Dzisiejsza trasa, jest dla mnie pełną nadziei i niezłomną wędrówką w nieznaną przyszłość, która się nieustannie dzieje.. Każdy nowy dzień to przecież odkrywanie nieznanej przyszłości. O taka droga w sentymenty, chodź rozważałem różne opcje na dzisiejszy dzień, o czym wspominałem wczoraj: Miejski wojaż (z 13.04). Rozważałem trasę 50-tkę, trasę na Brodniki. Po dzisiejszym poranku gdy jeszcze chłodem wiało, rozważałem aby w ogóle nie jechać :) Ostatecznie jednak pojechałem z myślą, że spróbuję pojechać na Brodniki. Pokonała mnie jednak pogoda (bardzo silne podmuchy chłodnego wiatru) i jakąś taką niechęć do działania. Z tych nieprzypadkowych zresztą wydarzeń, powstała nowa historia, nowa piękna przygoda. Zdradzę jeszcze, że na ów przygodzie walczyłem jeszcze z ustawieniem kamerki. I teraz myślę, że chyba się udało XD Chodź pewności nie mam. Ustawiłem chyba poprawnie pion kamerki, ale za wysoko ją ustawiłem. Eh. Także w przyszłym tygodniu będę walczył i potwierdzał czy na pewno dobrze wszystko poustawiałem - i będę tak długo walczył, w nadchodzące dni, aż w końcu się uda. No ileż można ponosić porażki na tym samym polu i to trwające cały miesiąc w zasadzie (no cały kwiecień), od trasy: Testy kamery & Trasa "20-stka". Może jednak faktycznie się udało. Tego nie wiem, obniżę pion, posprawdzam.. zobaczę.. Oby było ok.. :) Także niedziela, koniec dość słabego tygodnia, z pełną nadzieją, że zbliżający się tydzień będzie naprawdę wiosenny.. nie mogę się doczekać tej prawdziwej, ciepłej wiosny! :))
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2018 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 390
Trasa nr [łączna]: 473
Trasa nr [na blogu]: 387
W tym tygodniu: 4
W tym miesiacu: 9
W tym roku: 46
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 468 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 382 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 5 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 11327.9 km
Stan Licznika Końcowy: 11341.96 km
Stan Licznika Końcowy2*: 11250.93 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 11058 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 11072 km
Maksymalna prędkość: 25.7 km/h
Przejechałem: 14.06 km
Przejechałem [msc]: 370.1 km
Przebieg roweru [rok]: 1511.88 km
Przebieg roweru [suma]: 18659.87 km
Przejechalem w 2019: 1511.88 km
Podroż dookoła świata (2019) 3.7797 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 46.6497 [%] km
Czas jazdy: 01:10:08 h
Czas Jazdy Suma (ever): 1174:47:02 h
Czas Jazdy Suma (blog): 951:20:54 h
Czas Jazdy Suma (2019): 95:03:48 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 23:33:32 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:37:04 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:04:00 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:26:22 h
Średnia: 12.05 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego nie powiodła mnie w żadne planowane strony. Zmieniłem nieco koncepcję, i wcale nie żałuję mojej decyzji. Pierwszy raz od wielu wielu dni, pojechałem wzdłuż drogi DW109, gdzie wiele się zmienia, przynajmniej w obszarze pierwszego wahadła, po remontowanej drodze DW109 - jest już nowy asfalt, fajnie się jedzie. Jeszcze właśnie w tych pierwszych kilometrach podjąłem decyzję, że nie będę się zmagał ze szlakami trasy na Brodniki. Może to nie dużo, może dałbym radę. Ale nie byłoby to przyjemne zważywszy na pogodę. Muszę przyznać, że faktycznie, w dniu dzisiejszym jest cieplej niż było wczoraj czy w ostatnich dniach, temp. w końcu przekroczyła +10^ odczuwalnej temp. w najcieplejszych godzinach dnia (gdzieś tak po godzinie 13 zaczęło się robić ciepło), z biegiem dnia było coraz cieplej. Dopiero u schyłku dnia, znów czuć ochłodzenie, tym większe, im bliżej do zachodu słońca. Taka obietnica, i nadzieja, że od nowego tygodnia będzie coraz cieplej jest możliwa do spełnienia. W końcu będzie to już połowa Kwietnia, coraz bliżej Maja.. Więc powinno być coraz cieplej :) I coraz ładniej. Podjąłem decyzję, że zjadę sobie w stronę wsi Waniorowo, i odbiję w leśne ścieżki, którymi przejadę przez kolonię Sowna, do mojej ulubionej drogi DW108. Zrobiłem w dniu dzisiejszym mniej kilometrów niż planowałem. Osiągnięty czas (a co za tym idzie średnia), też nie są jakieś imponujące. Jednak się tym nie przejmuję. Nawet naszła mnie dzisiaj taka konkluzja, którą wyjaśnię zadając takie pytanie: czy fajna przygoda oznacza robienie 100+,200+ km ... i to zabójczą prędkością zazwyczaj ok. 25-30 km/h ?! ?? (rowerowa przygoda). Nie jestem jakiś zawodowcom, i nigdy nie będę. Chodź mam na koncie dłuższe trasy takie po 100+ (zazwyczaj kilka w sezonie), 200+ (dwukrotnie w życiu do tej pory). Zdarzały się też rekordy w biciu czasu przejazdu.. Jednak myślę, że nie sposób szukać fajnej przygody polegając tylko na długości trasy. Dzisiejsza trasa jest krótka, to raptem 14 km, a jednak uważam ją za fajną przygodę. Widziałem fajne zwierzątka w lesie (młodego dzika, który szybko przede mną spierniczał), młodego jelonka.. A na koniec przygody, przywitałem się z pięknymi końmi! <33 Spędziłem czas, w majestacie przyrody (nieustannie niszczonej ludzką chciwością), i takim typowym wiejskim klimatem. Nie osiągnąłem sporych prędkości, nie zrobiłem sporych odległości. Czy nie liczy się jednak mile spędzony czas? :) Czas podczas którego poskubałem kolce z dzikich róż :) Aurelia się na słoneczku poopalała, a ja sobie pochodziłem po lesie, niszczonym ludzką chciwością. Widok taki, że można pozabijać skurwysynów.. Jednak spędziłem mile czas.. Na łonie natury, a przy tym nie zarzynałem się w pogoni za prędkościami.. Nie odmówiłem sobie także przerwy, i spokoju. A gdzie mnie się spieszy!? I otóż to wjechałem sobie w las, ciągnący się od Waniorowa po okolice Krężela. Tam spędziłem miło czas.. Chodź tą błogość zakłócał widok wyrżniętych, zniszczonych drzew, zdewastowanych lasów.. Odwiedziłem tu wyjątkowe miejsce, które po raz ostatni odwiedziłem także z początkiem Kwietnia roku Pańskiego 2017 r: Wiosenna trasa z 01.04.2017. I już wtedy opisywałem proceder niszczenia tutejszego lasu, trwa on po dziś dzień. W samym miejscu, pod które wjechałem, pod które nie jest łatwo wjechać, widziałem wiele powalonych, zniszczonych, połamanych drzew. Wyjeżdżając z lasu, kierując się w stronę wioski (na kolonię Sowna) widziałem wiele zarżniętych drzew. Te miejsce, tak bliskie memu sercu, na zawsze traci swój urok. Gdy stąd wyjeżdżałem pożegnał mnie jelonek. A w drodze do drogi DW108, przywitałem się z końmi <3 Piękne koniki, zaciekawione moją obecnością :)) Wkrótce już typowa droga, asfalt, i zmaganie z jazdą pod wiatr, które towarzyszyło mi pod sam dom (z małym wyjątkiem wzdłuż DW109) do skrzyżowania na moje osiedle miałem z wiatrem, ale już na osiedlowej drodze miałem pod wiatr. Zrobiłem mało, z małą prędkością. Zrobiłem tyle na ile czułem się wstanie zrobić :) I uważam, że przeżyłem dziś fajną przygodę.. Co przeżyłem, co widziałem - to jest moje. I nikt mi tego nie zabierze, i nikt tego nie zdyskwalifikuje.. :)
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)