Dzisiejsza trasa odbywa się w takich trudniejszych dla mnie warunkach. Nie chodzi o pogodę czy o takie czynniki. Te akurat są dobre. No ale od kilku dni jest taka gorsza sytuacja i wszystko dookoła mnie dobija. Jednak nie mogę zbyt długo trwać w takim smutku i przybitej sytuacji. Związku z czym wykorzystałem dzisiejsze już naprawdę późne po południe. Było naprawdę ładnie i ciepło. Postanowiłem wdrożyć w życie plan z 22.05... Między Słudwiami a Dobiesławem jest takie pole, nieco w dole, otulone żółtymi kwiatami... Pięknie to wygląda. Z jakiegoś powodu w dniu 22.05 gdy jechałem tu po południu rowerem: Trasa Makowice-Słudwia założyłem, że będzie to fajnie wyglądało wraz z zachodem słońca, które będzie tak pięknie otulało w swoich promieniach te ostatnie dni z rzepakiem w tym roku... W końcu wkrótce rzepaku już nie będzie. I tak pięknych żółtych pól również... Jednak to nie był trafiony pomysł. W tym miejscu co byłem nie mogłem oglądać zachodu słońca - było za nisko i zachód miałbym w takim miejscu, że nie łapałby w te fajne miejsce... Tu już prędzej można by było wybrać się na wschód słońca!... :3 Jednak i tak te po południe minęło fajnie. Choć w głębi siebie czułem się taki smutny, przygnębiony. Trudno to ukryć, otoczenie (osoby) z otoczenia również to widziały. W jakim jestem wstanie a zaczęło się powoli już od poniedziałkowego po południa choć więcej złych emocji urosło od wtorku (23.05). I nie minęło całym dzisiejszym dniem... Dzisiaj ostatecznie na ten zachód się nie załapałem. Pod Słudwiami jakoś nie pasowała mi perspektywa. Wszystko mi tu nie pasowało. Jechałem więc do domu, z nadzieją, że załapię zachód przy drodze na Sowno. Nie zdążyłem... Skupiłem się na robieniu zdjęć zającom, których wypatrzyłem przy dawnych obiektach należących do PKP (tu była taka zajezdnia techniczna) zaraz za stacją PKP Płoty. I to się działo właśnie w czasie zachodu słońca... Z niego pozostało mi tylko podziwiać barwy na niebie...
* Zapasowy licznik na wypadek awarii 1 * Poprawka licznika z powodu bugów 2022 r. Wartość jak na zdjęcu licznika.
ID wpisu: 1240
Trasa nr [łączna]: 1319
Trasa nr [na blogu]: 1233
W tym tygodniu: 2
W tym miesiacu: 14
W tym roku: 73
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1307 dni [łączna]
Trasy unikalne [dzień = trasa]: 1221 dni [na blogu]
Trasy wielokrotne [dzień = dwie trasy]: 12 dni
Stan Licznika Poczatkowy: 15213 km
Stan Licznika Końcowy: 15228.63 km
Stan Licznika Końcowy2*: 15153.63 km
Stan Licznika 2* Poczatkowy: 27687 km
Stan Licznika 2* Końcowy: 27703 km
Maksymalna prędkość: 35 km/h
Przejechałem: 15.63 km
Przejechałem [msc]: 739.57 km
Przebieg roweru [rok]: 2873.97 km
Przebieg roweru [suma]: 51928.22 km
Przejechalem w 2023: 2873.97 km
Podroż dookoła świata (2023) 7.1849 [%] km
Podroż dookoła świata (łączna) 129.8206 [%] km
Czas jazdy: 00:54:48 h
Czas Jazdy Suma (ever): 3300:51:33 h
Czas Jazdy Suma (blog): 3077:25:25 h
Czas Jazdy Suma (2023): 192:43:37 h
Czas Jazdy Suma (w tym msc): 49:33:26 h
Średni czas jazdy w miesiacu: 03:32:23 h
Średni czas jazdy w tym roku: 02:38:24 h
Średni czas jazdy do tej pory: 02:28:54 h
Średnia: 17.37 km/h
Trasa z dnia dzisiejszego a właściwie dzisiejszego późnego po południa nie poprowadziła mnie nigdzie dalej niż szlakami znanej trasy cyklicznej przez "słudwia". Miałem w sumie w planie zrobić inną cykliczną trasę przez Makowice na Słudwia po to aby w czasie zachodu słońca być przy Słudwiach (za Dobiesławiem) jednak się nie udało. W dzisiejszy dzień mieszają się jeszcze inne sprawy... Bo jak zwykle na za dużo się zgodzę, żeby komuś coś pomóc i tak jest. Takiemu jednemu znajomemu ze szkoły robię komputer. I gościu miał przez tydzień czasu problem zamówić dysk SSD do tego komputera. Można było to od ręki załatwić w Media Expert... Dostawa na drugi dzień. I temat byłby dawno zamknięty. No ale jak zwykle jest jak jest - więc dopiero dzisiaj odbierałem od niego tą przesyłkę. Już nie z domu a po drodze, a co najlepsze jeszcze nie od niego ale od jego koleżanki ze szkoły ;) Ona jest u nas bibliotekarką. Ja jej osobiście nie lubię podobnie jak jego. No a wyszło tak jak wyszło, że z takiego nijakiego dzisiaj dnia (tak szaro, nie fajnie) zrobiło się tak ładnie późnym po południem. A do tego to ostatnie dni jak jest w tym roku dominujący żółty kolor na polach... Więc nie mogłem sobie z powodu czyjeś ekscesy darować chwilę radości w tym smutnym życiu... No to jego problem, że tyle czasu zmarnował. Mogłem to dawno zamówić, odebrać i oddałby mi tylko za dysk i tyle. Temat załatwiony. A tak robi to co robi. I trudno - nie będę się podporządkowywał pod niego. A kilka godzin wcześniej (względem wyjazdu) nie wiedziałem co dziś z sobą pocznę. Gdy trwam w takim smutku :( No począłem - myślę, że rozsądne kroki. Zawsze rowerek to lepsze niż siedzieć i się smucić w domu bo powodów do smutku jest... A tak szkoda mi tych naprawdę długich dni (zachód słońca po godzinie 21...) długo jasno. Fajnie tak... Można by było skorzystać. A tak... Przemija nieodwracalnie co najwyżej czekając na kolejną szansę w przyszłym roku. Gdy znów dni będą długie. Dzisiejsze po południe może nie przyniosło kilometrów i tak nie czułem się na siłach jeździć nie wiadomo ile. Przyniosło za to co innego równie ważnego - milsze wspomnienia i kilka fajnych fotek. A może jakaś nadzieja wraz z dzisiejszym po południem się jednak urodziła? Taka nadzieja, że może w kolejnych dniach będzie lepiej i się jakoś to wszystko ułoży?...
Oto jedno ze zdjęć z trasy :)