Trasę z dzisiejszego dnia rozpocząłem w porannych godzinach, starałem się rozpocząć ją tak szybko jak jest to możliwe. Ze względu na kilka planów przewidzianych na dzień dzisiejszy. A niestety wczoraj zaniedbałem temat oczyszczenia kart pamięci, jedynie po ładowałem akumulatorki.. Akumulatorki mnie jednak nie spowolniły. A kopiowanie danych z kart pamięci to i owszem. To mnie trochę spowolniło i sprawiło, że na rower wyruszyłem grubo po godzinie 8 rano. A tak mógłbym jechać jeszcze po godzinie 7. Po godzinie 11 w Szczecinie miała przyjechać matka, dzisiaj w odwiedziny. To też nie miałem całego dnia dla siebie i też z tą myślą się nieco spieszyłem.. aby zdążyć, aby dojechać. W sumie trasa się udała. Nie mogę narzekać, że nie. Bo się udała. Co prawda planowałem na dzisiaj przebieg liczony w granicach 70-80 km, czyli około tylu co zrobiłbym w Berlinie, gdybym na ten Berlin pojechał -.-, no cóż. Więcej o kontrowersjach związanych z Berlinem można przeczytać we wpisie: Puszcza Wkrzańska. Mimo tego, że dzisiaj zrobiłem nie całe 60 km, jestem zadowolony z trasy :) Mam sporo sił, więc trzeba by było to jeszcze te 20-25 km, na spokojnie bym zrobił. Gdyby tego było mało to jeszcze dzisiaj trochę szalałem :D Oczywiście po średniej tego nie widać, ale dużo z przebytych w dniu dzisiejszym kilometrów było pokonanych z prędkościami około lub > 20 km/h! Więc naprawdę nieźle. Sama trasa miała dynamiczny przebieg i najbardziej podobał mi się fragment trasy, po za tą miejską dżunglą, z której jest bardzo trudno uciec.. Wiejski klimat.. Aż się można rozmarzyć.. Takie wiejskie klimaty to właśnie okolice Czarnej Łąki, i wyjazd z Pucic w stronę Lubczyny. To takie jeszcze nie ruszone przez człowieka tereny, które są najbliższe memu sercu, najbliższe domowi, który opuściłem aby zacząć dorosłe życie, gdy skończyłem już studia.. Czuję się przez to oczywiście wyobcowany i nie chcę słuchać tego, że w mieście jest przyszłość.. Taa przyszłość.. Taa, jasne. Pominę to. Najważniejsza jest sama ciekawa i fajna trasa, która pobudza we mnie chęć robienia nowych tras, i tu niespodzianka! Nie chcę jeździć po samym mieście, zwiedzać same miasto, którego jeszcze perfect nie znam, nie byłem wszędzie. Mnie się bardziej marzą wyjazdy takie jak dzisiaj, na takie wioski. I możliwe, całkiem możliwe, że przy najbliższej okazji wybiorę się ponownie w tereny Czarnej Łąki.. Tu jest najpiękniej jeśli chodzi o znane mi okolice Szczecina. Sama dzisiejsza trasa też jest ciekawa.. Choć etap jeżdżenia po mieście.. Jest już taki sobie :) No ja chcę uciec od miasta a nie do niego powracać..
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
ID wpisu: 419
Trasa nr [łączna]: 502
Trasa nr [na blogu]: 416
W tym tygodniu: 7
W tym miesiacu: 1
W tym roku: 75
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 495 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 409 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 7 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 115.9 km
Stan Licznika Końcowy: 172.59 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 11560 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 11617 km
Maksymalna prędkość: 39.9 km/h
Przejechałem: 56.69 km
Przejechałem [msc]: 56.69 km
Przebieg roweru [rok]: 2127.66 km
Przebieg roweru [suma]: 19275.65 km
Przejechalem w 2019: 2127.66 km
Podroż dookoła świata (2019) 5.3191 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 48.1891 [%] km
Czas jazdy: 03:32:34 h
Czas Jazdy Suma (ever): 1214:38:37 h
Czas Jazdy Suma (blog): 991:12:29 h
Czas Jazdy Suma (2019): 134:55:23 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 03:32:34 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 03:32:34 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:47:56 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:21:56 h
Średnia: 16.04 km/h
Dzisiejszą trasę jak już wspominałem rozpocząłem po godzinie 8 rano. Ruszyłem z akademika ul. Ku Słońcu w stronę al. Piastów, z których odbiłem na ul. Narutowicza aby dojechać nią do ul. 3 Maja. Skąd dojechałem do Bramy Portowej i ruszyłem na Wyszyńskiego. Ruszyłem w nieciekawą poniekąd istniejącą drogę rowerową. Większość ścieżki rowerowej wzdłuż DK10, to jest taka patologia.. Ja na tą patologię wielokrotnie narzekałem przy różnych okazjach.. o np: Trasa na Szczecin z 04.04.2019. Dzisiaj też na to narzekałem. I to dwa razy więcej bo przyszło mi wracać tymi samymi ścieżkami, choć zastanawiałem się czy nie wracać przez Tamę Poznańską i pojechać nią do Ustowa. W sumie mogłem.. No bo jak się okaże, DDR i jej patologia to nie tylko domena drogi DK10, ale całego prawobrzeża, na osiedlu Słonecznym też są takie cyrki, że masakra jakaś. Ale po kolei, na początku trasy, zmagać się musiałem z dojazdem do Dąbia, który to dojazd wyjątkowo szybko mi minął mimo różnych niesprzyjających okoliczności związanych z drogą rowerową wzdłuż krajowej 10-tki. DDR, który zmienia się w zniszczony chodnik, i sama poniszczona DDR, ciągnąca się dłuugo, prawie pod same Dąbie, gdzie w pewnym momencie na ul. Przestrzennej nie ma już chodnika a jest normalna ścieżka rowerowa, która ciągnie się przez całe Dąbie aż do wylotu z Dąbia, gdzie jest problematyczny wjazd na ul. Goleniowską. Problematyczny bo tam jest spory ruch aut, wbić się tam z bocznych dróżek, z których wyjeżdżam to jakaś masakra. Przekonuję się o niej już od paru ładnych tras, gdy na dobre jeżdżę DDR przez Dąbie. Ale chyba zacznę jeździć znowu ulicą po Dąbiu, bo to nie ma co się męczyć z wyjazdem.. Aby pociągnąć wzdłuż ciągnącego się Szczecina do wsi Załom, zaraz za rozbudowującymi się wsiami, i Załomami i Pucicami.. pojawia się cel mojej podróży. W sumie ten cel nie jest taki daleki, od obecnie zamieszkiwanego akademika (DS1 "Slamsy"). Jakieś 22 km i jestem.. Wyjeżdżam z Pucic, pojawiają się piękne wiejskie strony.. pola, drzewa, natura... A tam rozbudowująca się wieś Czarna Łąka. Wjechałem w te nowe strony.. Trochę się tam porozglądałem i w pełnym słońcu, które nieźle dawało, dzisiaj nieźle grzało (ahh lubię taką pogodę), udałem się w drogę powrotną. Niestety wracałem tymi samymi ścieżkami. Próbowałem na chybił trafił z Czarnej Łąki, wbić się jej dróżkami do nowych osiedli domków w Pucicach. Ale chyba się tak nie da.. Nie wiem zresztą. Jedno jest pewne, na pewno tu powrócę, aby lepiej poznać te strony, te wioski.. Wiejski klimat.. Zarówno w pierwszą stronę do Czarnej Łąki jak i powrotnej z Czarnej Łąki do Szczecina, jechałem dość szybko jak na moje standardy. Na przeważającej odległości trasy, utrzymywałem prędkość rzędu +20 km/h. To pozwoliło bardzo szybko wrócić do Szczecina.. Nim się obejrzałem byłem właśnie w Szczecinie. Jechałem przez całe Dąbie, którego w taki sposób już dawno nie odwiedzałem.. pojechałem z Dąbia na osiedle Słoneczne przez ul. Pomorską. I właśnie wzdłuż ul. Struga na cholernym os. Słonecznym trafiłem na wiele patologii związanych z DDR, gdzie naprawdę, jechać DDR a drogą.. Otóż - to, że DDR co chwilę się kończą i trzeba przejeżdżać na drugą stronę ulicy są tak jakby pomijalne. Gorszą patologią było spore skrzyżowanie na wyjeździe z os. Słonecznego - skrzyżowanie z ul. Łubinową. Tutaj dosłownie, kurwa stałem 5x. Jedno zasrane skrzyżowanie, co połowę skrzyżowania stałem na światłach. Tylko na ostatnim udało mi się przejechać w całości bez stania, ostatniej części skrzyżowania, stąd stałem tylko 5x a nie kurwa 6 czy 7. To jest patologia.. Tutaj zacząłem żałować, że nie pojechałem na Tamę Poznańską.. Jakoś jednak stąd wyjechałem. Wkrótce znalazłem się przy dealerze Citroena i skrzyżowaniu z ul. Gryfińską. I problem. Jak ja mam tu do cholery dostać się na jakiś DDR?! Nie miałem wyjścia jak skierować się dużymi objazdami ul. Gryfińską do ul. Leszczynowej. Wyjechałem koło P+R Hangarowej gdzie pociągnąłem kawałek drogi chodnikiem do ul. Eskadrowej, skąd wyjechałem na moście Cłowym i dopiero wjechałem na właściwą pseudo DDR wzdłuż DK10. I jakoś dojechałem do centrum miasta. Dzwoniłem w między czasie do matki gdzie się podziewa ;) Autobus PKS GRYFICE (a jak ... już kiedyś na to narzekałem (w tym roku, jakby ktoś chciał szukać)) - miał opóźnienie tylko 15 min. W sumie byłem szybciej niż autobus tak naprawdę.. Tyle, że ja pojechałem na ul. Kolumba, aby skorzystać z automatu mobilnego - w celu kupienia biletów na komunikację miejską. Tyle, że ten automat nie działał a jakże. To zaliczyłem tylko bardzo małą przejażdżkę torowiskiem wzdłuż ul. Kolumba. I polowałem na bilety w otwartych kioskach. I dopiero pojechałem na sam dworzec PKS, i z niego na mały obiad przy ul. Dworcowej. Po obiadku pokręciłem się chwilę przy Placu Trubeckim gdzie wsadziłem matkę do tramwaju linii nr 3, a sam pojechałem trasą jaką jedzie tramwaj linii nr 3. Punktem dojazdowym miał być przystanek Kołłątaja. Po drodze mijałem kolizję tuż przed Bramą Portową, skrzyżowanie ul. Dworcowej z 3 Maja. Blondynka wjechała w lampę.. rozbiła swoje auto, i uszkodziła taksówkę przy okazji. Także miałem chwilę czasu zakręcić się przy miejscu zdarzenia, aby mieć dokumentację z miejsca zdarzenia na kamerce i pojechać prosto wzdłuż al. Wyzwolenia do przystanku tramwajowego "Kołłątaja". I byłem szybszy niż tramwaj.. A wcale szybko nie jechałem 20-30 km/h. Byłem szybszy od tramwaju o nie całe 3 min w sumie :O To chyba nieźle? ;) No i punktem końcowym wyjazdu był Park Kasprowicza, po którym się trochę pokręciłem, zaliczyłem dzisiaj lody. A to pewnie z okazji wczorajszego dnia dziecka - hehehe ;) No i wróciłem z Parku Kasprowicza, gdzie było od groma ludzi, sporo dzieci, sporo osób na rowerkach. Trudno się dziwić. Taka piękna pogoda. To Ci co nie pojechali nad morze, to byli tutaj.. A ja wróciłem znaną mi trasą przez Urząd Miasta do skrzyżowania z ul. Wielkopolską i dalej do al. Piastów. Z al. Piastów zjeżdżałem dopiero na Placu Kościuszki gdzie odbijałem na ul. Sikorskiego, i niedługo ul. Boh. Warszawy i jestem.. Trasa się skończyła. Kolejna piękna trasa dobiegła końca :) Jak te życie szybko mija, naprawdę. Tuż po trasie czułem mały niedosyt. Może za szybko wróciłem, może nie.. nie wiem :) Wróciłem jak wróciłem zważywszy na to, że chciałem obiad dzisiaj zrobić, wczoraj kupiłem ziemniaki, kurczaka. Trzeba to ogarnąć. No i ogranicza mnie fakt, że jutro znowu poniedziałek.. znowu do pracy.. i znowu oczekiwać weekendu, który szybko minie i znowu, i znowu. Na tę chwilę nie wyobrażam sobie takiego życia, to jest zbyt męczące i zbyt ograniczające. Może z czasem się coś zmieni, nie wiem. Nie chce mi się wierzyć w to, że w życiu zmieni się coś na lepsze. Jak już to na gorsze :( Na koniec podzielę się jeszcze jedną myślą. Podczas dzisiejszej trasy, zaplanowałem sobie, że jak już to w drugiej połowie Czerwca, ewentualnie od Lipca ruszę z projektem, dokumentującym rozbudowywanie się metropolii Szczecińskiej. Pozbieram materiały, ciekawie to opiszę.. Projekt trzeba będzie powtórzyć za kilka lat. Nie wiem, może 5-10 lat.. Aby porównać jak to się wszystko zmieniło, jak bardzo rozbudowała się ta Szczecińska metropolia. Chcę się zająć tym projektem teraz, tzn. w 2019 r., tak samo jak chcę się w tym roku zająć poznawaniem samego miasta i okolicy. Bo kto wie czy w przyszłym roku będzie okazja. Jeśli nic się nie zmieni to raczej będę chciał wyjechać ze Szczecina, i nie osadzać się tutaj. Także, mogę nie zdążyć w późniejszych latach tak dobrze poznać miasta i jego okolic :) Jak jednak będzie czas pokaże, póki co czas pokazuje, że coś mi się łożyska w pedałach sypią. No tak, dostałem wypłatę to się wszystko musi psuć. W poprzednich trasach tak nie miałem, a dzisiaj wyjątkowo często piszczały mi łożyska przy pedałach.. To może będzie taki znak rozpoznawczy dzisiejszej trasy hehehe :)
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)