W dniu dzisiejszym miałem wykonać bardzo fajną trasę - zresztą najdłuższą i w wakacje i w tym roku kalendarzowym (trasa 120 km). Ale niestety zdrowie mi nie dopisało - długo walczyłem ze sobą co zrobić co zrobić, w końcu zdecydowałem się zjechać z głównego wyznacznika trasy na rzecz pobocznych dróg i podejść do tematu np. jutro gdy będę się lepiej czuł. Oczywiście pogoda - palący upał, ponad 30℃ w cieniu nie jest dla mnie przestrogą lecz wyzwaniem. Tak spędzałem wakacje 2015r, jeżeli chodzi o rower to najlepsze wakacje jakie mi się zdarzyły. Ludzie oczywiście mieli o tym dziwne zdanie, że kto to widział w taką gorączkę jeździć. Przegrzany miałem organizm, nie raz i nie dwa no i żyję dalej i pod wieloma względami mam się świetnie za to pod innymi nie - ale nie szukałbym raczej związku bo go nie ma. To tak, dzisiejsza trasa miała wyglądać tak, że pojechałbym do Nowogardu przed Golczewo (droga nr 106) później do dobrej, wioskami, wioseczkami do Łobza i bym wrócił :D - wiele to pewnie nikomu nie mówi kto nie zna tych terenów ale to nic - to tylko zwiastun tego co nastąpi bowiem już wcześniejszych latach (2014, 2015) tworzyłem mapki moich lepszych tras - nie inaczej będzie tym razem - i taką mapkę gdy już uda mi się tą trasę zrobić opublikuję i będzie można prześledzić jak ona wygląda. A dzisiejsza trasa zaczęła się w tym upale. Chodź nie był on taki męczący przez silny wiatr który tak fałszywie znieczula - sprawia, że jedzie się przyjemnie. Dlatego warto w takie dni rozważyć nasmarowanie się grubą ilością kremu z filtrem UV jeżeli myślicie o rowerze - wybierzcie krem z dużym filtrem - to zawsze bezpieczniej - wiem z doświadczenia, że to nie powoduje później oparzeń - bowiem odkąd sam stosuję takie kremy to jestem ładnie opalony ale nie odczuwam tego skutków - oczywiście tak nie było zawsze. Na początku gdy jeździłem nie stosowałem kremów z filtrem UV i było nieciekawie :( Wróćmy jednak do trasy - zacząłem tradycyjnie - pojechałem drogą nr 108 przez Sowno i dojechałem do Mechowa - do którego wjechałem drugim zjazdem (już tak naprawdę na końcu wioski od drogi nr 108) i pojechałem pod wieś Gardomino skąd udałem się polną drogą wśród kasztanowców do Wanierowa i tam udałem się w stronę lasu - gdzie niekiedy sobie zajeżdżam i tak do tego lasu wjechałem - przejechałem i pobyłem tam chwilę w fajnych terenach - niestety bardzo niszczonych przez ludzi : Nie dość, że wycinka drzew to jeszcze inne destrukcyjne zachowania odmieniły te piękne miejsca :( I stąd wróciłem już polem do takiej drogi za Krężelem w stronę właśnie Wanierowa (taka boczna droga) - i tak wróciłem do domu jeszcze przed godziną 14.
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
ID wpisu: 46
Trasa nr [łączna]: 132
Trasa nr [na blogu]: 46
W tym tygodniu: 4
W tym miesiacu: 12
W tym roku: 46
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 131 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 45 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 1 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 733.33 km
Stan Licznika Końcowy: 752.71 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: brak km
Stan Licznika 2* Końcowy: brak km
Maksymalna prędkość: 28.3 km/h
Przejechałem: 19.38 km
Przejechałem [msc]: 504.27 km
Przebieg roweru [rok]: 1547.65 km
Przebieg roweru [suma]: 5295.25 km
Przejechalem w 2016: 1547.65 km
Podroż dookoła świata (2016) 3.8691 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 13.2381 [%] km
Czas jazdy: 01:44:08 h
Czas Jazdy Suma (ever): 322:37:29 h
Czas Jazdy Suma (blog): 99:11:21 h
Czas Jazdy Suma (2016): 99:11:21 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 32:08:24 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 02:40:42 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:09:23 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:09:23 h
Średnia: 11.18 km/h
Dzisiejsza jazda była dość męcząca - mimo wszystko była bardzo męcząca - i nie chodzi tylko o pogodę ale tak ogólnie byłem zmęczony i padnięty. Nie czułem się przy okazji za dobrze dlatego postanowiłem zmienić nieco dzisiejszą trasę na krótszą i inną - to już nie pierwszy raz w te wakacje jak zmieniam bieg trasy - no cóż, ze zdrowiem się nie wygra. Ale co ważniejsze to już taki smutny czas w życiu nadchodzi - jesień, niczym mityczna jesień życia - wszystko cholernie leci z drzew - dzisiaj np. w głowę dorodnym żołędziem dostałem xD. Mam wrażenie czasami, że wszystkie drzewa pylą - leci z nich nie wiadomo co i spadają kasztany i żołędzie tylko w tej chwili gdy ja tamtędy przejeżdżam :( A może tylko mam takie wrażenie, ale prawda właśnie taka jest, że to ostatnie bardzo piękne dni wakacji - ostatnie dni wolności dla wielu uczniów :-) I coraz więcej kolorowych drzew - aż żal patrzeć na to jak to szybko wszystko zleciało - i wielka szkoda, że tak się stało - można przy okazji wmawiać sobie jak bardzo zmarnowało się ten czas bo jeżeli chodzi o rower to prawda, rok temu miałem zrobione już 2000 km a w tym roku ledwo 700 km w wakacje zrobiłem. Jestem do tyłu i to nieźle - finał wakacji 2015r to 2300 km a w tym roku będzie dobrze jeżeli w ogóle 1000 minę - czy mi się uda czy nie to głównie będzie zależało od tego jak będzie zdrowotnie u mnie. Ostatnie dni pokazały mi, że nie jest wcale źle - ale nic bardziej mylnego bo jest źle ... co jakiś czas nie jest dobrze i rozwala mi to treningi i mile spędzony czas - za to trochę w lesie miło czasu spędziłem - chociaż i tu czekały mnie niespodzianki - jak ogromne błoto i spore kałuże - a niby od kilku dni nie padało ale nie wyschło wszystko - no i pomyśleć, że byłem wczoraj w tym samym lesie w tym samym miejscu na spacerku - właśnie po to aby się "wzmocnić" przed dzisiejszym wyzwaniem - w końcu czymś co można nazwać trasą - spakowałem się nieźle - wziąłem 3x 1,5L butelkę i jedną nie całą 1,75L i dwie nie dopite (w sumie nie całe 0,5 L) buteleczki na wyjazd. Co prawda poszła jedna 1,5L i dopisałem te nie całe przez przejazd ale to miało być na mój cały wyjazd. Do tego jak ja dawno nie jeździłem z pełnym ładunkiem w sakwie - a możecie mi wierzyć na słowo, że jechać na pusto a jechać z 10 KG ładunkiem jest nieco ciężej - ale się nie narzeka i jedzie dalej - wciąż wsłuchanym ponad czasowe piosenki jakie towarzyszyły mi wczoraj na spacerze i wspomnienie tych cudownych, bardzo wielkich drzew mających wiele wiele metrów w obwodzie i będących nie wyobrażalnie wysokimi - dziś już ich nie ma :( Te miejsce się zmienia, ale w pamięci wciąż pozostaje takie samo ! Aby było ciekawie - nie raz bywałem tu rowerem (różnymi drogami) no i nie raz pieszo. A dziś rowerem było nieco ciężko - wielkie kałuże, błoto, zarośla. Przyszedłem zmęczony, brudny, spalony słońcem ... Aż na koniec zacytuję piękną szantę o jakiej właśnie pomyślałem "Już od Valparaiso wiał nam w mordę wiatr, twarze nam spaliło słońce, żarła sól, więc w cieśniny Patagonii poszedł jacht,
nie widziałem nigdy tak surowych gór."
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)