i te głupie robienie tam ronda - i gdy już tak dojeżdżałem do wahadła to zmieniło się tymczasowe oświetlenie na czerwone przede mną była śmieciara i ona pojechała - więc ja też - nawet jakby nie pojechała to ja bym i tak ruszył bo jestem wstanie dogonić samochody i się ich trzymać - a tak przyszło mi się trzymać tej śmieciary - a gdy jest tak ciepło - no wiecie o co chodzi ;) No i za mną też na czerwonym jakiś samochód przejechał i tak minąłem już Nowogard i udawałem się dalej w stronę Dobrej Nowogardzkiej gdzie byłem już cyklicznie co kawałek coraz bardziej padnięty - coraz częściej robiłem sobie małe postoje - i tak minąłem w końcu Sąpole, zbliżyłem się już do Wierzbęcina przez który także przejechałem i wg. oznaczenia na drodze pozostało mi do Dobrej 8 km. Ruszyłem więc w te 8 km - bardzo ciężkie. Te 8 km tu za Wierzbęcinem do centrum Dobrej Nowogardzkiej zawsze było dla mnie wyzwaniem - od pierwszego dnia kiedy zawitałem na tych drogach po dziś dzień gdy już je dobrze znam - ten kawałek drogi zawsze się bardzo duży, jest męczący - sporo pod górkę. Tak jakoś dawało się dawało radę - upał był coraz większy, moje zmęczenie także rosło i coraz bardziej uświadamiałem sobie to, że dzisiaj w pełni tej trasy nie zrobię - jestem zbyt zmęczony - męczy mnie jazda, rower i ogólnie jestem taki padnięty. Prawda jest taka, że bardzo rozważałem dzisiaj - ale to bardzo taką myśl, aby przełożyć tą jazdę na jutrzejszy dzień - ale z pewnych względów tego nie zrobiłem i wbrew przeczuciu pojechałem. Bardzo chciałem aby przeczucie się myliło i abym jednak dał sobie radę - mój entuzjazm skończył się nie mniej już w samej Dobrej Nowogardzkiej którą przejechałem jak zwykle przez całe miasto rowerem - nieco nadrabiając drogi - chodź można pojechać takim skrótem małym - gdy znalazłem się już na wylocie miasta - czekała mnie do pokonania bardzo duża górka a to miała być dopiero rozgrzewka przed niewyobrażalnym wyzwaniem jakim jest wzniesienie przed Łobzem - spotkałem się z tym wzniesieniem w 2015r. Wspominam je jako bardzo wymagające, bardzo. Da się przejechać co zresztą zrobiłem ale, że później zdychałem przez kilka kilometrów to już inna sprawa - dzisiaj mnie też miało to czekać ale sobie te atrakcje darowałem - mijając już Dobrą znalazłem się w majestatycznych stronach - bardzo ładnych - takie krajobrazy jakie bardzo lubię.
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
ID wpisu: 53
Trasa nr [łączna]: 139
Trasa nr [na blogu]: 53
W tym tygodniu: 1
W tym miesiacu: 6
W tym roku: 53
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 137 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 51 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 2 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 1043.19 km
Stan Licznika Końcowy: 1142.95 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: brak km
Stan Licznika 2* Końcowy: brak km
Maksymalna prędkość: 38.6 km/h
Przejechałem: 99.76 km
Przejechałem [msc]: 349.59 km
Przebieg roweru [rok]: 1937.89 km
Przebieg roweru [suma]: 5685.49 km
Przejechalem w 2016: 1937.89 km
Podroż dookoła świata (2016) 4.8447 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 14.2137 [%] km
Czas jazdy: 05:30:23 h
Czas Jazdy Suma (ever): 345:45:20 h
Czas Jazdy Suma (blog): 122:19:12 h
Czas Jazdy Suma (2016): 122:19:12 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 20:26:59 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 03:24:30 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:18:29 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:18:29 h
Średnia: 18.14 km/h
Były to krajobrazy związane z polami, i łąkami gdzieniegdzie także lasy i jest to teren dość wzniosły - sporo tu wyżyn gdzie trzeba się trochę namęczyć i jest trochę z górek gdzie można odpocząć zjeżdżając w dół - podziwiając żółte pola pełne zbóż i ciężko pracujących tu rolników w tej pełni słońca. Ruszyłem spokojnie dalej robiąc sporo postoi - mijając wyraźne oznaki jesieni, spadające z drzew orzechy, kasztany oraz żołędzie które bezdusznie atakują przejeżdżających tędy cyklistów. Tak podążyłem dalej, podróżując drogą nr 146. Z większych wsi minąłem Mieszewo gdzie już za nim sprawa była dla mnie jasna - nie dam rady zrobić 120 km ! Szczególnie, że licznik wskazywał, iż z tego miejsca tych kilometrów by trochę było by. Walczyłem jeszcze z tą myślą ale w końcu się poddałem - nie ma co dalej walczyć i tak jestem na przegranej pozycji - opadłem już z sił mijając Dobrą - gdzie miałem ukręcone dopiero 50 km a co dopiero zrobić jeszcze 70 km. Dojechałem już tą drogą 146 do Siedlic - gdzie nie pojechałem dalej prosto (dalej drogą 146) w stronę Łobza jak planowałem - a skręciłem w stronę Reska - podążając przez Borkowo Wielkie, a dalej Radowo Wielkie. Ta droga jest także mi dobrze znana - niegdyś nią jeździłem również - prowadzi ona do Węgorzyna a dalej na jeziora np. do Ińska. I tak już spokojnie, powoli wracałem - walcząc z pogodą - męczącym upałem, rozgrzanym asfaltem - poruszałem się cały czas do przodu - robiąc sobie cyklicznie co jakiś czas przerwy - byłem zmęczony i padnięty ale w końcu udało mi się dojechać do Reska, gdy już mijałem Resko także zrobiłem sobie jeszcze przerwę - taka w zasadzie ostatnia długa przerwa - przy wylocie z Reska (nim jeszcze miejscowość minąłem). Teraz pozostała mi do pokonania droga 152 - którą miałem wracać prosto z Łobza ale niestety nie wyszło - może byłem na to zbyt mało przygotowany - albo po prostu nie powinienem jechać dzisiaj ale jutro to bym na pewno dał rade - 2 dni odpoczynku to nie 1 dzień odpoczynku aby mięśnie zregenerować i przygotować do kolejnego wysiłku - no ale trudno. Jakoś już spokojnie dojechałem drogą nr 152 gdy minąłem Resko. Najgorsze jest jednak to, że mogłem tą trasę jednak zrobić - bowiem ta trasa miała mieć wg. google 115 km a ja dzisiaj zrobiłem dzisiaj 99.76 km. Więc nie wiele mi brakowało - mogłem iść wtedy na małe ustępstwo i po prostu darować sobie podjazd pod górkę przed samym Łobzem - aby zaoszczędzić siły i spokojnie wrócić :) Tak się złożyło, że licznik wprowadzał mnie w błąd - pokazując w domu, że zrobiłem 93 km co jest jawnym oszczerstwem i wprowadziło mnie na tyle w błąd, że mógłbym myśleć, że do pokonania trasy zabrakło mi 27 km lub 25 km (zakładając, że trasa ma 118 km). Te informacje w dużej mierze miały wpływ na moją decyzję jaką było skrócenie trasy i podjęcie próby powrotu do domu o własnych siłach co się udało - chodź nie przeczę było to męczące. W ogóle ta trasa jest męcząca - to wymagające tereny - sporo wzniesień i jeździ się tu niezwykle ciężko i trudno - jednak jak jest się dobrze przygotowanym to żadne trasy nie są straszne ! To jeden z kilku powodów dlaczego lubię tą trasę i lubię trasy za Dobrą - to piękne tereny... można powiedzieć w dużej mierze takie dziewicze a lasy skrywają piękne jeziora. Wszak te tereny idąc za Węgorzyno w stronę Ińska to taka nasza Pomorska kraina jezior - normalnie jak ta na Mazurach :-)
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)