Trasa z dzisiejszego dnia jest bardzo ważna! To pewne uhonorowanie starań, nadziei, i pracy z ostatnich tygodni, może nawet miesięcy gdy starałem się osiągnąć ten piękny wynik 20 000 km przejechanych z Aurelią. To już 20 000 km pięknych wspomnień, wspaniałych zdjęć, miłych lub gorszych chwil. W życiu różnie bywa, ważne, że mimo lat i zmieniającego się świata - jesteśmy wciąż razem! Wspólnie zwiedzamy piękny świat, wspólnie uczestniczymy w trudach życia codziennego, które bardzo dotykają mnie od czasu rozpoczęcia przygody z pracą zawodową: Szczeciński miejski wojaż: "Trasa po pracy". Czas mija bardzo szybko. Mogęę wspomnieć, że z każdym tygodniem coraz szybciej, a jednak gdzieś w pamięci pozostają pewne ważne dni, które decydują o tym w jakim kierunku będę się dalej rozwijał. Najbliższe miesiące spędzać będę jeszcze w Szczecinie, więc pewnie moje trasy będą kontynuacją zmagań zmierzających do poznania całego Szczecina, poznania dobrze jego wszystkich okolic i zakamarków. Możliwe, ze w między czasie - będę poznawał Niemiecką granicę. A może realizował i inne trasy? ;) Tego przecież nie wiem. Nie wiedziałem 20 000 km temu, gdzie zaprowadzi mnie poznanie Aureli, nie wiedziałem w dniu 11.09.2014 r., ile jeszcze zrobię 100 km tras, gdy na dniach poznania Aureli, zrobiłem moje pierwsze 100 km w życiu. Obecnie potrafię, może potrafiłem? Robić znacznie więcej. Obecnie od kilku miesięcy, a zaczęło się tuż przed rozpoczęciem pracy w dniu 06.05, nie bywa zbyt kolorowo.. Ciężko się jeździ, różne pogodowe zawirowania, z siłami także różnie bywa. I póki co trasy > 100 km odeszły w nie pamięć, zdarzyły się co najwyżej trasy > 80 km. Ale 100 km, czy ponad 100 km od trasy: Szczecin - Ueckermünde - nie powtórzyło się. To dziwne, przerażające, bądź mało zrozumiałe, bo początek roku był nawet udany, dość wcześnie zacząłem jeździć większe trasy. A włącznie z trasą 100 km, tras ponad 100 km zrobiłem raptem 3. Trochę mnie to niepokoi, czyżbym się wypalił, i przyszłość już nie była taka klarowna i piękna jak w ubiegłe, minione lata, gdzie kilka tych ponad 100 km tras robiłem. Być może dla szczęścia, dla odzyskania wiary w siebie, potrzebuję jakiegoś dłuższego wolnego, wolnego od tej cholernej pracy, która mnie powoli wyniszcza - i takiego spokojnego powrotu do długodystansowych wojaży, których mi brakuje, a których do 20 000 km, parę było.. To były jednak inne lata. Lata w których pasjonowałem się studiami, całkiem innym życiem, niż te w którym się obecnie znalazłem. Nie mogłem jednak o tym wiedzieć, dokąd mnie życie zaprowadzi, co się stanie. Tak samo teraz - nie wiem co będzie za kolejne 20 000 km, co będzie dalej.. i dalej.. Niepoznane pozostaje to, co nie zdołało się wydarzyć. Piękne chwile w życiu mijają, a ja wciąż trwam wiernie z moją Aurelią, pokonuję kolejne przeciwności i trudności w życiu. I tak od trasy po trasę. Od trasy po trasę. Mógłbym na tej trasie, w ramach tej okazji wspominać wiele.. tras, które składają się na obecny sukces. W żadnym razie nie ma to sensu.. bo musiałbym cofnąć się do wszystkich wpisów na blogu.. i do pamięci o trasach, które nie znalazły się na blogu (2014-2015). To nie jest możliwe. I nie jest w sumie takie ważne. Najważniejsze są okresy, które dzielą się między kolejnymi wydarzeniami, kolejnymi 5 000 km interwałami, które wspominam.. Tj.. 15 tyś Aurelio - "200 km" do 20 tyś Aureli (czyli do dzisiejszego wpisu), tj. 10 tyś Aurelio - wyspa Chrząszczewo & 10 tyś Aurelio - Pobierowo do 15 tyś Aurelio i ostatecznie "5 000" Aurelio ! do 10 tyś. Zaś do 5 000 - liczyć się będzie wszystko od 0 km. Od pierwszych wspólnych chwil, które na zawsze, po koniec mych dni, pozostaną w pamięci. Przeżyłem, widziałem, i przejechałem wiele. Mam nadzieję, że będzie dane mi jeszcze więcej. Choć jestem może u progu życia, raptem skończone 25 lat, tak często sobie myślę, czy będzie mi dane dożyć sędziwego wieku, czy kiedyś nadejdzie dzień, że przejadę granicę 100 000 km z moją Aurelią, gdy zarówno ona jak i ja będziemy już starzy i niedołężni. Optymistycznie licząc po 5 tyś / rok, brakujące 80 000 km, zrobiłbym w 16 lat. Tylko skąd mam wiedzieć, co będzie za tydzień, za miesiąc, a co dopiero za 16 lat.. Może będzie mi dane, z każdym kolejnym rokiem, pisać kolejne tysiące przejechanych km z Aurelią, wciąż wierząc, i nieuchronnie zbliżając się do życiowej maksymy, że życie zaczyna się dopiero po 40-tce! :)
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
ID wpisu: 445
Trasa nr [łączna]: 528
Trasa nr [na blogu]: 442
W tym tygodniu: 2
W tym miesiacu: 12
W tym roku: 101
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 521 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 435 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 7 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 0 km
Stan Licznika Końcowy: 0 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 12241 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 12285 km
Maksymalna prędkość: 35 km/h
Przejechałem: 44.31 km
Przejechałem [msc]: 346.72 km
Przebieg roweru [rok]: 2853.1 km
Przebieg roweru [suma]: 20001.09 km
Przejechalem w 2019: 2853.1 km
Podroż dookoła świata (2019) 7.1327 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 50.0027 [%] km
Czas jazdy: 03:15:31 h
Czas Jazdy Suma (ever): 1258:45:33 h
Czas Jazdy Suma (blog): 1035:19:25 h
Czas Jazdy Suma (2019): 179:02:19 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 21:19:35 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:46:38 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:46:22 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:19:36 h
Średnia: 13.63 km/h
Na dzisiejszą trasę planowałem nieco inny przebieg. W końcu 20 tyś, długo oczekiwany wynik, miałem nadzieję, na nieco lepsze warunki życiowe. Te nie były mi dane. Nie udało mi się pojechać przed 20 tyś Aureli, ponownie na wyspę Chrząszczewo, którą odwiedziłem 10 000 km temu... Nie rezygnuję jednak z planów i marzeń. Nie teraz to innym razem może się uda. Na pocieszenie szukałem innej trasy, w okolicy Szczecina. Wybór padł na Wyspę Pucką, na której jeszcze nie miałem okazji gościć. Miałem nadzieję, że spotka mnie tu coś naprawdę wyjątkowego, ładnego. Ta nazwa, tej Wyspy Puckiej tak pozytywnie mi się kojarzyła. Wikipedia opisywała ją jako zatrzymaną w czasie starą po PRLowską wieś, więc klimaty, bardzo mi bliskie - do których pamięcią wracam.. do czasów trasy.. PRL-owska historia. Rzeczywistość okazała się smutniejsza. Co prawda całej Wyspy Puckiej nie przejechałem .. ALE .. nie widziałem tu nic, prócz bezkresu zarośli, mokradeł i ciągnących się w nieskończoność ogrodów działkowych, na których nie omieszkałem się przejechać. Do upragnionego wyniku, 20 000 km brakowało mi raptem 40 kilka kilometrów. Postanowiłem zrobić te kilometry, choć bym nie wiem co! Dzień zacząłem od nudnego dojazdu do pracy. Dzień w pracy też taki sobie - po dniu pracy, pojechałem na ul. Podgórną, do dawnego akademika gdzie za lat studenckich mieszkałem w sumie 3.5 roku (DS Portowiec). Zajechałem tam w ten upalny, ciepły dzień na obiadek do bistra pod "ósemką". Dzisiaj serwowali kotlety schabowe i rosołek :) Po posiłku, udałem się prosto na wyspę Pucką. O dziwo, bez problemu na nią trafiłem udając się z mostu długiego na ul. Kanał Panicki, którym dojechałem na ów wyspę. Wpierw przejechałem ogrody działkowe (ROD) Portu Centralnego, idzie się tam naprawdę zakręcić, i robi się to na dłuższą metę nudne. Czymś jednak zabijałem czas, i nabijałem kilometry.. Aby zrobić dzisiaj te ponad 40. Choć wiedziałem, że dzisiaj nie jest mój dzień. Było ciężko, słabo mi szła jazda. Nie chciałem jednak przerzucać tego wydarzenia na inny dzień. Kręciłem się więc po tych ogrodach działkowych, aby ostatecznie ruszyć dalej, na samą Wyspę Pucką. Dookoła mijałem jednak kolejne ogrody działkowe, które co najwyżej zmieniały swoją nazwę.. I tak jadę, jadę. W pewnym momencie skończyły się ogrody działkowe, zaczęły się okolice Zaleskich łęgów. Mokradła, zarośla. Droga prowadziła jednak dalej. Prowadziła pod Tamą Pomorzańską, do Miejskiego Kąpieliska ("Dziewoklicz"). Tam już wiedziałem gdzie jestem, jeszcze się tu zakręciłem, i w drogę powrotną się wybierałem. Miałem zrobione dopiero ponad 20 km, drugie tyle przede mną. W drodze powrotnej zaliczyłem kolejne ogrody działkowe na wyspie Puckiej, i udałem się w centrum miasta. Szukając motywacji, piękna.. zajechałem na Wały Chrobrego, gdzie spędziłem piękne lata w życiu studiując na Akademii Morskiej. Piękne wspomnienia.., które zostawiam za sobą, w nostalgiczną podróż, w okolicach Wałów Chrobrego się wybieram, kręcę się także po ścisłym centrum, koło Galaxy. Mijałem zderzenie drogowe na ul. Matejki, które mnie tak zainteresowało, że aż dwukrotnie tam przejeżdżałem. Ostatnie zaś kilometry, robiłem bliżej Turzyna, kręcąc się tutejszymi uliczkami, aż na sam - sam koniec zaliczyłem krótki objazd obok Uniwersytetu Szczecińskiego blisko al. Piastów. Ta trasa nie jest jednak taka piękna, i zajebista, jak próbuję ją malować. Rzeczywistość, znak czasu się na niej odgrywa.. Jeszcze będąc na wyspie Puckiej zauważyłem problemy z przerzutką Aureli, tą przerzutką, która na koniec trasy ma ponad 20 tyś km przebiegu. Między 4-5 przełożeniem (gdzie 1 to największa tarcza kasety, a 8 najmniejsza) - zaczęło szarpać łańcuchem. Po prostu przerzutka zaczyna się rozregulowywać. Ta sytuacja mnie trochę wkurwia, bo nie tak dawno (2 tyg temu -.-) płaciłem za regulację przerzutki - dokładnie na trasie: ZS: Sklep Dino z 10.07. I co, i teraz mam znowu płacić? .. Aby znowu zrobić 200 parę km, i znowu i znowu i tak się bawić przez ok. 1 000 km, dopóty dopóki nie będę (planowo) zmieniał napędu? Gdzie napęd powinien mi wystarczyć na ok. 7 tyś km. Na tym zrobiłem (z dzisiaj) dokładnie: 6198 km. No jest coś nie tak, i to bardzo. Sprawy nie mogę jednak pozostawić samej w sobie, przerzutka może się bardziej rozregulować. Jazda stanie się nie komfortowa. Więc wraz z kolejnymi kilometrami Aureli, rosną kolejne potrzeby.. i kolejne wymiany. Prawdopodobnie będę musiał rozważyć wymianę przerzutki. Nie chciałbym natomiast robić tego przed wymianą napędu - bo to bez sensu. A dość powiedzieć, że po 06.05, czyli gdy zacząłem pracować to już 2x inwestowałem w regulację przerzutki i raz w linkę. To jest koszt rzędu 2x20 zł + 1x5 zł (za linkę). Ale nie mam zamiaru co 2 tyg (lub szybciej) - regulować przerzutki.. i tak do czasu wymiany napędu - co nastąpi prawdopodobnie w miesiącach Wrzesień lub Październik. W sumie nie wiem, bo nie wiem jak potoczą się moje dalsze losy. Póki co mam sporo rowerowych planów, sporo nadziei.. pozostaje mieć nadzieję, że choć część moich planów się powiedzie! :)) Tym czasem zapraszam do zapoznawania się ze wpisami na blogu, tymi do 20 tyś km z Aurelią, i tymi po 20 tyś km z Aurelią [to już w zależności, kiedy TY czytelniku], czytasz ten wpis :)
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)