14.06.2021
Jazda nr: 847

Tagi: drzewa, zach_slonca, wiejskie_przygody |

Dzisiejsza trasa jest pełna nowych przygód! Odkrywania nowych dróg, lub tych o których już nie pamiętam! Jednak sporo przetacza się w niej nowych tras i nowych przygód. Takie trasy nie zdarzają się zbyt często! :) Moje wielkie przygody zaczęły się już w Mechowie gdzie wjeżdżałem na szutrowe dróżki, które odkryłem stosunkowo nie dawno bo pierwszy raz jechałem w tamtych stronach w 2020 r., i już parę razy nimi się przejechałem. Jednak nie poznałem ich wszystkich, co postanowiłem zmienić.. Chciałem sprawdzić pewne moje teorie czy mam rację co do dojazdu w pewne miejsca. Chodzi o okolice Gardomino i pewne polne drogi. Sądzę, że prowadzą one na Mechowo i Truskolas, i chociaż dzisiaj nie zyskałem pewności.. To prawdopodobnie mam rację! A jeśli chodzi o te nowe trasy z Gardomina to jechałem w tamtych stronach w 2020 r. pierwszy raz i to trzy razy w sumie! Pierwszy pierwszy raz na trasie: W poszukiwaniu zaginionych dróg: "Zgubieni w Żabim bagnie". Skusiłem się na powrót przez tą nową drogą i zgodnie z oczekiwaniami powróciłem do Mechowa. Za drugim razem pojechałem jednak dalej tą drogą i wyjechałem za Mechowem, równolegle do drogi DW108, do której włączałem się na brukowej drodze wyjeżdżającej z Mechowa: W poszukiwaniu zaginionych dróg: "Żabie, nie żabie, brak żabie". Tak samo za trzecim ostatnim jak dotąd razem: W poszukiwaniu zaginionych dróg: "Cmentarz Sosnowice". Jednak zastanawiała mnie tam jeszcze jedna droga, wiodąca na wprost Mechowa.. I dzisiaj ją odwiedziłem! Między innymi tę drogę, znajdując na niej kolejne odnóża, kolejne dróżki do zwiedzania.. Więc przygoda będzie trwać! Prawdopodobnie mam rację, że jedna z tych dróg idzie na trasie z Truskolasu na Gardomino, ona jest tak w polu skryta. Wiele razy tą drogę widziałem nigdy jednak w nią nie wjechałem. Prawdopodobnie jednak mam rację, chociaż dzisiaj tego nie potwierdziłem bo wybrałem inne dróżki, które poprowadziły mnie w nieznane mi dotąd oblicza Wytoku, w którym już w ogóle nie wiedziałem gdzie jadę XD Chciałem podjechać pod Zagórcze i skręcić tam w inną nieznaną mi dotąd drogę, którą wyjechałbym w Jaślu.. A jednak omyłkowo skręciłem na znaną ale nie pamiętaną już drogę na Jasiel. Te wszystkie wiejskie drogi, to wszystko wszędzie wygląda tak samo.. Te wsie wszędzie też! Nie da się tego pamiętać. Nic się jednak nie stało.. Nie miałem zaplanowanej na dzisiaj konkretnej trasy. A nie groźne pomyłki dopiero budowały rozpoczynającą się w godzinach po południowych po pracy wielką przygodę, która poprowadziła mnie na nieznane, i nie do poznania szlaki wsi Świeszewo, a także pod Golczewo, nowymi nieznanymi mi dotąd drogami, które dość często bo aż 3 razy dzisiaj wiodły mnie przez wieś Wołowiec! Taaak.. Odwiedziłem dziś trzy różne wsie Wołowce. Na końcu w najbardziej znanym mi Wołowcu (pod Potulincem) zgubiłem nieco drogę.. Było to już po zachodzie słońca albo blisko jego.. Koło godziny 21. Wszelkiej maści robale atakowały, dzień chylił się ku końcowi, zmęczenie dawało się we znaki a ja błądziłem nie będąc w pewnym momencie w ogóle pewny gdzie się znajduję! A to wszystko łączą jeszcze złe myśli, krótko mówiąc myślę o tym o czym nie powinienem :D O psującym się napędzie w Aurelii, o dziwnym pęknięciu w tylnej oponie. Mam wrażenie, że jakby wypychało balon z dętką przez te pęknięcie. I na przełomie mijających tygodni odkąd to zauważyłem - mam wrażenie, że pęknięcie się powiększyło.. Dużo też myślę o mojej próbie 100 km terenowo i o tym na ile jest ona sensowna i realna do zrealizowania w krótkim czasie..! Przecież nie chcę się całymi tygodniami w to bawić a na to wygląda, że będę. Nie licząc dzisiejszej trasy bo dzisiaj trochę leśnych i terenowych dróg zaliczyłem - miałem zrobione dopiero 25 km z 100 km. Dopiero 1/4, a jeździłem przecież przez kilka tras i robiłem co mogę. To jednak nie będzie takie proste, związku z czym tak sobie dzisiaj pomyślałem, oczywiście jeśli będę miał możliwości i siły, że w przyszłą niedzielę (20.06) będąc już po I SuperMaratonie kolarskim pojechałbym w taką typową terenową trasę aby nabić tak z min. 50 km po terenie.. Dla mojego liczenia 100 km. Dzięki temu szybciej ta próba się skończy i nie będę już tym obciążony! To jednak dopiero wstępne plany. Do niedzieli jeszcze 6 dni zostało. Przede mną jeszcze kilka tras. Zobaczymy jak to wszystko się ułoży..
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
  • ID wpisu: 852

  • Trasa nr [łączna]: 933
  • Trasa nr [na blogu]: 847
  • W tym tygodniu: 1
  • W tym miesiacu: 9
  • W tym roku: 107

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 924 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 838 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 9 dni

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 11929 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 12006 km

  • Maksymalna prędkość: 30.1 km/h

  • Przejechałem: 76.99 km
  • Przejechałem [msc]: 388.98 km
  • Przebieg roweru [rok]: 4065.54 km
  • Przebieg roweru [suma]: 36076.9 km

  • Przejechalem w 2021: 4065.54 km
  • Podroż dookoła świata (2021) 10.1639 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 90.1922 [%] km

  • Czas jazdy: 05:10:47 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 2282:58:49 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 2059:32:41 h
  • Czas Jazdy Suma (2021): 258:59:01 h
  • Czas Jazdy Suma (w tym msc): 24:57:37 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 02:46:24 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 02:25:13 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:25:02 h

  • Średnia: 14.9 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego jak już wstępnie wspominałem trwała wiele godzin, i była wspaniałą, piękną przygodą. Zwiedziłem mimo doskwierającej pogody wiele nowych dróg, poczynając od wspominanego Mechowa, przez nowe drogi w Wytoku. Być może tam byłem ale ich nie kojarzę. Zakładam jednak, że są całkiem nowymi drogami.. Nowością był także dojazd z Jaśla do Świeszewa po kompletnie dla mnie nieprzejezdnych drogach. Pełnych piachu i niebezpieczeństw.. Cały czas we znaki dawało się nie tylko słońca, ale zewsząd nieustannie atakujące robactwo. Zmęczenia jeszcze nie czułem. Satysfakcję z jazdy tak! O ile do tej pory nie miałem jakiś konkretnych planów dokąd jadę, byle jechać, byle poznawać nowe nie poznane dotąd drogi to o tyle ze Świeszewa chciałem koniecznie pojechać do Upadłego, ale inną drogą! Raz już tą jedną konkretną drogą jechałem (dojazd pożarowy nr 5), koło domku na wprost (53.869200279643145, 15.066888548705396). I wiem, że nie jest to dobry pomysł, bo tak najszybciej dojadę do Mechowa lub wsi Gacko. Z obawy przed tymi nie chcianymi przygodami postanowiłem jechać inną drogą w Świeszewie, ta jednak wydawała się jakaś dziwna. Kręciły się tam rolnicy w którzy w pewnym momencie zagaili rozmowę dokąd chcę jechać. I tą konkretną drogą (53.866770300434524, 15.056562680917189) odradzili. Widać ją na mapce, jak się zawracam. Podobno wjechałbym w las, tam droga by się kończyła i raczej bym nie przejechał, bo podobno miało być takie błoto i inne nieprzyjemności.. Więc niechętnie zawróciłem, ale wybrana droga nie dość, że i tak zaprowadziła mnie do wsi Gacko a potem Mechowo -> Wołowiec, to częściowo była i tak nieprzejezdna. Wszystko zniszczone, wszędzie wyraz nielegalnych wycinek drzew.. I ich późniejszych skutków.. Kolonie Świeszewa. Nie pamiętałem już tych dróg, choć bywałem tu. Nie chcąc ryzykować, będąc nieustannie atakowanym przez robactwo, którego się aż tutaj roiło, pojechałem piękną utwardzoną, potem szutrową drogą. Wiedziałem, że źle jadę, bo jadę i jadę.. Ten mały odcinek drogi w moim odczuciu dłużył się niemiłosiernie. W końcu wyjechałem zmęczony w Gacko, wróciłem do Mechowa, i pojechałem do Upadłego drogą, nadrabiając kilometry i tracąc czas w tym kończącym się dniu. A to nie był mój jedyny problem.. Było nim kończące się zapasy wody czy czegokolwiek do picia (np. oranżady). Jakoś zapomniałem uzupełnić zapasy po ostatnim tygodniu i tak dobrze, że wrzuciłem jakieś niedopite butelki, wszystko co miałem i tak pojechałem. I już pod Upadłym myślałem o tym czy w Golczewie nie zajechać do jakiegoś sklepu po choć małą butelkę wody bo upał nadal nie ustępował a mnie już mało co zostało. Ostatecznie jednak nie zajechałem, dojechałem na tym co miałem - choć pokończyło mi się wszystko. Ratowałem się trochę paczką żelków. Przez jakiś czas nie musiałem myśleć o niczym innym. Tak dojechałem do przed ostatniej przygody w dniu dzisiejszym. A przynajmniej ostatniej planowanej podczas której wjeżdżając do Upadłego, skręciłem w taką tajemniczą dróżkę prowadzącą w stronę lasu. To tam znajduje się mój święty gral w postaci dawnej osady Żabie. A właściwie kiedyś się znajdowało. Obecnie jest tam jakaś niewielka osada, wygląda tak jakby się w niej czas zatrzymał.. Żabie i nie tylko wytrwale szukałem w zeszłym roku, w cyklu zaginionych dróg. Nie będę już na nowo dawał tych wpisów, dawałem je w pierwszej części wpisu jako przykłady gdzie po raz pierwszy jechałem nieznanymi mi do tamtej pory drogami koło Mechowa, Gardomino. Jedną z ostatnich nieznanych dróg dzisiaj poznałem. A teraz otwierała się przede mną na koniec dnia nowa historia, która poprowadziła mnie do niewielkiej osady Wołowiec ukrytej wśród lasów.. To była moja druga z trzech wsi Wołowiec. Ostatnia też okazała się zgubna. No ale to historia, która wydarz się za parę kilometrów. Póki co zrobiłem znaczne odległości w terenie. Jak na razie mamy odcinki terenowe: 6,68 + 2,12 + 5,59 + 3,23 + 3,59 czyli 21,21 km. I to już wydawało mi się dużo i to już było męczące. Jechałem niepewnie po lesie, padał mi telefon, nie miałem wody. Posiłkowałem się trochę nawigacją przez Internet, gdzie przypadkiem odkryłem dość fajny sposób nawigowania w leśnych drogach! Nigdy wcześniej o nim nie pomyślałem.. To nawigowanie po numerach dróg pożarowych. I właśnie stosując tą metodę znalazłem wyjazd z lasu do drogi DW107 do miejscowości Samlino, gdzie do Samlino przyjechałem przez Dobromyśl, gdzie w sumie planowałem wjechać. Tutaj w Samlino chwilowo miałem jakieś wątpliwości co do stanu technicznego Aurelii, coś mi dziwnie chodzi ta kierownica przy sterach.. A nadmienię, że stery miałem już naprawiane.. Na początku roku wymieniane, potem poprawiane.. Ehh.. Dobra uspokoiło się a ja mimo nadchodzącej nocy i coraz późniejszych godzin a także zmęczenia nie zrezygnowałem z ostatnich planów.. Aby wrócić przez Grabin - Sikorki - Glicko do Wołowca a z niego przez Potuliniec. Jednak ten ostatni plan się nie powiódł. W cholernym Wołowcu już dwa razy drogę pomyliłem. Raz - jadąc w stronę Łęcznej gdzie się szybko pokapowałem, że jest coś nie tak, i za chwilę znowu skręcając za szybko w lewą stronę, zamiast jechać prosto. Wyjechałem gdzieś w lesie, zacząłem się kręcić niepotrzebnie. Potem się droga robiła coraz mniej przejezdna. W pewnym momencie myślę, że wiem gdzie jestem! Jadę na Mechowo. Poznałem tą drogę, ale moja pewność zmalała wraz z incydentem na polu jak jakieś kurwy ogrodzili linką drogę, ja się w tą linkę wpierdoliłem przejechałem przez nią. I już chuj nie wiem. Nie daleko stoi bydło, nie wiem czy stoją na tym samym polu czy gdzie ja kurwa jestem.. Wycofałem się i skręciłem w jedną z dróżek, którą niespodziewanie wyjechałem w Sownie! No tego się nie spodziewałem! Ale co do drogi na Mechowo miałem rację! Sprawdziłem: Nowe trasy, nowe przygody!. Tylko wtedy nie było tego pierdolonego ogrodzenia.. No ale za to odkryłem dodatkową, dotąd mi nieznaną drogę z Sowna do Łęcznej.. Będę musiał nią kiedyś pojechać.. A wiecie jak to jest, zaczęło się już robić ciemno, nie kojarzę tych stron, nie jestem pewny gdzie jadę.. A to Sowno.. Z Wołowca jak już wjechałem na takie terenowe drogi to zrobiłem pod Sowno dzisiaj dodatkowo 8,82 km. A więc ostatecznie dzisiaj terenowo zrobiłem 30,03 km! Jak na moje standardy naprawdę sporo. I dzięki temu mam już zrobione: 24,57 + 30,03 = 54,6 km! Tak mam już 54,6 z 100 km. Do tej pory miałem sporo wątpliwości. Dzisiaj też. Nawet sobie sporo uwag zapisałem odnośnie tego, bo dzisiaj sporo o tym myślałem, nawet nie zdając sobie sprawy, że przejechałem 30 km terenowo. Uwzględniając ostatnie moje trasy było tego naprawdę dużo! Jednakże, nie mniej moja argumentacja jest strasznie rzeczowa! Otóż stan tylnej opony się pogarsza, ja jeżdżę dalej nie zważając ani na pogodę ani na nic innego.. A to jest jednak 100 km. Naturalne jest to aby normalnie zrobić 100 km to potrzebowałbym zrobić tysiące na asfalcie. A to przecież chyba nie o to chodzi, bo część 147 UltraBiku zrobiłem. A na pozostałej części fakt spotkałbym się z różnymi drogami ale też w różnym stopniu. Bo byłyby też asfalty itd. A do tego dochodzi zróżnicowanie pogody, ciśnienia, nawet obciążenia z jakim jeżdżę. I inne fakty.. Napisałem sobie sporo tych uwag, i mądrych słów. Nie będę wszystkiego tu wplatał bo i tak się robi długi wpis. Zachowałem to sobie do osobnej analizy, gdzieś to pewnie wrzucę gdy może skończę tą próbę 100 km. Miałem co do niej wątpliwości, ale skoro mam tyle zrobione, to nie ma sensu rezygnować! Mimo, że to wciąż sporo tras przede mną. A ja nie lubię za bardzo jeździć terenowo i często tak nie jeżdżę. I to jest problem.. Bo od kilku dni mam wrażenie, że jakbym się zmuszał do tego by tak jeździć tylko po to aby jak najszybciej przejechać te 100 km terenowo. Nie ryzykować i nie czekać na to co będzie dalej. Opony Schwable Mundial są strasznie wytrzymałe i strasznie dobre.. Co nie oznacza, że są niezniszczalne. Przecież moja pierwsza taka, działająca na tylnym kole tragicznie życie straciła.. Na szlakach S6 - Obwodnica Płotów. Od tamtej pory jeżdżę na nowej, na której mam nadzieję przejechać 500 tras. A do tego jeszcze trochę :) Na razie śmiało sobie liczę trasy za cały 2020 r. i dotychczasowe za 2021 r. Za 2019 r. mam nie pełny bo musiałbym liczyć od trasy #395. Więc na razie sobie daruję :) Bo i tak wiem, że sporo brakuje. Nie wiem oczywiście co będzie dalej, mam nadzieję jednak, że aktualna opona jeszcze chwilę wytrzyma - zdąży naprawdę wyłysieć na co liczę! I, że nie zawiedzie mnie na obecnej próbie, na którą się szykuję na I Płotowski Maraton.. Opona się wolno zużywa, wciąż nie mam pewności czy da radę czy nie.. A to mnie dezorganizuje, i nie wiem czy wymieniać czy jeździć dalej. Obawy mam tym większe im częściej dochodzi do jakiś dłuższych czy ważnych tras. Wolałbym nawet aby do takich nie dochodziło.. :) Ale to oznaczałoby, że opona musi wytrzymać do okresu jesienno-zimowego. Wtedy zwykle jeżdżę gdzieś w okolicy, krótkie trasy i ewentualna awaria nie stanowiłaby dużego problemu. A póki co wróciłem z trasy już przez Sowno. Oczywiście drogą - DW108. A tak chciałem wrócić z innej strony jak np. Potulinca, bo tak ciągle wracam i jeżdżę tylko w te jedne strony - w strony Golczewa. Chciałem zapoczątkować jakieś zmiany. No ale niestety się nie udało..

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa14czerwca2021zdj1.jpgtrasa14czerwca2021zdj2.jpgtrasa14czerwca2021zdj3.jpgtrasa14czerwca2021zdj4.jpgtrasa14czerwca2021zdj5.jpgtrasa14czerwca2021zdj6.jpg


Mapa przebiegu trasy :)