Trasa z dnia dzisiejszego była w zasadzie dwuczęściową wyprawą podczas której z własnej inicjatywy i dla kilometrów jeszcze w porannych godzinach wybrałem się przez Chomino do Margowa. Jakoś trudno przeboleć mi te miejsce, które widzę jak niszczeje i widzę co robią z nim "właściciele". Świadomie prowadzą do zrujnowania tego historycznego miejsca o którym nieco więcej wspominam we wpisie: Kamieńskie Urbexy. Mija zaledwie kilka dni od tych odwiedzin a znów chciałem tu być. Nie wiele się jednak zmieniło pod względem "wejścia" tam. Obawiam się jednak, że nie byłaby możliwa pełna eksploracja. Dzisiaj zrobiłem dokładniejsze rozeznanie. I na to wszystko są paragrafy. I odpowiedzialność karna za to co robią. I szczerze mam w dupie zdanie większości społeczeństwa mówiące o tym, że jeśli coś jest PRYWATNE to można robić z tym co się chce, i prowadzić to jak się chce... No tak jednak nie jest. Bo w takich realiach nie miałaby prawa istnieć ustawa o Ochronie Zabytków. Jacyś anonimowi "kupcy", kupują dość lukratywne posiadłości, i pierwsze co robią to od razu teren się ogradza, uniemożliwia wejścia. I tak pozostawia na lata... Rzadko kiedy dochodzi do remontów. A jeśli już to są tylko próby... Dlaczego wobec tego nikt nie analizuje sytuacji materialnej potencjalnych kupców, uniemożliwiając zakupu osobom o zbyt małym portfelu?! Przecież cel tych zakupów jest jasny.... Chodzi o nic innego jak o ziemię, z nadzieją, że to się szybko tak rozpierdoli, że nie będzie już innej decyzji konserwatora zabytków jak: zburzyć do końca. Jeśli chodzi konkretnie o Margowo, to nie podoba mi się te wykupowanie posiadłości przez podejrzane typy, które jeszcze mają dość kasy, aby płacić komuś z wątpliwą reputacją za pilnowanie tego obiektu. Kurwa... Czego pilnować?! Pustych ścian, z których wszystko się sypie... Tego pilnują?! Czy może chowają tam jakieś nielegalne dobra i teraz się boją, że ktoś mógłby na to natrafić. Obejrzałem te miejsce dokładnie, z tego co widać, i z początkowej zbyt dużej jak na mnie optymistycznej myśli, nie zostało już nic. Dach z całą pewnością nadaje się do remontu. Widać dziury, dochodzi więc do przecieków. Nie ma do tego szyb i okien, wszystko się sypie. i jest nieudolnie zabezpieczane jedynie przed eksploracją a nie niszczeniem. Wobec tego z całą pewnością doszło do zniszczenia stropów, podłogi. Wszystko co drewniane jest zgnite. I wątpliwe do "przejścia". To efekt lat zaniedbań. A te wynikają z chciwości nowych "właścicieli", którzy nie troszczą się w ogóle o obiekt i powinni być z tego powodu doprowadzi pod sąd, i sądzeni za zaniedbania do których się dopuszczają. I nie może być tak, że odpowiadała by tylko persona. Jeśli obiekt należy do Gminy czy Powiatu to oni również powinni ponosić za to odpowiedzialność... Inaczej taki los, spotka jeszcze nie jedno miejsce których wciąż nie odkryłem i być może nie odkryję (w porę). Zresztą to było na pierwszej części trasy gdy pojechałem do Margowa. Gdy z niego wróciłem, wybierałem się z koleżanką JS na drugą część wyprawy. A w niej kolejne podboje... I kolejne przygody! A tu między innymi objazd całego zalewu Kamieńskiego a także kolejny urbex. Ten tym razem w Piaskach Wielkich, gdzie podobna historia. Z relacji mieszkańców wynika, że obiekt - niegdyś hotel - ma jakiegoś właściciela na papierze. Ten jednak w ogóle nie przejmuje się jego stanem. Obiekt jest zaniedbany, zniszczony i okradziony przede wszystkim z godności i dawnego należnego mu miejsca w kartach historii. Powoli zapomniany. Żyje tylko dzięki urbeksiarzom, którzy takie miejsca wyszukują - cała reszta ma to... Więc wszystko dąży do nieuchronnego, że to wszystko w cholerę się zawali, albo przyjdą i zburzą do końca. Bo przecież miejsca, wspomnienia i historia dla rządnych pieniędzy skurwysynów nie mają żadnej wartości. Liczą się tylko zyski materialne, a te niejednokrotnie idą w pewny absurd dzisiejszych czasów - po ogradzania się od ludzi, stworzenia kolonii, prywatnych osiedli, prywatnych dróg. Wszelkie wielkie posiadłości, z pewnością budowane na brudnych pieniądzach, szczerzone przez wilczury i inne groźne psy. Ludzie coraz mniej ufni wobec siebie, nie rozumieją, że ktoś może jechać po ich zadupiach, zabitych dechami wsiach po to aby zwiedzać, odkrywać kryjące się tam historie. Teraz ludzie już tak nie żyją. Także niegdyś piękne miejsca - obecnie są umieralnią... Żyją jedynie w wspomnieniach tych co żyli w dawnych czasach gdy to prosperowało. A teraz gdy wszystko zniknie... Pozostaną tylko tabliczki: "teren prywatny, wstęp wzbroniony". Wszystko się poogradza i już nikogo nie dopuści. Absurd prawda? W przypadku Piasków Wielkich - ogrodzenie odcięło by dostęp do jeziora Piaski. W przypadku Margowa, odcięłoby się pewną drogę przecinającą wieś, i pobliskie duże gospodarstwa rolne. Prawdopodobnie w dawnych - w lepszych czasach były tu państwowe PGRy, w latach 90-tych sprywatyzowane. I przez może szczęście i dobre prowadzenie - przetrwało to do dziś... Coraz więcej tej "prywatności". Mijaliśmy z JS takie absurdy - właśnie przy samym Zalewie Kamieńskim, który w sposób upodlający ludzki gatunek, zabiera całą naturę, przyrodę, zgarniając ją dla siebie. Tworząc "prywatę"... Na problem nie raz zwracałem uwagę, oburzało mnie to przy innych trasach z serii "Dookoła Zalewu Kamieńskiego" oburza i dziś. Gdy po latach proceder nabiera tylko na sile...
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2022 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1215
Trasa nr [łączna]: 1294
Trasa nr [na blogu]: 1208
W tym tygodniu: 1
W tym miesiacu: 5
W tym roku: 48
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1282 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1196 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 12 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 13874 km
Stan Licznika Końcowy: 13984.45 km
Stan Licznika Końcowy2*: 13909.45 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 26347 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 26458 km
Maksymalna prędkość: 34.9 km/h
Przejechałem: 110.45 km
Przejechałem [msc]: 313.88 km
Przebieg roweru [rok]: 1629.6 km
Przebieg roweru [suma]: 50683.85 km
Przejechalem w 2023: 1629.6 km
Podroż dookoła świata (2023) 4.074 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 126.7096 [%] km
Czas jazdy: 07:03:17 h
Czas Jazdy Suma (ever): 3221:06:36 h
Czas Jazdy Suma (blog): 2997:40:28 h
Czas Jazdy Suma (2023): 112:58:40 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 19:21:40 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 03:52:20 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:21:13 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:28:02 h
Średnia: 15.67 km/h
Dzisiejsza trasa łączyła w sobie dwie części, piękne przygody i mniej chwalebne tematy, wstępnie już opisane w pierwszym akapicie dzisiejszego wpisu. Ot... codzienność z którą się wielokrotnie mierzę. Nieograniczona chciwość i durnota ludzi dookoła mnie. Co się z tym światem dzieje... Jest coraz gorzej więc już nic z tego dobrego nie będzie. Ta nieustanna zabudowa, niszczenie natury i te odgradzanie się na ludzi. To jest przecież nie pojęte chamstwo. No cóż, dzisiejszą trasę rozpocząłem i skończyłem w Kamieniu Pomorskim, ruszając początkowo w porannych godzinach - przed godziną 8 rano. Choć planowałem nieco szybciej, jednak się nie zdołałem wyrobić i wstałem za późno. A z rana jeszcze chłodno. Nie potrzebnie był przymrozek i przez to utrzymywała się taka chłodna nieprzyjemna aura. Mimo, że temp. nieco rosła, przeważnie było słonecznie to jednak był ten chłód wydobywający się z ziemi. Te zjawisko miało jednak i swoje piękne oblicza o którym nie można zapominać... :) Świat z rana tak pięknie wygląda w tej delikatnej mgle. A do tego prawie puste drogi. Nie wiele narwańców w samochodach - ci się nieco później zbudzili i zaatakowali... Dzisiejszy dzień jest też z innego powodu dla mnie ważny. Każda trasa z JS jest dla mnie ważna ale nie tylko o to chodzi... A także o to, że to już 2 lata odkąd mam aparat SONY DSC HX350 - wciągu tych 2 lat zrobiłem na nim blisko 15 tyś zdjęć. Gdy aparat kupiłem - używany w lombardzie, miał nabite 2000+ zdjęć. Pozostałe zrobiłem ja... Oczywiście z czasem pojawił się w moim życiu Nikon Z FC, czy nieudana adaptacja do Sony A7II (incydent) - można tak powiedzieć, że to był tylko krótki incydent - Nikon jest jednak dużej obecny i przez pewny czas (2022 r.) dominował na moich rowerowych podróżach. To rodziło pewny konflikt między Nikonem a Sony i ostatecznie jakoś to pogodziłem. Do Sony mam jednak sentyment - ma fajne efekty. Fajnie mi się na nim zdjęcia robi - i czasem coś naprawdę fajnego z tego wynika! Dzisiaj np. kilka fajnych zdjęć Soniakiem zrobiłem... Wracając jednak do przeszłości to już 2 lata: Szczecińskie wojaże. A tym czasem moja dwuczęściowa trasa - kółko na nieco ponad 30 km, z Kamienia przez Chomino do Margowa. Nie chcę się powtarzać ale nic dobrego nie ciśnie mi się na palce ani na usta, jak widzę co się dzieje z tym obiektem. Tu powinien prokurator wkroczyć i wypracować odpowiedzialność finansową właściciela obiektu za to co robi - a właściwie nie robi. Jak można z takim zadowoleniem z życia doprowadzać do ruiny tych pięknych obiektów? To jednak temat zastępczy. Nie chcę się skupiać na tym co złe a tego jest najwięcej. Z samotnej, z chłodnej i porannej części trasy wróciłem do Kamienia po koleżankę JS, z którą od razu ruszyliśmy w dalsze podboje, na ul. Wolińską w Kamieniu, mijając całe miasto - tak jak zwykle mijam miasto robiąc trasę Dookoła Zalewu Kamieńskiego: Dookoła Zalewu Kamieńskiego - 03.09.2018 r. - mój pierwszy objazd zalewu i ostatni: "35 000" Aurelio !" -
Dookoła Zalewu Kamieńskiego . Pewne opisywane problemy nie uległy zmianie... Te drogi prywatne, wycinki lasów, i coraz gęstsza zabudowa domów, i innych obiektów usługowych w pobliżu takich wydawałoby się publicznych miejsc - jak morze, jezioro, rzeka czy tu Zalew Kamieński... Nie można wszystkiego tak ochoczo prywatyzować uniemożliwiając ludziom swobodnego dostępu do tych miejsc. A jeszcze uzasadniać to, że ktoś to kupił, to jest prywatne i może robić co chce... No nie może. Bo skoro pewny stan rzeczy funkcjonował ileś lat, to nie można nagle przyjść i go zmieniać... No ale dobra. Nie ma co się rozwodzić nad tematami na które nie ma się większego wpływu. Póki co trwała moja druga, ciekawsza i piękniejsza część trasy, z koleżanką JS... :) Jechaliśmy do niezwykłej miejscowości Piasków Wielkich, położonej w malowniczych stronach. Piękne duże jezioro, dookoła las, i dawny hotel na uboczu wsi, blisko dawnej drogi DK3. Obecnie trwają tu spore prace nad budową drogi S3, i wg. lokalnych mieszkańców stworzy to spore problemy komunikacyjne (np. dostęp mieszkańców Troszyna i okolic) do stacji PKP na przystanku PKP Troszyn... Nie mniej nim tu dojechaliśmy - poznając te problemy lokalnej społeczności, jechaliśmy przez cały Kamień Pomorski i ul. Wolińską w stronę wsi "Laska". Do niej jednak nie dojeżdżaliśmy bo ostatecznie we wsi Sibin skręciliśmy na Dramino. A z stamtąd prosta była droga do Piasków Wielkich. Wjechaliśmy do niej od strony nieznanej nam dotąd drogi, zbudowanej z kamiennych płyt. Kręciłem się tam przypadkiem w zeszłym tygodniu gdy dopiero odkrywałem Piaski Wielkie i tutejszą historię: Piaski Wielkie: Dwór von Flemming. A, że okolica na tyle ciekawa... To jeszcze 02.04 zaplanowałem, że w ten wolny świąteczny poniedziałek tu przyjadę. I wezmę koleżankę ze sobą. No i jesteśmy! Odkrywając przy tym nowe drogi. Jednak dzisiaj nasz cel nie pozwalał pokręcić się po Piaskach Wielkich, Troszynie i tutejszych lasach. Nie znalazłem jednak potwierdzeń słów starszego mieszkańca wsi, który opowiadał nam o tym jak dawniej tu było pięknie... Opowiadał o problemie komunikacyjnym w Troszynie, gdzie podobno budowa drogi S3 ma uniemożliwić swobodny dojazd i dojście do linii kolejowej (Świnoujście - Goleniów - Szczecin), biegnącej między innymi przez Troszyn. Ja przejeżdżałem przez Troszyn wspomnianego 02.04 i nie zauważyłem tam nic podejrzanego. Zresztą żadne informacje na ten temat się nie pojawiły w mediach. Może do tematu się jeszcze kiedyś odniosę, gdy znów odwiedzę te strony. A tym czasem po kolejnej eksploracji budynku, na tyle na ile było to możliwe... Udaliśmy się z JS do Wolina. Dosłownie kawałek drogi, po dawnej drodze DK3, i dość korkujących się trasach. Można było poszaleć z prędkościami 20-25 km/h wyprzedzać z irytowanych kierowców, którzy stali w gigantycznej kolejce. Z jakiegoś powodu było jakieś dziwne opóźnienie na odcinku od zjazdu z istniejącej obwodnicy Parłówka (już za Troszynem). Minęliśmy jednak te auta, które kawałek dalej jakieś 2 km dalej już jechały swobodnie a niekoniecznie rozsądnie. Dopierdalały i to równo... I tym nadętym wariatom się drogi buduje. A rowerom nie?! Sprawiedliwość... Po drodze zaliczyliśmy krótki wypad do Wolina, i dłuższy odpoczynek przy rzece Dziwnej. Skąd ruszyliśmy dalej w stronę Międzyrzecza przez Unin. Po drodze wspominałem moje dawne dzieje związane z tą drogą, i przygodą w Uninie: Unin - nadmorska przygoda. Naprawdę dawne dzieje. To prawie 5 lat temu... Kiedy to minęło... No cóż, czekał nas teraz mało przyjemny kawałek drogi. O ile do Unina jakoś to idzie to już za nim do samej wsi Zastań to jest masakra. Przy rzece Dziwnej, z której rozciąga się widok na zalew, powstaje coraz więcej zabudowań, coraz więcej terenów jest ogradzanych i nielegalnie oznakowanych jako "prywatne". Takimi są nawet dojazdy do posesji, gdzie tych posesji jest kilka. Wobec tego czyja jest droga? Skoro kilku właścicieli współdzieli tą drogę, to kto mógłby zezwolić na przejazd. Bo logika mówi, że musiałby się zgodzić każdy. Czyli np. nie lubię sąsiada i nie pozwolę aby przyjeżdżała do niego rodzina. Nie zgodzę się aby wjeżdżali i wchodzili na drogę, na której mam pewny % udziału... No chore to wszystko. Tak się dzisiaj wpakowaliśmy w Łuskowie. Był tam taki fajny zjazd w dół. Zaprowadziłem tam JS, mijając tabliczki, że teren prywatny, droga prywatna. A w dupie mam ich prywatność... I tak tam wbiłem. I idąc przy jednym z domków włączył się alarm i zaczęła mnie obserwować kamera IP... Ten świat naprawdę zwariował. Jestem pewny, że kamera złapała obszar poza posesją bandyty, który się tam buduje i w sposób sprzeczny z rozsądkiem chroni swoją posiadłość. Skoro ktoś w taki sposób się chroni to znaczy, że ma coś na sumieniu... Wspomniałem, że ta droga jest nie przyjemna już za Uninem. No bo jest. I nie wpływa na to tylko debilizm ludzi, którzy dookoła się tak nagminnie budują. Ale także pusta przestrzeń, i górzysty teren. Tu do wsi Zastań jest cały czas pod górkę. To ciężki odcinek trasy, z którym trzeba sobie jakoś dać radę. Dzisiaj jednak wyjątkowo nie jechaliśmy pod Zastań. W Sierosławiu odbiliśmy na Chrynowo a z niego wyjechaliśmy w Kołczewie. Tak dojechaliśmy do drogi DW102. Gdzie tu od nie dawna wybudowano fajną szeroką (i co najważniejsze asfaltowa) drogę dla rowerów. Kilometrów przybywało, drogi do pokonania było coraz mniej. I tak jechaliśmy już przy morzu, mijając kolejne kilometry drogi DW102 i nadmorskie miejscowości Międzywodzie, Dziwnów i Dziwnówek. Z Dziwnówka już prosta droga przez Wrzosowo do Kamienia. Jednak nieco tą drogę urozmaiciliśmy, małą przejażdżką przez Wrzosowo w którym odkryłem dość ciekawe skrzyżowanie o ruchu okrężnym: tylko znak C-12 bez znaku A-7 (ustąp pierwszeństwa). Do tej pory nigdy nie widziałem na żywo takiego rozwiązania. Zawsze ronda miały z A-7 czyli pierwszeństwo mają ci co są na rondzie a nie ci co na nie wjeżdżają... No i ostatnimi siłami, te już po nieco ponad 100 km zaczęły mi się kończyć, zrobiliśmy jeszcze mały objazd Kamieńskiego osiedla Chopina, po tutejszych coraz śmielej powstających osiedlach domków jednorodzinnych. Coraz gęstsza zabudowa, wymusza powstawanie nowych dróg. A tym samym kolejnych rozwiązań i problemów... Bo coraz częściej mamy do czynienia z radosną twórczością stawiania znaków, szlabanów, że rzekomo jedziemy drogą prywatną. No normalnie gdybyśmy jechali po czyjeś własności... No i koniec... Trasa się zakończyła dla mnie z wynikiem 110 km, dla JS z nieco ponad 76 km. I tak bardzo ładnie... Dziś był w ogóle ładny dzień. Byłem pewny, że dziś wyciągnę 100 km... W końcu...! No i śniło mi się dziś, że zrobiłem trasę na której przejechałem 204 km i nie czułem się w ogóle zmęczony!...
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)