Trasa z dnia dzisiejszego jest moim powrotem do planu jeżdżenia raz w tygodniu szlakami tras 50-tek. Niestety ten piękny zamysł trochę mi się posypał po okresie w którym wyrywałem zęba i w konsekwencji parę dni nie mogłem jeździć: Nocna Trasa "50-tka". W zasadzie ciągle coś i do tych tras 50-tek nie wróciłem przed ponad miesiąc czasu :( Jak nie pogoda, to chory i tak ciągle coś. W tym tygodniu było zagrożone powrócenie do tej trasy. Szczególnie zważając na to, że nadal jestem trochę osłabiony. Moja forma nie działa tak mocno jak działała wcześniej. A do tego w sumie niepotrzebnie wczoraj wybrałem się na jeżdżenie: Trasa "20-stka": Nawałnic cdn.. I mam dzisiaj mniej sił. Jednak wykorzystałem w pełni to, że pogoda się nieco uspokoiła. Mniej wiało i to o wiele! I nie jest już tak deszczowo! Przynajmniej z rana jak jechałem. Prognozy wskazują na to, że po południu znowu będzie deszczowo. A pogoda zacznie się na dobre psuć nocą. Kiedy to powróci silna wichura, opady deszczu. Tego deszczu już teraz jest stanowczo za dużo. Kolejne opady nie pomogą. Całe pola zalane w tej wodzie, miejscami zalane drogi na których stoją te kałuże. A do tego świat wygląda jak pobojowisko. Z jednej strony mamy mnóstwo wyciętych, wymordowanych drzew. Bardzo duża ich ilość jeszcze nie wywieziona. A z drugiej strony mamy konsekwencje silnego wiatru. Setki połamanych drzew, kolejne wyrwane i zniszczone. Tak wygląda cały leśny odcinek trasy 50-tki. Od Truskolasu po Błotno. A potem ten odcinek leśny za Wierzchy pod Truskolas. Pojedyncze szkody są również w nielicznych drzewach w pasie drogi (DW106, DW108). I pozostałych. To jednak sporadyczne przypadki. Tutaj ilość, ten ogrom strat przywodzi mi na myśl trochę wulgarny ale myślę, że wobec sytuacji adekwatny przykład. Pewnie kojarzycie z programów telewizyjnych takie show dla mniej inteligentnego społeczeństwa co ogląda takie bzdury. Serial: Lekarze bez granic. To ja wymyśliłem na tej podstawie swój przykład - skurwysyństwo bez granic. Czyli ten cały zamordyzm, który pcha tych pierdolniętych leśników i ich mocodawców do niszczenia lasów i drzew. Ich niekontrolowane złe działania powodują jeszcze większe straty które mamy. A na tym się przecież to wszystko nie skończy.
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2021 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 980
Trasa nr [łączna]: 1060
Trasa nr [na blogu]: 974
W tym tygodniu: 5
W tym miesiacu: 6
W tym roku: 18
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1050 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 964 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 10 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 4956.21 km
Stan Licznika Końcowy: 5006.13 km
Stan Licznika Końcowy2*: 5006.5 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 17566 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 17615 km
Maksymalna prędkość: 35.7 km/h
Przejechałem: 49.92 km
Przejechałem [msc]: 143.72 km
Przebieg roweru [rok]: 444.36 km
Przebieg roweru [suma]: 41698.67 km
Przejechalem w 2022: 444.36 km
Podroż dookoła świata (2022) 1.1109 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 104.2467 [%] km
Czas jazdy: 02:56:31 h
Czas Jazdy Suma (ever): 2621:14:16 h
Czas Jazdy Suma (blog): 2397:48:08 h
Czas Jazdy Suma (2022): 26:53:57 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 09:07:19 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 01:31:13 h
Średni czas jazdy w tym roku: 01:29:40 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:26:48 h
Średnia: 17.02 km/h
Dzisiejsza trasa w dużej mierze porusza ten kontrowersyjny temat drzew. Jednak ostatnie dni nie skłaniają do innych refleksji jak poruszania ciągle na nowo tego tematu. Drzewa, drzewa, i jeszcze raz drzewa. Z jednej strony mamy niszczycielskie siły natury, które powodują jedynie ułamek szkód. A nie oszukujmy się do większości tych szkód nie doszłoby gdyby nie bandyckie działania ludzi. A z drugiej strony mamy właśnie ludzkie ścierwo, które już od samego początku 2022 r, nie robiło nic innego jak pogłębiało wielokrotnie wskazywane przeze mnie problemy dotyczące zamordyzmu gospodarki leśnej. Nie ma żadnej gospodarki leśnej, dbania o cokolwiek. To nie prawda! jest jedynie dbanie o interes! Drewno jako surowiec osiąga niewyobrażalne kwoty. A to wszystko dzięki niczemu innemu jak plandemii. Więc rżnie się od 2 lat z tego źródełka ile wlezie. Bez żadnego opamiętania! A w wyniku działań ludzi mamy te straszne orkany oraz coraz większe konsekwencje ich występowania. A to przecież nie koniec -> Ostrzeżenie przed wichurą Franklin. To jest po prostu nie do opisania co się dzieje. Dzisiaj się tak bardzo nad tym nie skupiałem. Choć w kilku miejscach stanąłem. Porobiłem kilka zdjęć. Mam jednak plan aby w tygodniu oczywiście nie jutro (21.02), ale w nadchodzącym tygodniu wybrać się choćby tylko pod Unibórz i dokładniej z dokumentować to co się dzieje z tym lasem, czymś co niegdyś było lasem przy drodze DW108 od końca wsi Truskolas pod Unibórz. Bo to jest po prostu nie opisane skurwysyństwo jakie ma tu miejsce. I to się stało w przeciągu ostatniego miesiąca! Gdy ostatni raz byłem 14.01.2022 r. na szlakach trasy 50-tki, takich problemów nie było. A tym czasem - wyrżnięte kolejne hektary drzew, setki połamanych, wyrwanych drze. Wszystko zrujnowane. Świat kryje się w coraz większym obłędzie, z którego pewnie nie będzie w stanie wyjść. Dzisiejsza trasa 50-tka, mijała mi pod znakiem takiego smutku. Nic już nie będzie jak dawniej. A gdyby tego było mało, to jeszcze zmienia się coś jeszcze, co jest tak klasyczne dla Polskiego Internetu - komunikator GaduGadu. Nie mówi się o tym wprost a powinno, on po prostu umiera. Dzisiaj o tym wyczytałem: Płatne Gadu-Gadu. Najpierw abonament dla chętnych za parę złotych, potem coraz drożej i w końcu dla każdego. Kasa się kończy. Reklamy nic nie dają. I chcąc nie chcąc, komunikator nie odzyska już dawnej sławy. Pozostaje niszą, na której coraz trudniej o kogoś normalnego. Lat zaniedbań i przespania czasu, w którym można było walczyć z ekspansją Facebooka minęły już dawno. Dla mnie osobiście choć jakby ktoś mnie o to zapytał 2 lata temu (?) byłoby to nie możliwe, to GG również się skończyło. Odeszły z niego dwie najbliższe osoby, z którymi ostatnimi pisałem i to co dziennie. Odeszli w kolejności: początek roku 2020, koniec roku 2021 r. Świat w tych dniach zmienił się już nie do poznania. Świat po tym co się dzieje w pogodzie też się zmienia nie do poznania. Szlaki trasy 50-tki w 2022 r. nie wyglądają już tak samo jak w roku 2015 r., gdy robiłem je po raz pierwszy. Niestety. Życie staje się coraz trudniejsze, i coraz mniej przyjazne. Szczerze obawiam się każdego kolejnego dnia, i tego co ów dzień przyniesie, czy raczej kogo ze sobą zabierze :( Tym czasem mimo wszystko cieszę się z tego, że pojechałem w tą trasę 50-tkę. Choć miejscami było ciężko, i czas jazdy, średnia prędkość nie jest zadowalająca... To jednak najważniejsze jest to, że spróbowałem. Teraz wiem na czym stoję. Wróciłem do formy. A wraz z powrotem do niej i coraz częstszego jeżdżenia powracają myśli o to, czy przednia opona w Aurelii ma już przekroczone 20k km? ;) Czy jeszcze nie. Te myśli, obliczenia czy szacunki urwały się nagle w 2021 r. Potem nie miały znaczenia. A temat powrócił do mnie dzisiaj. Wraz z ciekawymi wariancjami np. tego ile faktycznie robię km po "nie asfaltach", w tym leśnych drogach w roku? Obstawiam, że ok. 500 km na rok. Pojawiają się tu inne ciekawe zagadnienia jak np. jakie czynniki i w jakim stopniu mają wpływ na zużywanie się opon w rowerze? To na pewno czynniki pogodowe, ale też to po jakich jeżdżę drogach itd. Tak sobie analizując te tematy w głowie, pomyślałem sobie o tym ile to czynników rocznie ma wpływ na Aurelię. Przecież w typowym roku rowerowym (od 2017 r. - min. 5k km) to jest cały przekrój tych czynników od różnych nawierzchni dróg po pogodę. A trzeba tu pamiętać o jednej ważnej rzeczy. Wciągu ostatnich 2 lat (2020-2021 r.) zrobiłem wciągu roku ponad 9k km. A więc ten przekrój czynników jest jeszcze większy! Naprawdę zajmujące tematy, które pozwalały mi nie myśleć o trudach trasy. A te gorsze momenty były. Jak zawsze. Ważne jest aby jednak im przeciw działać i jeździć dalej. Zakończę dzisiejszy wpis takimi słowami nadziei: chciałbym aby już naprawdę była wiosna! Stabilna ciepła pogoda, a co za tym idzie jeszcze więcej codziennego jeżdżenia! :) Jeszcze więcej km. Teraz patrząc na to całkiem obiektywnie. Jak bym się nie starał to w Lutym już nie wiadomo ile km nie zrobię. Wątpię, że dojdę do wyniku którym kończyłem Styczeń 2022 r. czyli 300 km. Jak będę miał z 200 km w tym miesiącu to będzie naprawdę dobrze. A tak tylko przypomnę, że w poprzednich latach (2020-2021) miałem i po 500 km w Lutym. I to mimo gorszej pogody -.- No tylko, że wtedy te śniegi, mróz nie były taką przeszkodą jak te wiatry i niekończące się deszcze... No i nie był to też chorowity czas, jak w tym roku...
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)