07.01.2022
Jazda nr: 960

Tagi: tr50stka, drzewa, wiejskie_przygody |

Trasa z dnia dzisiejszego nadal udowadnia mi jak bardzo żałosne jest moje życie. Nie czuję się dobrze ani fizycznie ani od sfery duchowej. Nie mam w ogóle na nic ochoty. Ani na rower ani na nic innego. Wszystko co jeszcze kiedyś mogło mi sprawiać radość teraz jest zupełnie obojętne. A mimo to, dalej walcząc z widmem odzyskiwania dość sporej ilości utraconych zdjęć z aparatu: Sony DSC HX350 - nieco więcej pisałem o tym w poprzednim wpisie. To w końcu tamtego dnia ta sprawa wyszła na jaw: Trasa Makowice-Słudwia. Wtedy wyszła na jaw, ale to dzisiaj po tych kilku dniach walki z tym wiem jakie te straty mogłyby być ogromne! Odzyskałem 22 dni i w sumie 1204 zdjęcia. A to przecież nie wszystko! W pojedynczych przypadkach brakuje mi okresu Maja 2021 r. A w tym okresie byłem dość aktywny. I na rowerze i w zdjęciach. Będę je teraz odzyskiwać z rozmów na Messengerze. To już nie będzie ta sama jakość ani plik ale co zrobić. Raz, że mówimy o okresie Maja 2021 a dwa o okresie Kwietnia 2021 r. Zdjęcia udało się odzyskać do okresu Czerwca 2021 r. To i tak niezły wyczyn. Z okresu Maja czy Kwietnia (nie liczne ale jednak) nie da rady. Największa strata dotyczy zdjęć z odwiedzin dworku: Dargosław: Pałac von Neste. A także drugiej części z Makowice-Lotnisko: Makowice-Lotnisko: "Śladami historii 2". Dokładny obraz nie mniej zyskam dopiero po odfiltrowaniu zdjęć z Facebooka. I o ile na zdjęcia z Urbexów już nie liczę, o tyle pozostałe może uda się odzyskać... I jak tu nie być.... Sami dopiszcie co chcecie. Tyle pięknej historii z ubiegłego roku idzie się pierdolić. Wszystko mnie się w tym jebanym życiu idzie pierdolić. Wszystko. Ja już nie mam żadnych pasji, zainteresowań. Nie mam już nic. Chciałem optymistycznie wejść w nowy rok, a tym czasem od samego początku się on pierdoli.... I jak już na początku roku się tak wszystko jebie to co to będzie później?...
brak

* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1
* Poprawka licznika z powodu bugów 2021 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
  • ID wpisu: 966

  • Trasa nr [łączna]: 1046
  • Trasa nr [na blogu]: 960
  • W tym tygodniu: 3
  • W tym miesiacu: 4
  • W tym roku: 4

  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1036 dni [łączna]
  • Trasy unikalne [dzień = trasa]: 950 dni [na blogu]
  • Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 10 dni

  • Stan Licznika Poczatkowy: 4624.7 km
  • Stan Licznika Końcowy: 4674.1 km
  • Stan Licznika Końcowy2*: 4674.47 km

  • Stan Licznika 2* Poczatkowy: 17234 km
  • Stan Licznika 2* Końcowy: 17283 km

  • Maksymalna prędkość: 29.9 km/h

  • Przejechałem: 49.4 km
  • Przejechałem [msc]: 112.33 km
  • Przebieg roweru [rok]: 112.33 km
  • Przebieg roweru [suma]: 41366.64 km

  • Przejechalem w 2022: 112.33 km
  • Podroż dookoła świata (2022) 0.2808 [%] km
  • Podroż dookoła świata (łączna) 103.4166 [%] km

  • Czas jazdy: 02:54:42 h
  • Czas Jazdy Suma (ever): 2601:01:07 h
  • Czas Jazdy Suma (blog): 2377:34:59 h
  • Czas Jazdy Suma (2022): 06:40:48 h
  • Czas Jazdy Suma (w tym msc): 06:40:48 h
  • Średni czas jazdy w miesiacu: 01:40:12 h
  • Średni czas jazdy w tym roku: 01:40:12 h
  • Średni czas jazdy do tej pory: 02:27:41 h

  • Średnia: 17.03 km/h
Dzisiejsza choć nie chciana - może nie chciana w sensie, że nie miałem na to w ogóle ochoty - nie była takim złym wyjazdem. Zainicjowałem pewny proces, jaki ma mnie prowadzić przez ten 2022 r. Regularne trasy 50-tki do 01.09 włącznie. Potem oczywiście nie wykluczam do końca roku, że będę je robił ale na pewno nie z takim naciskiem, że muszę raz w tygodniu. Teraz korzystając z tego, że temp. była na plusie pojechałem w tą podróż. Tak o pojechałem. Nagle po godzinie 10 się przygotowałem, wstałem, wyszedłem i pojechałem. Nie zważając na nic sobie poszedłem. Temp. ledwo przekraczała 0℃. Gdy wracałem było już stabilnie na granicy +0.5℃. Tak temp. się wahała między 0.3℃ a nawet +2℃ (ale to akurat w pełnym słońcu). Więc może być nie obiektywne ;) Prawda jest taka, że ciepło się robiło za późno względem oczekiwań i potrzeb. Bo dopiero bliżej południa się trochę nagrzało. A to nie wiele pomaga w sytuacji na drogach. Choćby tych zaniedbanych przy osiedlu. Nie idzie jechać po tym. Sam lód i na ulicy i na chodnikach. Poprowadziłem więc rower do końca ulicy znów użerając się ze skurwysynami którym ciężko dupę ruszyć kawałek od parkingu i parkują sobie prosto pod klatką. Nie ma jak przejść. A ja idę i się kurwami nie przejmuję. Najwyżej zarysuję im ich jebane rydwany. W dupie to mam. To oni źle stanęli, to oni są tu winni nie ja. Ja mam prawo przejść po chodniku jako pieszy. Sytuacja się powtarza. W zeszłym roku też było to skurwysyństwo. W tym roku już zwracałem na to uwagę i sytuacja ma znowu miejsce... Ale tak nie będzie. Mam dość zjebane życie, dość zjebanie się w nim czuję aby nie wykorzystać tego aby nie zaprowadzić porządków. Koniec tej wolnej amerykanki. A jeśli już chodzi o tą zasraną drogę to w drodze powrotnej na osiedlowej lód trochę puszczał. Gdyby tak się działo rano ponad 3h wcześniej jak wyjeżdżałem... Byłaby to całkiem inna sytuacja. Kawałek pojechałem wzdłuż tej osiedlowej uliczki. Ale tylko kawałek. Dalej nadal był lód i się w to nie pchałem. A to nie jedyny mankament dzisiejszej spokojnej trasy 50-tki. Drugi to wchodzenie w Nowy Rok ze starymi błędami. Znów masowe wycinki drzew. Tym razem wzdłuż drogi DW106 od Golczewa w stronę Błotna. Szaleją tam i masowo wszystko tną... Banda jebanych skurwysynów... Czemu jeszcze nie poumierali?! Przecież panuje śmiercionośny wirus.... A jednak nie dopada tych co powinien! Co to ma być?! I tak na koniec. Nic się przecież u mnie na dobre nie zmienia. Z każdym kolejnym dniem widzę coraz bardziej to jaki ten świat jest. Zniszczony, zdegradowany... Nie warto tak żyć... A na domiar złego w samotności...

Oto jedno ze zdjęć z trasy :)

trasa07stycznia2022zdj1.jpgtrasa07stycznia2022zdj2.jpgtrasa07stycznia2022zdj3.jpgtrasa07stycznia2022zdj4.jpg


Mapa przebiegu trasy :)